„Kultura i Historia” nr 5/2003

Zanurzenie się w filmowym świecie Kolskiego gwarantuje, bez sięgania po fantastykę, odbycie przechadzki z pogranicza jawy i snu, jak gdyby rzeczywistość ta, kreowana przy pomocy kamery i scenariusza, pochodziła spoza obszarów zwyczajowo penetrowanych, znanych z potocznej obserwacji. Filmy autora Cudownego miejsca stwarzają znakomitą okazję do bezpośredniego zetknięcia się z taką cudownością i baśniowością, która w nieskrępowany sposób odwołuje się do wierzeń i osobistych pragnień jednostki, a nawet naszych wspomnień z dzieciństwa, kiedy to w atmosferze radosnego podniecenia podbitego dreszczykiem strachu poznawaliśmy zakamarki strychów i stodół. Kamera Kolskiego ukazuje to, czego nie dostrzeżemy w otaczającym nas świecie, z czym nie spotkamy się wydeptując te same ścieżki każdego dnia w drodze do pracy czy kościoła. Takie są prawidła natury zezwalające tylko nielicznym dostrzec więcej i tylko niektórych, jak się okazuje, owa natura obdarzyła nadprzyrodzonymi zdolnościami.

Tymczasem u Kolskiego cuda zdarzają się z podobną częstotliwością z jaką zwykł padać letni deszcz. Wystarczy wyjść za stodołę by zobaczyć prawdziwą śmierć z ostrą kosą w dłoni lub zajrzeć w głąb studni gdzie kryje się dwutwarzowy Morka. Kolski przetyka swoje filmy najśmielszymi pomysłami, nadaje wydarzeniom niezwykły bieg stosując przy tym zabiegi manipulacji czasem akcji, gdzie okresy napięcia ustępują otwierającej się onirycznej przestrzeni tajemniczych pól i łąk. Choć nie jest oniryzm ten, analogiczny chociażby w stosunku do młodopolskich technik poetyckich, to jednak nasuwa pewne skojarzenia biorące się z racji postrzegania świata jak gdyby przez mgłę, w chwili kiedy nie jesteśmy do końca przebudzeni, ale już rejestrujemy zewnętrzne bodźce.

Odbiorca nie znający wcześniejszych dzieł Kolskiego początkowo może poczuć się dziwnie i nieswojo. Te słowa w pełni oddają wrażenie dotknięcia rzeczywistości w której realne z fantastycznym przeplata się z sobą niczym kolejno następujące po sobie rytmy dnia i nocy Przyzwyczajeni do logicznego dyskursu widzowie początkowo mogą czuć się zaskoczeni mechanizmem i regułami rządzącymi fabułą. Skąd i dlaczego nagle pośród zupełnie normalnych ludzi biorą się osoby szczególnie naznaczone i obdarzone niezwykłymi umiejętnościami ? Jańcio Wodnik – wiejski cudotwórca i uzdrowiciel, Magneto – człowiek magnes do którego przywierają wszelkie metalowe przedmioty. Grający z talerza skrzypek – demoniczny muzyk, który miast na partyturze i zapisie nutowym opiera się na wzorkach wymalowanych na obiadowych półmiskach. Długo by jeszcze wymieniać nazwiska i fakty przeczące prawom fizyki i zdrowemu rozsądkowi. U Kolskiego fantastyka jest uprzywilejowanym porządkiem na którym opiera się egzystencja lokalnych społeczności żyjących nie tylko w zgodzie z sobą ale i światem. Tworzy to swoisty mikrokosmos, odrębną cywilizację, w której nowi przybyszy by dostosować się do nowych warunków muszą przejść długi okres adaptacji, skąd jeszcze równie długa droga do kompletnego zadomowienia się i wzbudzenia zaufania sąsiadów. Wsie Kolskiego orbitują niemalże poza czasem i przestrzenią i tylko czasem drobne rekwizyty pozwalają zidentyfikować historyczny kontekst filmowych wydarzeń.

Te bardzo charakterystyczne dla owych filmów znamiona, umożliwiają nawet odbiorcy powierzchownie zaznajomionemu z twórczością Kolskiego, prawidłowo rozpoznać jego kolejne dzieło i przypisać mu je, lub zakwalifikować do tzw. Jańciolandu – jak krytycy określają ogólny dorobek reżysera. To stawia Kolskiego w rzędzie oryginalnych twórców, artystów o ukształtowanym profilu estetycznym i wykrystalizowanej poetyce. A stąd prosta droga do kina autorskiego i bez wątpienia tym mianem określić można choćby takie obrazy jak Jańcio Wodnik, Cudowne miejsce i Grający z talerze.

Fantastyka i cudowność bez wątpienia w filmach tych odgrywa pierwszoplanową rolę. To na jej tle rozgrywają się doniosłe dla wioski wydarzenia i za jej sprawą relacje interpersonalne nabierają nowych znaczeń. Cudowność będąc jednocześnie projekcją wierzeń zakodowanych w ludowej tradycji jest przede wszystkim pretekstem do ukazania niejednokrotnie skomplikowanych ludzkich uczuć i emocji. Cuda pojawiające się jak grzyby po deszczu stwarzają znakomitą okazję zaobserwowania podskórnych mechanizmów psychicznego funkcjonowania mieszkańców wsi reagujących często w sposób impulsywny i niedojrzały. Ale fantastyka nie jest tu czymś przypadkowym i nie jest obliczona na wywołanie efektu zaskoczenia odbiorcy poziomem warsztatu tricków specjalnych.

Światy Kolskiego rządzą się zrozumiałymi racjami, mimo, że są sztuczną konstrukcją i istnieją same dla siebie.. Reżyser wypracował dla swych dzieł spójną ideologię, wrzucił w nie mieszaninę zasłyszanych fantastycznych ludowych opowieści, baśni i podań, gdzie katolicki Bóg w pełnej zgodzie żyje z pogańską tradycją i jej przeróżnymi stworami. A to wszystko zanurzone w mglistym pejzażu wioski rozsypanej między zagajnikami i polnymi drogami. Stare chałupy, drewniane powały, zwaliste piece i gliniane klepiska w stodołach, wypróchniałe wierzby i kamienne studnie w których nagle i bez zrozumiałego powodu wzbiera woda.

Realizm magiczny zastosowany jako naczelna zasada konstrukcyjna fabuły Cudownego miejsca posiada wiele cech wspólnych z literaturą i odnieść go można choćby do prozy Marqueza (Sto lat samotności). Sam termin wprowadzono w Niemczech w latach dwudziestych XX wieku na oznaczenie zjawisk w poekspresjonistycznym malarstwie przedstawiającym udziwnioną codzienność. Dopiero później zastosowano go do powieści tego okresu.

Realizm magiczny tak naprawdę niewiele wspólnego ma z magią i nie jest to fantastyka w potocznym rozumieniu. Cudowne miejsce nie należy na pewno do gatunku SF, mimo odbywającego się tu niezwykłego spektaklu stygmatyczek i pokazu wielu innych niezrozumiałych zjawisk. Gdy bliżej się przyjrzeć, dostrzeżemy, że świat ten funkcjonuje jako całość i niedostrzegalny jest jakiś ostry podział na racjonalne i paranormalne. Te rzeczy dzieją się wespół z innymi, logicznymi już prawami natury. Realizm magiczny jest bowiem symbiozą cudowności i normalności i nie wynika z umownych reguł lecz jest konsekwencją wiary, ideologii i wizji świata, która taką cudowność zakłada jako coś przynależnego do siebie i nierozłącznego. Można też powiedzieć, że nadnaturalność jest w filmach Kolskiego czymś co równoważy niedostatki życia i nazbyt oschłą rzeczywistość. Cudowność realizująca się wielopłaszczyznowo wzbogaca człowieka o pierwiastek mistyczny, duchowy, z czego odarte jest życie obiektywne i racjonalne. Konieczność, gdyby taka istniała, empirycznego dowodzenia wszelkich działań w świecie, zjawisk przerastających ramy percepcyjne jednostki, nie tylko doprowadziłaby do całkowitej frustracji, ale uczyniłaby z życia koszmar, w którym nie byłoby miejsca nawet na marzenia.

Realizm magiczny zezwala na takie poszerzenie horyzontu by realność wzbogacona o cudowność zaprezentowała się we wszystkich wymiarach, a to pozwala dostrzec wszystkie jej elementy składowe niewidoczne na co dzień. Ta fantastyka, a raczej cudowność przeplata się ze sprawami zupełnie banalnymi, błahymi nie tylko dla mieszkańców wsi. Przenika ich domostwa, zaskakuje przy zwykłych zajęciach. Jedni wierzą, inni powątpiewają, ale zaprzeczyć nie mogą.

W Cudownym miejscu Kolski posługuje się wieloma technikami ułatwiającymi przekonanie odbiorcy do tego co się dzieje na ekranie. Jest to i potoczny język mieszkańców i zachwianie logiki przyczynowo – skutkowej. Poza tym odrzuca się prawa fizyki i kwestionuje kwalifikacje oparte na opinii publicznej, a zamiast tego odwołuje do jej form egzotycznych. Kolokwialność i język potoczny wywołuje w nas przekonanie o autentyczności bohaterów z ich wierzeniami i przekonaniami. Kolokwialność poza tym, pomaga nabrać pewności co do obcej nam z gruntu kultury i jej form religijnej manifestacji. Jest to konieczność liczenia się ze specyfiką polskiej wsi i jej historycznymi uwarunkowaniami, szczególną odmianą katolicyzmu i obrządkowością roznamiętnioną w symbolach, monumentalnych przedsięwzięciach i widowiskowych ceremoniałach. Jeśli doliczymy do tego kult świętych stojących na równi z pogańskimi bóstwami, wieś zaprezentuje się w pełnej gamie swych lokalnych aberracji i tym łatwiej będzie przyjąć założenie, że tam gdzie są święci tam dzieją się cuda, i tym o nie prędzej im bardziej się ich oczekuje lub w nie wierzy.

Realizm magiczny nie deformuje rzeczywistości – a mogłoby się tak wydawać – jak to jest w przypadku powieści lub filmów surrealistycznych. W tym ostatnim oniryczne wizje nie mają nic wspólnego ze światem fizycznym, wszystko jest iluzją i halucynacją pełną paradoksów. Tymczasem u Kolskiego tych paradoksów nie ma, ponieważ jego światem rządzą logiczne prawa. Tu przyroda posiada swój indywidualny rytm, jest krainą ułatwiającą pojmowanie jej wewnętrznych prawideł, a przynajmniej zaobserwowanie działania utajonych sił. Realność i magia są w niej jednością, podobnie jak w baśni z tą tylko różnicą, że w tej ostatniej wyznaczone granice są umowne podczas gdy realizm magiczny postuluje pełną naturalność.

W cudownym miejscu tę naturalność i symbiozę wymiaru magicznego i realnego dostrzega się już po pierwszym przypadku wystąpienia stygmatów u kelnerki Grażyny, choć wcześniej dowiadujemy się, że wieś naznaczona była już od dawana i pochwalić się może wcale pokaźnym zbiorem tajemniczych przypadków. Leśne rozlewisko utworzone w miejscu zapadniętej karczmy, biały koń widmo – znane wszystkim zwierze, lecz rzadko widywane, drewniany święty, który sam obrócił się mimo pokaźnych rozmiarów i wagi, wskazujący wyciągniętym palcem lewej dłoni chatę pustelnika. Sam tytuł filmu jest wiele mówiący – cudowne miejsce – spotkały się tu chyba wszelkie wymiary i możliwe do wyobrażenia siły nadnaturalne, włącznie z bezpośrednią boską ingerencją. Jesteśmy naocznymi świadkami zabliźnienia się Staszkowej rany pod wpływem wody z cudownego bagna. Zresztą scena kiedy Staszek w obecności Grażynki dziurawi sobie nożem rękę, utrzymuje się w symbolicznej stylistyce chrystusowej męki i jest bezpośrednim nawiązaniem do Ewangelii.

Stygmaty, wzbierająca w studniach woda, rozmnażające się w nieodgadniony sposób Niebożęta, dziwne zapętlenia akcji i czasu – wszystko to tworzy na poły realną scenerię. Wieś praktycznie nie ma możliwości powstrzymania tej lawiny i widać miejscami, że jest już zmęczona nieustannymi cudami, które niekoniecznie muszą przynieść chwałę i nobilitować społeczność. Gdyby tych cudów było trzy razy tyle zapewne wszyscy przyzwyczailiby się i po jakimś okresie byłaby to zupełnie normalna sytuacja. Właściwie nikt nie ma wpływu na to co się może wydarzyć, ludzie nie są przygotowani na pewne zjawiska, nie potrafią przyjąć wyzwania. Choćby rodzimy ksiądz, który nie dość, że podtrzymuje pogańskie praktyki, to jeszcze nie życzy sobie żadnych cudów, które według niego komplikują tylko sytuację, albo zaburzają spokój zmuszając do wypracowywania nowych nie sprawdzonych strategii. Inaczej jest z drugim duchownym – przybyszem z miasta. Ten pragnie stanąć na wysokości zadania, lecz powodowany naiwnością ulega złudzeniom narażając się wiejskiej zbiorowości. Podejrzany o romans z kelnerką kompromituje lokalne święte wartości narażając własne życie i reputację dziewczyny. Tym razem pragnienie wytłumaczenia zagadki stygmatów okazało się niedojrzałą próbą wyeksponowania cudowności wsi, która, wydawałoby się, zazdrośnie strzeże swych tajemnic. Zauważyć trzeba, że nigdzie poza obszar zakreślony linią horyzontu, wiadomości o tych wypadkach nie przedostają się. Cudowne miejsce to przestrzeń zamknięta, ograniczona do tu i teraz, to świat niewytłumaczalny i hermetyczny, jedyny w swoim rodzaju i przez to rzadki o zjawiskowej urodzie.

Wyraźnie dostrzega się w Cudownym miejscu symbiozę realności i magii, jak wzajemnie się przenikają i dopełniają. Nie ma momentu i miejsca choćby częściowo nie dotkniętego tą cudownością, jakby wszystko co na tej przestrzeni żyje posiadało boskie walory. Zarazem to kraina pełna harmonii – żyją tu polne stwory zamieszkujące dziuple wierzb i brakuje jeszcze tylko przechadzającego się polami smętka lub rozstajnego drewnianego Chrystusa udzielającego przechodniom błogosławieństwa by dopełnić krajobrazu starej piastowskiej wsi. Nie ma w tym świecie, w jego wewnętrznych strukturach jakiegoś napięcia i konfliktu. Bóg nie jest tu zazdrosny o garnek ziemniaków podrzuconych wygłodniałym Niebożętom pielęgnowanym na równi z kościelnym mszałem. I tylko na koniec kiedy się palą, symbolizując zakaz czczenia bałwanów, uświadamiają jakie miały znaczenie dla mieszkańców wsi. Ten świetnie spreparowany symbiont dwóch jakże skrajnie odmiennych tradycji okazał się rzeczywiście duchowo zapładniający.

Cudowne miejsce niekoniecznie musi przez swój charakter stanowić alternatywę zwykłego świata. Rzeczy niespotykane gdzie indziej – tu powszednie – okazują się nie trafiać każdorazowo do serca czy świadomości lokalnej społeczności. Ci ludzie, widać miejscami, potrzebują spokoju, mają dość ciągłych rozterek moralnych, dręczenia swych sumień i odpowiadania na pytania dziwnej treści. Nie lubią nowości i zmian. Postać miastowego księdza wprowadza tylko dezorientację i zamieszanie. Niekonwencjonalne metody jakimi się posługuje również nie wzbudzają zaufania. Stąd wiele rozbieżności, pęczniejące konflikty i ostatecznie tragedia. Nie do końca jest zrozumiała ostatnia scena filmu kiedy starszy ksiądz ugodzony dwa razy nożem, prawdopodobnie śmiertelnie, wstaje i idzie grać na kościelnych organach nie odczuwając prawie skutków napadu. Domysłom pozostawić można jedynie ten moment, albo też wygodnie przyjąć tezę o zaistnieniu jeszcze jednego cudu.

Cudowne miejsce to nie tylko cuda. Filmowa wieś Kolskiego łączy w sobie autentyczny pejzaż mazowieckiej wsi i wysmakowaną plastyczną kreację na poły baśniowego świata, w którym talent i wyobraźnia twórcy odkrywają rzeczy dziwne i tajemnicze, splatają się ze zwykłym życiem człowieka poddanego prawom przyrody – cierpieniu i przemijaniu. Postaci Kolskiego żyją spontanicznie. Wierni swym przekonaniom, tradycji i własnemu sumieniu są alegorią tęsknoty za mityczną krainą, gdzie spokój i codzienne obowiązki wyznaczają rytm egzystencji.

Mityczna wieś Kolskiego pełna biblijnych i pogańskich postaci prezentuje tę odmianę rzeczywistości, w której panuje odwieczny ład i pradawny porządek łączący w sobie wszystkie bieguny antynomicznych sił. To miejsce gdzie cudowne i realne jest w tym samym stopniu równouprawnione i posiada jednakowy status. Innymi słowy – wszystkie struktury tego świata są widoczne i rozpoznawalne przez swoje manifestacje i stałą obecność w życiu człowieka. Przy pomocy realizmu magicznego staje się to, co niemożliwe – mamy okazję przyjrzeć się z bliska światu jakiego nie znamy i zupełnie prywatnie poznać każdą jego odmianę.

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–

Comments are closed.