Kultura i Historia nr 16/2009

Jerzy Stachowicz
Wizje przyszłości w polskiej międzywojennej literaturze SF

Abstrakt

W poniższym tekście chcę opisać najciekawsze, moim zdaniem, wizje przyszłości stworzone przez polskich pisarzy fantastycznonaukowych w dwudziestoleciu międzywojennym. Ówczesne powieści fantastyczne, w ciekawy i przystępny sposób obrazują społeczne obawy i nadzieje związane z rozwojem cywilizacji zachodu. Stanowią swego rodzaju przypis, jaki uczyniła kultura popularna do poważnej debaty dotyczącej przyszłości toczącej się w kręgach naukowych w dobie narodzin faszyzmu.

Abstract

In this article I want to describe the most readable, in my oppinion, visions of future created by polish science fiction writers before II World War. SF novels of that time shows in interesting way social fears and expectations relating to progress of the western civilization. Those books are voices of popular culture in serious debate about future.

Jak wyobrażano sobie przyszłość w przed II wojną światową? Odpowiedzi na to pytanie udzielają zapomniane powieści fantastycznonaukowe napisane w latach 20. i 30. XX wieku. Niezwykła wiara w postęp łączy się w nich z narastającą obawą o losy świata. Warto przypomnieć ten fascynujący wycinek historii polskiej kultury popularnej.


Historia polskiej literatury fantastycznonaukowej zaczyna się dla przeciętnego czytelnika po II wojnie światowej – od powieści Stanisława Lema. Z tego powodu warto odkurzyć zapomniane powieści science fiction [1] z okresu międzywojennego. W niniejszym tekście chcę przedstawić ówczesne wizje przyszłości i zastanowić się, dlaczego nikt już nie pamięta, że Antoni Słonimski był nie tylko poetą, ale również autorem prozy fantastycznej.

Ustalenie granic tematycznych międzywojennego sf to kłopot. Przyjąłem za Ivorem Evansem twierdzenie, że fantastyka naukowa zajmuje się „możliwymi, chociaż mało prawdopodobnymi osiągnięciami nauki i techniki lub niespotykanymi wcześniej zjawiskami natury” [2]. Należy jednak zauważyć, że nauka i zjawiska natury prezentowały się w międzywojniu inaczej niż obecnie. Wciąż żywe było zainteresowanie spirytyzmem (kontakt z wirującymi stolikami miewali twardo stąpający po ziemi Boy-Żeleński i sam marszałek Piłsudski), podejmowano próby badania zjawisk paranormalnych w sposób naukowy – na uniwersytecie w Warszawie, odbył się nawet światowy kongres poświęcony zjawiskom paranormalnym. Dlatego, rozważając międzywojenne sf, należy wymienić również utwory poruszające tematy właściwe dla dzisiejszej literatury grozy. Najbardziej znanymi pozycjami tego typu są książki Stefana Grabińskiego. Jego thrillery opierały się na obserwacji niewyjaśnionych fenomenów psychologicznych i wyprowadzaniu śmiałych hipotez mających je wyjaśniać. Hipotezy te nie były przy tym jedynie produktami wyobraźni pisarza, lecz wyrastały z filozofii Bergsona oraz Williama Jamesa [3]. Podobny rodzaj fantastyki uprawiał Antoni Lange w Mirandzie, gdzie wątki teozoficzne łączą się z refleksją typową dla fantastyki naukowej – refleksją dotyczącą dalszego rozwoju nauki i techniki. Nawet w tak mocno osadzonej w konwencji sf książce, jak Miasto Światłości Mieczysława Smolarskiego, znajduje się miejsce na hipnozę i kontakt z duchami.

Jednym z ważnych tematów podejmowanych przez międzywojenną literaturę sf była przyszłość świata i Polski rozpatrywana w powiązaniu z rozwojem cywilizacji technicznej. Tej właśnie odmianie fantastyki zamierzam przyjrzeć się bliżej.

Wątek przyszłościowy najsilniej łączył fantastykę polską z dominującymi prądami w literaturze światowej. Nie zawsze były to związki chlubne. Wielu mniej ambitnych pisarzy czerpało pełnymi garściami zarówno konkretne pomysły, jak i całe schematy fabularne [4] od słynnych kolegów z zagranicy. Czandu Stefana Barszczewskiego jest spolszczoną wersją Wojny w przestworzu (1908) Wellsa (te same „cudowne wynalazki”, bitwy, itd.) uzupełnioną o popularny motyw Polski broniącej się przed najazdem azjatów.

Podczas gdy mniej ambitni kopiowali, pisarze tacy jak Słonimski czy Smolarski za sprawą swych dzieł brali udział w ogólnoświatowej debacie intelektualnej na temat losu naszej cywilizacji.

Autorzy prozy sf – nastawieni na opisywanie przyszłości – czuli się silnie związani z aktualnymi prądami w nauce i starali się rozwijać popularne teorie oraz wynalazki.

Warto zobaczyć, jak – zdaniem pisarzy międzywojennych – wyglądała codzienność w przyszłości. Zacznę od wizji futurystycznego transportu. Polscy fantaści nie są tu bardziej oryginalni od popularyzatorów nauki. Zarówno jedni, jak i drudzy wierzyli w dalszy rozwój już wynalezionych środków transportu, przede wszystkim samochodu i samolotu. Richie Calder w swojej książce prezentującej wizje przyszłości znanych angielskich naukowców [5] przekonywał czytelników, że za kilkadziesiąt lat (w latach sześćdziesiątych XX w.) większość mieszkańców Londynu będzie podróżowała własnymi samolotami lub helikopterami. Także w Jak być mogło (1926) Barszczewskiego główny bohater jest posiadaczem superszybkiego elektrycznego śmigłowca. Andrzej Wola z Miasta Światłości porusza się samolotem i statkiem kosmicznym o napędzie słonecznym [6]. W podobny sposób podróżowanie wyobrażał sobie Słonimski (Torpeda czasu). W książkach Smolarskiego odpowiednikiem dzisiejszych dużych samolotów pasażerskich są jednak, zapomniane już dzisiaj, wielkie sterowce.

Bardzo ciekawie prezentują się wizje nowych źródeł energii. Nawet ówcześni naukowcy [7] dość sceptycznie odnosili się do możliwości pozyskania energii z atomu, chociaż triumfy święciły teorie fizyczne mające doprowadzić do stworzenia bomby atomowej. Pisarze sf przyszłość widzieli w energii słonecznej. To ona miała służyć jako broń, napęd pojazdów (Smolarski), a nawet jako ekwiwalent oświetlenia elektrycznego (Winawer). Produkcja wszelkich dóbr miała zostać w pełni zautomatyzowana (Lange, Smolarski). Ciekawą propozycją Smolarskiego był wideotelefon. Zresztą temu właśnie pisarzowi udało się przewidzieć wiele z przyszłych rozwiązań – jego Warszawa przyszłości była np. miastem wielkich blokowisk. Być może na fali badań medycznych nad hormonami i witaminami [8], autor Miasta Światłości uważał, że w przyszłości będzie można kierować ludzką psychiką za pomocą specjalnych, nieszkodliwych dla zdrowia substancji.

Szokująca z dzisiejszej perspektywy może wydawać się nieświadomość pisarzy dotycząca dalszego rozwoju broni masowej zagłady. Najpotężniejszym orężem, jakim rozporządzają żołnierze przyszłości są zazwyczaj maszyny wysyłające tajemnicze promienie (Słonimski, Smolarski, Lange) – maszyny będące czymś na kształt lasera o niewyobrażalnej mocy (Smolarski) lub emitera niewidzialnej energii (Słonimski, Lange). Poza tym armie przyszłości miałyby wykorzystywać znacznie udoskonaloną broń chemiczną (gazy bojowe – największy straszak militarny międzywojennego świata [9]).

Jednak to nie opisywanie niezwykłych wynalazków, ale wpisanie się w nurt intelektualnej debaty o przyszłości cywilizacji charakteryzuje najciekawsze, według mnie, pozycje polskiej fantastyki omawianego okresu.

W taki właśnie sposób motyw niezwykłego wynalazku wykorzystywał Bruno Winawer. W jego powieści Doktor Przybram opis innowacji schodzi na dalszy plan, a głównym tematem staje się „refleksja na temat współczesnej nauki i jej oddziaływania na przeobrażenia kulturowe” [10]. Wynalazek tytułowego Przybrama, choć w fazie planów wydaje się cudowny, to, wszedłszy do powszechnego użycia, wywołuje wiele kontrowersji (fosforyzujący nellit nigdy nie gaśnie, pojęcie nocy odchodzi w przeszłość). Autor zauważa też problem dotąd pomijany. Choć wielu pisarzy widziało w ludziach nauki przyszłych władców świata, Winawer pokazuje, jak bardzo naukowcy, ogarnięci pasją wiedzy, oddalają się od problemów zwykłych ludzi.

Kwestia wpływu nauki i techniki na człowieka była bardzo chętnie rozważana przez intelektualistów międzywojennych. Pisarze sf wypowiadali się na ten temat również w powieściach o charakterze utopijnym (utopiach oraz czarnych utopiach – antyutopiach, dystopiach), prezentując tam swoje wątpliwości dotyczące przyszłości. W szkicu poświęconym fantastyce międzywojennej Andrzej Niewiadomski [11] próbuje doszukać się korzeni tego nurtu myśli dwudziestowiecznej w pewnym lęku przed nauką i techniką powstałym jeszcze w epoce oświecenia. Zaczyna od Rousseau i powrotu do natury, by dojść do konkluzji, że optymistycznym wizjom, w których nauka i postęp są same w sobie źródłem dobra i szczęścia, zaś zło rodzi się z jedynie z ignorancji, zawsze towarzyszy obawa, iż podobne myślenie to jedynie mrzonka, że postęp materialny może w istocie znacznie wyprzedzić rozwój duchowy i moralny ludzi. Chodzi tu to lęk, że zostaniemy barbarzyńcami wyposażonymi w techniczne umiejętności niegdyś przypisywane jedynie bogom. Co najgorsze, postęp naukowy może nawet doprowadzić do regresu duchowości, a w konsekwencji – do upadku ludzkości. Zgadzam się z Niewiadomskim co do istnienia tak głębokich korzeni debaty intelektualnej prowadzonej w dwudziestoleciu, wydaje mi się jednak, że największy wpływ miały na nią czasy późniejsze. Wymieniłbym tu wypalenie się idei pozytywistycznych, przede wszystkim zaś okrucieństwo pierwszej wojny światowej, w której technika odegrała naprawdę kluczową rolę. To pogłębiło istniejące od zawsze wątpliwości. Jednocześnie aktualności dodawała tematowi niesłabnąca fala nowych odkryć naukowych oraz wynalazków technicznych ułatwiających człowiekowi życie. Obok intelektualistów wierzących w utopijną przyszłość -takich, jak np. Lewis Mumford łączący technikę i humanizm [12] – wyrośli sceptycy, a nawet katastrofiści: Spengler, Ortega y Gasset, Bierdajew, a nawet Florian Znaniecki.

Uważano, że we współczesnym społeczeństwie już istnieją utajone zalążki przyszłego upadku, czy wręcz „kataklizmu dziejowego”. Jedyną drogą ratunku miałaby być: szybka mobilizacja ludzkości oraz próba budowy nowej kultury zdolnej bezpiecznie współistnieć z rozwijającą się technologią. W takim tonie wypowiadał się Znaniecki w swoim Upadku cywilizacji zachodniej (1921): „…cywilizacji tej zagraża w najbliższym czasie zniszczenie, o ile nie zdobędziemy się na świadomy i planowy wysiłek jej ratowania” [13]. Pisał tak, aby następnie dokładnie przedstawić negatywny wpływ wszechobecnego materializmu, którego przejawem była, według niego, m.in. technika. Później, w książce Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości (1934), Znaniecki sformułował receptę na odnowę cywilizacji. Jego zdaniem ideał człowieczeństwa można osiągnąć przez rozwój duchowy (moralny) oparty na odpowiednim wychowaniu młodego pokolenia, nie zaś przez sam postęp naukowy.

Większość powieści sf nie miała ambicji intelektualnych, lecz czysto rozrywkowe. Z debaty o przyszłości cywilizacji zaczerpnęły one jedynie lęk przed maszyną jako czymś obcym, nieoswojonym oraz, powszechną po I wojnie światowej, obawę przed kolejnym wielkim konfliktem zbrojnym. Nie zdobywały się one raczej na żadne refleksje nad kondycją człowieka (książki Adamowicza, Barszczewskiego, Marczyńskiego, Niezabitowskiego…). Wyjątek stanowili Lange, Słonimski i Smolarski.

Lange, kojarzony raczej z Młodą Polską, Mirandę opublikował w 1924 roku, zatem można ją bez problemu włączyć do fantastyki międzywojennej. Powieść ta, mająca charakter utopijny, jest kontynuacją utopii, można powiedzieć, klasycznej, bo siedemnastowiecznej: Państwa Słońca (1623) Campanelli. Lange zaczyna opowiadać historię fantastycznego państwa tam, gdzie kończy ją włoski autor i snuje swoją opowieść aż do końca pierwszej wojny światowej. Przy okazji przeprowadza krytykę dzieła swego poprzednika, pokazując upadek proponowanego przez niego ustroju. Teraźniejszość Słońcogrodzian to jednocześnie wizja przyszłości reszty ludzkości. Antoni Lange w Mirandzie popiera pogląd, że rozwój techniczny bez dbałości o rozwój duchowy prowadzi do upadku społeczeństwa (dlatego upada ustrój proponowany przez Campanellę). Wizja idealnego życia, według Langego, musi zasadzać się na harmonijnym rozwoju obu tych sfer. Pierwszym filarem szczęścia jest osiągnięcie przez człowieka wyższego poziomu rozwoju duchowego (ciało astralne). Zdaniem Janiny Hasiec [14] można to odebrać jako symboliczne przedstawienie procesu doskonalenia człowieka poprzez wykształcenie i wychowanie. Przeistoczenie człowieka w ciało astralne następuje podczas wchodzenia w dorosłość po ukończeniu szkoły. Przyjmując tę interpretację, można uznać, że Lange doszedł do tych samych wniosków, co Znaniecki w Ludziach teraźniejszych… . Drugi filar szczęścia w Mirandzie to ekstremalnie rozwinięta technika i nauka, całkowite panowanie nad przyrodą. Autor uważał, że panowanie takie, przy rzeczywiście zaawansowanych technologiach i głębokim poczuciu moralności ludzi, nie może wyrządzić żadnych szkód naturze. Postęp cywilizacyjny i duchowy rozwój człowieka dopiero wzajemnie się wspierając, gwarantują, zdaniem Langego, szczęście.

Inny, także ciekawy, głos w sprawie przyszłości cywilizacji zachodniej zabrał Antoni Słonimski. Jego Dwa końce świata (1937) osadzone były w ówczesnej teraźniejszości. Włączając się do dyskusji o tym, co będzie, autor kontynuował zarazem krytykę tego, co jest, którą zajmował się jako publicysta „Wiadomości Literackich”. Jego książka ma charakter groteskowej antyutopii będącej polemiką z inną, najgłośniejszą wtedy antyutopią sf, Nowym wspaniałym światem Aldousa Huxleya. Książka Huxleya była najpopularniejszą, zbeletryzowaną wersją omówionego wcześniej pesymistycznego spojrzenia w przyszłość. W Nowym wspaniałym świecie technika jest hamulcem duchowego rozwoju ludzkości. Jednocześnie ta antyutopia kryje w sobie wyraźnie utopijną wizję powrotu do natury jako lekarstwa dla ludzkiego ducha. W książkowym świecie ludzie „dzicy” zachowują najwięcej ludzkich cech: wrażliwość na piękno, potrzebę tworzenia, zasady moralne itp., podczas gdy świat materialnego dobrobytu, osiągniętego dzięki zaawansowanej technice, prowadzi do życia w pozornej szczęśliwości, okupionej stagnacją myślową i zanikiem uczuć.

Słonimski ostro skrytykował dzieło Huxleya na łamach „Wiadomości Literackich” [15]. Dwa końce świata miały natomiast stanowić literacką odpowiedź na Nowy wspaniały świat. Poeta opowiada się tam przeciw przerostowi cywilizacji technicznej i, jednocześnie, przeciw koncepcji powrotu do natury. Uważa, ze światu zagrażają przede wszystkim ludzie, a nie technika. Zarówno nowoczesna technika, jak i kierownictwo programu powrotu do natury oddane w ręce szaleńca prowadzą do katastrofy. Retlich, czarny charakter książki, najpierw niszczy ludzi supernowoczesną bronią, aby potem zbudować cywilizację natury posiadającą te same negatywne cechy, co huxleyowska cywilizacja techniczna. Nawet kiedy „ludzie natury” wyzwalają się spod jego panowania, są jedynie głupią masą zdolną głównie do działań destruktywnych. Słonimski zdaje się mówić, że od techniki zawsze niebezpieczniejsza jest idea, a cywilizacja poddana naciskowi jednostki (dyktatora) albo presji mas ulega rozpadowi. Ludzie zawsze, zdaniem Słonimskiego, będą popełniać te same błędy. Dwa końce świata miały być jednocześnie krytyką faszyzmu (Retlich jest anagramem nazwiska Hitler) i prawdopodobnie także komunizmu. Może dlatego poeta doszedł do bardziej ponurych wniosków od Huxleya i właściwie nie widział możliwości zapobieżenia katastrofie. Krytyka Nowego wspaniałego świata mogła również wyniknąć z uwielbienia, jakim Słonimski darzył H. G. Wellsa [16]. Twórczość Huxleya była w pewnym sensie krytyką wymierzoną w idee słynnego poprzednika (w książkę Ludzie jak bogowie), ale na pesymistycznej wymowie Dwóch końców świata (Wells był sceptykiem, ale nie pesymistą – choć tak jak Słonimski uważał, że ludzie będą popełniać błędy, wierzył mimo to w szczęśliwą cywilizację przyszłości) zaważyło chyba przede wszystkim przeczucie zbliżającej się wojny.

Oryginalną, lecz również ponurą wizję przyszłości stworzył Mieczysław Smolarski w swych dwóch powieściach: Podróży poślubnej pana Hamiltona (1928) oraz Mieście Światłości (1924). Z tą oryginalnością jest jednak pewien problem. Wszystkie pomysły Smolarskiego znane są światu raczej z książki Huxleya. W 1948 roku polski pisarz oskarżył nawet angielskiego autora o plagiat. Rzeczywiście, książki obu twórców są do siebie bardzo podobne (Miasto Światłości opublikowano osiem lat wcześniej niż dzieło Huxleya). Huxley nigdy nie wypowiedział się w tej sprawie, co zdaniem niektórych Polskich badaczy [17] miałoby świadczyć o jego winie.

Smolarski (podobnie jak Huxley) przedstawia w swoich książkach obraz cywilizacji o wysoko rozwiniętej technice doprowadzającej do marazmu w sztuce i do duchowego upadku ludzkości. Tylko „ludzie z puszczy” kryją w sobie ludzkie namiętności. Podróż poślubna pana Hamiltona pod groteskową, pełną humoru powłoką kryje takie samo przesłanie. Pozbawione groteskowości Miasto Światłości wydaje się wizją o wiele bardziej ponurą od tej zawartej w książce Słonimskiego, mimo że kryje w sobie nadzieję powrotu do natury. Smolarski, jak wielu ludzi w tamtych czasach, zdawał sobie sprawę, że koniec I wojny światowej nie spowoduje okresu długotrwałego pokoju, a w przyszłości czai się o wiele straszniejszy konflikt zbrojny. Ta wielka wojna miała zapoczątkować pasmo krwawych wojen z użyciem broni masowego rażenia (chemicznej), które wyniszczą ludzkość. Niestety, nie było to bezpodstawne przeczucie.

Spoglądając w stronę całej cywilizacji zachodniej, pisarze sf (zwłaszcza ci mniej ambitni!) próbowali również wykreować obraz przyszłej Polski. Według Janiny Hasiec [18] nawet Miasto Słońca z Mirandy Langego stanowi propozycję wyznaczenia kierunku rozwoju nowo powstałego państwa polskiego. Smolarski w Podróży poślubnej… kreśli obraz Polski, części Stanów Zjednoczonych Świata, państwa pozbawionego stolicy. Prezydent zjednoczonego świata, niczym pan feudalny, podczas swej kadencji objeżdża wszystkie ważniejsze miasta. U Barszczewskiego (Czandu) Warszawa jest stolicą zjednoczonej Europy. Poza tym w literaturze sf krąży stara idea Polski „przedmurza chrześcijaństwa” – wiele książek o tematyce katastroficznej, wykorzystując popularny wtedy wątek zalewu Europy przez żółtą rasę, opisuje bohaterską rolę naszego państwa w obronie kontynentu przed nową plagą (np. Barszczewski Czandu, Adamowicz Triumf Żółtych). Brukowa literatura fantastyczna bardzo chętnie wykorzystywała głoszoną ówcześnie przez polityków ideę Polski mocarstwowej. Nie było to pozbawione sensu – historia pokazała, że potęga Polski rzeczywiście należała do sfery fantastyki.

Rodzima fantastyka naukowa jest, moim zdaniem, najbardziej zapomnianą częścią literatury dwudziestolecia międzywojennego, chociaż kreśliła naprawdę ciekawe wizje przyszłości. Przyczyny popadnięcia w zapomnienie można szukać w jej niskich walorach literackich – większość książek sf zaliczało się do typowych okazów literatury brukowej. Stanisław Lem we wstępie do Torpedy Czasu Słonimskiego [19] słusznie, moim zdaniem, zauważa, że jest to w ogóle problem fantastyki na całym świecie, aktualny chyba do dzisiaj. W zalewie podrzędnych dzieł giną pozycje wartościowe. Ponadto sf tematycznie zajmuje się odległą przyszłością, jednak narracyjnie tkwi w XIX wieku. Rzeczywiście, podczas gdy – dzielący z pisarzami SF fascynację nowoczesnością – futuryści [20] eksperymentowali z formą, fantaści przez całe dwudziestolecie międzywojenne za ideał uważali styl młodopolski. Co więcej, autorzy sf zamiast adoracji motoru, do której namawiał Marinetti, wybrali, jak już pisałem, raczej strach przed maszyną jako narzędziem nowej apokalipsy. Jak się okazało, dość uzasadniony.

Wydaje mi się, że jest jeszcze jeden, ważniejszy, powód zapomnienia przedwojennej fantastyki. Polska proza sf podejmowała problemy aktualne dla swoich czasów – problemy, które zepchnięte na margines po wybuchu drugiej wojny światowej, nigdy nie powróciły z taką siłą. Zwrot w fantastyce spowodowało przede wszystkim użycie broni jądrowej przez USA, co wiązało się z prześcignięciem (lub co najmniej dogonieniem) fantastycznych wyobrażeń przyszłości. Wielkie wojny chemiczne opisywane w powieściach fantastycznonaukowych nagle wydały się kuriozalne w obliczu holocaustu i bomby atomowej. Nowa postatomowa fantastyka, zamiast opisywać zagładę świata, zaczęła skupiać się na tym, co stanie się po tej zagładzie, a także z większą energią zwróciła się ku tematowi podboju kosmosu.

[1] Dalej będę posługiwał się skrótem sf.

[2] John Griffiths, Co to jest science fiction?, [w:] Spór o SF (antologia szkiców i esejów o science fiction), red. R. Handke, Wyd. Poznańskie, Poznań 1989, str.87;

[3] Na podst. Andrzej Niewiadomski, Antoni Smuszkiewicz, Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej, Wyd. Poznańskie, Poznań 1990;

[4]Na podst. Andrzej Niewiadomski, Koncepcje zbiorowej zagłady ( Z zagadnień polskiej fantastyki naukowej), „Przegląd Humanistyczny” 1982, nr 10;

[5] Ritchie Calder, Narodziny przyszłości( w retorcie uczonych), Trzaska, Evert i Michalski S.A., Warszawa brak daty wydania.

[6]Mieczysław Smolarski, Miasto Światłości, Wyd. Poznańskie, Poznań 1988;

[7] Ritchie Calder, op. cit. , str. 106;

[8] Ibid., str 55;

[9]Patrz felietony Słonimskiego (Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1927-1939, PIW, Warszawa 1956);

[10] Andrzej Niewiadomski, Antoni Smuszkiewicz, op. cit., str.214;

[11] Andrzej Niewiadomski, op.cit.;

[12] L. Mumford, Technika a cywilizacja. tłum. E. Daniecka, PWN, Warszawa 1966;

[13] Florian Znaniecki, Upadek cywilizacji zachodniej, [w:] tegoż Pisma filozoficzne T. II, PWN, Warszawa 1991, str. 931;

[14] Janina Hasiec, Wokół „Mirandy” Antoniego Langego, „Przegląd Humanistyczny” 1977 nr 4;

[15] Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1927-1939, PIW, Warszawa 1956, str.302;

[16] Często wychwalał go w swoich felietonach.

[17] Szerzej A. Pruska, „Miasto Światłości” Mieczysława Smolarskiego a „Nowy wspaniały Swiat” Aldousa Huxleya, „Przegląd Humanistyczny” 1983 nr3;

[18] Janina Hasiec, op. cit.;

[19] Antoni Słonimski, Torpeda czasu , Czytelnik, Warszawa 1967;

[20] Na podst. Tadeusz Peiper, Miasto, masa, maszyna [w:] Tadeusz Peiper, Pisma wybrane, Wrocław 1979;

Bibliografia:

Ritchie Calder, Narodziny przyszłości( w retorcie uczonych), Trzaska, Evert i Michalski S.A., Warszawa brak daty wydania. (Książki nie ma w żadnej bibliotece, dlatego nie udało mi się ustalić kiedy ją wydano).

Juliusz Garztecki, Tadeusz Gosk, Zwierciadło trwóg i wątpliwości , „Miesięcznik Literacki” 1967 nr 4;

John Griffiths, Co to jest science fiction?, [w:] Spór o SF (antologia szkiców i esejów o science fiction), red. R. Handke, Wyd. Poznańskie, Poznań 1989;

Janina Hasiec, Wokół „Mirandy” Antoniego Langego, „Przegląd Humanistyczny” 1977 nr4;

Karol Irzykowski, Fantastyka ( Z powodu książki Stefana Grabińskiego „Na wzgórzu róż. Nowele”[ w:] Karol Irzykowski, Wybór pism krytycznoliterackich, Wrocław 1975;
Antoni Lange, Miranda Universitas, Kraków 2002;

Bogdan Mazan, Antyutopia jako negatywna oraz utajona odmiana utopii, „Prace Polonistyczne” ser. XXXI, Łódź 1975;

Andrzej Niewiadomski, Koncepcje zbiorowej zagłady( Z zagadnień polskiej fantastyki naukowej), „Przegląd Humanistyczny” 1982, nr 10;

Andrzej Niewiadomski, Antoni Smuszkiewicz, Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej, Wyd. Poznańskie, Poznań 1990;

Tadeusz Peiper, Miasto, masa, maszyna [w:] Tadeusz Peiper, Pisma wybrane, Wrocław 1979;

A. Pruska, „Miasto Światłości” Mieczysława Smolarskiego a „Nowy wspaniały Świat” Aldousa Huxleya, „Przegląd Humanistyczny” 1983 nr3;

Antoni Słonimski, Dwa końce świata , Książka i Wiedza, Warszawa 1991;

Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1927-1939, PIW, Warszawa 1956

Antoni Słonimski, Torpeda czasu , Czytelnik, Warszawa 1967;

Mieczysław Smolarski, Miasto Światłości, Wyd. Poznańskie, Poznań 1988;

Mieczysław Smolarski, Podróż poślubna pana Hamiltona. Powieść fantastyczna z roku 2500 , Biblioteka Domu Polskiego, Warszawa 1928;

Bruno Winawer, Doktor Przybram , Biblioteka Groszowa, Warszawa 1928;

Florian Znaniecki, Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości, PWN, Warszawa 1974;

Florian Znaniecki, Upadek cywilizacji zachodniej, [w:] tegoż Pisma filozoficzne T. II, PWN, Warszawa 1991;

——————————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji

Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska

——————————————————————————————————–

Comments are closed.