Mike Davies Planeta slumsów, przeł. Katarzyna Bielińska,Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2009, s.288.

W 2005 roku liczba mieszkańców miast po raz pierwszy przekroczyła 50% światowej populacji. Okazało się, że Ziemia urbanizuje się szybciej, niż można to było kiedykolwiek przewidzieć. Niestety, miasta nie nadążają za nagłym przyrostem liczby ludności, zwłaszcza z możliwościami jej zatrudnienia, co stanowi jedną z przyczyn pojawienia się na całym świecie slumsów.

Amerykański badacz miasta Mike Davies podjął się trudnego zadania analitycznego spojrzenia na zjawisko slumsów oraz ich mieszkańców, a co za tym idzie – na biedę w ujęciu globalnym. W liczącej osiem rozdziałów „Planecie slumsów” przybliża on genezę oraz ekologię slumsów, wskazując przy tym na wadliwą lub przynajmniej niewystarczającą politykę społeczną prowadzącą do ich powstawania i rozwoju. Davies w swojej książce opiera się na własnych obserwacjach oraz na szeregu badań międzynarodowych dotyczących poruszanej problematyki (m.in. ONZ i Banku Światowego). Publikacja koncentruje się głównie na miastach Ameryki Południowej i Azji, ale można ją także odczytywać jako swoistą przestrogę dla metropolii europejskich.


W rozdziale pierwszym, o wymownym tytule „Przesilenie miejskie”, Davies próbuje uchwycić moment, w którym ludność miejska zaczęła stanowić ponad 50% ogólnoświatowej populacji. Jako rok „graniczny” wskazuje 2005, kiedy to na skutek masowej migracji oraz mającej miejsce w drugiej połowie ubiegłego wieku eksplozji demograficznej połowa obywateli naszego globu stała się mieszkańcami miast. W tym właśnie czasie powstały też nieznane wcześniej formy miejskie, takie jak megamiasto oraz „forma ani miejska, ani wiejska, lecz mieszanka obu tych form, w której gęsta sieć transakcji wiąże wielkie ośrodki miejskie z otaczającymi regionami.” Formy te w obszarze hiszpańskojęzycznym noszą nazwę desakota, czyli miejska wieś (przez niemieckiego teoretyka miasta Thomasa Sivertsa określana jako Zwischenstadt).

Davies, szukając „winnych” za tak potężną falę migracji, wskazuje na udział Banku Światowego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obie wymienione organizacje odpowiadają bowiem za politykę deregulacji rolnictwa i dyscypliny finansowej, powodującą ucieczkę nadwyżek siły roboczej ze wsi do miast. Niestety, migracje na tak masową skalę rozpoczęły się w chwili, gdy większość społeczeństw miejskich już borykała się z coraz większym bezrobociem.
Rozdział drugi, zatytułowany „Wszechobecność slumsów”, dostarcza wyrazistej charakterystyki zjawiska slumsów oraz opisuje ich genezę. W Ameryce Południowej od lat 70-tych ubiegłego wieku rozrost miasta jest jednoznaczny z rozwojem slumsów. Favele w Sao Paulo w roku 1973 stanowiły 1,2% populacji miasta, podczas gdy 20 lat później było to już 19,8 % . Problem nie ogranicza się jedynie do Ameryki Południowej. Dzielnice typu slums znajdujemy także w innych państwach, m.in. w Indiach czy Chinach. Obecnie na całym świecie istnieje ponad 200 tys. slumsów liczących od kilkuset do ponad miliona mieszkańców. Davies definiuje w tym miejscu dość dokładnie, czym jest slums (najdokładniejsza wydaje się definicja przyjęta za ONZ) .

Rozdziały trzeci i czwarty, zatytułowane znów dość wymownie „Państwo zdradziło” oraz „Złudzenie samopomocy”, dotyczą kwestii dostosowania polityki społecznej do rzeczywistości mieszkańców slumsów. Autor, aby dotrzeć do przyczyny tak dynamicznego rozwoju slumsów, zadaje tu przewrotne pytanie: dlaczego do tej pory rozwijały się one raczej powoli? Główny powód odnajduje w polityce kolonialistycznej, na mocy której ludność miejscowa nie miała prawa osiedlać się w miastach. „Afrykanów traktowano jako osoby tymczasowo przebywające w mieście, odmawiając im prawa do posiadania na własność dzierżawionych nieruchomości.” Podobne trudności napotykali na swojej drodze migranci do miast w Ameryce Południowej. Wraz z likwidacją kolonializmu oraz upadkiem dyktatur i reżimów przeszkody do dynamicznego rozwoju miast przestały istnieć. Pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku zaczęto otwarcie mówić o narastającym problemie, jakim jest wzrastająca liczba ludności miejskiej żyjącej w warunkach urągających godności ludzkiej. Bank Światowy wielokrotnie próbował polepszyć sytuację osób biednych przy pomocy różnego rodzaju projektów mających na celu „poprawę jakości życia w slumsach na skalę masową.” Niestety, większość z nich zakończyła się fiaskiem. Dzieje się tak, ponieważ formy pomocy albo nie są dobrze przemyślane, albo wsparcie, zamiast bezpośrednio do osób potrzebujących, trafia do organizacji pozarządowych nazywanych przez Gitę Verme pośrednikami „nowej klasy” . Są to ludzie, którzy potrafią na pomocy dla biednych zarabiać duże pieniądze. Davies podaje w tym miejscu przykłady sytuacji, gdy właścicielami slumsów są politycy i wyższa klasa średnia, przez co np. w Sao Paulo czynsz za metr kwadratowy w slumsach bywa nawet o 90% droższy niż na rynku formalnym.

Władze poszczególnych miast starają się w jakiś sposób „porządkować” tę sytuację – owych prób dotyczy kolejny rozdział, zatytułowany „Haussmann w tropikach”. Tu Mike Davies przywołuje postać barona G. E. Hausmana, który na życzenie Napoleona przeprowadził w latach 50-tych XIX wieku gruntowną przebudowę Paryża. Podobnie współcześnie organizuje się na masową skalę przebudowy miast, co pociąga za sobą eksmisje milionów osób ubogich. Władze miejskie starają się oczyścić miasta ze slumsów oraz squatów i ich mieszkańców, wysiedlając ich na peryferie. Często pod pretekstem budowy nowych ulic lub centrów handlowych wyburzane są całe dzielnice zamieszkiwane przez biednych i bezrobotnych. Autor przytacza w tym miejscu robiące olbrzymie wrażenie liczby, mówiące o ilości eksmitowanych mieszkańców slumsów – na przykład w 1988 roku z Seulu eksmitowano 800 tys. mieszkańców, a w 2005 ze stolicy Zimbabwe Harare wysiedlono 700 tys. osób zamieszkujących ubogie dzielnice. Wszystko to dzieje się pod hasłami rewitalizacji i restauracji miast oraz poprawy życia ich mieszkańców. Czasami strategie „oczyszczania” usprawiedliwiane są koniecznością usuwania potencjalnego zagrożenia – slumsy uznaje się w tym kontekście za potencjalne ośrodki oporu oraz „kolebki przestępczości”. W miejscach opróżnionych z biednych powstają nowe, często bardzo ekskluzywne, osiedla zamknięte, będące kopiami amerykańskich edege cities.

Następny rozdział omawianej przeze mnie publikacji dotyczy „Ekologii slumsu”. Autor opisuje tu warunki, w jakich zamieszkują najubożsi. Jednym z największych problemów jest to, że slumsy często budowane są na niestabilnych gruntach, na zboczach lub brzegach rzek narażonych na erozję i obsuwanie się w dół. Powodzie oraz trzęsienia ziemi, a nawet ulewne deszcze pociągają za sobą ryzyko katastrofy zagrażającej życiu mieszkańców. Domy w slumsach są zwykle „przyklejone” jedne do drugich, stąd ogromne niebezpieczeństwo stanowią dlań pożary, powodujące w tych okolicznościach ogromne straty. Co gorsza, pożar to nie zawsze nieszczęśliwy wypadek, ale czasami działanie celowe – slumsy podpala się po to, aby nie czekać na zezwolenie na legalne ich wyburzenie. Oprócz wymienionych zagrożeń wielkim problemem są warunki higieniczne. Brak bieżącej wody, kanalizacji i wystarczającej liczby toalet powoduje zanieczyszczenie fekaliami oraz, co za tym idzie, ułatwia szerzenie się różnego rodzaju chorób. Ogromne liczby ludzi to także olbrzymia ilość produkowanych śmieci. Miasta pozbywają się śmieci wywożąc je poza swój teren – zwykle w rejony slumsów, które są wprost nimi zasypywane. Te niekorzystne warunki środowiskowe powodują, że zachorowania i śmiertelność z powodu złych warunków higienicznych, zwłaszcza braku dostępu do czystej wody, są bardzo wysokie. Dotyczy to głównie niemowląt i dzieci, np. w slumsach Quito w Ekwadorze umieralność niemowląt jest 30 razy większa niż w bogatszych jego dzielnicach. Dodatkowo brak opieki medycznej powoduje zwiększoną zachorowalność na gruźlicę, choroby pasożytnicze, cukrzycę, choroby serca oraz HIV.

Przedostatni rozdział Davies zatytułował nieco przewrotnie „Dostosować Trzeci Świat”. Przedstawia tu sposoby „dostosowywania się” do sytuacji biedy, przede wszystkim – dostosowanie oddolne. W sytuacji, gdy mężczyźni nie są w stanie znaleźć pracy, zadania tego z powodzeniem podejmują się kobiety. Davies pisze tu, że w Chinach oraz w Azji Południowo-Wschodniej „kobiety stanowią 90% z około 27 mln pracowników w strefach wolnego handlu.” Młode dziewczęta bardzo wcześnie rezygnują z edukacji, podejmując pracę najpierw, aby pomóc rodzinie, potem zaś, aby utrzymać swoje dzieci. Brak wykształcenia sprawia jednak, że skazane są na zajęcia czasochłonne, ale bardzo nisko płatne, przez co ich dzieci powielają model życia w permanentnym niedostatku.

Tytułowi ostatniego rozdziału nadana została forma niepokojąco brzmiącego pytania: „Nadwyżka ludności?” Po lekturze prawie całej książki czytelnik ma świadomość, że slumsy stanowią olbrzymi rezerwuar siły roboczej. Niestety, ich mieszkańcy znajdują pracę najczęściej jedynie w strefie nieformalnej, nie ma dla niech miejsca na legalnym rynku pracy. Co ciekawe, pewna część szarej strefy to ukryta siła robocza gospodarki formalnej – podwykonawcy różnego typu korporacji międzynarodowych. Davies podkreśla w tym miejscu z całą mocą, że istotą nieformalnego zatrudnienia jest jawny wyzysk siły roboczej. Tu też pojawiają się paradoksy – jest to sektor cechujący się wysoką stopą zysku i akumulujący duże dochody, ponieważ przedsiębiorcy najczęściej nie odprowadzają podatków, zaś pracownicy – zwykle niepodpisujący żadnych umów -zarabiają bardzo mało. Intrygujące, że nawet w tym sektorze można mówić o wzroście konkurencji, co w dużym stopniu wpływa na „osłabienie kapitału społecznego oraz niszczy sieci samopomocy i więzi solidarności, mające zasadnicze znaczenie dla przetrwania najuboższych, zwłaszcza kobiet i dzieci.” Pojawia się kryzys rodzin, zaś tradycyjna struktura społeczna podlega erozji. Dzieci z ubogich rodzin zaczynają pracę nawet w wieku pięciu lat i pracują w bardzo ciężkich warunkach, za bardzo małe pieniądze. Często są traktowane prawie jako darmowa siła robocza. Davies opisuje tu także makabryczną, jak sam pisze, część gospodarki nieformalnej, którą stanowi rynek narządów ludzkich. Od lat 80-tych ubiegłego wieku indyjskie i kairskie slumsy nazywane bywają „kopalnią nerek”. Większość dawców stanowią samotne matki, próbujące w ten sposób zapewnić sobie i swoim dzieciom środki do życia. Mimo opisanych warunków mieszkańcy slumsów kurczowo trzymają się miasta, ponieważ przeżycie tam w wielu sytuacjach wydaje się być łatwiejsze niż na wsi.

Jako zakończenie Davies umieścił epilog o tytule „Na ulicy wietnamskiej”, który odnosi się do nieformalnej nazwy głównego bulwaru jednego z bagdadzkich slumsów. Epilog ów stanowi krótkie, acz treściwe podsumowanie poruszanej problematyki.

„Planeta slumsów” to świetnie napisana książka, która stanowi wartościową pozycję zarówno dla osób zajmujących się problematyką ubóstwa, jak i dla studentów dopiero poszukujących zainteresowań naukowych. Należy uznać ją za ważny wkład w globalne poznanie problematyki miejskiej biedy.

Jedyną rzeczą, której książce Daviesa faktycznie brakuje, jest bibliografia. Cytuje on bardzo wielu autorów, odnosi się do wielu badań, umieszczając je jedynie w przypisach. Ponieważ „Planeta slumsów” jest oczywistą zachętą do pogłębienia wiedzy na temat, który prezentuje, o wiele wygodniej byłoby zapoznać się z bibliografią niż mozolnie wertować przypisy. Poza tym jednym zarzutem książka warta jest jednak rekomendacji. Polecić ją można nie tylko osobom „zawodowo” zajmującym się badaniem ubóstwa, ale także tym, którzy wcześniej nie zetknęli się z tą tematyką.

Comments are closed.