Kultura i Historia nr 15/2009

Milena Gucma
Joanna Nawój-Połoczańska

Konsekwencje przemian ustrojowych – wybrane aspekty. Oświata i migracje zagraniczne w latach 1989 – 2008

Abstrakt

Pierwsza część artykułu prezentuje historyczne tło dla wydarzeń roku 1989 w Polsce zwłaszcza wydarzenie, które jest znane jako narodziny III Rzeczpospolitej.
Druga część skupia się na migracjach polskiej ludności do innych krajów. W artykule można się także dowiedzieć kim jest przeciętny Polski emigrant. Jednak kwestia, która jest najmocniej podkreślana w artykule to wpływ jakie mają migracje na życie wielu ludzi, nie tylko samych emigrantów, ale także dla ich rodzin.

Trzecia część artykułu opisuje zmiany w polskim systemie edukacyjnym. Szczególny nacisk został położony na reformy edukacyjne i związany z nim obowiązek nauki języka angielskiego oraz wiek, w którym dzieci będą musiały rozpoczynać szkołę. Co więcej, wskazuje się tu niebezpieczeństwo niewykwalifikowanych nauczycieli języka angielskiego, którzy być może będą musieli być zatrudniani oraz konsekwencje jakie może mieć to na uczenie i wychowywanie uczniów.

Artykuł podsumowuje także zmiany mające miejsce po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Są to nie tylko zalety, ale i wady tego sławnego wydarzenia.

Abstract

Consequences of Regime Changes –Chosen Aspects. Education and Migrations Abroad between 1989 – 2008

The first part of this article presents historical background of 1989 in Poland especially of the happening that is widely known as the birth of the 3rd Republic of Poland.

The second part focuses on the migrations of Polish people to other countries. In the article you can also find out who the average Polish emigrant is. However, the most important case emphasized in the article is the impact of migrations it had on people’s lives, either emigrants or their families.

The third part of the article describes the changes of the Polish educational system. Special attention is paid to the educational reforms concerning the obligation of learning English and the age in which children will have to start school. What is more, it shows the danger of unqualified teachers of English who might be employed and the consequences it may have on teaching and upbringing of students.
To sum up, the article also gives the reader an idea of changes that happened after the accession of Poland to the European Union. Not only are they advantages, but also disadvantages of that famous event.


Narodziny III Rzeczpospolitej w 1989 roku, poprzedzone zostały różnorodnymi wydarzeniami na scenie politycznej, gospodarczej i społecznej, obejmując swym zasięgiem cały świat, a w konsekwencji Polskę. Skruszenie lodów zimnej wojny zniosło dychotomiczny charakter świata, umożliwiając wprowadzanie reform nadających inny kształt „nowonarodzonym” państwom bloku wschodniego. Upadek ZSRR zakończył całą epokę historyczną. Od utopii zakładającej postęp pod przymusem, przez państwowy terror, komunizm doprowadził w końcu do rozkładu materialnych i kulturowych podstaw życia społecznego (Roszkowski, 2007, s. 144).

Rok 1989 charakteryzują przemiany ustrojowe kojarzone z kilkoma symbolami nowego okresu w dziejach Polski. Spośród nich historycy wymieniają porozumienie kwietniowe, powstanie niekomunistycznego rządu na czele z Tadeuszem Mazowieckim, zwycięstwo Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich oraz obrady „okrągłego stołu” (Eisler, 2000). Debata, która trwała od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku, otwierała oficjalne negocjacje pomiędzy tzw. stroną koalicyjno – rządową a solidarnościowo – opozycyjną (Patek, Zblewski, 1998). Ważnym symbolem są właśnie pierwsze, częściowo wolne wybory, które odbyły się w czerwcu 1989 roku. Frekwencja wyborcza na poziomie 62 %, okazała się dużym zaskoczeniem, wskazując na apatię społeczeństwa tkwiącego mentalnie w poczuciu bezradności. Po latach wojny i okupacji polski naród pełen nadziei na wolność został poddany presji, nakazom i zakazom ze strony ZSRR, który regulował politykę Polski.

Od lat przepowiadano Polsce poważniejszy kryzys. Nikt nie spodziewał się, że inicjatywę polityczną przejmie polska klasa robotnicza i zupełnie nowa grupa nieznanych dotąd przywódców. Powodami owego kryzysu było bankructwo oficjalnej ideologii, przekupstwo administracji i brak porozumienia między partią i narodem. Niski poziom wydajności w przemyśle czy stagnacja stopy życiowej ludności stały się cechami systemu. Powstanie Solidarności uznano za kulminację tego procesu. To spontaniczny ruch, którego celem była walka o „odbudowę i odnowę” narodu (Davies, 2004).
Spuścizna po PRL-u nie rokowała wielkich nadziei na szybkie dorównanie poziomem rozwoju gospodarczego do państw Europy Zachodniej. Polska wymagała wdrożenia gruntownych reform w celu wyprowadzenia z cywilizacyjnej zapaści państwa zadłużonego za granicą na dziesiątki miliardów dolarów. Rząd Tadeusza Mazowieckiego, z Leszkiem Balcerowiczem w roli ministra finansów, podjął wyzwanie i opracował plan naprawczy dla kraju, zwany planem Balcerowicza. „ (…) podjęto starania o wprowadzenie gospodarki rynkowej, rozwinięto plany reprywatyzacji i powrotu do kapitalizmu” (Czubiński, 2000, s. 379). Postawiono także w upadłość Państwowe Gospodarstwa Rolne – stanowiące relikt przeszłości. Pracownicy PGR-ów pracowali w myśl zasady: czy się stoi, czy się leży tysiąc złotych się należy, tworząc specyficzną grupę społeczną nastawioną – jak się później okazało – roszczeniowo wobec państwa.

Po raz pierwszy w 1990 roku zarejestrowano ponad milion bezrobotnych. Zjawisko to narastało, osiągając w połowie minionej dekady liczbę 3 mln. Upadły system polityczny zakładał „pracę dla wszystkich” obywateli, o którą nie trzeba było zabiegać. Pokolenie Polaków tkwiących mentalnie w minionej epoce, poniosło wysokie koszty zmiany ustroju. Obciążenia spadły na społeczeństwo w postaci m.in. bezrobocia, jako stanu faktycznego, ale i pewnej destrukcyjnej, charakterologicznej przypadłości, będącej konsekwencją wyuczonej w „opiekuńczym” państwie niezaradności.
Mimo niewątpliwego sukcesu gospodarczego jakim było ugaszenie hiperinflacji i zapełnienie sklepów różnorodnymi produktami, co w czasach PRL było nieosiągalne, jednak pogłębiał się proces zróżnicowania społeczeństwa pod względem statusu materialnego. Niestety, nie wszyscy mogli pozwolić sobie na korzystanie z różnego typu luksusów, a tym bardziej na wyjazd do innych krajów. Powodem tego był między innymi, zbyt niski poziom zarobków Polaków – przeciętnych emerytów, czy wielu pracowników sektora publicznego. Konsekwencją tej aporycznej sytuacji były niepokoje społeczne i ogólna frustracja prowadząca do przeświadczenia, że lepiej jest kombinować niż uczciwie pracować (Eisler, 2001).

Podsumowanie okresu III Rzeczypospolitej, czy próba jego oceny jest nie lada wyzwaniem i to z kilku powodów. Ten „fragment współczesności” wciąż trwa, dotyczy czasu rzeczywistego. Konsekwencje niedawnych rozstrzygnięć politycznych nie są w pełni wyraziste, a wielu decydentów wciąż jest widocznych w krajobrazie politycznym Polski. Z wielką ostrożnością, można pokusić się o wstępną próbę syntezy nie tak dawnych przecież wydarzeń. Z pewnością Polska stała się krajem niepodległym i suwerennym. Ciągle jednak pozostaje państwem gospodarczo słabym, nie odpornym na ekonomiczne naciski potęg takich jak: Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Polska to ciągle kraj nienajlepiej rządzony i w niektórych kwestiach znacznie zacofany. Brak systemowego podejścia do oświaty czy szkolnictwa wyższego oraz złe gospodarowanie potencjałem ludzkim i rynkiem pracy skłania młodych Polaków do zagranicznych migracji zarobkowych.

Charakterystyczny dla omawianego okresu polityk jest niekompetentny i często skompromitowany – dotyczy to zarówno polityków lewicy, jak i prawicy. To okres tzw. „karuzeli stanowisk” i plagi korupcji (Sowa, 2001). Ekipy rządzące nie były zgodne co do kierunków prowadzonej polityki państwa i wspólnoty interesów, tkwiąc w podziale na lewicę i prawicę. Do rozłamu doszło również w obrębie „zespołu” polityków mających korzenie w KOR-ze i Solidarności prowadząc do sporu w obrębie obozu rządzącego trwającego aż po dzień dzisiejszy.

Ponad wszelkimi podziałami politycznymi została podjęta decyzja o przyłączeniu Polski do struktur NATO – największego i najsilniejszego międzynarodowego sojuszu polityczno-wojskowego. Wraz z Czechami i Węgrami 12 marca 1999 roku Polska stała się pełnoprawnym członkiem NATO, a we wrześniu w Szczecinie powstało dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północ – Wschód (Sowa, 2001). Po procesie destalinizacji, której symbolem była deklaracja z dnia 8 grudnia 1991 roku, na mocy której rozwiązano Związek Radziecki, Europa nie miała gotowego scenariusza, pozostając w fazie dynamicznego dryfowania. „Europa – jak sama natura – nie znosi próżni” (Davies, 2001, s. 1212). Państwa po procesie dekomunizacji musiały podjąć trud określenia swej tożsamości. Poszukiwania zmierzające w stronę pokoju doprowadziły Europę do wspólnego modelu współpracy ekonomiczno-polityczno-gospodarczej w ramach unii państw europejskich. Po negocjacjach trwających od 31 marca 1999 roku Polska przystąpiła do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. W związku z tym Polska musiała uporać się z wieloma trudnościami wynikającymi z konieczności dostosowania przepisów prawnych i różnego rodzaju norm do przepisów i dyrektyw unijnych (Sowa, 2001).

Migracje zarobkowe – kariera zaczyna się od zmywaka?

Dzień akcesji Polski do Unii Europejskiej – poprzedzony kilkuletnimi przygotowaniami – ma format wielkiego wydarzenia społecznego, które trwale zmienia oblicze nie tylko kraju, kontynentu, ale i świata. Omawianie wszystkich konsekwencji przystąpienia Polski do UE znacznie przekracza ramy wyznaczone dla tego opracowania. Omówione zostanie ono wyłącznie w aspekcie wpływu na ruchy migracyjne ludności.

Według Jana Zamojskiego „spotykamy (…) momenty szczególne, wybuchowe, kryzysowe, łamiące dotychczasowy jego bieg, dające silny, gwałtowny impuls ku nowym formułom rozwojowym i otwierający nowe karty historii narodów, państw, kontynentów [akcesja do UE- przyp. autorki]. Do takich właśnie należy ten szczególny splot zdarzeń historycznych, jakim jest rozpad imperiów i towarzyszące im (…) erupcje migracji” (Zamojski, 2003, s.5-6). Migracja jako zjawisko przemieszczania się ludzi jest naturalne i istnieje „od zawsze”. Można je podzielić ze względu na zasięg, na zewnętrzne (wyjazd z kraju) i wewnętrzne (zmiana miejsca popytu na terenie kraju). Kolejnym kryterium może być czas trwania (migracje sezonowe, cykliczne, trwałe) lub cel wyjazdu (migracje turystyczne, zarobkowe, lecznicze, religijne). Przyczyny migracji są uwarunkowane wieloma czynnikami: historycznymi, społecznymi czy gospodarczymi, ze względu na które wyodrębnia się: migracje ekonomiczne (kiedy sytuacja gospodarcza w kraju migranta „zapada się”), migracje polityczne (ucieczka od opresji systemów totalitarnych), migracje ze wsi do miast i odwrotnie.

Zmiany, jakie nastąpiły po 1989 roku, a zwłaszcza liberalizacja zasad ruchu granicznego, nie zaowocowały nasileniem emigracji osiedleńczych, a przeciwnie – zmniejszeniem skali tej formy migracji (Kaczmarczyk, 2006, s.3). Paradoksalnie wzrosła skala wyjazdów krótkoterminowych (do kilku tygodni) i cyklicznych (3 tygodnie w Polsce, 6 tygodni za granicą). Zmiana w sferze polityki paszportowej i wizowej, która doprowadziła do zniesienia ograniczeń w ruchu międzynarodowym „utrudnia” prowadzenie badań i obserwacji nad współczesnymi procesami migracyjnymi i ich zasięgiem. Istniejące źródła danych o mobilności Polaków, np.: dane ze spisów powszechnych, Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, czy stały monitoring prowadzony przez Główny Urząd Statystyczny, pozwalają naszkicować pewien obraz aktywności migracyjnej Polaków, ale czy jest to obraz prawdziwy?

Na przykład, zgodnie z założeniami metodologicznymi, statystyka migracji zagranicznych prowadzona w GUS dotyczy wyjazdów z kraju na stałe, czyli emigracji, i jest rejestrowana na podstawie zgłoszenia wymeldowania z miejsca pobytu stałego. (Wasilewska, B., Mogilnicka, A., 2007). Wedlu oficjalnych statystyk za lata 1990-2004 Polskę opuściło około 330 tys. emigrantów, natomiast w roku 2004, (po przystąpieniu Polski do UE) wyemigrowało nieco ponad 19 tysięcy osób (2 tysiące mniej niż w roku poprzednim). Dane pochodzące z Powszechnego Spisu Ludności z 1988 r. wykazały natomiast, nieobecność ponad 900 tysięcy stałych mieszkańców Polski, którzy przebywali poza granicami kraju. W roku 1995 liczba ta została oceniona (wg Mikrospisu) ponownie na około 900 tysięcy osób, czyli 2% populacji. Według najbardziej aktualnego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2002 roku za granicą przebywało czasowo 786 tysięcy osób – 1,8% populacji Dane te nie odzwierciedlają w pełni skali zjawiska, w istocie rzeczywista emigracja w tym okresie była większa, bowiem dane spisu ludności nie ujęły osób, które opuściły Polskę po wymeldowaniu się z pobytu stałego, czyli około 300 tysięcy (Kaczmarczyk, 2006, s. 5). Można się spodziewać, iż liczba osób przebywających czasowo poza granicami kraju (nadal zameldowanych na pobyt stały) gwałtownie wzrosła po 1 maja 2004 roku. Według danych GUS w 2005 roku poza granicami kraju przebywało 1 170 tys. Polaków, a w 2006 roku 1 550 tys.

Jeszcze inne dane – pochodzące z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – ukazują odmienny obraz migracji. Liczba osób przebywających za granicą dłużej niż 2 miesiące w okresie od II kwartału 1994 do II kwartału 2005 została oszacowana na 100 – 300 tys. Po 1 maja 2004 r. zwiększa się skala mobilności mieszkańców Polski. Liczba Polaków przebywających czasowo poza granicami Polski wzrosła w porównaniu z rokiem 2003 o około 20%, a w porównaniu z rokiem 2002 o ponad 50%. Dodatkowo, zwiększył się udział osób przebywających poza granicami kraju krócej niż 12 miesięcy. O ile jeszcze do 2000 roku liczba migrantów krótkookresowych była zbliżona do osób przebywających za granicą powyżej roku, to w okresie późniejszym wzrasta znaczenie migracji krótkookresowych, trwających krócej niż 12 miesięcy. (…) Dominująca część osób przebywających za granicą czasowo (tj. takich, których gospodarstwa domowe pozostawały w Polsce) migrowała na krócej niż 12 miesięcy – dotyczyło to około 60-70% osób. Dodatkowo, o ile w ostatnich latach mieliśmy do czynienia ze wzrostem skali mobilności, to dokonała się ona głównie za sprawą migracji czasowych. Dane BAEL nie obejmują pokaźnej liczby osób, które wyjeżdżają za granicę na krócej niż 2 miesiące (Kaczmarczyk, 2006, s. 4). Można je odnaleźć w statystykach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które szacują liczbę pracowników krótkoterminowych na 350 – 400 tys. osób, które podejmują zatrudnienie na podstawie umów bilateralnych.

Kim jest statystyczny polski emigrant?

Według jednej z najnowszych analiz OECD migranci z Polski (dane dotyczą ponad 2 mln osób, urodzonych w Polsce, w większości żyjących za granicą ponad 10 lat – 78%) to głównie osoby w wieku produkcyjnym między 25 a 64 rokiem życia (66,5%). Prawie połowa (47,2%) legitymowała się wykształceniem średnim, 31,3% – wykształceniem podstawowym i 21,5% wykształceniem wyższym. Spośród wszystkich objętych badaniem 60% należało do aktywnych zawodowo, a osoby bezrobotne stanowiły 6,4%. Najbardziej aktywnymi zawodowo imigrantami z Polski były osoby z wykształceniem wyższym – 70%, a najmniej z wykształceniem podstawowym – 32%. Zdecydowana większość Polaków zatrudniona była na stanowiskach nie wymagających kwalifikacji – 62%, kolejne 25% – w zawodach technicznych, a następne 13% – w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji. Kolejnej charakterystyki polskich migrantów, którzy osiedlili się za granicą po 1 maja 2004 r., można się spodziewać po kolejnych spisach powszechnych, planowanych na lata 2010-2012 (Biuletyn Migracyjny Nr 17, 2008).

Dokąd prowadzi migracja?

Zagraniczne migracje zarobkowe to zjawisko, które jest implikowane przez rynek pracy, choć związek ten nie jest jednoznaczny. Część danych statystycznych wskazuje na zmniejszanie się bezrobocia od chwili wstąpienia Polski do UE. Inne dane wskazują na fakt, iż do pracy za granicę wyjechały osoby pracujące, a bezrobotni, którzy pozostali w kraju nie są w stanie objąć po nich wolnych miejsc pracy. Omawianą tendencję potwierdzają krajowi pracodawcy narzekający na problemy ze znalezieniem pracowników oraz sprawozdania z badań które wskazują, że najliczniejszą grupą gotową podjąć pracę za granicą stanowią osoby pracujące (Zagraniczna migracja zarobkowa, 2007). Trudny do pominięcia jest również fakt podejmowania pracy znacznie poniżej kwalifikacji (absolwenci szkół wyższych wykonują prace fizyczne w Niemczech czy Wielkiej Brytanii). Długotrwałe wykonywanie prostych, mechanicznych czynności może prowadzić do deprecjonowania rangi wykształcenia i apologii pieniądza jako wartości nadrzędnej, w imię której warto zatracić siebie. Przy czym warto przypomnieć, iż pierwsza praca jest swoistym scenariuszem „kopiowanym” przy każdym następnym zatrudnieniu. Psychologowie pracy nazywają to zjawisko imprintingiem; młodzi ludzie, absolwenci podążają za wdrukowanym wzorcem, szukając jego elementów w kolejnej sytuacji zawodowej. W jakim kierunku zmierzać będzie kariera pokolenia młodzieży, które swą ścieżkę zawodową rozpoczęło od pracy „przy porcelanie” lub na zmywaku?

Niektórzy analitycy zagadnienia traktują migrację jako dobrodziejstwo (zwłaszcza w skali makro: statystyki urzędów pracy wykazują spadek bezrobocia, wzrost aktywności zawodowej Polaków), inni natomiast jako przekleństwo, które wpływa destrukcyjnie na funkcje podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina. Jednym z czynników „wypychających” w kierunku migracji jest możliwość zarobienia większych (niż w kraju) pieniędzy w krótszym czasie. Jak wskazują na to badania prowadzone, m.in.: Zachodniopomorskie Obserwatorium Rynku Pracy, wśród „przyczyn przemawiających za podjęciem decyzji o migracji zarobkowej za granicę, badani wskazywali najczęściej na chęć podniesienia statusu materialnego swojego i rodziny (73%)” (Zagraniczna migracja zarobkowa, 2007, s. 20). Można zatem wnioskować, że dotychczasowe zarobki otrzymywane za pracę w kraju nie były dla nich satysfakcjonujące. Z cytowanego raportu dowiadujemy się również, iż „przeciętna kwota zaoszczędzona przez respondentów podczas ostatniego wyjazdu, wyniosła 12 563 zł, z czego 9 737 zł osoby te wydały lub zainwestowały w Polsce, co stanowi 78% wszystkich zaoszczędzonych pieniędzy. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie osób wyjeżdżających wynosiło 5 664 zł, z czego badani średnio 21% przeznaczali na utrzymanie. Przeciętna kwota możliwa do odłożenia w ciągu miesiąca wynosiła 4 479 zł” (Zagraniczna migracja zarobkowa, 2007, s. 12).

W kontekście prowadzonych powyżej rozważań powstaje pytanie: W jaki sposób nagły wzrost dochodów rodziny wpływa na wewnątrzrodzinne więzi? Z wywiadu przeprowadzonego przeze mnie z ordynatorem szpitala psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w Szczecinie (w 2007 roku) wynika, że istnieje dostrzegalna korelacja między zdrowiem psychicznym dzieci a zjawiskiem migracji zarobkowej rodzic-a/ów. W dniu przeprowadzenia wywiadu połowa hospitalizowanych dzieci, pochodziła z rodzin, z których minimum jeden rodzic opuścił gospodarstwo domowe w celu podjęcia pracy zarobkowej poza granicami kraju. Dzieci zostały skierowane do szpitala ze względu na objawy zbliżone do występujących w depresji: zaniżone poczucie własnej wartości, utrata wiary w sens życia, spadek motywacji do nauki. Część z nich cierpiała z powodu uzależnienia od gier komputerowych i telewizji, zdarzyło się również kilka prób samobójczych. Rodziny nieletnich pacjentów egzystujące dotychczas na niskim poziomie finansowym, otrzymały nagle dość duże kwoty pieniędzy. Nie były jednak w stanie gospodarować nimi racjonalnie. Znamienne są przypadki zakupu drogiego sprzętu audio – tele, ekskluzywnych samochodów, przy całkowitym braku inwestycji w „kapitał ludzki” (zaspokajanie podstawowych potrzeb, kształcenie dzieci, zakładanie lokat/kont „na przyszłość” dla członków rodziny, etc.). Migracja, która sama w sobie zakłada tymczasowy „rozpad” rodziny, przyczynia się w pewnym stopniu do dalszego wyalienowania jej członków. Dotychczasowe miejsca komunikacji rodzinnej – wspólny pokój, miejsce przy stole kuchennym straciły zwoje znaczenie jako bastion komunikacji, zostały bowiem wyparte przez powszechną ekspansję techniki wyrażoną formułą „komputer i telewizor w każdym pokoju”.

Kolejnym zjawiskiem, które rozwija się równolegle z tendencjami migracyjnymi jest rosnąca liczba rozwodów w Polsce. W latach 2004-2006 odnotowywano stosunkowo gwałtowny wzrost liczby rozwodów. W 2006 r. rozwiodło się ok. 72 tys. par małżeńskich (w 2005 r. – prawie 68 tys.), podczas gdy w latach 1995-2002 orzekano ich ok. 40-45 tys. rocznie. W 2006 r. na 1000 istniejących małżeństw 8 zostało rozwiązanych na drodze sądowej, podczas gdy na początku lat 90-tych niespełna 5. (Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do roku 2007. 2008, s. 7). To oczywiście wstępna hipoteza, którą należy zweryfikować w badaniach o większym zasięgu, niemniej zarysowuje się w tym obszarze pewna zależność, tym bardziej, że jako główne przyczyny rozpadu związku małżeńskiego podawane są: niezgodność charakterów (ok. 30%), zdrada (ok. 24%), alkoholizm (ok. 23 %), którym migracja zdaje się sprzyjać. Trudności finansowe bywają przyczynkiem do rozpadu małżeństwa, ale wymieniane są znacznie rzadziej (ok. 9 %).

Otwarte granice, swoboda przepływu ludzi i kapitału, to luksus, który trwa dopiero 4 rok. Do oceny większości zjawisk społecznych ujawniających się po 2004 roku warto podchodzić z ostrożnością. Ich dynamika może ulec bowiem znacznej zmianie na przestrzeni najbliższych lat. Warto jednak zadać sobie pytanie: Jaka jest kondycja fizyczna i psychiczna Polaka, który żyje w modelu tymczasowości „posiedzę trochę za granicą, zarobię i wrócę”? Jaka jest narracja jego życiowych planów?

Być może współczesny emigrant to japoński hikikomori, odcięty od rzeczywistości i życia rodzinnego, bogaty w technologiczne gadżety samotnik. Czy przedsiębiorca, który uczy się nowych standardów pracy poza granicami kraju i po powrocie próbuje przetransponować je do Polski (wraz z zaoszczędzonym kapitałem)? Może to absolwent wyższej uczelni, który zarabia na mieszkanie i lepszy „start w życie”? Strategie myślowe emigrantów ukazują często ich stosunek do życia i rodziny: tymczasowość („posiedzę za granicą”), korzystanie z nadarzającej się okazji, niekoniecznie przemyślanej („skoro można wyjechać i zarobić, to czemu mam nie spróbować?”), brak emocjonalnej stabilizacji („boję się, że żona mnie zdradzi, kiedy ja tu ciężko pracuję”). Wolność wyborów „spadła” na nich ze wszystkimi konsekwencjami decyzji. Sytuacja ta przypomina labirynt rozpięty między przestrzenią społeczną i geograficzną, którego ściany (granice) nie są do końca zdefiniowane. Interpretacja drogi i celu należy do „poszukującego”.

Przemiany w oświacie

Oświata w postkomunistycznej Polsce od roku 1989 po dzień dzisiejszy ulega ciągłym przemianom, a także jest przedmiotem wielu ambitnych planów reorganizacyjnych. Zmiany te poddawane są ciągłej ocenie, ale też krytyce ze strony nauczycieli, uczniów i społeczeństwa.

Trudno jest jednoznacznie określić zalety i wady różnorodnych zmian w systemie szkolnictwa. Przemiany zachodzące w oświacie są zawsze wolniejsze i mniej zauważalne od przeobrażeń politycznych czy gospodarczych (Radziwiłł, 2001). Poszczególni ministrowie kolejnych ekip rządzących (H. Samsonowicz, Ł. Głębocki, A. Stelmachowski, Z. Flisowski, A. Łuczak, R.Czarny, J. Wiatr, M. Handke, K. Łybacka, E. Wittbrodt, M. Sawicki, M. Seweryński, R. Giertych, R. Legutko, K. Hall) przymierzali się do wprowadzania zmian lub też dokonywali istotnych przekształceń systemu.

Reformy naprawcze systemu oświatowego zostały rozpoczęte w 1989 roku przez ówczesnego ministra edukacji Henryka Samsonowicza zachęcając społeczeństwo do tworzenia szkół niepaństwowych; preferowane było odejście władzy państwowej od centralistycznego formułowania kierunków polityki oświatowej, planów i programów nauczania, w tym powodowały wyeliminowanie z programów szkolnych indoktrynacji politycznej i ideologicznej np. usunięcie białych plam z podręczników do historii, języka polskiego czy wiedzy o społeczeństwie (Śliwerski, 1999).

Przemiany gospodarczo-polityczne zainicjowane w latach 70-tych i 80-tych przyniosły w latach późniejszych kryzys oświaty głównie z powodu niedoinwestowania. Budżet państwa nie mógł zaspokoić rosnących potrzeb edukacji, w związku z czym pojawiły się głosy iż konieczne jest stałe wspomaganie go przez wszystkie podmioty gospodarcze, samorządy terytorialne i pracownicze itp., ale także przez własną aktywność gospodarczą szkół (Kupisiewicz, 2006, s. 38).

Oprócz zasobów materialnych, także wykształcenie kadry budziło dość duże zastrzeżenia, w zakresie związanym ze zbyt małą liczbą nauczycieli z wyższym wykształceniem; wcześniej możliwe było zdobycie zawodu nauczyciela dzięki dwuletnim pomaturalnym studiom nauczycielskim. Także system kierowania szkolnictwem był zacofany i niewydolny. Zauważono m.in. potrzebę kształtowania u uczniów przez szkolę podstawową racjonalnego modelu życia społecznego, poszerzenia profilu kształcenia w zasadniczych szkołach zawodowych oraz otwarcia im drogi do szkolnictwa wyższego, ujednolicenia planów i programów nauczania w liceach ogólnokształcących i technikach zawodowych czy tworzenia wyspecjalizowanych placówek oświaty dorosłych. Jak słusznie zauważył KEEN (Komitet Ekspertów do spraw Edukacji Narodowej) plany i programy nauczania są zbyt przeładowane zbędnymi treściami i prowadzą do encyklopedyzmu, nie służąc wszechstronnemu rozwojowi dzieci i młodzieży. Należy jednak uświadomić sobie, że zmiana systemu edukacji, a tym samym podejścia do nauki i nauczania nie ogranicza się tylko i wyłącznie do szkoły, ale także do instytucji współdziałających z nią. Jedną z ważniejszych, jest rodzina. Jej rola, dość osłabiona w analizowanym okresie (lata 90-te), ze względu na szybko zachodzące przemiany ustrojowe i tym samym kulturowe, powodowała wzrost różnego typu grup subkulturowych (takich jak punkowcy, skini, inne). Istniały też organizacje typu PCK, harcerstwo czy młodzieżowe organizacje polityczne. Polski system edukacji był też niedostatecznie przygotowany do szerokiego korzystania z pomocy środków masowej komunikacji czy różnego typu instytucji i placówek. Przezwyciężenie tego stało się priorytetem (Kupisiewicz, 2006).
Pierwsza połowa lat 90-tych to także borykanie się z licznymi brakami strukturalnymi, finansowymi, organizacyjnymi czy kadrowymi. Zaobserwowano brak poszanowania takich zasad nowoczesnej polityki jak zasada powszechności, drożności czy ustawiczności kształcenia (Kupisiewicz, 2006, s. 64). Ciągle oszczędzano na oświacie, często nie widząc powodów by w nią inwestować i rozwijać, a tym samym dostosować ją do potrzeb jakie niesie ze sobą XXI wiek.

W roku 2000 opublikowano dwutomową Strategię rozwoju Polski do roku 2020, gdzie podkreślono potrzebę poczynań naprawczych w sektorze edukacji. Zakładano przede wszystkim:
– potrzebę rozbudowy szkolnictwa średniego, ogólnokształcącego i zawodowego z powodu zapotrzebowania na pracowników zawodowych o wysokich kompetencjach;
– intensyfikację procesu nauczania do czego przyczynił się Internet;
– wzrost roli nauki, a więc liczby placówek naukowo-badawczych i ich kadry;
– rozbudowę środków masowej komunikacji – współpraca instytucji i placówek oświatowych z mass mediami;
– ożywienie kontaktów międzynarodowych, a tym samym konieczność nauczania języków obcych;
– wspólna walka mająca na celu eliminację upowszechniania się negatywnych wartości, postaw i przekonań;
– wdrażanie do poszanowania otaczającego środowiska (Kupisiewiecz, 2006).

W Polsce, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej, systematycznie rosną aspiracje edukacyjne społeczeństwa. Wynika to zarówno z szybko zmieniających się potrzeb rynku pracy (zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników), jak również z coraz powszechniejszej świadomości, że wykształcenie pozostanie najważniejszym czynnikiem determinującym awans społeczny i zawodowy. O wzroście aspiracji edukacyjnych świadczy m.in. liczba studentów, która w naszym kraju w latach 1950-2004 zwiększyła się 4,6-krotnie (z 404 tys. w roku akademickim 1989/90 do 1859 w 2003/04. Wskaźnik solaryzacji brutto1, w roku 1990/91 wynoszący 12,9%, w roku 2003/04 wzrósł do 46,4%. Natomiast wskaźnik skolaryzacji netto, zwiększył się z 9,8% do 35,3% (Chrościcki, Misiak, 2005). Pomimo wzrostu współczynnika skolaryzacji na poziomie szkoły średniej i na poziomie szkolnictwa wyższego to sytuacja w szkolnictwie ciągle nie jest pomyślna. Zarzuca się jej:
– niski wskaźnik osób z wykształceniem średnim i wyższym;
– niski poziom kwalifikacji, niskie płace;
– nieprzystosowanie programów nauczania do potrzeb współczesności;
– wąsko specjalistyczne kształcenie w szkolnictwie zawodowym i powiązanie go z potrzebami rynku pracy;
– ograniczenie (po roku 1989) prawie do połowy udziału uczniów w zajęciach pozalekcyjnych;
– segregacyjny system wychowania uczniów niepełnosprawnych;
– zmniejszenie liczby przedszkoli;
– komercjalizację studiów wyższych;
– utrudniony dostęp do kształcenia jednostek uboższych;
– spadek wydatków budżetowych na edukację (Kupisiewicz, 2006).

Walka z powyższymi negatywami jest konieczna, by uczynić edukację efektywną i elastyczną. Trzeba otworzyć umysły nauczycieli i uczniów na ich rozwój, a także na dialog. Zmiany są konieczne, by uczniowie stali się kompetentni, umieli eksponować swoje zalety i planować drogę swojego rozwoju.
Od czasu zapowiedzenia przez MEN tej reformy (od roku 1989) do października 2000 roku resort edukacji zdołał przeforsować w Sejmie uchwalenie nowej struktury szkolnictwa podstawowego i średniego oraz realizację niektórych postulatów, jak na przykład wcześniejszego rozpoczynania nauki szkolnej, upowszechniania kształcenia na poziomie maturalnym i w szkołach wyższych, zbudowania ogólnokrajowego systemu oceny (ocenianie zewnętrzne), przystosowania infrastruktury do potrzeb nowego ustroju oświaty, a więc utworzenie gimnazjów, dokształcanie nauczycieli wymuszone wprowadzeniem kształcenia zintegrowanego i blokowego w szkole podstawowej (Kupisiewicz, 2006, s. 99).

Reformy te częściowo zostały już wprowadzone, a częściowo będą kontynuowane. Ich sposób wprowadzania i efektywność są oceniane po dzień dzisiejszy. Zawierają zarówno pozytywne aspekty, ale mają też wiele uchybień. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele widzą pewne niedogodności w tworzącym się nowym systemie. By rzetelnie budować nowy system należy nie tylko wydawać dyrektywy, ale współpracować i motywować ludzi do pracy, tym także zachęcając młodzież do podejmowania studiów nauczycielskich i pracy w szkole. Twórcy systemu edukacji powinni widzieć potrzebę zniesienia lub chociaż ograniczenia zbędnej biurokracji na rzecz wychowywania młodzieży i czasu z nią spędzanego.

Aby skutecznie działać należy zażegnać pewne spory (wynagrodzenie nauczycieli, odpłatność za naukę, wcześniejszy obowiązek szkolny itp.) i realizować reformy konsekwentnie, a nie według nieprzemyślanych decyzji dość często zmieniających się elit rządzących.

Język obcy w szkole

Nauka języków obcych zaczęła odgrywać ważną rolę wraz z wchodzeniem Polski w struktury Unii Europejskiej, która otworzyła nam granice innych państw. Swoboda migracji, otwartość rynku pracy czy możliwość podjęcia studiów na zagranicznych uczelniach stały się wielką szansą dla młodych Polaków. Jednakże dopiero znajomość języka obcego, a w szczególności języka angielskiego, daje wiele możliwości na rynkach europejskich. Stąd coraz większą wagę przywiązuje się do nauki języków obcych i reform w ich obszarze.

Zakres zmian dotyczących nauczania języka obcego zaczął się już w latach 90-tych kiedy to w szkołach zaczęto wycofywać język rosyjski i zastępować go językiem angielskim czy niemieckim nie pytając nikogo o preferencje.

Centralną rolę w dyskusji nad polityką oświatową i wychowawczą państw zachodnioeuropejskich odgrywało pojęcie emancypacji, przez którą rozumiano nie tylko wyzwolenie jednostek spod społecznej przemocy poprzez aktywny udział w kreowaniu czy współtworzeniu antydepresyjnych form wychowania i współżycia, ale i autonomię, wyzwolenie i uzyskanie przez młodego człowieka wewnętrznej niezależności od autorytetów. Uważano, iż oświecenie powinno sprzyjać „odczarowaniu” świata, wyzwoleniu osób z uwarunkowań, które ograniczają ich racjonalność i związane z nią działania społeczne (Śliwerski, 2005, 264). Tymczasem w Polsce nikt nie zapytał się uczniów i ich rodziców czy tak naprawdę chcą uczyć się języka angielskiego zamiast rosyjskiego. Rosyjski w dzisiejszych czasach jest jednym z najbardziej powszechnych języków świata. To język milionów ludzi (ok. 280 mln), coraz częściej odgrywający bardzo ważne role m.in. jest językiem konferencyjnym, czy językiem biznesu. Rosja to kraj ogromnych możliwości, a także potężny rynek zbytu, w związku z czym osoby z bardzo dobrą znajomością języka rosyjskiego, a także kultury są pożądane przez wiele firm.

Niemniej jednak decyzja zapadła. Język angielski stał się „lingua franca” i wszyscy zaczęli się uczyć go już w szkole podstawowej, a nastąpiło to w klasie czwartej.

Obecnie wprowadzono kolejne zmiany, a mianowicie – dzieci powinny rozpocząć naukę języka angielskiego już klasie pierwszej szkoły podstawowej.

Tu pojawia się problem z liczbą nauczycieli uprawnionych do nauczania języka angielskiego, a przede wszystkim rozpatruje się tu ich kompetencje i liczbę godzin jaką muszą pracować, która przekłada się na jakość wykonywanej przez nich pracy.

By jednak uświadomić sobie pewne fakty należy spojrzeć na liczbę czynnych zawodowo nauczycieli języka angielskiego, co przedstawiono w tab.1.

tabela1

Analizując liczbę nauczycieli posiadających wyższe wykształcenie w zakresie języka angielskiego widać, że była zbliżona do liczby osób posiadających wyższe wykształcenie z języka rosyjskiego. Trzeba zdać sobie sprawę, jak wielu nauczycieli rosyjskiego musiało się przekwalifikować, by nie stracić pracy.

Jednakże głównym czynnikiem kształtującym zapotrzebowanie na nauczycieli będzie liczba uczących się i tak przedstawia się sytuacja od 1990 roku do 2006, co zaprezentowano w tab. 2.

tabela2

Jak widać w powyższej tabeli, w roku szkolnym 1990/91 było 7516356 uczniów, co stanowiło 19,7% populacji. W kolejnych latach liczba osób uczących powoli wzrastała, a w latach 1998/99 ponownie zaczęła się zmniejszać. W przeciągu całego tego okresu liczba osób uczących się oscylowała w przedziale 17 – 20% populacji. Szacowanie przedstawiające liczebność populacji w wieku 7-18 lat wskazuje jednoznacznie na znaczny spadek liczby klientów oświaty. W okresie od 1998 do 2007 liczba uczniów spadła do poziomu 75%. Trudno powiedzieć czy w kolejnych latach liczba dzieci wzrośnie gwałtownie. Będzie to zależało od polityki rodzinnej państwa, co na pewno będzie miało znaczny wpływ na podejmowanie decyzji o zakładaniu rodziny. Na razie jednak nie prognozuje się tak szybkiego przyrostu, ale też rokuje się, że po roku 2010 nastąpi wyraźna stabilizacja klientów oświaty oscylująca wokół liczby 5 milionów osób uczących się. Należy pamiętać, że przedstawiona prognoza dotyczy przewidywanej liczby ludności w wieku szkolnym (7-18 lat), a nie wszystkich uczących się, których faktycznie jest więcej (www.vulcan.edu.pl). Liczba ta powiększa się o osoby po 18 roku życia, które podejmują naukę w różnego typu szkołach policealnych czy na uczelniach wyższych i tam również nauka języka obcego jest obowiązkowa. Tabela 3 zawiera konkretne liczby osób uczących się języków obcych w szkołach dla dzieci i młodzieży oraz policealnych (bez uczelni wyższych).

tabela3

Analizując dane na rok szkolny 2002/03, w którym było 13789 nauczycieli języka angielskiego (tab. 1), natomiast liczba uczniów wynosiła 711472 (tab. 2) możemy oszacować, że istniało w danym roku 284589 oddziałów szkolnych, ale zakładając że jedynie połowa uczniów uczyła się języka angielskiego, gdyż pozostała liczba uczniów uczy się w szkołach języka niemieckiego czy francuskiego, to liczba oddziałów szkolnych w których nauczano języka angielskiego wynosiła 142294. Przy założeniu że w klasie jest 25 uczniów, na przeciętnego nauczyciela przypadało około 10 klas. Sytuacja taka, z punktu widzenia pedagogiki, przerosła wszystkich nauczycieli, nawet tych z ogromnym doświadczeniem zawodowym i wysokimi kwalifikacjami. Należy jednak zauważyć, że w kolejnym roku szkolnym 2008/09 planuje się, aby naukę języka angielskiego rozpoczęto w klasie pierwszej, a w kolejnych latach planuje się, rozpoczęcie nauki przez sześciolatków (około 700000 dzieci). Zatem statystycznie na nauczyciela uczącego języka angielskiego przypadnie w kolejnych latach szkolnych około 308 uczniów (ok. 12 klas). Przyjmując, że średnie tygodniowe obciążenie godzinowe na oddział szkolny wynosi 4 jednostki lekcyjne, nauczyciel tygodniowo będzie pracował 48 godzin.

Biorąc pod uwagę już jedynie te dane, nie wliczając dodatkowych zajęć prowadzonych przez nauczycieli języka angielskiego na różnego typu kursach, w szkołach wyższych czy lekcjach prywatnych możemy zadać sobie kilka pytań:

• Czy wszyscy zatrudniani nauczyciele posiadają wysokie kompetencje – językowe, metodyczne, krajo- i kulturoznawcze, medialne i pedagogiczne?
• Czy wobec obecnej polityki, sytuacji finansowej, prestiżu zawodu, a właściwie jego braku, absolwenci kolegiów i szkół wyższych będą decydować się na wykonywanie tego zawodu?
• Czy biorąc odpowiedzialność za nauczanie tylu uczniów będą także w stanie podjąć próby ich wychowywania, kształtowania i wskazywania możliwości?
• Czy będą mogli podejść do każdego ucznia w sposób indywidualny, a więc zauważając jego potrzeby, jego mocne i słabe strony?
• Czy będą mieli okazję podjąć rozmowę z każdym ze swoich uczniów, by ich poznać?
• Czy nie dojdzie do sytuacji, w której będą zatrudnione osoby bez kwalifikacji?

Pytania tego typu można by jeszcze kontynuować przez następne kilka stron, ale pozostawię to do refleksji samych nauczycieli, pedagogów, dyrektorów i samych twórców systemu, by ocenili, czy ich aspiracje przełożą się na jakość nauczania.

Grupy dzierżące ster rządów w społeczeństwie dążą do narzucenia swoich poglądów na temat wiedzy, oświaty, programu i metod nauczani tym, którzy są pozbawieni przywilejów ekonomicznych i politycznych (Gutek, 2007, s. 327).

Pewnym podsumowaniem dla obecnego okresu i naszych rządzących będą słowa Normana Davies’a, które mają odniesienie do polskich realiów:

„Historia może nauczyć nas niewiele – prócz tego, że z historii
nie można się zbyt wiele nauczyć. W pewnym sensie jest to
pogląd godny polecenia w kraju, w którym nagłe i gwałtowne
przemiany losu zawsze były na porządku dziennym, i gdzie
byłoby głupotą oczekiwać, że przyszłość po prostu powinna się
powtórzyć. A jednak teraźniejszość jest wytworem przeszłości, a przyszłość
stanie się kontynuacją teraźniejszości” (Davies, 2004, s. 1077).

Akcesja Polski do Unii Europejskiej przyniosła ze sobą nie tylko nowe możliwości (swoboda przepływu ludzi i kapitału), ale i nowe wyzwania. Szereg dyrektyw unijnych reguluje główne założenia polityki społecznej i ekonomicznej, niemniej jednak decyzje na niższych poziomach zarządzania administracyjnego zależą od polskich decydentów. Modelowanie polityki w zakresie rynku pracy i oświaty pozostaje w kompetencjach odpowiednich ministrów, władz miejskich, kuratorów, samorządów etc. Moc decyzyjna pozostaje rozproszona między poszczególnymi organami władzy. Podejmowane w niniejszym opracowaniu rozważania na temat oświaty i ruchu migracyjnego w Polsce pozwalają dostrzec pewien deficyt w zakresie systemowych rozwiązań politycznych w obu wymienionych obszarach.

Edukacja i oświata funkcje swe pełni w oderwaniu od potrzeb rynku pracy. Kilka lat temu zamknięte zostały szkoły zawodowe, które „produkowały” absolwentów zawodów zwanych nadwyżkowymi.

Obecnie – po kilku latach ograniczeń w kształceniu na poziomie zawodowym – te same zawody zmieniły kategorię: teraz są deficytowymi. Podobny problem prawdopodobnie będzie dotyczył nauczycieli języka angielskiego. Ministerstwo Edukacji Narodowej planując wprowadzenia tego języka jako obowiązkowego na wszystkich poziomach kształcenia, nie oszacowało dostatecznej liczby nauczycieli przygotowanych do prowadzenia przedmiotu. Płace nie motywują do podjęcia zatrudnienia w oświacie – wynagrodzenie „anglistów” w szkolnictwie rozpoczyna się od 900 zł netto. Te demotywujące zarobki nie zachęcają również do podjęcia pracy w polskich szkołach nauczycieli z państw anglojęzycznych, choć nieznaczny ruch migracyjny w związku z podejmowaniem pracy przez obcokrajowców w Polce zaczyna się pojawiać. Inną, nieporuszaną w tym tekście kwestię, stanowi runek usług edukacyjno – językowych dla osób dorosłych. Jest to zagadnienie wymagające szczegółowego opracowania.

Niedostateczna koordynacja działań między szeroko rozumianą oświatą i rynkiem pracy prowadzi do ujemnego sprzężenia zwrotnego między nimi. Pojawianie się zawodów deficytowych i nadwyżkowych jest wynikiem braku długoterminowej i planowej polityki kreowania kierunków kształcenia. Być może destabilizacja rynku pracy i „konieczność” migracji zarobkowych są już tylko konsekwencjami niewłaściwych decyzji oświatowych.

BIBLIOGRAFIA:

Biuletyn Migracyjny, Nr 17 marzec-kwiecień (2008). Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytet Warszawski

Chrościcki T., Misiak M. (2005). Szkolnictwo wyższe w Polsce: Makroekonomia Europy: Polska w rozszerzonej UE (cz. XV), nr 12 (180), Warszawa, Nasz Rynek Kapitałowy

Czubiński, A. (2000). Europa XX wieku. Zarys historii politycznej. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie

Davies, N. (2004). Boże igrzysko. Historia Polski. Kraków: Wydawnictwo Znak

Eisler, J. (2000). Blaski i cienie III Rzeczypospolitej. [W]: Bartnik, P., Kozłowski, K. (red). (2000). Pomorze Zachodnie w tysiącleciu. Szczecin: Wydawnictwo Archiwum Państwowego „Dokument”

Gutek, G. L. (2007). Filozofia dla pedagogów. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Pedagogiczne

Kupisiewicz, Cz. (2006). Projekty reform edukacyjnych w Polsce. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN

Mały rocznik statystyczny Polski. Zakład Wydawnictw Statystycznych, Warszawa, 2007
Patek, A., Zblewski, Z. (1998). Polska i świat w latach 1918 – 1993. Kraków: Wydawnictwo Literackie

Radziwiłł, A. (2001). Przemiany w oświacie w latach 1989-2000. [W] Roszkowski, W. (2007). Najnowsza historia Polski 1980 – 2006. Warszawa: Świat Książki

Roszkowski, W. (2007). Najnowsza historia Polski 1980 – 2006. Warszawa: Świat Książki

Sowa, A., L. (2001). Od drugiej do trzeciej Rzeczypospolitej (1945 – 2001). Kraków: Oficyna Wydawnicza Fogra

Śliwerski, B. (1999). Remanent reformowania oświaty w III RP. [W] Edukacja i Dialog nr 3 marzec 1999

Śliwerski, B. (2005). Współczesne teorie i nurty wychowania. Kraków: Impuls

Wasilewska, B., Mogilnicka, A. (2007). Przemiany demograficzne w województwie zachodniopomorskim w latach 2002-2006. Wydawnictwo: Urząd Statystyczny w Szczecinie

Zagraniczna migracja zarobkowa. Struktura społeczno zawodowa oraz wpływ migracji na spadek bezrobocia, przyczyny i motywy zagranicznych migracji zarobkowych ludności RAPORT POBADAWCZY(2007). Szczecin: Wojewódzki Urząd Pracy

Zamojski E, Jan (red.). (2003). Upadek imperiów i rozwój migracji. Migracje i społeczeństwo. Wydawnictwo: Neriton

Źródła elektroniczne:

http://www.zorp.wup.pl/images/user_file/26/ZAGRMIGRZAR07.pdf

Kaczmarczyk P.(2006). Współczesne migracje zagraniczne Polaków – skala, struktura oraz potencjalne skutki dla rynku pracy. Warszawa: Ośrodek Badań nad Migracjami (OBM), Wydział Nauk Ekonomicznych UW (publikacja elektroniczna) http://www.bezrobocie.org.pl/files/1bezrobocie.org.pl/public/migracje/raport_fise_wspolczesne_migracje_polakow.pdf

Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do roku 2007 (2008). Warszawa: Wydawnictwo Główny Urząd Statystyczny http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_Sytuacja_demograficzna_2007.pdf

www.vulcan.edu.pl

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji

Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska

——————————————————————————————–

Comments are closed.