Kultura i Historia nr 12/2007

Jan Jacek Szymona
Wolność i własność w Internecie

Konferencja “Internet – problemy prawne” odbyła się dnia 2 grudnia 1998 r. w Auli Collegium Jana Pawła II na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Organizatorami Konferencji byli: Samorząd Studentów Wydziału Prawa Kanonicznego i Świeckiego KUL oraz Fundacja Instytut Liberalno-Konserwatywny. Referaty wygłoszone na Konferencji zostały opublikowane w tomie pt. Internet – Problemy prawne, Wydawnictwo Polihymnia, Lublin 1999, ISBN 83-87405-67-1.

Publikacja za zgodą autora.

ABSTRAKT

Internet jest przestrzenią informacyjną. To, co w niej istnieje, jest informacją. Informacja może być powielana dowolnie wiele razy. Z tej samej informacji może korzystać naraz dowolnie wiele osób. Z tych względów nie można do informacji sensownie zastosować pojęcia własności znanego ze świata przedmiotów materialnych. Informacja jest z samej swojej natury wolna i nie poddaje się zawłaszczeniu. Pojęcie własności intelektualnej musi zostać albo całkowicie odrzucone albo przeformułowane. Nie wynika ono bowiem z natury przedmiotu tej własności. Wolność Internetu jest nie do pogodzenia z pojęciem własności intelektualnej. Sztuczne przenoszenie tradycyjnych uregulowań prawnych do cyberprzestrzeni prowadzi do groteskowych rezultatów. Informację można skutecznie chronić jedynie w sposób zgodny z jej naturą, to jest przy pomocy np. technik kryptograficznych.

1.

Internet, jako nowoczesne medium komunikowania się ludzi i rozpowszechniania informacji, przyniósł obietnicę łatwego dostępu do dziedzictwa ludzkości w dziedzinie nauki, sztuki, literatury czy rozrywki. Przyniósł nowe możliwości ale też nowe problemy i zagrożenia, z którymi muszą zmierzyć się jego uczestnicy. W szczególności dostrzegają je rządy państw oraz organizacje ponadpaństwowe i w sobie właściwy sposób usiłują poddać Internet kontroli, zwykle przez rozszerzenie uregulowań funkcjonujących w innych sferach życia społecznego czy gospodarczego. Jednak przyszły rozwój Internetu sfalsyfikuje tego typu zamierzenia, jeżeli będą sprzeczne z samą istotą tego medium. Sądzę, że będą musiały ulec zmianie niektóre rozwiązania prawne dotyczące informacji, a szczególnie jej własności. Uważam, że pozytywne prawodawstwo posunęło się nazbyt daleko w kreowaniu własności intelektualnej i zamiast przyczyniać się do rozpowszechniania osiągnięć ludzkiej myśli, broni do nich dostępu i krępuje dalszy rozwój.

Na konferencji poświęconej problemom prawnym związanym z Internetem nie można pominąć milczeniem kwestii dla Internetu podstawowej, a mianowicie natury przedmiotu, z którym w Internecie mamy do czynienia. Tym przedmiotem jest informacja: fizycznie – jako zmienne impulsy elektryczne bądź świetlne – i logicznie – jako na pozór chaotyczne ciągi zer i jedynek – które nieustannie przekraczają granice państw, bez przeszkód i poza jakąkolwiek kontrolą. Tylko człowiek potrafi wyłowić z nich sens i tylko dla człowieka może on przedstawiać wartość. Jak tę wartość określać, kto ma to czynić, kto może nią dysponować i jak ją wymieniać z innymi – oto pytania, na które odpowiedź przyniesie dalszy rozwój technologii informacyjnych.

Celem niniejszego referatu jest przedstawienie poglądów kwestionujących pojęcie własności intelektualnej. W Internecie w wielu miejscach można znaleźć publikacje na ten temat [1] [2] [4] [7] [10] [14] [15], a także rozmaite inicjatywy na rzecz wolności informacji, wolnego software’u itd. Niech za przykład takiej inicjatywy posłuży program Gutenberg, którego celem było upowszechnienie największych dzieł literatury światowej przez ich digitalizację i bezpłatne udostępnienie w Internecie. Niestety, dzieła współczesne nie zostały włączone do tego programu z powodu chroniących je praw autorskich. Prawa te równie skutecznie ochroniły olbrzymią część ludzkości przed dostępem do tego dziedzictwa.

Wydaje się, że obrazoburcze poglądy, kwestionujące własność intelektualną, znajdują sobie coraz więcej świadomych zwolenników, podczas gdy ich przeciwnicy wywodzą się zwykle z grup materialnie zainteresowanych utrzymaniem status quo.

Szczególną rolę w globalizacji ochrony własności intelektualnej odegrały Stany Zjednoczone. Do roku 1891 Stany Zjednoczone nie chroniły praw obcych autorów. Jak pisze prof. Debora Halbert “gdzieś pomiędzy rokiem 1891 a 1988 Stany Zjednoczone z pirata stały się policjantem i dokonały znaczącej zmiany sposobu postrzegania własności intelektualnej”. Od połowy lat 80-tych Stany Zjednoczone wywierają silną ekonomiczną presję na kraje głównie wschodniej Azji aby te przyjęły rozwiązania dotyczące ochrony własności intelektualnej podobne do amerykańskich. Wiąże się to ściśle z przechodzeniem gospodarki amerykańskiej z epoki industrialnej do epoki informacyjnej i z koniecznością państwowej ochrony interesów amerykańskich producentów informacji [9].

2.

Rozpowszechnione jest przeświadczenie, że coś takiego jak własność intelektualna istnieje i że natura tej własności jest taka sama jak natura własności przedmiotów materialnych czyli rzeczy. Przeświadczenie takie podtrzymywane jest przez krzykliwą propagandę ferowaną w mediach przez rozmaite grupy nacisku pod pretekstem walki z piratami. Grupy owe uzyskały od państwa przywileje w naturalny sposób przekładające się na korzyści materialne i dążą do ich zachowania a nawet rozszerzenia. Na straży tych przywilejów ma, oczywiście, stać państwowa policja i państwowy wymiar sprawiedliwości. Niezorientowany radiosłuchacz, telewidz lub czytelnik prasy jest dodatkowo napominany przez rozmaite międzynarodowe autorytety, ma także ugiąć się pod ciężarem ogromnych strat, jakie wolny obrót informacją przynosi nie tylko wielkim firmom software’owym czy najbogatszym przedstawicielom show-businessu ale i – co najgorsze – budżetowi państwa. Istnienie własności intelektualnej przyjmowane jest powszechnie jako pewnik – nikt prawie nie poddaje go w wątpliwość, nikt nie przedstawia innego podejścia do tego problemu. Tymczasem różnica między własnością zwykłą, tradycyjną, odnoszącą się do rzeczy, a własnością intelektualną istnieje, jest znacząca i, sądzę, staje się łatwo widoczna dla każdego już po krótkiej refleksji.

Wśród przeciwników ochrony praw autorskich i wynalazków wyróżniają się dwie grupy.

Jedni uznają istnienie własności intelektualnej lecz negują potrzebę jej państwowej ochrony przez odpowiednie ustawodawstwo [12]. Patenty i prawa autorskie nie są bowiem niczym innym, niż czasowym monopolem przyznanym przez państwo na odkrycia, wynalazki, dzieła i inne utwory, zanim staną się własnością publiczną.

Inni w ogóle negują własność intelektualną – jako własność informacji, która zasadniczo różni się od przedmiotów materialnych. Utrzymują, że własność intelektualna jest konstrukcją fałszywą i zostanie sfalsyfikowana właśnie przez Internet, jako przestrzeń, w której owa informacja może istnieć, rozwijać się najpełniej i najbardziej naturalnie, w sposób zadziwiająco podobny do żywych organizmów [5].

3.

Przyjrzyjmy się najpierw argumentom przedstawicieli pierwszej z wymienionych grup.

Konieczność ochrony twórców i wynalazców przez prawa autorskie i patenty uzasadniana jest zwykle w taki sposób, że jakoby bez takiej ochrony nikt nie produkowałby dzieł oryginalnych ani nie dokonywałby wynalazków lub że powstające dzieła byłyby marnej jakości [15]. Jednakże fałszywość tej tezy jest oczywista. Wszakże zanim wprowadzono taką ochronę, ludzie czynili wynalazki i tworzyli dzieła – wiele z nich zaliczamy dzisiaj do najwyższych osiągnięć ludzkiego umysłu.

Przeciwnicy ingerencji państwa w sferę własności intelektualnej, w przestrzeń informacyjną argumentują, że należytą ochronę wytworów ludzkiej myśli można uzyskać na gruncie prawa cywilnego (kontarktowego). Człowiek, który coś wynalazł lub stworzył, może postąpić trojako. Może swój wynalazek lub swoje dzieło zachować dla siebie. Może je opublikować i w ten sposób uczynić dostępnym dla wszystkich. Może wreszcie udostępniać je tylko niektórym. W tej trzeciej sytuacji udostępnia posiadaną przez siebie informację tylko tym, którzy w drodze dobrowolnej umowy zobowiążą się (1) za nią zapłacić, (2) nie rozpowszechniać jej dalej oraz (3) w przypadku, gdy jednak to nastąpi, zapłacić umówioną karę. Taki kontraktowy system jest powszechnie teraz stosowany – oprogramowania nie kupujemy, kupujemy tylko licencję do posługiwania się nim i zobowiązujemy się go nie kopiować ani nie udostępniać innym osobom. W przypadku systemu kontraktowego państwo pozostaje przy swojej naturalnej roli tego, kto stoi na straży prawa i kto przywraca sprawiedliwość. Jeżeli ktoś złamie zawartą dobrowolnie umowę, państwo pomaga stronie pokrzywdzonej uzyskać wynagrodzenie szkody. Licencjodawca może domagać się odszkodowania za naruszenie umowy licencyjnej i państwo obowiązane jest mu w tym pomóc. Problematyczne może być w takim przypadku oszacowanie poniesionej szkody, jeżeli w umowie licencyjnej nie przewidziano odpowiednich klauzul.

Stanowisko powyższe jest konsystentne z postulatem wolności jednostki, bo (1) nie zabrania innym, którzy niezależnie doszli do podobnych pomysłów, zrobić z nimi, co sami uznają za stosowne, (2) daje pełną swobodę dysponowania pomysłem przez przystępowanie do dobrowolnych kontraktów i (3) nie obciąża innych kosztami cudzych tantiem za coś, z czego nie korzystają. Tymczasem ustawodawstwo różnych krajów kreujące własność intelektualną opiera się na domniemaniu, że każdy użytkownik magnetofonu, magnetowidu, kserografu lub nagrywarki dysków optycznych jest złodziejem, skoro w cenie tych urządzeń istnieje “podatek” na stowarzyszenia twórców. Nawet jeśli ktoś nie używa tych urządzeń do kopiowania cudzych dzieł (książek, nagrań, filmów, programów komputerowych), to i tak musi zapłacić karę pieniężną lub nawiązkę na stowarzyszenia twórców. Takie uregulowania prawne są oczywiście sprzeczne z pojęciem wolności indywidualnej, zaprzeczają indywidualnej odpowiedzialności za czyny wyrządzające szkodę komuś innemu, i wprowadzają w to miejsce odpowiedzialność zbiorową. Można powiedzieć, że są sprzeczne z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, która nie karze nikogo, komu winy nie udowodniono.

4.

Drugie stanowisko w ogóle neguje pojęcie własności intelektualnej. Ponieważ natura przedmiotu tej własności – informacji – jest całkowicie różna od przedmiotów materialnych, nie można do niego stosować tradycyjnych pojęć dotyczących własności przedmiotów materialnych.

Różnica między informacją a rzeczą jest następująca [11]:

1. Informacja może być powielana bez zmniejszania jej zasobów.

2. Korzystanie z informacji nie zmniejsza możliwości korzystania z niej przez innych.

Ktoś, kto nie ma np. krzesła, może stać się jego posiadaczem na dwa sposoby. Po pierwsze, może wejść w jego posiadanie przez kupno, dzierżawę, użyczenie lub kradzież – od innej osoby, która wówczas przestaje tym krzesłem dysponować. Po drugie, może sobie krzesło zrobić sam ale wymaga to zmniejszenia zasobów materialnych rozmaitych dóbr do konstrukcji krzesła koniecznych. W świecie materialnym działa zasada zachowania materii oraz wynikająca z niej zasada wykluczania. Korzystanie z jakiejś rzeczy przez jedną osobę, uniemożliwia korzystanie z niej przez kogoś innego. Wyklucza każdą inną osobę z korzystania z tej rzeczy. Korzystanie z jakiejś rzeczy w jeden sposób uniemożliwia korzystanie z niej w inny sposób. Wyklucza użycie materialnych zasobów, z których ją wykonano, do innych celów. Korzystanie z rzeczy jest ekskluzywne i właśnie ta ekskluzywność jest podstawą prawa własności w stosunku do rzeczy, jak również praw podobnych, takich jak użytkowanie. Dzięki tej zasadzie łatwo jest określić przedmiot własności i jego granice, łatwo jest określić właściciela i jego odpowiedzialność w stosunku do innych osób za wyrządzone szkody.

W przypadku informacji mamy trzy możliwości jej uzyskania. Po pierwsze, ktoś, kto nie ma np. jakiejś książki czy programu komputerowego, może je od kogoś innego odkupić, pożyczyć lub ukraść. Wówczas, tak jak wyżej, poprzedni dysponent książkę lub program traci. Po drugie, może sobie sam taką książkę napisać lub program opracować. Jest mało prawdopodobne, że powstała w ten sposób książka w jakimkolwiek stopniu będzie przypominać oryginał. Jednakże już w przypadku programów komputerowych jest wysoce prawdopodobne, że niezależni programiści opracują bardzo zbliżone bądź nawet identyczne algorytmy. Żaden z nich nie może sprawiedliwie domagać się prawa własności do takiego algorytmu, skoro każdy powstał niezależnie jako efekt intelektualnego wysiłku ich twórców. Wreszcie trzecia możliwość polega na tym, że książkę lub program można sobie skserować, zeskanować, przegrać na dyskietkę lub dysk optyczny czy nauczyć się na pamięć, po czym oryginał zwrócić właścicielowi. Informacją dysponują teraz dwie osoby i każda z nich może z niej korzystać w sposób i do celów, jakie uzna za stosowne. Informacja uległa powieleniu bez żadnego umniejszenia jej zasobów. Informacja uległa powieleniu bez żadnej straty dla jej pierwotnego dysponenta. W przestrzeni, gdzie istnieje informacja, nie działa bowiem zasada zachowania informacji w sensie podobnym do zasady zachowania materii. Nie działa też zasada wykluczania: korzystanie z informacji nie jest ekskluzywne. Z tych względów trudno jest uzasadnić ustanowienie własności informacji i równie trudno jest określić zasady jej ochrony – przynajmniej w sposób tradycyjny, stosowany do własności w świecie materii.

Problemy z ochroną własności informacji stały się szczególnie wyraźne w epoce Internetu. Internet jest bowiem najwłaściwszym medium, w którym informacja może istnieć i propagować się. W dobie milionów komputerów, które nieustająco informację przetwarzają, powielają i przesyłają, a coraz częściej również wytwarzają, jest bardzo trudno, jeśli to w ogóle możliwe, zagwarantować twórcy lub właścicielowi informacji, że nikt inny bez jego zgody lub wynagrodzenia dlań nie będzie z niej korzystał. Jest bardzo trudno, jeśli to w ogóle możliwe, kontrolować obieg informacji w rozrastającej się pajęczynie Internetu.

5.

Przeciwnicy własności informacji wysuwają jeszcze inne argumenty.

Argument etyczny [14] wywodzi się z konstatacji, że prawo własności wynika z prawa jednostki do życia i wolności. Zatem wszelkie prawa, które z tym stoją w sprzeczności, muszą byś zakwestionowane. Należy do nich “prawo” posiadania niewolników, jak i każde “prawo”, które zabrania ludziom czynić prawy użytek z posiadanych przez nich rzeczy czy wiedzy. Wiele tzw. “praw pozytywnych” ma właśnie taki charakter, są raczej nadanymi przez państwo uprawnieniami, przywilejami niż rzeczywistymi prawami.

Argument ekonomiczny [14] wywodzi się ze stwierdzenia, że własność rzeczy opiera się na rzadkości zasobów materialnych. To właśnie rzadkość zasobów sprawia, że mają one wartość. Tymczasem nie istnieje rzadkość informacji. Ktokolwiek uzyskujący jakąś informację nie powoduje, że ubywa jej temu, od kogo ją uzyskał. Nie ma więc potrzeby, aby w tej sferze ustanawiać własność.

Argument technologiczny bierze się z obserwacji, że rozwój technologii sprawił – najpierw w epoce druku a następnie w dobie magnetycznych i optycznych nośników informacji – iż kopiowanie informacji stało się niezwykle łatwe i tanie. Można rzec, iż samo istnienie takich urządzeń, jak prasa drukarska, linotyp, aparat fotograficzny, magnetofon, magnetowid, kserograf czy kamera cyfrowa, burzy podstawy dla istnienia własności informacji, czyni jej ochronę niemożliwą – a więc niweczy sens pozytywnych działań prawnych podejmowanych w tym kierunku. Rzec by można, że w tej kwestii odpowiedzi udzieliła sama natura, poprzez technologię, i jest to odpowiedź definitywna.

Argument odwołujący się do potocznego rozumienia własności podkreśla, że ludzie na ogół wiedzą, że nie należy kraść rzeczy będących cudzą własnością, że trzeba uzyskać zgodę właściciela na korzystanie z nich i ewentualnie zapłacić wynagrodzenie. Tymczasem w przypadku informacji potoczne podejście jest zupełnie inne. Nikt nie uważa za czyn naganny skserowanie sobie pożyczonej od zajomego książki, nagranie na magnetofonie nadawanych przez radio piosenek lub nagranie na magnetowidzie wyświetlanych w telewizji filmów. Mało kto wzbrania się przed kopiowaniem programów komputerowych z dyskietek pożyczonych od znajomych lub przed udostępnieniem własnych programów w podobnych celach. Powszechność tak zwanego piractwa wynika po części z tego właśnie faktu, że zbyt daleko posunięte roszczenia dotyczące własności intelektualnej stoją w sprzeczności z naturalnym poczuciem, że własność dotyczy tylko rzeczy (przedmiotów materialnych), zaś w przypadku informacji jest konstrukcją sztuczną.

W przypadku Stanów Zjednoczonych można jeszcze dodać następującą uwagę. Konstytucja Stanów Zjednoczonych gwarantuje, iż “Kongres nie może stanowić […] ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy” [Poprawka I]. W oczywistej sprzeczności z tą gwarancją stoi ustawowy zakaz rozpowszechniania treści, co do których ktoś inny rości sobie prawo własności [6].

6.

Na takie czy inne kwestie związane z pojęciem własności informacji nie można szukać odpowiedzi w świecie przedmiotów materialnych. Internet wytworzy – w razie potrzeby – sobie właściwe sposoby kontroli i ochrony informacji. Sfalsyfikuje przepisy wprowadzane przez państwa, jeżeli nie będą adekwatne do natury przedmiotu regulacji – jeżeli w ogóle ma sens państwowo-prawna regulacja cyberprzestrzeni i jeżeli istnieje techniczna możliwość wprowadzenia jej w życie.

Podstawą naturalnych dla cyberprzestrzeni procedur ochrony informacji jest rozwijająca się i upowszechniająca kryptografia oraz techniki pokrewne, np. steganografia. Techniki kryptograficzne oparte na dwóch kluczach – publicznym i prywatnym – pozwalają na bezpieczne przesyłanie poczty elektronicznej (i oczywiście wszelkiej innej informacji) pomiędzy nadawcą i odbiorcą bez możliwości podglądu przez osobę trzecią. Procedury uwierzytelniania, realizowane przy pomocy podpisów cyfrowych, gwarantują, że wiadomość pochodzi od konkretnego nadawcy oraz że nie została sfałszowana. Dodatkowo gwarantują, że nadawca nie może autorstwu swojej wiadomości zaprzeczyć. Z kolei procedury certyfikacji pozwalają upewnić się co do przynależności podpisu cyfrowego do konkretnej osoby, określają ważność podpisów oraz sposoby ich unieważniania. Usługi anonimowego odsyłania poczty elektronicznej lub anonimowego dostępu do zasobów Internetu służą zachowaniu prywatności osób uczestniczących w wymianie bądź pozyskiwaniu informacji [3].

Prywatność gwarantują także protokoły definiujące elektroniczny pieniądz, ściślej – elektroniczną gotówkę. Płacenie za towary czy usługi kartą kredytową lub płatniczą pozostawia ślad, który pozwala zidentyfikować strony transakcji, jej przedmiot, czas i wartość. Koncepcja elektronicznej gotówki wyklucza taką możliwość, nawet w większym stopniu, niż to ma miejsce w przypadku gotówki papierowej – wszak każdy banknot ma swój unikalny numer [3].

Rozwija się dynamicznie internetowa przedsiębiorczość. Istnieją firmy, których właściciele mieszkają w jednym kraju, a rejestrują je w innym, gdzie system podatkowy jest łagodniejszy. Rodzą się koncepcje firm, które istnieć będą tylko wirtualnie, bez powiązania z terytorium jakiegokolwiekj kraju.

Rządy z oczywistych względów są przeciwne takim rozwiązaniom. Pod pretekstem, że tajemnica korespondencji i transakcji w Internecie służyć może działalności przestępczej, terrorystycznej, szpiegowstwu, praniu brudnych pieniędzy itp., próbują uczynić takie rozwiązania nielegalnymi lub przynajmniej zagwarantować sobie możliwość włamania tylnymi drzwiami do szyfrowanych wiadomości. Najlepszym przykładem takiej dążności była próba wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych kości Clipper, służącej do szyfrowania sprzętowego. Clipper został zaprojektowany w taki sposób, aby Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) mogła wiadomość łatwo odszyfrować. Warto zaznaczyć, że niektóre kraje prawnie zakazały posługiwania się kryptografią z kluczem publicznym. Należy do nich Rosja, Iran, Irak, ale także jedno najbardziej europejskie państwo, a mianowicie Francja [3] [8].

7.

Obrońcy konieczności państwowej ochrony twórców i wynalazców argumentują, że należy im zapewnić motywacje (ekonomiczne) do tworzenia. Jednak w historii wielkie dzieła powstawały bez takiej ochrony. Skutki zapewnienia takich motywacji są identyczne jak w sferze przedmiotów materialnych: na ochranianym rynku obserwujemy nadprodukcję – stąd zalew rynku wydawniczego, muzycznego i filmowego dziełami o wątpliwej jakości i przemijającej sławie. Nazywane jest to eufemistycznie “komercjalizacją kultury”. Podobne zjawisko zachodzi w sferze oprogramowania komputerowego. Pojawiają się programy o nikomu niepotrzbnych funkcjach, a firmy software’owe procesują się o to, która z nich jest właścicielem interface’u windows, języka Postscript czy pomysłu na jednoczesne przewijanie dokumentów w dwóch oknach [1].

Największymi obrońcami własności intelektualnej są, jak zwykle, ci, którzy czerpią z niej korzyści materialne, czyli twórcy, pisarze, dziennikarze, artyści sceny, prawnicy itd. Jednak ich opinia w tej kwestii nie może być obiektywna – nemo iudex in causa sua. Fryderyk August von Hayek zastanawiał się nad tym, jakie naprawdę korzyści odnosi społeczeństwo z utrzymywania praw własności intelektualnej [13]:

Interesujące byłoby sprawdzić, jaką szansę publicznego wygłoszenia miałaby w społeczeństwie, w którym środki wyrażania opinii są tak szeroko kontrolowane przez ludzi mających ukryty interes w istnieniu status quo, naprawdę krytyczna analiza korzyści wynikających dla społeczeństwa z praw własności intelektualnej albo podanie w wątpliwość publicznego interesu w istnieniu klasy utrzymującej się z pisarstwa.

Obrońcy własności intelektualnej powołują się często na Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Artykuł I § 8 stanowi, że ,,Kongres będzie miał prawo: […] popierać postęp nauk i sztuk użytecznych przez zabezpieczenie na pewien okres praw autorskich i praw do wynalazków;”. Konstytucja nie ujmuje praw autorskich i praw do wynalazków w Karcie Praw. Traktuje je wyłącznie jako uprawnienia Kongresu, z których ten może (ale przecież nie musi!) skorzystać tylko dla osiągnięcia wyszczególnionego celu, to jest dla popierania postępu nauk i sztuk użytecznych. Wydaje się, że cel ten został dawno zapomniany.

Tomasz Jefferson, współautor Konstytucji Stanów Zjednoczonych, napisał:

Jeśli istnieje jakaś rzecz, którą natura uczyniła mniej niż inne podatną na wyłączne posiadanie, to jest nią działanie władzy myślenia zwanej ideą. Jednostka może ją posiadać jako swoją wyłączną własność dopóty, dopóki zachowuje ją dla siebie. Atoli w chwili, kiedy wyjawi ją innym, idea narzuca się im i przechodzi w ich posiadanie. Ten zaś, który ją otrzymuje, nie może się jej pozbyć. Cechą charakterystyczną idei jest to, iż nie można posiadać jej w części, bowiem każdy posiada ją w całości. Człowiek, który otrzymuje ją ode mnie, sam zdobywa wiedzę, nie pomniejszając mojej; wszak jeśli ktoś zapala ode mnie swój kaganek, otrzymuje światło, wcale nie umniejszając mojego. Idee winny zatem swobodnie rozprzestrzeniać się pomiędzy ludźmi dla ich moralnego i wzajemnego zbudowania, poprawy ich warunków życia, tak bowiem – jak się wydaje – w swej łaskawości zrządziła natura. Ona to sprawiła, że idee rozchodzą się wzdłuż i wszerz jak ogień, nigdzie nie tracąc nic ze swej intensywności. Są one jak powietrze, którym oddychamy, w którym poruszamy się i jesteśmy; nie ograniczają i nie zezwalają na wyłączne przywłaszczenie. Wynalazki zatem, z natury, nie mogą być przedmiotem [wyłącznej] własności. [tłum. Jan Kłos]

Nowym potwierdzeniem tych wielce słusznych słów są zjawiska zachodzące w Internecie.

PRZYPISY

[1]
Tom Epperly, Against User Interface Copyright, Witryna “League for Programming Freedom”, http://osnome.che.wisc.edu/~epperly/look-and-feel.html.

[2]
Artykuł ukazał się w magazynie “Wired”, Issue 2.03, Marzec 1994.
W sieci dostępne są elektroniczne reprinty:

Barlow John Perry, The Economy of Ideas. A Framework for Rethinking Patents and Copyrights in the Digital Age, Witryna “Wired”, http://www.wired.com/wired/archive/2.03/economy.ideas.html.

Barlow John Perry, The Economy of Ideas. A Framework for Rethinking Patents and Copyrights in the Digital Age, Serwer “MIT”, http://www.swiss.ai.mit.edu/6805/articles/int-prop/barlow-economy-of-ideas.html.

[3]
Barta Janusz, Markiewicz Ryszard, Internet a prawo, TAiWPN Uniwersitas, Kraków 1998.

[4]
Artykuł opublikowany oryginalnie w: Arkansas Law Review, Vol. 47, 1994.
Dostępny jest elektroniczny reprint:

Beckerman-Rodau Andrew, Are Ideas Within the Traditional Definition of Property? A Jurisprudential Analysis, Witryna “Suffolk University Law School”, http://lsr.nellco.org/suffolk/ip/papers/5/.

[5]
Dawkins Richard, Samolubny gen, “Rozdział 11: Memy: nowe replikatory”, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996.

[6]
Decker Jack, Christians and the Copyright Law, Serwer “International Federation of Library Associations and Institutions”, http://www.ifla.org/documents/infopol/copyright/decj1.htm.

[7]
Artykuł oryginalnie opublikowany w: University of Dayton Law Review, Vol. 19, No. 3, (Wiosna 1994) ss. 1109-1129.
Dostępny jest elektroniczny reprint:

Friedman David, Standards as Intellectual Property: An Economic Approach, Oficjalna Strona David D. Friedmana, http://www.daviddfriedman.com/Academic/Standards/Standards.html.

[8]
Guisnel Jean, Wojny w cyberprzestrzeni, Wydawnictwo Znak, Kraków 1998.

[9]
Halbert Debora, Intellectual Property Piracy: The Narrative Constructions of Deviance, ,,International Journal for the Semiotics of Law”, Vol. X, No 28 (1997).

[10]
Halbert Debora, Weaving Webs of Ownership, Witryna “Hawai’i Research Center for Futures Studies”, http://www.futures.hawaii.edu/dissertation/TOC2.html.

[11]
Artykuł oryginalnie opublikowany w: “Formulations”, Lato 1997.
Dostępny jest elektroniczny reprint:

Halliday Roy, Ideas as Property, Witryna “Libertarian Nation Foundation”, http://libertariannation.org/a/f44h2.html.

[12]
Artykuł oryginalnie opublikowany w: “Formulations”, Zima 1995-96.
Dostępny jest elektroniczny reprint:

Hammer Richard O., Intellectual Property Viewed as Contracts, Witryna “Libertarian Nation Foundation”, http://libertariannation.org/a/f32h3.html.

[13]
Hayek August Friedrich von, Intelektualiści i Socjalizm, Instytut Liberalno-Konserwatywny, Lublin 1998
Więcej informacji o wydawnictwie pod adresem: http://www.ilk.lublin.pl/hayek/hayi.htm.

[14]
Long Roderick T., The Libertarian Case against Intellectual Property Rights, Witryna “Libertarian Nation Foundation”, http://libertariannation.org/a/f31l1.html.

[15]
Some Myths about Intellectual Property, http://www.andrew.cmu.edu/user/ctb/anarchy/docs/ipmyths.html

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–

Comments are closed.