Kultura i Historia nr 1/2001

Marek Woźniak
Juri Ł o t m a n, Kultura i eksplozja, przeł. Bogusław Żyłko, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1999,
ss. 261. ISBN 83-06-02741-8

Współczesna refleksja nad naukami humanistycznymi [generalnie] zainteresowanymi człowiekiem i kulturą, pojmowaną najogólniej jako przestrzeń jego istnienia i działania, w znacznym stopniu zdominowana została przez tzw. nurty postmodernistyczne [ponowoczesne], dla których jednym z najbardziej podstawowych wątków rozważań jest kwestia możliwości poznawczych dyscyplin humanistycznych. Zagadnienie to wiążą głównie z pewnymi ograniczeniami wynikającymi z uwikłania człowieka [badacza] w świat/kulturę w którym przyszło mu żyć oraz tradycję, na której ów świat/kultura opiera najbardziej ogólne sposoby organizowania poznania lub po prostu myślenia. Zazwyczaj jednak rozważania podejmowane z postmodernistycznego punktu widzenia, dekonstruując pewne utarte schematy postępowania badawczego czy mówiąc bardziej dosłownie, wskazując na ograniczenia [zafałszowania] strategii modernistycznych [1], zapominają lub traktują marginalnie elementy pozytywnego programu badawczego – negując/odrzucając pewne ustalenia wcześniejszych paradygmatów, same nie próbują/nie chcą zaproponować własnej [pozytywnej] perspektywy badawczej, kierując zazwyczaj cały wysiłek intelektualny na poszukiwanie słabych punktów odmiennych strategii badawczych. I choć sam program negatywny, przyznajmy, pozwolił dostrzec pewne prze-sądy wcześniejszych sposobów myślenia o przedmiocie badań w naukach humanistycznych i wskazał nowe, pociągające kierunki eksploracji, to generalnie można chyba mówić o swego rodzaju braku konstruktywnych [pomysłów] rozwiązań [trudnej] sytuacji w jakiej znajdują się badacze zjawisk związanych z kulturą. Na tym tle zdecydowanie odmiennie prezentuje się jedna z ostatnich książek znanego rosyjskiego teoretyka i historyka literatury, semiotyka kultury, J. Łotmana. Niesie ona, prócz głębokiej refleksji nad kulturą, szeroką gamę zagadnień, które wzbudzić winny uwagę tych, którzy zainteresowani są naturą procesu historycznego [choć nie tylko historyków]. W swojej pracy Łotman stara się bowiem ukazać min. relację rozmaitych form dynamiki procesu historycznego określającą dwa podstawowe jego komponenty: momentem stopniowego rozwoju oraz przeciwstawianym mu, często utożsamianym z alternatywnym dla niego, a w opinii Łotmana uzupełniającym go, momentem eksplozji. Z punktu widzenia historyka zainteresowanego teoretyczną refleksją nad dzianiem się historii, najbardziej wartościowe naszym zdaniem są te partie książki, które bezpośrednio odnoszą się (po pierwsze) do samego procesu historycznego, podkreślające rolę wpisanych w ten proces elementów przypadku i świadomego wyboru, zwracające uwagę na zagadnienia przewidywalności i nieprzewidywalności w historii, wskazujące na możliwość alternatywnych dróg spełniania się dziejów, która to alternatywność nie powinna uciec uwadze badaczy przeszłości; oraz (po drugie) podejmujące kwestie związane z istotą pracy historyka, głównie z udziałem w niej elementów świadomości (lub nieświadomości w znaczeniu jaki nadała temu terminowi neopsychoanaliza [2]), nie pomijające przy tym roli wpływów kulturowych ujawniających się tak w samej wizji/obrazie przeszłości, jak i w języku wykorzystanym do jej oswojenia [3]. I właśnie tym elementom pragniemy poświęcić naszą uwagę w dalszej części tekstu.

Motywem przewodnim w omawianej pracy jest dla Łotmana – jak zauważa już we Wstępie B. Żyłko – subtelna gra przypadku i konieczności (eksplozji i procesów stopniowych) jaką dostrzec możemy w procesie historycznym:

Przypadek jednak – to ważne zastrzeżenie Łotmana – nie może być traktowany jako przejaw czegoś irracjonalnego, co się pojawia znikąd bez żadnej przyczyny. Przypadek – powiada on – to nie brak przyczyny, lecz jedynie zjawisko pochodzące z innego ciągu przyczynowego, często (…) to po prostu ingerencja elementu z jakiegoś systemu. [Wstęp, s. 20.]

Historia w takim kontekście – zdaniem Łotmana – nie sprowadza się wyłącznie do świadomych działań, choć nie znaczy to, że jest tylko nieświadomym procesem. Stanowi raczej wzajemne napięcie obu tych czynników [por., Łotman J., Wola boska czy gra hazardowa (prawidłowość i przypadek w procesie historycznym), „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty” 1997, nr 1-2, s. 33]. Dalej podkreśla bowiem Łotman, iż w momentach niezwykłej turbulencji stopniowo do tej pory rozwijającego się procesu historycznego, działa nie tylko mechanizm przypadkowości, lecz także mechanizm świadomego wyboru, który staje się najważniejszym obiektywnym elementem procesu historycznego [por., Żyłko, s. 20]:

przypadek i prawidłowość przestają być zjawiskami nie do pogodzenia, występują jako dwa możliwe stany tego samego obiektu. [Łotman, Wola boska…, s. 34.]

Próbując zwrócić uwagę na swego rodzaju selektywność naszego myślenia, zauważa, biorąc za punkt wyjścia pewne elementy modernistycznego oglądu świata, iż efektem wniknięcia w rdzeń naszego myślenia świadomości heglowskiej jest postawa szacunku jaką przyjmujemy w stosunku do urzeczywistnionych faktów oraz lekceważenie w odniesieniu do czegoś, co mogło się zdarzyć, ale co się nie stało realnością [por., s. 98]. Tymczasem, zdaniem Łotmana należy wspomnieć o dwóch biegunach procesu dziejowego, z których pierwszy związany jest z procesami rozwijającymi się ruchem nieeksplozyjnym, stopniowym i te są względnie przewidywalne; charakter drugiego zaś, powstającego w rezultacie wybuchów, określany jest przez fakt, że każde spełnione zdarzenie otacza obłok niespełnionych wariantów – drogi, które mogłyby się od nich zaczynać, są na zawsze utracone. Ruch przejawia się zatem nie tylko w postaci nowych zdarzeń, ale także w ich nowym ukierunkowaniu [por. s. 98] ):

Moment eksplozji – pisze – jest momentem nieprzewidywalności. (…) Za każdym razem kiedy mówimy o nieprzewidywalności mamy na uwadze wiązkę równie prawdopodobnych możliwości, z których jedna tylko urzeczywistnia się. [s. 172]

I dalej czytamy, iż nieprzewidywalna sytuacja będąca konsekwencją eksplozji powoduje wywołanie niezwykle interesującego procesu:

zdarzenie, jakie się dokonało, rzuca blask na zdarzenia wcześniejsze. Charakter zdarzenia zmienia się przy tym zdecydowanie. Należy podkreślić, że spojrzenie z przeszłości w przyszłość z jednej strony i z przyszłości w przeszłość zasadniczo zmieniają obserwowany przedmiot. Patrząc z przeszłości w przyszłość, widzimy teraźniejszość jako cały pakiet równie prawdopodobnych możliwości. Kiedy spoglądamy w przeszłość, nasza rzeczywistość nabiera statusu faktu i zaczynamy postrzegać ją jako jedynie możliwą. [s. 175]

Z punku widzenia Łotmana zatem na proces historyczny składają się okresy zdeterminowanego, stopniowego, planowanego rozwoju, które są przerywane eksplozjami, gwałtownie przyśpieszającymi ów rozwój. Przy czym, w punktach bifurkacji przed układem pojawia się wiązka równie prawdopodobnych możliwości. O wyborze dalszej drogi często decyduje przypadek. Jednak w momencie, kiedy wybór taki już się dokonał, staje się czymś obowiązującym: wybór przypadkowy przed realizacją staje się wyborem zdeterminowanym po jego urzeczywistnieniu [por., Słowo Wstępne, s. 21].

Już we Wstępie B. Żyłko sugeruje, iż Łotman proponuje alternatywną, głównie wobec szkoły annales, interpretację metodologii „nowej historii”, która miałaby przełamać jednostronność procesu dziejowego annalistów . W polu widzenia historyka znaleźć miałyby się zatem:

zdarzenia dynamizujące proces historyczny i sprawiające, iż historia jako całość jest czymś ze swej natury głęboko nie przewidywalnym. Istota różnicy między poglądami Blocha (i jego następców) a stanowiskiem Łotmana polega właśnie na tym, że gdy ów pierwszy traktuje przeszłość jako daną, która nie zostawia miejsca dla różnych możliwości, to dla tego drugiego punktem wyjścia jest pogląd, iż zdarzenie historyczne jest zawsze rezultatem realizacji jednej z alternatywnych możliwości. [Słowo Wstępne, s. 19.]

Przesuwając w następnym fragmencie nasze [i Łotmana] zainteresowania z procesu historycznego na osobę samego badacza [historyka] nie trudno jest zauważyć, że Łotman szczególnie mocno podkreśla fakt, iż wykreślając moment nieprzewidywalności z procesu historycznego, prowadząc obserwacje ze stanowiska nosiciela Rozumu, zajmującego w stosunku do tego procesu zewnętrzny punkt widzenia, pozbawiamy ów proces informacyjności. Wszystkie próby prognozowania przyszłości w jej wybuchowych momentach ukazują niemożliwość jednoznacznego przewidzenia ostrych zwrotów w historii. Proces historyczny – pisze – można zestawić z eksperymentem. Nie przypomina to jednak doświadczenia, jakie nauczyciel fizyki demonstruje swojemu audytorium, z góry doskonale znając jego rezultat. Jego zdaniem jest to raczej ten rodzaj eksperymentu, za pomocą którego uczony chce ujawnić nie znane mu jeszcze prawidłowości:

Główny Eksperymentator nie jest nauczycielem demonstrującym swoją wiedzę, lecz badaczem uzyskującym nieoczekiwaną informację na podstawie swojego doświadczenia. [s. 44].

Zwracając uwagę na wzajemną relację momentów eksplozji i rozwoju stopniowego, jako dwóch następujących kolejno po sobie etapów, podkreśla Łotman, że ich stosunki rozwijają się także w przestrzeni synchronicznej. Kultura będąca jego zdaniem złożoną całością składa się z warstw o różnym tempie rozwoju, a każdy jej synchroniczny przekrój ujawnia jednoczesną obecność rozmaitych jej stadiów. Eksplozje w jednych warstwach mogą współistnieć ze stopniowym rozwojem w innych [por., s. 41]. Nieco dalej czytamy, iż zarówno stopniowe, jak i wybuchowe procesy w synchronicznie funkcjonującej strukturze spełniają ważne funkcje: jedne gwarantują nowatorstwo, inne – ciągłość. Współcześni badacze, zdaniem Łotmana uważają owe tendencje za wrogie sobie i walkę między nimi traktują w kategoriach bitwy wojennej, zmierzającej do pokonania przeciwnika. Zdaniem naszego autora zaś są one dwiema stronami jednolitego, powiązanego mechanizmu [por., s. 42].

Próbując ukazać w jaki sposób historyk [człowiek, badacz] obiektywizuje, czy konstruuje pewne fakty, nawiązuje Łotman do niezwykle modnej w ostatnich latach dyskusji na temat możliwości poznawczych nauki [także historycznej], jej ograniczeń, możliwości, obecności pewnych przed-sądów wyniesionych z kultury czy języka [Łotman nazywa je ogólnie mechanizmami samowiedzy – s. 47.] . W opinii Łotmana, moment wyczerpania eksplozji jest zwrotnym punktem procesu:

W sferze historii – pisze – to nie tylko wyjściowy moment przyszłego rozwoju, ale również miejsce samopoznania. Włączają się te mechanizmy historii, które jej samej powinny wytłumaczyć, co się stało. Późniejszy rozwój jak gdyby przenosił nas z powrotem, ale już w świadomości, do punktu wyjściowego eksplozji. To, co się wydarzyło, zyskuje nowy byt, odzwierciedlając się w wyobrażeniach obserwatora. Następuje przy tym gruntowna transformacja zdarzenia: to, co się wydarzyło, jawi się (…) jako jedynie możliwe. Nieprzewidywalność zostaje w świadomości obserwatora zastąpiona przez prawidłowość. Z jego punktu widzenia wybór był fikcyjny, „obiektywnie” zaś – zdeterminowany całym przyczynowo-skutkowym przebiegiem poprzednich zdarzeń. Taki właśnie proces następuje wtedy, kiedy złożony splot przyczynowo uwarunkowanych i przypadkowych zdarzeń, nazywany „historią”, staje się przedmiotem opisu najpierw przez współczesnych, a później przez historyków. [s. 45] .

Moment eksplozji zostaje uznany zatem za początek nowego etapu. W procesach, które dokonują się przy aktywnym udziale mechanizmów samowiedzy, jest to moment przełomowy: świadomość przenosi się do chwili poprzedzającej eksplozję i retrospekcyjnie uprzytamnia sobie wszystko to, co zaszło. W ten sposób proces, który rzeczywiście miał miejsce, zostaje zastąpiony modelem, stworzonym przez świadomość uczestnika danego aktu [por., s. 47]. Następuje wtedy – zdaniem Łotmana – „retrospekcyjna transformacja”:

to, co się wydarzyło, zostaje uznane za jedynie możliwe -„podstawowe”, „historycznie” „przesądzone”. To zaś, co się nie wydarzyło, traktuje się jako prawie niemożliwe. Przypadkowi przypisuje się prawidłowość i nieuchronność. W takiej postaci zdarzenia trafiają do pamięci historyka. Pod wpływem pierwotnej selekcji pamięci ulegają one transformacji. Szczególnie zaś ważne jest to, iż w materiale, jakim dysponuje historyk, zostały wyizolowane przypadki, wybuch zaś przemieniony w linearny rozwój, poddany określonej prawidłowości. (…) W ten sposób z pojęcia eksplozji wyklucza się moment informacyjności. Zostaje on zastąpiony fatalizmem. [s. 47] .

W opinii Łotmana spojrzenie historyka staje się wtórnym procesem transformacji: historyk spogląda na zdarzenie wzrokiem skierowanym z teraźniejszości ku przyszłości. Przy czym owa przyszłość stanowi dla niego przestrzeń możliwych stanów. Teraźniejszość zawiera w sobie wszystkie możliwości przyszłych dróg rozwojowych, a wybór jednej z nich nie jest uwarunkowany ani prawami przyczynowości, ani prawdopodobieństwem. Wybór przyszłości urzeczywistnia się na zasadzie przypadku. Moment wyboru jest zarazem odcięciem tych dróg, którym sądzone było pozostać jedynie w charakterze możliwych wariantów. Jest on jednocześnie momentem, kiedy prawa związków przyczynowo-skutkowych znów nabierają swej mocy. [por., s. 43]. W tym właśnie miejscu zdają się uczestniczyć w świadomości badacza elementy jego samowiedzy – jego sposobu doświadczania świata, jego praca staje się wyrazem współczesnych mu ‘wyobrażeń przeszłości’ :

Obraz chaotyczny dla zwykłego obserwatora, w rękach historyka zostaje wtórnie zorganizowany. Właściwością jego pracy jest to, iż za punkt wyjścia bierze on nieuchronność tego, co się wydarzyło. Ale twórcza aktywność historyka przejawia się w czymś innym: z obfitości zachowanych przez pamięć faktów konstruuje on sukcesywną linię, która z największą pewnością prowadzi do tego końcowego punktu. [s. 48].

W ten sposób – zdaniem Łotmana – do historii wprowadza się obce jej pojęcie celu. Konsekwencją takiego podejścia jest mit eschatologiczny: historia zmierza do swego nieuniknionego końca. Nie zgadzając się z nim Łotman proponuje model odmienny:

nieprzewidywalność pozaczasowego wybuchu podlega w ludzkiej świadomości stałej transformacji, zmieniając się w przewidywalność wytwarzanej przezeń dynamiki i odwrotnie. Zgodnie z pierwszym modelem możemy metaforycznie wyobrazić sobie Pana Boga jako wielkiego nauczyciela, który z niezwykłą maestrią demonstruje (komu?) z góry znany mu proces. Ilustracją modelu drugiego może być postać twórcy-eksperymentatora, przeprowadzającego wielkie doświadczenie, którego wyniki są dla niego samego nieoczekiwane i nieprzewidywalne. [s. 217].

Reasumując powyższy fragment musimy zauważyć, iż zdaniem Łotmana retrospektywne spojrzenie jakim operuje historyk pozwala mu rozpatrywać to, co minione, jak gdyby z dwóch punktów widzenia: (1) umiejscawiając się w przyszłości w stosunku do opisywanego zdarzenia, widzi on przed sobą cały łańcuch zaszłych wypadków; (2) przenosząc się – dzięki intelektowi – w przeszłość i patrząc z niej na przyszłość, zna już rezultaty tego procesu. Rezultaty te jednakże – z punktu widzenia czytelnika – są przedstawiane jako przepowiednie. Jednocześnie właśnie w trakcie tego procesu przypadkowość całkowicie znika z historii [s. 175-176]. Transformacja, dotycząca momentu eksplozji, przechodząc przez selekcyjne sito modelującej świadomości i przekształcając to, co przypadkowe, w to, co regularne, nie wieńczy jeszcze procesu świadomości. Do mechanizmu podłącza się bowiem pamięć, która zdaniem Łotmana pozwala powrócić do chwili poprzedzającej eksplozję by za pomocą retrospekcji rozegrać cały proces raz jeszcze. W tak uformowanej świadomości będą obecne zatem – jak zauważa – trzy warstwy: moment pierwotnego wybuchu, moment jego werbalnego opracowania w mechanizmach świadomości i moment nowego ich podwojenia w strukturze pamięci [s. 205]. Widzimy więc, kierując się rozważaniami Łotmana, iż choć rzeczywistość pozbawiona była wyboru (zastąpił go przypadek), przeszłość jest przeżywana w retrospekcji jako wybór i ukierunkowane działanie:

Zaczynają obowiązywać wówczas prawa procesów rozwoju stopniowego. Agresywnie opanowują one świadomość kultury i dążą do umieszczenia w jej pamięci tego przekształconego obrazu. Zgodnie z tym obrazem eksplozja traci swoją nieprzewidywalność i jawi się jako szybki, burzliwy lub nawet katastroficzny rozwój tych samych przewidywalnych procesów. Antyteza eksplozji i przewidywalności zostaje zastąpiona pojęciami szybkiego (energicznego) i powolnego (stopniowego) rozwoju. Przykładowo, wszystkie historyczne opisy katastroficznych momentów wybuchowych, wojen i rewolucji tworzy się po to, aby dowieść nieuchronności ich rezultatów. Historia (…) uporczywie stara się udowodnić, że nie istnieje dla niej nic przypadkowego i że wszystkie przyszłe zdarzenia w tajemniczy sposób zaprogramowane są w zjawiskach przeszłości. [s. 216].

Nie popełnimy większego błędu jeśli stwierdzimy w tym momencie, iż Łotman utożsamia historiografię z nauką o kulturze. Jego zdaniem tradycyjne badania [także historyczne] przedstawiają kulturę/dzieje w postaci pewnego uporządkowanego obszaru. Tymczasem „realny” obraz jest znacznie bardziej złożony i chaotyczny. Świat kultury, ze względu na przypadkowość ludzkich losów, przeplatanie się zdarzeń historycznych z rozmaitych poziomów, wypełniony jest nieprzewidywalnymi konfliktami. Harmonijny obraz, jaki napotykamy w końcowych efektach realizacji pewnych projektów badawczych, jest iluzją lub założonym modelem teoretycznym, który – jeśli się nawet realizuje – to tylko jako coś pośredniego pomiędzy „niespełnionymi możliwościami”. W opinii Łotmana nie ma bowiem „czystych” procesów historycznych, które urzeczywistniałyby schematy badawcze [por., s. 185]. Kultura jako całość – jego zdaniem – może być rozpatrywana jako niezwykle złożony tekst, rozpadający się na hierarchię „tekstów w tekście” i tworzący skomplikowane sploty tekstów [por., s. 119]. Zwraca przy tym szczególną uwagę na fakt, iż ogromną rolę przy kreowaniu „tekstów kultury” spełnia język. Podkreśla, że istniejemy w „przestrzeni języka” i nawet najbardziej podstawowe abstrakcje nie są zdolne wyrwać nas z tej przestrzeni, która nas otacza i której częścią jesteśmy. Jednocześnie – zaznacza – nasze relacje z językiem dalekie są od idylli: próbujemy wyrwać się poza jego granice, jemu przypisujemy fałsz, odstępstwa od naturalności [por., s. 161]:

Język – pisze – tworzy swój świat. Pojawia się zatem pytanie o stopień adekwatności tego świata stwarzanego przez język i świata istniejącego poza związkami z językiem, leżącego poza jego granicami. [s. 27] – W ten sposób – pisze dalej – zakładamy istnienie dwóch stopni obiektywności: świata należącego do języka (czyli obiektywnego z jego punktu widzenia) i świata znajdującego się poza nim. [s. 28].

Podkreślając rolę i funkcje języka, zwraca naszą uwagę na – związaną nierozerwalnie z językiem – jego „metaforyczność”. Pisze m.in., iż szczególnie zdradliwy jest metaforyzm, który kryje się pod maską modeli i definicji naukowych. Wszelka przestrzeń znaczeniowa – jego zdaniem – jedynie w sposób metaforyczny może być przedstawiona jako przestrzeń dwuwymiarowa o wyraźnych, jednoznacznych granicach, zaś przecięcia przestrzeni znaczeniowych, które nadają nowy sens, powiązane są ze świadomością indywidualną:

Rozprzestrzeniając się na obszar danego języka, przecięcia te tworzą tzw. metafory językowe. Te ostatnie są faktami języka ogólnego danej zbiorowości. Na drugim biegunie znajdują się metafory artystyczne. Tutaj również przestrzeń znaczeniowa jest niejednoznaczna: metafory-cliche, charakterystyczne dla tych czy owych szkół literackich lub okresów, czyli te, które przechodzą stopniowo ze sfery potoczności do sfery twórczości indywidualnej (…). [s. 49-50] [11].

Szczególnym przypadkiem – zdaniem Łotmana – jest metafora „nowatorska”, która przez „nosicieli tradycyjnych sensów” oceniana jest jako bezprawna i obrażająca uczucia. Jest ona zawsze rezultatem aktu twórczego, choć nie przeszkadza jej to przemienić się później w ogólnie rozpowszechnioną i nawet trywialną metaforę (12). Ten stale funkcjonujący proces „starzenia się” rozmaitych sposobów generowania sensu jest – jak pisze – kompensowany z jednej strony poprzez wprowadzenie do obiegu nowych, poprzednio zakazanych struktur generujących sens, z drugiej zaś poprzez odmładzanie starych już zapomnianych [por., s. 50][13].

Podsumowując musimy wyraźnie podkreślić, iż Łotman, nie stroniąc od tzw. „po-modernistycznego” punktu widzenia – szczególnie widocznego w tych partiach, w których wskazuje na uwikłanie badaczy w kulturę, „samoświadomość” czy język – generalnie zrywa z zazwyczaj związaną ze współczesnymi [ponowoczesnymi] strategiami badawczymi, jednostronną „negacją” możliwości poznawczych nauk humanistycznych [kulturoznawczych], przesuwając punkt ciężkości na rozwiązanie [zrozumienie] pewnych problemów koncepcji i modeli badawczych spotykanych na ich gruncie. Ten „pozytywny” program nasz autor łączy [skutecznie] z próbami zastosowania go do konkretno-historycznych rozważań nad dwudziestowieczną [historycznie zdeterminowaną] kondycją Europy Wschodniej ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Rosji, co decyduje nie tylko o znaczeniu samej książki, ale przede wszystkim o wartości interpretacyjnych rozwiązań proponowanych przez jej autora.

Przypisy

[1] O modernistycznej i postmodernistycznej koncepcji nauki i strategii postrzegania przedmiotu badań w naukach humanistycznych [kulturoznawczych] patrz min.: Radomski A., Kultura, tekst, historiografia, Lublin 1999.

[2] Na temat neopsychoanalizy, a zwłaszcza jej wersji frommowskiej, patrz: Czarnocka M., 1998, Tworzenie wiedzy, wolność, psychoanaliza kulturowa, [w:] „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria”, 1998, R. VII, Nr 2.

[3] Spotykana w refleksji teoretycznej, min. H. White oraz F. Ankersmita, kategoria oswajania rzeczywistości (domesticatioon of reality), we współczesnej refleksji teoretycznej nad dziejami jest nie tylko niezwykle modna, ale w naszym mniemaniu także płodna poznawczo. Otóż biorąc pod uwagę zarzuty kierowane przez nurt, który generalnie można określić jako postmodernistyczny, a odnoszące się do będącej w kręgu naszych zainteresowań historiografii, i (najogólniej rzecz ujmując) dekonspirujące pewne ograniczenia poznawcze związane z pracą historyka, kategoria ta naszym zdaniem oddaje niezwykle celnie istotę zadań stawianych przed historykiem i jego możliwości radzenia sobie z nimi.

[4] Kilka stron dalej możemy dostrzec próbę rozszerzenia badań historycznych w kierunku nowych – dla tradycyjnie pojmowanej historiografii – pól badawczych: Zestawienie rozmaitych realizacji typologicznie jednolitego zdarzenia może być traktowane jako forma eksploracji ‘utraconych’ dróg. Z tego punktu widzenia można interpretować, na przykład, historię Renesansu, reformacji, kontrreformacji jako rozmaite wariacje pewnego jednolitego modelu historycznego [s. 100] Bierze przy tym Łotman za przykład pucz w Moskwie i wypadki w byłej Jugosławii, które jego zdaniem pokazują, co by było gdyby pucz się nie załamał.

[5] Przypomnijmy (za J. Pomorskim), iż najważniejsze zasady metodologiczne proponowane przez annalistów to: (1) postulat uprawiania historii problemowej, to jest takiej gdzie przedmiotu badania nie wyznaczają tradycyjne ramy czasoprzestrzenne, ale poszukiwanie odpowiedzi na interesujące historyka pytania; (2) zasada zrozumienia przeszłości – zrozumieć zjawisko to tyle, co wyjaśnić je w kategoriach związków przyczynowych; (3) zasada konceptualizacji strukturalnej przedmiotu; (4) zasada głosząca konieczność integralnego podejścia do badania przeszłości, a tym samym konieczność badań interdyscyplinarnych; (5) postulat historii globalnej; (6) zasada standaryzacji wyników; (7) zasada nakazująca przedstawienie dziejów ludzkich w ścisłym związku z dziejami środowiska naturalnego ich bytowania – por. Pomorski J., Historyk i metodologia, Lublin 1991, s. 100-101.

[6] Patrz np.: Habrmas, Rorty, Kołakowski: stan filozofii współczesnej, przekład i opracowanie Cz. Niżnik, Warszawa 1996.

[7] Warto w tym kontekście wspomnieć o niezwykle interesującej propozycji A. Zybertowicza, który rozróżnia dwa zasadnicze modele poznania. Model, który określa mianem obiektywistycznego modelu poznania zakłada, że świat ma określoną postać, od nas wcześniejszą i niezależną, a jego fundamentem staje się teza stwierdzająca dualizm podmiotu (wiedzy) i świata. Natomiast konstruktywistyczny model poznania zakłada min., że fakty i prawidłowości są konstruowane, wiedza jest społecznie wytwarzana, aparat jakim posługuje się nauka nie może podać adekwatnego opisu świata – patrz A. Zybertowicz, op. cit., s. 58-63,108-157.- szczegółową charakterystyka OMP i KMP w: A. Zybertowicz, Przemoc i poznanie, Toruń 1996, s. 25-157. Porównując dwa konkurencyjne wobec siebie modele poznania A. Zybertowicz zauważa min., że w zasadzie mamy do czynienia ze sporem między dwiema różnymi ontologiami – realistyczną / obiektywistyczną oraz antyrealistyczną / konstruktywistyczną – odmiennie ukierunkowującymi naszą orientację w świecie i prowadzącymi do różnych konsekwencji społecznych. I tak, na gruncie OMP, jego zdaniem pytamy o to, co powoduje, że pewne przekonania są prawdziwe a inne fałszywe? W perspektywie KMP zaś, stawiane jest pytanie o to, co powoduje, że pewne przekonania są społecznie uznawane za prawdziwe a inne nie? OMP zatem próbuje rekonstruować mechanizm funkcjonowania kategorii prawdy i obiektywizmu, ale w sytuacji gdy próby owe wykraczają poza wymiar społeczny, nieuchronnie tracą swój fundament empiryczny. Na gruncie KMP zaś, podejmuje się próbę rekonstrukcji społecznego mechanizmu funkcjonowania tych kategorii. W opinii Zybertowicza KMP wydaje się być bardziej pojemny i elastyczny niż OMP. Z perspektywy tego pierwszego można min. spróbować wyjaśnić sytuacje poznawcze, z którymi OMP sobie nie radzi oraz wskazać na przyczyny tego stanu rzeczy – Zybertowicz, op. cit., s. 69-71. – zob. także rozdział V, który szczegółowo omawia owe problemy.

[8] Ciekawym uzupełnieniem czy może potwierdzeniem intuicji Łotmana mogą być słowa S. Tyler’a, choć wypowiedziane w nieco innym kontekście. Otóż konfrontując modernizm i post-modernizm Tyler zauważa bardzo charakterystyczną dla świadomości modernistycznej cechę, na którą zwraca uwagę także Łotman: .Modernizm stanowczo – pisze Tyler – twierdzi, że istnieją, a przynajmniej mogłyby istnieć, czy też wreszcie powinny istnieć, REGUŁY służące jako KRY-TERIA RACJONALNYCH OSĄDÓW. Wiemy jak wiedzieć, postępować i wierzyć, jeśli znamy podstawowe reguły i stosujemy się do nich. (…) Postmodernizm zauważa jedynie, że najczęściej albo formujemy swoje osądy nie korzystając ze ściśle określonych kryteriów, albo wymyślamy swoje kryteria post factum. Reguły i kryteria są nie tyle koniecznym drogowskazem dla działań, wiedzy i wiary, ile ich uzasadnieniem i usprawiedliwieniem a-posteriori. – Tyler S. A., Przed-się-wzięcie post-modernistyczne, [w:] Amerykańska antropologia postmodernistyczna, wybór i redakcja M. Buchowski, Warszawa 1999, s. 70.

[9] Interesujące w tym kontekście może być pytanie o to, czy stawiając w ten sposób zagadnienie Łotman zachęca do pisania tzw. ‘historii alternatywnych’? Jak wynika z dalszej części pracy odpowiedź wydaje się być pozytywna – por. np., s. 100.

[10] J. Pomorski pytając o to, czym jest dla metodologa historiografia, stwierdza, iż jest ona zapisem sposobów radzenia sobie z teraźniejszością i przeszłością historyka (historyków/paradygmatu). Historiografia w takim kontekście stanowi świadectwo tego w jaki sposób radzili sobie z własnym światem, własną przeszłością i teraźniejszością, treści, które jej przypisywali są, jak by powiedział J. Pomorski, zapisem ich społeczno-subiektywnego doświadczania świata – por., Pomorski J., Historiografia jako autorefleksja kultury poznającej, [w:] Świat Historii, red W. Wrzosek, Poznań 1998, s. 377.

[11] W. Wrzosek zauważa, że (…) metafory dominujące w danej kulturze, w tym te które fundują daną dziedzinę nauki, w pewien sposób modelują dziedzinę badaną. I dalej (…) dzięki głębokiemu zakorzenieniu w kulturze neutralizują się , wreszcie obiektywizują w myśleniu interpretatora. Oznacza to, że w nie kontrolowany sposób sterują interpretacją zjawiska (…), narzucają więc określone rozpoznanie świata (…). – Wrzosek W., Historia, kultura, metafora, Wrocław 1995, s. 44. Tak postrzegane metafory uczestniczą nie tylko w sferze literackiej języka, realizują nie tylko funkcje strukturalne, lecz również stanowią podstawę postrzegania świata, myślenia o nim i konkretyzowania jego obrazów. A co za tym idzie, tak w sferze treści jak i języka, odgrywają rolę istotną i w efekcie decydują/wpływają na realizowaną wizję przeszłej rzeczywistości. Będąc środkiem poznania określonej rzeczywistości historycznej, uczestniczą w procesie budowania rzeczywistości społecznej, politycznej i kulturowej. Organizując sposób postrzegania i myślenia o przeszłości, narzucają określone rozpoznanie świata. Jako metafory skonwencjonalizowane, uległe „obiektywizacji”, pretendują do ukazywania rzeczywistości historycznej w kategoriach prawdy i fałszu. Metafory, zbiory metafor przenikając do narracji historycznej, stają się narzędziami konstruowania świata (przeszłości).

[12] Wypowiedz ta wyraźnie przypomina używaną przez W. Wrzoska koncepcję tzw. ‘losu metafory’. Przyglądając się losom refleksji nad metaforą Wrzosek przyjmuje, że wyrażenie staje się metaforą gdy uruchamia proces tworzenia się zespołu implikacji skojarzeniowych miedzy semantykami przedmiotów, podkreśla przy tym, że implikacje owe muszą być zaakceptowane przez wspólnotę językową, w której obrębie proces ten zachodzi – Uznanie początku interakcji interpretacyjnej za narodziny metafory prowadzi, jego zdaniem, do uznania ustania interakcji interpretacyjnej za kres istnienia metafory – i wtedy mamy do czynienia, co przyjmuje za P. Ricouerem, z tzw. metaforą martwą – Wrzosek W., op. cit., s. 35-36. Formułując ideę metafory historiograficznej, Wrzosek wysuwa tezę, iż historia kultury może być w pewnych okolicznościach tożsama historii metafor, którymi kultura owa operuje. W tej perspektywie, twierdzi celem epistemologii historii byłoby poszukiwanie, odkrywanie oraz wyjaśnianie genezy i roli metafor tworzących bazę interpretacyjną danej nauki historycznej, a więc w szczególności rekonstruowanie i interpretowanie genezy oraz funkcji metafor historiograficznych konstytuujących wizję świata i człowieka. – Wrzosek W., Metamorfoza metafor, „Historyka”, 1994, t. XXIV, s. 5, por. także – tenże, Historia, kultura, metafora, Wrocław 1995, s. 36.

[13] Przykładem jest dla Łotmana metafora ‘wybuchu’: w XVIII-XX wieku – pisze – proces historyczny postrzegany był jako realizacja pewnej metafory: procesy socjokulturowe znalazły się pod wpływem obrazu wybuchu nie tyle rozumianego w sensie filozoficznym, lecz w potocznym kontekście związanym z wybuchem prochu, dynamitu lub jądra atomowego. Wybuch jako zjawisko fizyki, dające się jedynie metaforycznie przenieść na inne kulturowe procesy, został utożsamiony w oczach współczesnego człowieka z ideami zniszczenia i stał się symbolem destrukcji. Ale gdyby u podstaw naszych wyobrażeń dnia dzisiejszego znajdowały się takie skojarzenia jak epoka wielkich odkryć, Renesans lub w ogóle sztuka, to pojęcie wybuch bardziej by przypominało takie zjawiska jak narodziny żywej istoty lub wszelkie inne twórcze przetworzenie struktury życia. [s. 39].

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–

Comments are closed.