MORGELLONS DAWNIEJ I DZIŚ – CHOROBA CIAŁA CZY UROJENIA?
Dr n. med. Bogumiła Kempińska-Mirosławska

Zakład Historii Medycyny i Farmacji Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
Kierownik Zakładu: prof. dr hab. n. med. Jerzy Supady

Pewnego dnia Pan M. L. w czasie podróży do Las Vegas poczuł drętwienie palca, spojrzał na dłoń i z niedowierzaniem stwierdził, że z miejsca, z którego jakiś czas temu usunął drzazgę, „wykiełkowywał” mały, dziwny, „obracający się” twór. Gdy próbował usunąć to „coś” pincetą w ramieniu pojawił się silny ból, a on doznał wrażenia jakby pod skórą roiły się robaki. Był przerażony, ale kolejne tygodnie były już tylko gorsze. Ze szpitala, do którego trafił w związku z dziwnymi objawami, wyszedł z rozpoznaniem urojeniowej parazytozy lecz mimo zastosowanego leczenia wciąż się drapał i usuwał pojawiające się w skórze dziwne włókna i drobinki[1]. Dotychczas zdrowa Pani D. G. wyjątkowo źle się poczuła po jednym ze szczepień przeciwko grypie, jednak szczególnie niepokojące objawy pojawiły się wiele miesięcy później.

Koszmarne uczucie „zmasowanego dudnienia i wylęgania się w skórze głowy i na plecach setek tysięcy robaczków” powodowało, że nabrała przekonania iż zwariowała[2]. Pani R. narzekała na złe samopoczucie już od kilku lat: nieustające zmęczenie, napady migrenowych bólów głowy, bóle mięśni całego ciała stały się jej codziennością, do której przywykła. Była nawet w stanie zaakceptować pojawiające się coraz częściej na ramionach i plecach zmiany skórne: czarne, drobne punkciki, przypominające wągry, czasem bliznowaciejące. Gdy jednak pewnego ranka po wstaniu z łóżka zauważyła w skórze małe, różnokolorowe drobne „sznureczki”, których także było pełno na pościeli, i poczuła intensywne swędzenie i kłucie, wiedziała już, że dzieje się z nią coś złego, czego zupełnie nie potrafiła zrozumieć. Zrozumienia nie znalazła także u swojego lekarza, przyjaciół i rodziny; wszyscy byli przekonani, że to ona sama jest przyczyną dziwnych objawów skórnych uszkadzając ją w następstwie urojeń. Jej małżeństwo zakończyło się rozwodem, a życie legło w gruzach[3].

Wydawać by się mogło, że powyższe opisy pochodzą z nastawionych na sensację powieści, a jednak tak nie jest – można je znaleźć we współczesnej literaturze naukowej i dotyczą rzeczywistych pacjentów, którzy cierpiąc na różne „dziwne” dolegliwości skórne szukają pomocy u różnych lekarzy, zwykle u dermatologów, lecz najczęściej uzyskują rozpoznanie psychiatryczne „parazytozy urojeniowej”. W ciągu ostatnich kilku lat ich liczba w USA lawinowo rośnie. Wśród zgłaszanych przez zrozpaczonych pacjentów objawów na pierwszy plan wysuwają się niezwykłe doznania czuciowe ze strony skóry, opisywane jako „pełzanie”, „rojenie się”, „szczypanie” bądź „kłucie” lub „drapanie” i stwarzające wrażenie obecności pasożytów oraz ogólne złe samopoczucie, zmęczenie i zaburzenia pamięci[4]. Skóra może być nieuszkodzona bądź występują różnorodne zmiany: zadrapania, owrzodzenia, niegojące się rany, ale najbardziej zadziwiające jest występowania u niektórych chorych „włóknopodobnego materiału”. Niezwykłość doznań czuciowych, przybierających w opisach pacjentów fantastyczne formy, ukierunkowuje myślenie autorytetów medycznych na chorobę psychiczną – parazytozę urojeniową, w której zmiany skórne pojawiają się wtórnie do urojeń.

Z „psychiatryzacją” wyżej opisanych dolegliwości skórnych nie chciała się pogodzić Marie M. Leitao, mieszkanka Kalifornii, z zawodu pielęgniarka, która kilka lat temu u swojego 2-letniego syna zauważyła niepokojące objawy chorobowe. Chodząc od lekarza do lekarza i nie znajdując satysfakcjonującego rozpoznania bez psychiatrycznych konotacji, w poszukiwaniu rozwiązania zagadki „zwróciła się ku historii”. Przeglądając literaturę historyczno-medyczną Leitao natrafiła na obszerny artykuł z 1935 r. autorstwa C. E. Kellett, omawiający znajdujące się w literaturze medycznej na przestrzeni XVI-XVIII w. opisy „dziwnej” choroby (bądź grupy różnych chorób), występującej wówczas głównie u małych dzieci, i nieco podobnej w objawach do tej, jaka dotknęło jej syna; na określenie objawów jakie pojawiły się u jej dziecka wykorzystała jedną z przytoczonych w artykule historycznych nazw schorzenia – Morgellons[5].

Czym więc jest Morgellons historycznie, a czym współcześnie? Czy jest nową, nieznaną chorobą, wymykającą się współczesnej klasyfikacji medycznej? Czy mimo pewnych różnic jest tym samym schorzeniem, opisywanym przez autorytety medyczne począwszy od XVI w., które jednak do tej pory nie doczekało się wyjaśnienia? Czy obecnie, przy tak wysoko rozwiniętej medycynie, jesteśmy bliżej wyjaśnienia jej zagadki? I czy w ogóle mamy do czynienia z chorobą, czy może – jak twierdzą niektórzy – socjologicznym zjawiskiem odzwierciedlającym niepokój naszych czasów – niepokój o skutki zdrowotne eksperymentów badawczych i nowoczesnych technologii? W dalszej części artykułu spróbujmy udzielić odpowiedzi na te pytania.

Nazwa Morgellons pojawiła się po raz pierwszy w XVII-wiecznym tekście autorstwa Sir Thomasa Browne’a[6] pt. „A Letter To A Friend”[7] i została przez niego użyta na określenie choroby, jaka swego czasu występowała endemicznie u małych dzieci w Langwedocji[8]. Z krótkiej wzmianki na jej temat wynika, że zasadniczym objawem występującym „nie u mężczyzn lecz u dzieci” i „nie na twarzy czy głowie lecz na plecach”[9] było pojawianie się włosów na plecach wśród objawów kaszlu i konwulsji[10]. Powstaje pytanie skąd Sir Browne wiedział o tej dość nietypowej ze względu na objawy chorobie, i jak wynika z tekstu, występującej lokalnie. Biorąc pod uwagę informację zawartą w jego biografii z 1748 r. o podróżach jakie odbywał (prawdopodobnie pomiędzy 1626 a 1643 r.) m.in. po Francji, w tym o przebywaniu w Montpellier, jednym z najbardziej znanych miast w Langwedocji, możliwym jest, że usłyszał o niej podczas swojej bytności w tym mieście[11]. Możliwym też jest – na co wskazuje Kellett – że swą wiedzę na temat choroby zaczerpnął z dostępnej mu wówczas literatury medycznej, na co może wskazywać znajdujące się w „A Letter …” odwołanie: „see Picotus de Rheumatismo”, sugerujące źródło informacji Browne’a[12]. Jak jednak zauważył J. Eason nie powinno ono mieć miejsca, gdyż Picotus o takiej chorobie w swojej pracy „De Rheumatismo” nie wspomina[13]. Opisy schorzeń, nieco podobnych pod względem niektórych objawów do choroby nazwanej przez Sir Browne’a Morgellons, występują natomiast w kilku innych tekstach medycznych wcześniejszych niż praca Browne’a m.in. autorstwa Leonella Faventinusa de Victorii, Schenkiusa, Velshiusa, Montuusa czy Abrożego Paré. Schorzenia o objawach podobnych do Morgellons opisywane były również w tekstach późniejszych niż „A letter …” m.in. przez Le Clerc’a, Ettmuler’a, Wolf’a, Basignot’a. Wśród podobieństw rysujących się w zawartych w nich opisach należy w szczególności wymienić: występowanie choroby u dzieci, szczególnie u noworodków bądź niemowląt, objawy ogólne: płacz, krzyk dziecka, brak apetytu, wyniszczenie oraz, co najważniejsze, niewyjaśnione zmiany występujące w skórze, stanowiące o istocie choroby. I tu wśród autorów pojawiają się zasadnicze różnice poglądów dotyczących tego, czym były opisywane zmiany – dziwne „struktury” pojawiające się w skórze chorych dzieci. I tak dla jednych były to twory ożywione, określane terminem angielskim „worm” bądź łacińskim „vermiculus”, czyli „robak” bądź „glista”, a tym samym sugerujące etiologię pasożytniczą choroby, dla innych, podobnie jak dla Browne’a, były to … „włosy” (hair), „włosie” lub „szczecina” (bristle). W pracach z XIX i początku XX pojawił się dodatkowy termin na określenie „dziwnych zmian” w skórze tzw. „comedo” czyli czop, zaskórnik. Z pewnością tak duża rozbieżności poglądów co do istoty zmian skórnych musi budzić zdziwienie i skłaniać do refleksji, iż opisy dotyczą w istocie różnych co do etiopatogenezy schorzeń, choć o podobnej symptomatologii.

Jeszcze większa różnorodność dotyczy nazewnictwa choroby. Począwszy od XVI aż do początków XX w. wśród nazw, oprócz Morgellons, pojawiały się: dracunculus, dracontia, cridones, crinibus, masqueton, pilaris affection, crinons, cee’s, ceddes, comedones, les crinons, masclous, masquelons, morbus piliaris, mesquolo, mousclouroum, soyes, die zehrende Wurm, mitesser, die durzemaden. Niektóre z nich (np. dracunculus, dracontia, masclous, masquelons itd.) odpowiadają poglądom o pasożytniczym pochodzeniu choroby (robaki, glisty, muszki), inne odwołują się do włosów (np. morbus piliaris, piliaris affectio, itd.). Odnośnie samej nazwy Morgellons Kellett prezentuje stanowisko, że mogła ona powstać z przekształcenia innych jak: les crinons, masclous, masquelons, używanych na określenie choroby, która w XVII i XVIII w. budziła znaczne zainteresowanie, a której istotą były „insekty, zasiedlające skórę i włosy”[14]. I chociaż dla sir Browne’a, który wprowadził nazwę Morgellons, tym co pojawiało w skórze były włosy, to jej etymologia wskazuje na „pasożytnicze konotacje”.

Próbując odpowiedzieć na pytanie, czym dawniej była choroba nazwana przez Browne’a Morgellons, porównajmy niektóre zawarte w dawnych tekstach medycznych opisy schorzenia występującego u małych dzieci, w przebiegu którego wśród innych objawów ogólnych, pojawiały się, budzące wątpliwości co do swej istoty, zmiany skórne o dość – jak się dalej okaże – charakterystycznej lokalizacji.

Obszerny opis schorzenia, którego głównym objawem były pojawiające się pod skórą „robaki”, zawarty jest w dziele Leonellusa Faventinusa de Victorii, włoskiego lekarza z przełomu XV/XVI w., pt. Practica medicinalia et tractatus de aegritudinibus infantium[15], którego pierwsze wydanie ukazało się w 1544 r.[16] W pracy podany jest przykład choroby występującej u małych dzieci, w przebiegu której pojawiają się „żyjątka mające wygląd robaków, przez lud zwane są Dracontia” umiejscawiające się zazwyczaj w mięśniach, zwykle ramion i nóg, szczególnie łydek. Robaki te – jak podaje dalej autor – „od czasu do czasu gromadzą się w boku pod skórą, czasem mogą zajmować całe plecy, a jeżeli to się nie uda to przynajmniej obszar między łopatkami”; brak możliwości usunięcia ich przy pomocy lekarstw prowadzi do ropienia, a nawet do wyniszczenia dziecka. W dalszej części tekstu opisane są różne sposoby postępowania (m.in. stosowanie rozgrzewających okładów i smarowanie słodkimi substancjami) mające na celu doprowadzenie do „wyjścia” robaków spod skóry i ich mechaniczne usunięcie z ciała[17].

Opis ten przypomina nieco inny, znajdujący się u Schenkiusa, w jego najbardziej znanym dziele z XVI w. pt. „Observationum medicarum variorum, libri VII”[18]. Schenkius opisał pewien typ podskórnego robaka (worm), który bardzo często występuje u niemowląt do 6 miesiąca życia, a nierzadko także u dzieci do 2 roku życia, najczęściej w mięśniach ramion, nóg i pleców powodując bezsenność, świąd skóry, niepokój, utratę apetytu, aby w końcu, jeśli pojawi się w dużych ilościach, doprowadzić do wychudzenia i „zmarnienia” dziecka. Oprócz opisu schorzenia Schenckius przedstawia swoją teorię powstawania robaków („z wydzieliny porów skóry”), ich wygląd i zachowanie („nigdy nie wypełzają całkiem z porów skóry, wystawiają tylko swoje małe główki, które są widoczne jako czarne punkty”) oraz sposoby mające na celu ich usunięcie z ciała (masaż mięśni i smarowanie miodem powodujące ich wyjście ze skóry, co umożliwia zabicie ich). Autor, na podkreślenie faktu, że robaki te „przejmują kontrolę i konsumują pożywienie niemowlęcia, którego zainfekowały” podaje niemieckojęzyczne określenia odnoszące się do tej przypadłości tj. Miteser i die zehrende Wurm oraz przytacza używaną przez norymberczyków nazwę die Durzemaden[19].

Jakiej choroby faktycznie dotyczą przytoczone powyżej opisy? Obaj autorzy, tj. Faventinus i Schenckius znali dzieła medyków arabskich, w których opisywano znaną już w starożytności drakunkulozę, chorobę pasożytniczą wywoływaną (jak obecnie wiemy) przez nitkowca podskórnego Dracunculus medinensis[20]. Pomiędzy objawami jakie występują w drakunkulozie a podanymi opisami istnieją zarówno podobieństwa (obecność podskórnych pasożytów, lokalizacja m.in. na kończynach dolnych, mechaniczny sposób usuwania pasożyta), jak i znaczące różnice, dotyczące wieku chorych i geograficznego obszaru występowania choroby. Drakunkuloza (od łac. „draco” czyli wąż, smok oraz przyrostka -culus mogącego oznaczać chorobę), choroba dość powszechna w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie, mogła swą niezwykłością budzić zainteresowanie ówczesnych lekarzy europejskich. Przykładem tego może być XVII-wieczny traktat Velshiusa pt. Exercitatio de Vena Medinensi, ad Mentem Ebsinae, sive De Dracunculis Veterum. Cui accedit altera, De vermiculis capillaribus infantium”, poświęcony tej chorobie[21]. Autor przytacza w nim poglądy znanych lekarzy starożytności: Galena i Hipokratesa oraz średniowiecznych lekarzy arabskich, wskazując na jej pasożytnicze pochodzenie. Szczególnie interesująca jest ostatnia część dzieła Velshiusa zatytułowana De vermiculis capillaribus infantium, w której opisał występujące u niemowląt schorzenie, charakteryzujące się obecnością w skórze „robaczków” (vermiculi) i prowadzącą do wyniszczenia organizmu. Za przyczynę sprawczą pierwotną (podstawową) schorzenia uważał formy „nasienne” (semina) organiczne, spontanicznie powstające „ze zgnilizny i gorąca”, ukryte, bardzo małe; formy widoczne w skórze (forma externa) były tym, co powstaje z „semin”, przypominając wyglądem włókna, kolce, włosy, w barwie podobnej do popiołu bądź czarne, i zlokalizowane głównie na nogach, ramionach, plecach lub okolicy międzyłopatkowej[22]. Velshius zajmuje jednoznaczne stanowisko: opisana przez niego choroba noworodków i nazwana vermiculi capillares infantium nie jest drakunkulozą, a w starożytności albo była ona nieznana albo nienazwana (morbus antiquis incognictus aut indictus). Jak sugeruje Kellett, jest to być może pierwsza monografia poświecona chorobie, którą Sir Brown nazwał Morgellons, a Velshius dość szczegółowo opisał. Velshius przygotowując swoje dzieło z pewnością zapoznał się z wcześniejszymi pracami innych autorów, zawierającymi podobne opisy, i podjął polemikę z ich poglądami, co do przyczyn, objawów i sposobów leczenia[23]. Jedną z nich jest dzieło Montuusa z 1558 r. pt. „Halosis febrium”[24], gdzie w trzeciej części pt. „De infantium febris” znajduje się opis przypadłości nazwanej „affectio piliaris”, występującej u dzieci i mogącej doprowadzić do śmierci podczas pojawiającego się nagle napadu padaczkowego. Wśród charakterystycznych objawów schorzenia wymieniał stały płacz i krzyk dziecka oraz pojawianie się pod wpływem pocierania na ramionach bądź szyi szorstkiej skóry „z powodu wystających włosów rosnących podobnie jak na brodzie”[25]. Pomimo pewnych podobieństw rysujących się w opisach Velshiusa i Montuusa – obaj bowiem podają, że schorzenie to występujące u noworodków bądź małych dzieci może kończyć się zgonem – zaznacza się także zasadnicza różnica. Przy podobnej lokalizacji zmian dla pierwszego z nich tym, co pojawiało się w skórze w przebiegu choroby były „robaczki”, dla drugiego „włosy”. Podobnego zadania co Montuus był Ambroise Paré, francuski chirurg z XVI w., który – jak sam twierdził – widział „ten rodzaj choroby nieznanej starożytnym lekarzom”, a która objawiała się występowaniem u dzieci pod skórą pleców „grubych i silnych włosów, wywołujących kłucie i skaleczenia nie pozwalające na odpoczynek, a którą Francuzi nazywali Cridones”[26]. Odmienną nazwę, a mianowicie „masquelon jak zwą w Langwedocji, a po łacinie morbus piliaris”, przywołał inny francuski chirurg – Jacques Gillemeau, w swojej pracy z 1609 r. pt. „De l’heureux accouchement des femmes”[27], podając takie objawy choroby jak: płacz dziecka, „pleniące się i wychodzące na wierzch włosy na plecach u dzieci”, napady padaczkowe[28].

Szansa na rozwiązanie zagadki czym są opisywanie przez różnych autorów struktury występujące w skórze chorych dzieci pojawiała się wraz z wprowadzaniem do medycyny technik mikroskopowych. W XVII wieku wielu badaczy miało już dostęp do mikroskopów skonstruowanych albo według pomysłu holenderskich rzemieślników Hansa i Zacharisa Janssenów z końca XVI w. i dających ok. 40-60-krotne powiększenie, albo jednosoczewkowych konstrukcji Antona van Leeuvenhoek’a, pozwalających na uzyskanie 270-krotnego powiększenia. W 1682 r. niemiecki lekarz Michael Ettmüller[29] opublikował w „Acta Eruditorum” [30] dwie prace: pierwszą pt. „De crinonibus seu comedonibus infantium”, drugą pt. „De sironibus”, w których znalazły się rysunki „spod mikroskopu” opisywanych przez wcześniejszych autorów struktur albo jako włosów, albo jako „robaków”. Według Ettmüllera zmiany skórne widziane pod mikroskopem były pasożytami; wyglądem swoim przypominały muszki bądź ich części lub roztocza[31]. O zmianach skórnych określanych użytym przez Ettmüllera w tytule swoje pracy pojęciem „sirones” wspominał wcześniej w swoich dziełach jeden z pionierów dermatologii polskiej Jan Jonston z Szamotuł. Opisując je jako krosty, występujące na dłoniach i podeszwach stóp, mające w sobie robaczki, które powinno się wyciągać, zaliczał do tzw. tumorów, których pochodzenia jednak nie potrafił wytłumaczyć na gruncie stosowanej przez niego humoralnej teorii powstawania chorób[32].

Nawiązując do rysunków Ettmüllera oraz wcześniejszych prac różnych autorów Daniel Le Clerc w pracy z 1715 r. pt. „History of Worms”, w podrozdziale zatytułowanym pt. „Crinones, or Hair-Worms in Children, call’d by the French, Soyes, also Masclous”, podkreślił ogromną różnorodność opinii co do istoty choroby, mimo możliwości badań mikroskopowych[33]. Dla zilustrowania trudności diagnostycznych zestawił wyniki prac mikroskopowych współczesnych mu badaczy: wspomnianego Ettmüllera i Leeuvenhoek’a, twierdząc, że to co rysował Ettmüller zapewne było pasożytami, lecz nie udało się w żadnym innym badaniu potwierdzić iż pojawiają się one właśnie w chorobie „którą zwą cridones lub crinones”, czego dowodem mogą być wyniki prac Leeuvenhoek’a, w których opisywał zmiany jako „włosy bądź wiązki włosów”[34]. Być może, że tym co opisywał Jonston, a co narysował spod mikroskopu Ettmüller i nazywane „sirones” był świerzbowiec ludzki, którego „odkrycie” przypisuje się Bonomo[35].

Niezwykle interesujący opis schorzenia, podobny do tego jaki pozostawił Browne’a, podał M. Bassignot, lekarz miejski Seyne w Prowansji, w pracy z 1776 r. pt. „Histoire de la maladie connue sous le nom de Crinons, qui attaque les nouveaux nes a Seyne en Provence”, odczytanej na jednym z posiedzeń Societe Royale de Medecine. Według Bassignota, miasto Seyne było miejscem pojawiania się „dziwnej choroby atakującej prawie wszystkie nowonarodzone dzieci”, nazywanej „crinons”, „comodones”, a w Prowansji „cees” (od słowa ceddes oznaczającego szczecinę). Choroba pojawiała się zwykle w ciągu pierwszych 12 godzin lub w pierwszej doby życia dziecka (czasem do pierwszego miesiąca) i jej pierwszym objawem był bardzo nasilony świąd skóry, wzmagający się pod wpływem ciepła oraz nieustający płacz, niepozwalający dziecku ani na przyjmowanie pokarmu ani na odpoczynek czy sen; kiedy płacz cichł dziecko słabło i umierało. Zapobiec niepomyślnemu przebiegowi choroby mogły działania podejmowane przez matki, jeśli wystarczająco wcześnie rozpoznały zagrożenie, a polegające na silnym i długotrwałym pocieraniu całego ciała dziecka (ważny był sposób w jaki należało to zrobić). Skutkiem pocierania było pojawienie się na ciele dziecka szorstkiej skóry a następnie włosów, które były albo czarne, nierówne i krótkie (wystające zaledwie na 1/10 cala) albo rude i cienkie; włosy te przy pomyślnym przebiegu choroby wypadały i dziecko zdrowiało[36]. Czy jednak faktycznie tym co się pojawiało w skórze były włosy? Jak wskazywał J. G. Bruguiere w „Encyklopedie methodique. Histoire naturelle des vers” z 1792 r. „małe włosy, które pojawiały się w wyniku pocierania skóry miały zdolność do niezależnego poruszania się”[37], co mogłoby sugerować iż były to „struktury ożywione”, a nie „martwe wytwory” skóry.

Kolejnych kilka wzmianek odnoszących się do tej niezwykłej i wciąż nierozpoznanej choroby pojawiło się w publikacjach z XIX w. Niektórzy z autorów opowiadali się za patogenezą pasożytniczą choroby, inni twierdzili, że przyczyna wciąż jest nie nieustalona, a tym co się pojawia w skórze są jednak włosy. Krystalizował się też nowy pogląd, którego autorzy, w szczególności Radcliffe Crocker, angielski lekarz zajmujący się chorobami skóry, sugerowali jakoby stwierdzane u dzieci zmiany były … zaskórnikami (comedones), które pojawiają się w tej chorobie wyjątkowo masowo, z tendencją do „zlewania się”; występowanie ich miało być efektem niewłaściwej pielęgnacji niemowląt i małych dzieci (dość popularne wówczas było ciasne zawijanie niemowląt, chroniące je przed zimnem, co jednak utrudniało dostęp powietrza do skóry i sprzyjało schorzeniom dermatologicznym) i wiązało się z niskim standardem życia, wręcz biedą. Do „teorii zaskórnikowej” choroby nawiązywali także niektórzy lekarze na początku XX w; w tym też czasie pojawił się nowy „wątek patogenetyczny”. W latach 40. ukazał się w „British Medical Journal” dość krótki lecz interesujący artykuł, w którym autor nawiązał do pomijanego dotąd przez różnych badaczy objawu (o którym jednak wspominał sir Browne), a mianowicie kaszlu. Posiłkując się przykładami zasugerował, że „istotą Morgellons może być zakażenie tzw. Hypoderma larvae” czyli pasożytem wywołującym muszycę, chorobę dość rzadką, występującą na niektórych obszarach endemicznie, o zróżnicowanych objawach takich jak: swędzenie skóry, uczucie ruchu pod skórą, różne zmiany skórne, ból, i właśnie kaszel, związany z migracją larwy wywołującej tę chorobę muchówki[38]. Kolejne lata XX wieku nie przyniosły rozwiązania zagadki, a zainteresowanie dziwnym schorzeniem zmalało.

Ponowne zainteresowanie schorzeniem o pochodzącej z XVII w. nazwie Morgellons pojawiło się na początku XXI w. Wykorzystana przez wspomnianą już Mary M. Leitao dawna nazwa obecnie jest używana na określenie całego zespołu objawów mogących występować zarówno u dzieci jak i u dorosłych, których albo nie można ująć w jedną znaną jednostkę współcześnie chorobową albo kwalifikuje się, przy stwierdzeniu braku patogenu, jako parazytozę urojeniową. Wśród charakterystycznych symptomów „współczesnej Morgellons” wymienia się: nietypowe odczucia skórne opisywane jako szczypanie, kłucie, drapanie, rojenie się, żądlenie, nietypowe struktury występując w bądź na skórze pod postacią granulek, włókien, nitek, sznureczków, swędzenie i drapanie skóry oraz dolegliwości ogólne takie jak zmęczenie, upośledzenie pamięci, bóle ciała, zaburzenia widzenia, zaburzenia umysłowe[39].

Wzrost świadomości społecznej na temat Morgellons nastąpił wraz z założeniem przez Leitao w 2002 r. organizacji non-profit pod nazwą Morgellons Research Foundation. Celem Fundacji, powstałej w wyniku trudnych doświadczeń jej założycielki z własnym chorym dzieckiem, stało się podniesienie świadomości pacjentów i środowiska naukowego oraz zbieranie funduszy na badania wyjaśniające tę niezwykłą chorobę[40]. Niezmiernie skutecznym narzędziem działalności okazał się internet; założona przez Fundację strona stała się nie tylko forum wymiany informacji na temat choroby ale i kreowania jej obrazu. Każdy pacjent podejrzewający u siebie Morgellons może wypełnić zamieszczoną na niej bardzo szczegółową ankietę, a następnie przesłać do organizacji. Pierwsze zgłoszenia pochodziły z Kalifornii, w szczególności Los Angeles i San Francisco, następne z Teksasu i Florydy, później zaczęły napływać z pozostałych rejonów USA. Najwięcej zachorowań (26% wszystkich zgłoszeń) odnotowano w Kalifornii, Teksasie i Florydzie. Do 2006 r. liczba zarejestrowanych na stronie przypadków wyniosła 2.200 i, jak sądzono, była to tylko ich część[41]. Do kwietnia 2008 liczba zgłoszeń wzrosła do 12.000[42]; pojawiły się także informacje o zachorowaniach z innych państw: Australii, Kanady, Holandii[43].

Z prowadzonej na bieżąco analizy ankiet wynika, że najwięcej zgłoszeń objawów sugerujących Morgellons pochodzi od osób z dwóch grup zawodowych: pielęgniarek i nauczycieli, w stosunku 3:1. Jak podkreślano, nie są jasne powody takiego stanu rzeczy, ale niektórzy dopatrują się przyczyn w jakichś niezidentyfikowanych czynnikach ryzyka tej choroby[44]. Interesującym wydaje się fakt, że w niektórych zgłoszonych przypadkach objawy choroby dotyczyły więcej niż jednej osoby wspólnie zamieszkującej rodziny, przy czym nie wszyscy członkowie wykazywali objawy uszkodzenia skóry czy obecność dziwnych struktur, niektórzy zgłaszali wyłącznie objawy ogólne i wrażenia pełzania czegoś pod skórą. W przypadku niektórych infekcyjnych chorób skóry pojawianie się dolegliwości u członków rodziny nie jest czymś niezwykłym czy odosobnionym. Stałe przebywanie ze sobą w ograniczonej domowej przestrzeni, korzystanie ze wspólnych przedmiotów, kontakt cielesny, sprzyja szerzeniu się infekcji np. świerzbu. W takich przypadkach badania lekarskie i laboratoryjne pozwalają na zidentyfikowanie patogenu i podjęcie skutecznego leczenia. Zdarzają się też sytuacje w których nie stwierdza się żadnego patogenu, a pacjenci zgłaszają różnorodne dolegliwości skórne oraz wyrażają przekonania o ich istnieniu, co zwykle bywa wówczas kwalifikowane jako zaburzenie psychiatryczne tzw. parazytoza urojeniowa (DP – delusional parasitosis)[45]. Pacjenci z DP również zgłaszają liczne objawy czuciowe ze strony skóry [46]: mrowienie, uczucie pełzania czegoś, poruszania się pod skórą „robaczków” czy insektów oraz swędzenie, co wywołuje drapanie, w następstwie którego mogą pojawiać się rany, czasami ulegające zakażeniu. Chorzy dla potwierdzenia obecności pasożytów przynoszą lekarzowi, zwykle w pudełeczkach, różne małe „twory” jakoby wyjęte ze skóry, co nazywane jest w psychiatrii objawem „matchbox sign”[47]. Osoby te, szukając pomocy u dermatologów, z reguły u wielu, oczekują licznych i potwierdzających ich przekonania badań oraz leczenia dermatologicznego, które w tych przypadkach bywa nieskuteczne. Najczęściej nie chcą też podjąć leczenia psychiatrycznego, ponieważ odrzucają chorobę psychiczną jako źródło ich skórnych dolegliwości. Niezwykle rzadko ale zdarzają się sytuacje, gdy urojenia pasożytniczej choroby występują u kilku, a nawet wszystkich członków jakiejś społeczności (np. rodziny), co w literaturze przedmiotu nazywane jest tzw. „folie a deux”, „folie a trois” bądź „folie a famille” albo SDP (shared delusional disorder) czyli indukowane zaburzenia urojeniowe[48]. Dokonany w 1999 r. przez W. Traberta skrupulatny przegląd wszystkich opublikowanych przypadków DP wykazał, że spośród nich ok. 6% kwalifikowano jako SDP[49]. Interesującym jest spostrzeżenie, że u pacjentów z SDP, częściej niż u pozostałych, występowały halucynacje wzrokowe i lokalizacja pasożytów pod skórą; sama izolacja, bez zastosowania żadnego innego leczenia, od osoby indukującej urojenia prowadziła do ustąpienia objawów w ok. 93% przypadków zaburzeń SDP.

Czy w takim razie przypadki rodzin, w których członkowie zgłaszają różnorodne dolegliwości skórne pomimo braku jakiegokolwiek znanego patogenu patogenu, i którzy są przekonani, że chorują na Morgellons należy kwalifikować jako wykazujące indukowane zaburzenia urojeniowe pasożytniczej choroby skóry? Co w takim razie byłoby powodem coraz licznej występujących tego typu przypadków zaburzeń urojeniowych? I jak wytłumaczyć zgłaszane przez pacjentów mających zwierzęta (psy, koty, a nawet …. konie) objawy skórne (zwykle występowanie dziwnych struktur: włókien, nitek, itp.) u tych zwierząt?[50] Czy Morgellons i parazytoza urojeniowa są tym samym czy odrębnymi zaburzeniami o pozornym podobieństwie i istotnych różnicach?[51]

Niezwykłość objawów Morgellons stymuluje pojawianie się wielu teorii próbujących wyjaśnić istotę choroby: od naukowych, odwołujących się do znanych już, udowodnionych lub bardzo prawdopodobnych, twierdzeń czy faktów, poprzez mniej lub bardzie realne przypuszczenia wymagające dalszych badań, aż do, jak się wydaje, całkiem fantastycznych, z pogranicza mitów i „spiskowych teorii dziejów”.

Wśród licznych teorii na uwagę zasługują poglądy upatrujące przyczyn Morgellons w jakimś czynniku infekcyjnym: bakterii, wirusach, grzybach, czyli wskazujące na je pasożytnicze pochodzenie. Wśród „najbardziej podejrzanych” patogenów wymieniana jest w szczególności Borellia burgdorferi, bakteria wywołująca boreliozę. Powodem tego jest fakt, że u wielu pacjentów raportujących objawy Morgellons stwierdzono dodatni test na obecność zakażenia Borellią[52]; istnieje też podobieństwo obu chorób w zakresie niektórych objawów m.in. ze strony układu nerwowo-mięśniowego i zaburzeń psychicznych. Ponadto u niektórych chorych z Morgellons w łagodzeniu objawów pomocne okazuje się leczenie jakie stosuje się w boreliozie czyli oparte na złożonej antybiotykoterapii w dużych dawkach i przez długi okres czasu (wśród skutecznych leków przeciwbakteryjnych wymienia się doxycyklinę, metronidazol, ceftriakson, klarytromycynę)[53]. W literaturze pojawiają się też wzmianki o próbach leczenia Morgellons znanymi już od wieków naturalnymi środkami roślinnymi; u jednej z pacjentek mianowicie zaobserwowano poprawę po wielotygodniowym stosowaniu wyciągu z jemioły[54].

Spośród innych organizmów mogących mieć związek z Morgellons wymieniana jest Stenotrophomonas maltophilla, żyjąca w akwenach wodnych gram-ujemna pałeczka. Czasami, tą skądinąd nie szkodliwą dla ludzi bakterią, dochodzi do kolonizacji różnego rodzaju płynów używanych w szpitalach (np. płynów infuzyjnych); ewentualnie występujące wówczas po dożylnym podaniu takiego płynu objawy chorobowe (których nasilenie zależy od ilości bakterii) nie dają się odróżnić od innych bakteriemii. Jak wynika z badań pałeczka ta występuje także dość powszechnie w płynach ustrojowych u chorych na niektóre choroby np. bywa stwierdzana w wydzielinie z dróg oddechowych u pacjentów z cystis fibrosa[55]. Sugestie, jakoby ta bakteria mogła być powodem przynajmniej niektórych objawów skórnych w Morgellons (głównie tzw. włóknopodobnych tworów) są wynikiem stwierdzenia jej obecności w niektórych bioptatach skóry chorych osób i skutecznych wyleczeń po podaniu antybiotyków działających na tę pałeczkę[56].

Wśród bakterii pretendujących do roli „sprawcy choroby” wymienia się także Agrobacterium, co jest o tyle zaskakujące, że nie jest to znany patogen ludzki lecz roślinny, wywołujący tzw. guzowatość korzeni[57]. Szczególne właściwości bakterii powodują, że jest ona wykorzystywana w biotechnologii i produkcji genetycznie modyfikowanej żywności (GMO). Jedna z teorii dotyczących Morgellons widzi jej związek z badaniami nad genetycznie modyfikowanymi roślinami i spożywaniem produktów pochodzących z upraw GMO. Jak wskazuje B. H. Peterson, autorka artykułu, który ukazał się z 2008 r. w „Global Research”, najwięcej pacjentów z objawami Morgellons zamieszkuje tereny znajdujące się w pobliżu plantacji GMO, a ich coraz częstsze zgłaszanie zbiega się z rządowym programem wspierania produkcji żywności genetycznie modyfikowanej i zwiększonym jej spożyciem w USA. Niektórzy badacze – jak twierdzi Peterson – wskazują na możliwość modyfikowania owadów i pasożytów roślinnych, żerujących na uprawach GMO, a wskutek tego dalszą, niekontrolowaną już ewolucję, co może być przyczyną epidemii nieznanych dotąd chorób[58]. Jak dotąd brak jest jednak dowodów naukowych potwierdzających związek pomiędzy Morgellons a uprawami GMO.

Swój udział w powstawaniu „współczesnej Morgellons” mają też mieć inne, obok bakterii, pasożyty. Wśród „wmieszanych w pojawianie się autofluorescencyjnych włókien[59]” wymienia się Cryptoccocus neoformans, drożdżopodobny grzyb, wywołujący tzw. kryptokokozę, chorobę atakującą układ nerwowy, układ oddechowy oraz skórę i tkankę podskórną[60]. Jako przyczynie Morgellons w publikacjach pojawiły się także wzmianki o nicieniu jelitowym Strongyloides stercoralis[61], wywołującym znaną już od wieków i występującą endemicznie w Afryce, Azji i Brazylii chorobę pasożytniczą tzw. węgorzycę. Schorzenie to w postaci objawowej charakteryzuje się występowaniem w skórze linijnych, swędzących, rumieniowych zmian, powstających wzdłuż drogi wędrówki larwy. W literaturze medycznej opisuje się przypadki przenoszenia się zakażenia tym patogenem pomiędzy chorymi a pracownikami medycznymi szpitali, co nie jest typową drogą jego szerzenia się[62].

W niektórych wstępnych doniesieniach pojawiały się wzmianki, że włókniste twory jakie stwierdzają u siebie pacjenci z Morgellons mogą składać się z celulozy. O występowaniu celulozowo-białkowych kompleksów w tkance łącznej ssaków pisał w latach 60. XX w. Hall i inni, wskazując, że ich ilość wzrasta znacząco u osób z niektórymi chorobami skóry np. w sklerodermii[63]. Jak dotąd żadne badania jednak nie potwierdziły celulozowego składu włókien powstających w skórze pacjentów z Morgellons, natomiast w różnych laboratoriach są prowadzone liczne badania nad wykorzystaniem syntezy celulozy przez niektóre grzyby czy gram-ujemne bakterie (np. Acetobacter xylinum) w nanotechnologii medycznej np. do produkcji biologicznych materiałów opatrunkowych. Pewne podobieństwo włókien w Morgellons do nanotechnologicznych włókien celulozowych (np. właściwości fluorescencyjne) mogło stać się jedną z przyczyn sformułowania teorii tłumaczącej pojawienie się choroby jako następstwo „utarty kontroli nad badaniami” lub wręcz „efekt tajnych badań”[64].

Niezwykle interesującą teorię odnoszącą się do specyficznych „tworów” takich jak: nitki, włókna, igły czy niewielkie „twardawe ciałka”, czarne bądź kolorowe, często o właściwościach autofluorescencyjnych, związanych ze skórą czy włosami lub pojawiających się po spaniu na pościeli i wykazujących spontaniczny ruch sugerujący „jakąś formę życia”, przedstawił W. J. Martin, w swoim artykule z 2005 r[65]. Na podstawie obserwacji, własnych badań oraz odwołując się do kilku wcześniejszych publikacji innych autorów stwierdził, że opisywane „twory” są bardzo podobne, zarówno co formy jak i właściwości, do struktur jakie rozwijają się w długotrwałych kulturach komórkowych zainfekowanych tzw. skrycie-zaadaptowanymi wirusami (SAV – stealth-adapted virus), wywołującymi różne niezapalne infekcje np. niektóre neuroinfekcje mózgu. Struktury te nazywane są ACE pigments (alternative cellular energy pigments) i prawdopodobnie stanowiąc alternatywne w stosunku do mitochondriów źródło komórkowej energii, mogą pełnić podobną rolę w komórkach zwierzęcych i ludzkich (tzn. przekształcają energię fizyczną na chemiczną), co chlorofil u roślin. Autor sugeruje, że ich powstawanie w komórkach skóry zainfekowanych SAV, może właśnie dawać objawy parazytozy „bez pasożytów” czyli parazytozy urojeniowej, w której to różne odczucia (np. swędzenie, stwierdzane „twory”) wcale nie byłyby w takim przypadku urojeniem, ale rzeczywistością biologiczną – „nie odkrytym procesem, mogącym stanowić pierwotne odzwierciedlenie próby ciała pozyskania dodatkowego źródła komórkowej energii”[66].

W związku z coraz liczniej pojawiającymi się teoriami o różnym stopniu „naukowości” rządowe Centers for Disease and Prevention (CDC) w Atlancie w celu wyjaśnienia „zagadki Morgellons” podjęło w 2006 r. decyzję o rozpoczęciu badań naukowych. Istotną rolę w podjęciu takiej decyzji przez CDC odegrała społeczność internetowa skupiona wokół wspominanej Morgellons Research Foundation. Badania rozpoczęto choć większość medycznych profesjonalistów, w tym głównie dermatologów, kwestionuje istnienie tej choroby jako zaburzenia somatycznego, uznając ją za zaburzenie psychotyczne[67]. W ramach zainicjowanych przez CDC badań w pierwszym rzędzie przewidziano przeprowadzenie badań epidemiologicznych, w ramach których zaplanowano badanie klinicznie zgłaszający objawy choroby pacjentów oraz laboratoryjne pobranego od nich materiału tkankowego, w tym „dziwnych” włókien[68].

W 2008 r. CDC ogłosiło podjęcie współpracy badawczej z Kaiser Permanentne’s Northern California Division of Research[69]. W ramach projektu badawczego (Investigation of an Unexplained Dermopathy) nad, jako to określono, „niewyjaśnioną dermopatią”, charakteryzującą się „niewyjaśnionymi dolegliwościami, objawami obejmującymi niegojące się uszkodzenia skóry, występowaniem w skórze włóknopodobnego materiału, uczuciem szczypania oraz trudnościami koncentracji i upośledzeniem krótkoterminowej pamięci”, przewidziano internetowe badania ankietowe, kontrolne badania kliniczne ogólnolekarskie, dermatologiczne i neuropsychiatryczne oraz badania laboratoryjne i histopatologiczne skóry u osób z objawami sugerującymi Morgellons[70]. Jako dodatkowe kryteria kwalifikujące do badań przyjęto wiek powyżej 13 roku życia, miejsce zamieszkania w Północnej Kalifornii i posiadanie ubezpieczania w Kaiser Permanentne’s[71]. Jak podaje Simson do badań w 2008 r. włączyła się także wojskowa jednostka badawcza AFIP (Armed Forces Institute of Pathology)[72]. We wrześniu 2009 r., w celu określenia rekomendacji i wskazówek co do dalszego postępowania, CDC zwołało zebranie grupy ekspertów: lekarzy dermatologów, chorób zakaźnych, zdrowia publicznego i psychiatrów biorących udział w badaniach. W listopadzie ukazał się krótki, ale zawierający ważne pytania dotyczące dalszych badań, dokument[73]. Wśród nich pojawiło się istotne pytanie o zakres przekazywanych na bieżąco informacji z badań do publicznej wiadomości, społeczności medycznej i pacjentów. Aktualnie badania trwają; niestety brak jest oficjalnej informacji na jak długo zostały zaplanowane i kiedy będą ogłoszone wstępne wyniki.

Nieco wcześniej bo w 2005 r. badania nad Morgellons rozpoczął Dr. Randy S. Wymore, profesor farmakologii i fizjologii na Oklahoma State University Center for Health Sciences in Tulsa w USA. Jako wstępne założenie przyjął, że to co określa się współcześnie terminem Morgellons nie jest parazytozą urojeniową, a wśród potencjalnych przyczyn wymienił zakażenia wirusowe, bakteryjne, grzybicze, pasożytnicze, ewentualnie zanieczyszczenia środowiskowe. Bodajże najistotniejszym elementem tych badań jest szeroka analiza laboratoryjna włókien pochodzących ze skóry pacjentów cierpiących na Morgellons[74]. Wyniki badań końcowych nie są jeszcze znane, ale pojawiają się gdzieniegdzie wypowiedzi dr Wymore’a sugerujące „niezwykłość” włókien i brak podobieństwa do jakichkolwiek znanych materiałów (badania niektórych próbek miało wykonać jedno z kryminalistycznych laboratoriów z Tulsie)[75].

Przeciwników prowadzenia badań nad tą chorobą jednak nie brakuje, tak jak nie brakuje osób, które przestrzegają przed używaniem terminu „choroba Morgellons” – taka choroba bowiem w oficjalnej medycynie nie istnieje i nie uwzględnia jej żadna obowiązująca klasyfikacja chorób, istnieje natomiast parazytoza urojeniowa i istnieją konkretne choroby dermatologiczne[76]. Traktując Morgellons jako zjawisko socjologiczne[77] wskazują, iż „choroba” została wykreowana w przestrzeni społecznej, inicjatorem tej kreacji stała się organizacja Morgellons Research Foundation, a narzędziem internet, umożliwiający szybką wymianę informacji[78]. Opisywane są bowiem przypadki pacjentów, którzy w swoich opowieściach kolejnym lekarzom o chorobie trzymają się kurczowo jej opisów znajdujących się na internetowych stronach, powielając tym samym jej obraz wykreowany w sieci[79]. Do wielu lekarzy trafiają pacjenci twierdząc, że chorują na Morgellons i oczekują wyłącznie potwierdzenia postawionego przez siebie rozpoznania, mimo braku jakichkolwiek materialnych przesłanek istnienia choroby skóry. Niektórzy psychiatrzy wyraźnie podkreślają, że internet umożliwiając wirtualny kontakt i „szybkie rozsiewanie informacji, często nie popartych żadnymi dowodami” sprzyja tworzeniu i podtrzymywaniu wiary i przekonań w niezwykłość, często bardzo zwyczajnych, wręcz banalnych, zjawisk[80]. Może więc faktycznie mamy do czynienia z psychozą, ale już nie „folie à deux”, „à troi” czy „à famille”, ale „folie à réseau” – obłędem udzielonym w sieci? Działanie Fundacji być może trafiło na podatny grunt: z jednej strony pogłębiająca się utrata zaufania ludzi do lekarzy i opieki zdrowotnej oraz niezrozumiałość dla pacjentów wielu informacji medycznych, z drugiej, rozwój badań, technik i technologii głęboko ingerujących w biologię organizmów i o niepewnych długofalowych skutkach dla człowieka – wszystko to sprzyja współczesnej mitologizacji zjawisk naturalnych oraz poszukiwaniu rozwiązań poza systemem ochrony zdrowia. Ludzie cierpiący na różne dolegliwości których sami nie rozumieją, i których nie ma kto spokojnie wyjaśnić, szukają wówczas wsparcia u innych z, jak sądzą, podobnymi problemami, właśnie w internecie. I czyż nie przypomina to czasów jakie opisywał prawie 2500 lat temu Herodot w swoich „Dziejach”, w których mówiąc o braku w Babilonii lekarzy wskazywał na konieczność szukania przez chorych pomocy – dobrej rady, wskazówki – u przechodniów na ulicy. Tak więc zmienił się tylko „sposób kontaktu” – kiedyś była to przestrzeń miasta: rynek (forum) lub ulica, teraz jest to przestrzeń cybernetyczna i internetowe fora – potrzeba jednak pozostała ta sama: znaleźć wyjaśnienie swego cierpienia i uzyskać pomoc.

W takim razie jak traktować te przypadki, o których mówią z niedowierzaniem niektórzy lekarze, gdy widzieli na własne oczy pacjentów „z różnymi strukturami w skórze”, nie przypominającymi żadnych dotychczas znanych „tworów” i opisywanymi jako białe, niebieskie, czerwone czy czarne włókienka, wiązki czy igiełki, znajdujące się pod skórą, czasem z niej wystające, mocniej lub słabiej do niej przyczepione i dostrzegalne gołym okiem lub przy użyciu dermatoskopu?[81] I czyż te współczesne opisy nie są równie niezwykłe jak XVI/XVII-wieczne opisy różnych „robaczków wystających ze skóry”, „twardych, czarnych, wyrastających w nietypowych miejscach włosów, czasem sprawiających wrażenie jakby się ruszały”, obserwowanych wówczas u niektórych małych dzieci i które to objawy uważano przecież za przejaw całkiem realnej a nie urojonej, choć niewyjaśnionej choroby?

W tym momencie nasuwa się zasadnicze pytanie dla analizy kształtowania się myśli lekarskiej i poglądów na temat chorób: na czym w ogóle polega diagnozowanie chorób, odróżnianie jednych od drugich? Co należy zrobić z chorymi, u których dolegliwości „wymykają się” uznanym klasyfikacjom i przyjętym kryteriom diagnostycznym? Pewną próbą odpowiedzi na te pytania są propozycje, aby odróżniać „rzeczywistość naukową”, wymagającą ścisłości, nazywania, klasyfikacji od „rzeczywistości klinicznej”, realizującej się w codziennym kontakcie lekarza z chorym, odwołującej się często do intuicji, pojęć potocznych i niedookreślonych, wrażeń[82]. W rzeczywistości klinicznej istnieje „coś więcej” bądź „inaczej” i od lekarza należy oczekiwać wyjaśniania pacjentowi jego dolegliwości, które dla niego są zawsze realne. I ta ucieczka „do realności cierpienia” jest być może jednym z powodów popularności wśród pacjentów choroby Morgellons i odrzucania rozpoznania parazytozy urojeniowej, choćby nawet była to w „rzeczywistości naukowej” ta sama choroba. Innym powodem jej popularności mogą być „znaczące braki w komunikacji” pomiędzy pacjentami, organizacjami pozarządowymi, instytucjami rządowymi i lekarzami na temat istoty choroby, jej przyczyn, podjętych działań, możliwych wyjaśnień. Bagatelizowanie dolegliwości i szum informacyjny powodują bowiem wypełnianie tej luki różnymi teoriami, wywołującymi coraz większy niepokój i wpływającymi na skuteczność pomocy medycznej[83].

Przypisy:

B. Chertoff, Making Their Skin Crawl, “Popular Mechanics”, 2005, Vol. 182, Iss. 6, p. 60-61.

M. Paquette, Morgellons: disease or delusion, “Perspective in Psychiatric Care”, 2007, Vol. 43, Iss. 2, p. 67-68.

L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, “Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

W anglojęzycznej literaturze przedmiotu opisywane jako „crawling and stinging sensation, feeling of bugs beneth the skin, fiber-like material under the dermis, disabling fatigue and memory loss” w: L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, “Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, “Annals of Medical History”, 1935, VII, p. 467-479.

Thomas Browne (1605-1682) – wybitny angielski lekarz i pisarz, m.in. autor traktatów pt. „Religio Medici” (1635) i „Pseudodoxia Epidemia” (1646) w: Life of Sir Thomas Browne, „Biographia Britannica”, Vol II, 1748, s. 993-999, opublikowane na stronie http://penelope.uchicago.edu/browne_bio/browne_bio_britannica.html.

Praca „A Letter To a Friend” została opublikowana po raz pierwszy w 1690 r. (czyli już po śmieci autora) przez Edwarda Browne’a, syna sir Thomasa oraz jego „literary executor” i jak dotąd dla badaczy stanowi pewien problem co do swojego charakteru oraz okoliczności i daty powstania; jedną z dat powstania „Listu” podaje się rok 1672, pojawia się także rok 1674 w: F. L. Huntley, The occasion and date of sir Thomas Browne’s letter to a Friend, „Modern Philosophy”, 47 (1951), 157-171.

Historyczna kraina położona w południowo-wschodniej Francji, której największy rozkwit przypadł na IX-XIV stulecie a jednym z głównych ośrodków życia gospodarczego i kulturalnego było Montpellier, miasto w którym swego czasu powstała jedna z pierwszych szkół medycznych średniowiecznej Europy.

W oryginale fragment mówiący o chorobie nazywanej Morgellons brzmi: “Hairs which have most amused me have not been in the face or head, but on the Back, and not in Men but Children, as I long ago observed in that endemial Distemper of little Children in Languedock, called the Morgellons, wherein they critically break out with harsh Hairs on their Backs, which takes off the unquiet symptoms of the Disease, and delivers them from Coughs and Convulsions” w: T. Browne, „A Letter To a Friend” London 1690, tekst opracowany przez Jamesa Easona z Uniwersytetu w Chicago i opublikowany na stronie http://penelope.uchicago.edu/letter/letter.html.

T. Browne, A Letter To A Friend, London 1690, tekst opracowany przez Jamesa Easona z Uniwersytetu w Chicago i opublikowany na stronie http://penelope.uchicago.edu/letter/letter.html.

Life of Sir Thomas Browne. Article from Biographia Britannica, 1748, Vol. II, pp. 993-999 na http://www.penelope.uchicago.edu/browne_bio/browne_bio_britannica.html; na taką możliwość wskazuje również Kelher w: J. Kelher, Patterns in Early Morgellons Disease Considered as Effects of Mercury Exposure na http://morgellonspgpr.wordpress.com/2010/01/23/morgellons-in-the-ancient-world/.

Petrus Pichotus, lekarz z Bordeaux, autor traktatu medycznego “De Rheumatismo” z 1577 r. w: C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and the disease called the Morgellons, “Annals of Medical History”, 1935, VII, p. 467-479.

Eason przypisuje to najprawdopodobniej błędnemu zapamiętaniu przez Sir Browne’a źródła informacji i wskazuje, że być może chodziło nie o Picotusa ale o Schenckiusa w: przypisy do T. Browne, „A Letter To a Friend” London 1690, w opracowaniu Jamesa Easona z Uniwersytetu w Chicago i opublikowany na stronie http://penelope.uchicago.edu/letter/letter.html.

Bardzo bogaty materiał na temat etymologii nazwy Morgellons znajduje się we wspomnianej już pracy C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, „Annals of Medical History”, 1935, VII, p. 467-479.

Leonellus Faventinus de Victoriis – znany także jako Vettari lub Vittorio, urodził się w Faenzie we Włoszech, medycynę studiował w Bolonii, w której również wykonywał praktykę lekarską, zostając w 1473 r. profesorem na bolońskim uniwersytecie, zmarł w 1520 r. Na jego praktykę i nauczanie ogromny wpływ miały dzieła medyków arabskich w: J. Ruhra, Leonellus Faventinus Victorius? – 1520 George Khufner, JR. ?-?, American Journal Diseases Children, 1928; 35 (6), p. 1106-1109; Faventinus napisał dwie ksiązki, jedna dotyczyła ogólnie praktyki medycznej, druga chorób dzieci. Dzieło „Practica medicinalia et tractatus de aegritudinibus infantium”, wydane w 1544 r., opatrzone jest komentarzem i dodatkiem Georgiusa Kufnerusa Juniora; praca ta składająca się z 33 rozdziałów i opisująca najbardziej powszechne wówczas choroby u dzieci m.in. biegunki, bóle brzucha, zaparcia, zaburzenia snu, stanowiła rodzaj podręcznika dla lekarzy pediatrów z XVI w. w: http://www.summagallicana.it/lessico/v/Vittori%20Leonello.htm.

Wydawcą dzieł Faventinusa był George Kueffner (lub Khufner), który w 30 lat po opublikowaniu traktatu dodał do niego “appendix” w: B. Górnicki, Zarys piśmiennictwa pediatrycznego do roku 1600, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych”, T. XVIII, s. 47-102.

Opis w wersji anglojęzycznej pochodzi z pracy C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, “Annals of Medical History”, 1935, VII, p. 467-479.

Schenkius czyli Johannes Schenck von Grafenberg lub John Schenck de Graffenburg, żyjący w latach 1531-1598 był niemieckim lekarzem i jednym z największych autorytetów medycznych epoki renesansu; daty i angielską wersje nazwiska przytoczono za G. Crabb, “Universal Historical Dictionary”, 1833, Vol. II.

Opis przytoczony za C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, Annals of Medical History, 1935, VII, p. 467-479.

wzmianki o niej można znaleźć już w papirusie Ebersa z ok. 1550 r. p.n.Ch., o tej chorobie wspominał także Galen nazywając ją „dracontiasis” w: K.W. Zieliński, Słownik pochodzenia nazw i określeń medycznych. Antyczne i nowożytne dzieje chorób w ich nazwach ukryte, Bielsko-Biała 2004, s. 198-199.

Velshius czyli Georg Hieronymus Welsch (1624-1677), niemiecki uczony.

G.H. Velschius, Exercitatio altera de vermiculis capillaribus infantium: synopsis, 1674, s. 429- 434, wersja zdigitalizowana dostępna na http://books.google.pl.

G.H. Velschius, Exercitatio altera de vermiculis capillaribus infantium: synopsis, 1674, s. 429- 434, wersja zdigitalizowana dostępna na http://books.google.pl.

Hieronymus Montuus czyli Jérôme de Monteux (ok. 1495-1560), doktor medycyny w Lyonie i Montpellier.

H. Montuus, De infantium febris, Lugduni (Lyon) 1558, s. 13-15, wersja zdigitalizowana udostępniona na http://books.google.pl.

Ambroise Paré (1510-1590) – francuski chirurg okresu odrodzenia zwany „ojcem chirurgii francuskiej”.

Jacques Guillemeau (1550-1612), francuski chirurg urodzony w Orleanie, student, zięć i tłumacz dzieł Ambożego Paré w: J. Ruhrӓh, Jacques Guillemeau (1550-1612), „American Journal Dissease Child”,1931; 41(5):1172-1178; B. Górnicki, Kierunki rozwojowe pediatrii w XVII w., „Archiwum Historii Medycyny”, 1959, XXII, 2, 197-220.

C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, Annals of Medical History, 1935, VII, p. 467-479.

Michael Ettmüller (1644-1683), niemiecki lekarz, jeden z największych praktyków swego czasu o sławie europejskiej, jatrochemik, autor wielu traktatów dotyczących nie tylko medycyny ale i chemii, profesor Uniwersytetu w Leipzig w katedrze botaniki, a także chirurgii i anatomii w: B. Górnicki, Kierunki rozwojowe pediatrii w XVII w., „Archiwum Historii Medycyny”, 1959, XXII, 2, 197-220; http://encyclopedia.jrank.org/ems_eud/ettmuller_michael_1644_1683_.html.

„Acta Eruditorum” – pierwsze na ziemiach niemieckich czasopismo naukowe, założone w Lipsku i ukazujące się w latach 1682-1782, redagowane w języku łacińskim.

R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, American Journal Clinical Dermatology, 2006, 7(1), p. 1-5.

J. Schwann, S. Schwann, Dermatologia polska w dobie odrodzenia, cz. II, Jan Jonston z Szamotuł (1603-1675), „Archiwum Historii Medycyny”, 1961, XXIV, 383-398.

Daniel Le Clerk, autor dzieła łacińskiego, które zostało przez Josepha Browne’a przetłumaczone na angielski i wydane m.in. w 1721r. pod tytułem pt. „Natural and medicinal history of Worms. Bred in the Bodies of men and other animals”.

D. Le Clerc, Natural and medicinal history of Worms. Bred in the Bodies of men and other animals, London 1721, s. 280-281, wersja zdigitalizowana na stronie http://books.google.pl/books.

Świerzb znany był już w starożytności lecz jako choroba pasożytnicza opisana została w XII w. przez Awenzoara z Kordoby; rozpoznanie czynnika patogenetycznego czyli świerzbowca ludzkiego (Sarcoptes scabiei) przypisuje się lekarzowi Giovanniemu C. Bonomo, który opublikował rysunek spod mikroskopu w 1687 r. w: K.W. Zieliński, Słownik pochodzenia nazw i określeń medycznych. Antyczne i nowożytne dzieje chorób w ich nazwach ukryte, Bielsko-Biała 2004, s. 502.

A. Duncan, Medical commentaries for the years 1783-1784, London, 1785, s. 64-69, wersja zdigitalizowana na www.books.google.pl/books.

C.E. Kellett, Sir Thomas Browne and disease called the Morgellons, Annals of Medical History, 1935, VII, p. 467-479.

A.H. Emslie-Smith, Myasis, “Fillan”, and “the Morgellons”, “British Medical Journal”, 1946, 22 June, s. 962.

Szczegółowy wykaz objawów dla celów prowadzonych badań opublikowany jest na stronie Center for Disease Control and Prevention www.cdc.gov.

L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, “Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

V.R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, „American Journal Clinical Dermatology”, 2006, 7(1), p. 1-5.

F.M. Lysiak, Health Insurers Eagerly Awaiting Answers As CDC Lauches Study of Bizarre Illness, Best’s Review, 2008 Vol. Iss 12, p. 11.

L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, “Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

V.R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, American Journal Clinical Dermatology, 2006, 7(1), p. 1-5; L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, “Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

Termin „delusional parasitosis” został wprowadzony w 1948 r. w celu opisania 45 przypadków chorobowych, w których „pacjenci wierzyli, że ich skóra została zainfekowana przez jakieś pasożyty” w: J.W. Wilson, H.E. Miller, Delusions of parasitosis, „Archives of Dermatology and Syphilology”, 1946, Vol. 54, No. 1, p. 39-56.

Robert E. Accordino, D. Engler, I.H. Ginsburg, J. Koo, Morgellons disease? “Dermatologic Therapy”, 2008, Vol. 21, p. 8-12.

E. DeVita-Raeburn, The Morgellons Mystery, Psychology Today, 2007, Vol. 40, Iss. 2, p. 97-103; Robert E. Accordino, D. Engler, I.H. Ginsburg, J. Koo, Morgellons disease? Dermatologic Therapy, 2008, Vol. 21, p. 8-12.

Zgodnie z obowiązującą w Polsce Klasyfikacją Zaburzeń Psychicznych i Zaburzeń Zachowania ICD-10 indukowane zaburzenia urojeniowa są klasyfikowane w kategorii F24 i obejmują sytuacje, w których zaburzenia urojeniowe są podzielane przez dwie lub niekiedy więcej osób blisko powiązanych emocjonalnie, z których tylko jedna przejawia właściwe zaburzenia psychotyczne a u pozostałych urojenia są indukowane i zwykle ustępują po oddzieleniu osób od siebie w: (praca zbiorowa) Klasyfikacja Zaburzeń Psychicznych i Zaburzeń Zachowania ICD-10. Opisy kliniczne i wskazówki diagnostyczne, Kraków-Warszawa 2000, s. 96.

W. Trabert, Shared psychotic disorder in delusional parasitosis, „Psychopathology”, 1999, Vol. 32, Iss. 1, p. 50-35; w pracy z 2004 r., pojawił się opis rodziny, w której wszyscy wspólnie zamieszkujący członkowie (matka, ojciec i dwie córki) wykazywali przekonania pasożytniczej choroby skóry, a jej autorzy stwierdzili, że „nie znaleźli żadnego wcześniejszego opisu tego zjawiska rozwijającego się u wszystkich członków rodzony” w: E. Daniel, T. Srinivasan, Folie a familie: delusional parasitosis affecting all the members of a family, „Indian Journal of Dermatology, Venerology and Leprology”, 2004, Vol. 70, iss 5, p. 296.

V.R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, “American Journal Clinical Dermatology”, 2006, 7(1), p. 1-5.

Do różnic zalicza się m.in. występowanie w Morgellons objawów ogólnych takich jak: zmęczenie, bóle mięśniowe, zaburzenia pamięci i uwagi (prowadzące do znaczącego upośledzenie codziennego funkcjonowania w wyniku), a które zwykle nie występują w DP, obecność nitkowatych tworów w skórze (brak w DP), niespecyficzne zmiany histologiczne w bioptatach skóry (brak w DP) w: M.J. Fellner, Tales of bugs, delusion of parasitosis, and what to do, „Clinics in Dermatology”, 2009, 27, p. 135-138.

V.R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, American Journal Clinical Dermatology, 2006, 7(1), p. 1-5; niektóre źródła podają, że spośród osób cierpiacych na Morgellons 94% wykazuje dostani test na boreliozę w: M. Paquette, Morgellons: disease or delusion, “Perspective in Psychiatric Care”, 2007, Vol. 43, Iss. 2, p. 67-68.

M. Paquette, Morgellons: disease or delusion, Perspective in Psychiatric Care, 2007, Vol. 43, Iss. 2, p. 67-68; L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, „Psychosocial Nursing”, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

właściwości lecznicze jemioły były już opisywane w starożytności: Pliniusz Starszy twierdził, że ma zdolność „rozpraszania guzów”, ponoć największym chronionym sekretem Druidów była właśnie jemioła i jej zastosowanie; Hipokrates i lekarze arabscy zalecali ją m. in. w leczeniu epilepsji, chorób serca, obrzęków i chorób śledziony; jemioła znajduje także liczne zastosowania we współczesnej medycynie, oprócz tradycyjnych zastosowań (choroby układu krążenia), prowadzone są także badania kliniczne nad jej skutecznością w onkologii w: P. Kandela, Mistletoe, „The Lancet”, 2001, Vol. 358, p. 2186; E. Ernst, Mistletoe for cancer?, „European Journal of Cancer”, 2001, 37, p. 9-11.

B. A. Cunha, Stenotrophomonas maltophilla, State University of New York School of Medicine at Stony Brook; Chief, Infectious Disease Division, Winthrop-University Hospital, 2009, profesionalny materiał informacyjny na temat bakterii opublikowany na stronie http://emedicine.medscape.com/article/237024-overview.

V.R. Savely, M.M. Leitao, R. B. Stricker, The Mystery of Morgellons disease. Infection or delusion?, American Journal Clinical Dermatology, 2006, 7(1), p. 1-5; B. Chertoff, Making Their Skin Crawl, “Popular Mechanics”, 2005, Vol. 182, Iss. 6, p. 60-61;

M. Escobar, A.M. Dandecar, Agrobacterium tumefaciens as an agent of disease, “Trends in Plant Science”, 2003, Vol. 8, p. 380-386.

B. H. Peterson, GMO and Morgellons Disease, Global Research, 2008, http://www.globalresearch.ca.

w doniesieniach na temat Morgellons pojawiają się wzmianki o autofluorescencyjnych właściwościach włókien stwierdzanych przez chorych w skórze.

Patogen ten został odkryty w 1894 r.; częstość występowania kryptokokozy jest szczególnie wysoka u pacjentów zakażonych wirusem HIV w: J.N. Steenbergen, A. Casadevall, Tge origin and maintenance of virulence for the human pathogenic funguj Cryptococcus neoformans, “Microbes and Infection”, 2003, 5, s. 667-675.

Robert E. Accordino, D. Engler, I.H. Ginsburg, J. Koo, Morgellons disease? “Dermatologic Therapy”, 2008, Vol. 21, p. 8-12.

Zgodnie z cyklem życiowym pasozyta zostaje on wydalony z kalem do srodowiska, zakażenie nastepuje “od srodowiska” a nie bezpośrednio od drugiej osoby; B. Maraha, A.g.M. Buiting, C. Holy, R. Pelgromz, C. Blotkampx, A.M. Poldermanx, The risk Strongyloides stercoralis transmission from patients with disseminated strongyloidasis to the medical staff, Journal of Hospital Infection, 2001, 49, p. 222-224.

D.A. Hall, F. Happey, F.L. Lloyd, H. Saxl, Oriented cellulose as a component of mammalian tissue, Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences, 1960, 151, p. 497-516.

Istotną rolę w zdolności Acetobacter do produkcji celulozy odgrywa plazmid, będący cząsteczką DNA który może się „przenosić” z jednych bakterii na inne np. występującą u człowieka Escherichia coli, Pseudomonas, Staphylococcus aureus w: A. Rezaee, S. Solimani, M. Forozandemogadam, Role of Plasmid in Production of Acetobacter Xylinum Biofilms, American Journal of Biochemistry and Biotechnology, 2005, 1 (3), p. 121-124.

W. J. Martin, Alternative cellular energy pigments mistaken for parasitic skin infestation, Experimental and Molecular Pathology, 2005, 78, p. 212-214.

W. J. Martin, Alternative cellular energy pigments mistaken for parasitic skin infestation, Experimental and Molecular Pathology, 2005, 78, p. 212-214.

B. Gilette, CDC to investigate mysteries of Morgellons disease, Dermatology Times, 2006, Vol. 27, Iss. 8, p. 1-2; E. DeVita-Raeburn, The Morgellons Mystery, Psychology Today, 2007, Vol. 40, Iss. 2, p. 97-103; L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, Psychosocial Nursing, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

M. Paquette, Morgellons: disease or delusion?, Perspective in Psychiatric Care, 2007, Vol. 43, Iss. 2, p. 67-68.

CDC Launches Morgellons Study, Dermatology Times, 2008, Vol. 29, Iss. 2, p. 27.

http://www.dor.kaiser.org/external/DORExternal/research/studies.aspx?ekmensel=b811bdf0_96_98_btnlink z dn. 6 maja 2010.

http://www.cdc.gov/unexplaineddermopathy/investigation.html, 6 maja 2010 r.

Wzmianka na ten temat znajduje się w: L. Simpson, M. Baier, Disorder or delusion? Living with Morgellons disease, Psychosocial Nursing, 2009, Vol. 47, Iss. 8, p. 36-41.

“Preliminary Report on Progress of External Peer Review of CDS’s Unexplained Dermopathy. Project to the CCID Board of Scientific Counselors” – http://www.cdc.gov/unexplaineddermopathy/docs/ud_peer_review_progress-nov_2009.pdf.

http://www.healthsciences.okstate.edu/morgellons/vision.cfm.

E. DeVita-Raeburn, The Morgellons Mystery, Psychology Today, 2007, Vol. 40, Iss. 2, p. 97-103.

J.E. Murase, Morgellons disease: A rapport-enhancing term for delusions of parasitosis, Journal American Academy Dermatology, 2006, 5, p. 913-914.

Jeszcze w 1973 r. ukuto termin “meme” będący amalgamatem dwóch słów „memory” i „gene” dla zaznaczenia, że tak jak geny, nośniki informacji biologicznej, są podstawą kontynuacji życia materialnego, tak „meme”, nośniki informacji społecznej czy nośniki pewnych idei, stanowią współcześnie podstawę kontynuacji życia społecznego. W tym kontekście niektórzy traktują zjawisko Morgellons – medialny sukces tej choroby – jako zjawisko socjologiczne, w którym „idea choroby” bez przeszkód rozchodząca się po całym świecie, dając złudzenie wirtualnego podobieństwa łączy w rzeczywistości różniących się między sobą ludzi w: A. Lustin, S. Mackay, J. Strauss, Morgellons disease as Internet Meme, Psychosomatics, 2009, Vol. 50, Iss. 1, p. 90.

S. Sahari, Patients risk being caught in the net of web hype, Australian Doctor, 2006, Nov 17, p. 22; M. Paquette, Morgellons: disease or delusion, Perspective in Psychiatric Care, 2007, Vol. 43, Iss. 2, p. 67-68.

Robert E. Accordino, D. Engler, I.H. Ginsburg, J. Koo, Morgellons disease? Dermatologic Therapy, 2008, Vol. 21, p. 8-12.

F. Vila-Rodriguez, B.G. Macewan, Delusional Parasitosis Facilitated by Web-Based Dissemination, The American Journal of Psychiatry, 2008, 165, p. 12.

E. DeVita-Raeburn, The Morgellons Mystery, “Psychology Today”, 2007, Vol. 40, Iss. 2, p. 97-103.

W przypadku zjawiska Morgellons takie spotkanie „wpół drogi” lekarza i pacjenta proponują autorzy pracy Robert E. Accordino, D. Engler, I.H. Ginsburg, J. Koo, Morgellons disease? “Dermatologic Therapy”, 2008, Vol. 21, p. 8-12.

Tego typu konkluzja wynika z raportu z 2006 r. „Morgellons: first observation” by Clifford E. Carnicom, http://www.carnicom.com, przygotowanego po zbadaniu różnych próbek włóknopodobnego materiału pochodzącego ze skóry chorych z objawami Morgellons.

Comments are closed.