Dla Rynu, małego, prowincjonalnego miasteczka, w którym toczyć się będzie historia osadzona w przedostatniej dekadzie PRL, rok 1970 był szczególnie ważny, podobnie jak dla całych Mazur i dla wielu innych ziem pozyskanych przez Polskę po drugiej wojnie światowej. W Rynie przygotowywano wtedy między innymi festyn wodniacki dla uczczenia dwudziestopięciolecia „zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami” i jubileuszu powrotu „Ziem Północnych i Zachodnich do Macierzy” (Nowicki, 1970, 48)[1].

Dwadzieścia pięć lat to całkiem sporo, jednak w świetle ryńskiej kroniki z lat 1970-1972, prowadzonej od lat pięćdziesiątych XX wieku przez Albina Nowickiego, tutejszego działacza społecznego, nauczyciela i krzewiciela idei małoojczyźnianej, wszystko dopiero się zaczyna lub ma zacząć, jest wciąż jeszcze niedokończone i świeże, w fazie nieustannego przygotowywania, postulowania i planowania. O tym samym niemal projektowaniu zagospodarowania, potencjalnych kierunkach rozwoju miasta, ale i związanych z nim problemach, przeczytamy zarówno we wklejanych przez Nowickiego w kronikę dokumentach z posiedzeń Miejskiej Rady Narodowej z roku 1971, jak i w zbieranych przez autora wycinkach z prasy z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych: „Współczesny nam świat rozwija się tak szybko, że nie można właściwie dostrzec jakichkolwiek zmian dziejących się w sposób przyrodniczo-naturalny. I właśnie w Rynie mamy pod tym względem swego rodzaju osobliwość. Nic tu się nie zmieniło od stuleci i zakole jeziora, nad którym miasto leży, zaatakowało najbliższe domy i drogę biegnącą do brzegu. Najwidoczniej stopniowo podnosi się poziom wody. Ale chyba nie przyrodniczy ewenement przesądził o tym, że mieszkańcy Rynu w sile dwóch tysięcy osób, podjęli mocną decyzję: nasze miasto nie będzie obiektem muzealno-archeologicznym ani też poglądowym przykładem braku geologicznej równowagi na Ziemi. I zabrali się do roboty” (Nowicki, 1970-1971, 180)[2].

Bulwar, twarde nawierzchnie, neonowe oświetlenie, basen kąpielowy – te inwestycje już wtedy były w planach, dodajmy, niezrealizowanych planach, aktualnych wciąż w latach siedemdziesiątych. O zamku – największym, ale niszczejącym, zabytku historycznym i głównej, pokrzyżackiej atrakcji turystycznej miasteczka, już wcześniej pisano: „– Ten zamek będzie wkrótce tak wykorzystany, jak słynne zamczysko frankofońskie – zauważamy – po których latem włóczy się francuska młodzież […]”(Nowicki, 1970-1971, 180), a w przedostatniej dekadzie PRL prospektywno-performatywny ton artykułów uległ naprawdę minimalnym modyfikacjom.

Wraz z kroniką ryńską Nowickiego wkraczamy więc w lata siedemdziesiątych jako dziedzictwo uciążliwej przeszłości, wraz z powracającymi lejtmotywami, jakie stanowią miejsca problematyczne, wciąż tak samo i niezmiennie wpisywane na listę zadań do wykonania w raczej nieodległej przyszłości. Już w latach sześćdziesiątych przewidywano między innymi zagospodarowanie ścieku nad jeziorem Ryńskim, stanowiącego smutną pozostałość po działającym tu dawniej młynie, a także stawu „Mateuszek” w okolicach zamku. W maju 1970 roku, tuż przed otwarciem sezonu turystycznego, „jezioro «Mateuszek»” już jest częściowo pożądkowane” (Nowicki, 1970, 90)[3], władze czekają jedynie na przydzielenie spychacza, żeby dokończyć prace, w pobliżu planuje się „zrównanie wysypisk i nawożeń na przyszłym Placu Wypoczynku i zabaw dzieci” (Nowicki, 1970, 97). W raporcie po zakończeniu sezonu Nowicki notuje jednak odnośnie do „stawu młynowego”, że „ścieki nadal cuchnęły, napełniając powietrze niemiłą wonią” (Nowicki, b.d., 89).

Dziedzictwo przeszłości dotyczy zarówno spadku po poprzednich dekadach PRL: projektów niedokończonych lub planowanych, ale wciąż nawet nie zaczętych, jak i spadku po czasach przedwojennych. Notatki prasowe zebrane przez Nowickiego wpisują się czasem w istniejącą od dawna tradycję, miesięcznik „Warmia i Mazury” powołuje się na przykład na panujące już w 1935 roku przekonanie, że Ryn to „miasto z wyrokiem”, skazane na śmierć ze starości (Nowicki, 1969/1970, 181).  Czarna legenda z czasów niemieckich była poręcznym argumentem pozwalającym wyjaśnić opłakany stan miasta spowodowany powojennymi zaniechaniami, ale stanowiła też wyjątkowo mocny akt performatywny, pobudzający do działania zdejmującego z miasta niemiecką klątwę. „Coś mi się zdaje, że mieszkańcy Rynu przerwą wreszcie trwającą od 2 wieków złą passę miasta, rozpoczętą przez rotmistrzową von Kotze” (Nowicki, 1958-1959, 115)[4] – pisał dziennikarz w 1959 roku w poincie artykułu przedstawiającego raczej mało optymistyczny krajobraz miasteczka pełnego jednak wielkiej chęci działania mieszkańców, a zwłaszcza jednego z nich – Albina Nowickiego.

Wśród wycinków prasowych i sprawozdań z posiedzeń Rady Miasta, zgromadzonych przez kronikarza Rynu, szczególne miejsce zajmują te, które dotyczą planowania związanego z rozwojem turystyki w regionie: ogłasza się więc konkursy w celu poprawienia obsługi turystycznej, jeden z nich, Mistrz Gospodarności, w edycji z 1970 roku kładł szczególny nacisk na urządzenia sportowe, gospody, stworzenie sieci kwater, oryginalne potrawy. Snucie pełnych zapału planów znakomicie odpowiada klimatowi epoki modernizacji, a jednocześnie dotkliwie zdaje sprawę z tego, czego najbardziej brakowało. W maju, według „Informacji w zakresie przygotowania do sezonu turystycznego Gminnej Spółdzielni «Samopomoc Chłopska» w Rynie w roku 1970”, wszystko idzie już ku lepszemu, a szanse na poprawę infrastruktury rosną: jest już „baza żywieniowa”, czyli jedna restauracja (84 stoliki, 5 wydzielono dla mieszkańców miasta), jeden bar, bufet sezonowy, kiosk Szarotka, ponadto planuje się „rozebranie szpetnych budyneczków” (Nowicki, 1970, 48) , upatrując w tym działań na rzecz rozwoju miasta i wzrostu jego atrakcyjności dla turystów. Wśród tego, co przeznaczone do rozbiórki i uprzątnięcia, są między innymi ruiny po byłym, szesnastowiecznym kościele ewangelickim, który częściowo spłonął w latach 1940-1945 i nigdy nie został poddany odbudowie. Ten projekt zakończył się połowicznym sukcesem już w 1971 roku, ponieważ wtedy zapadła ostateczna decyzja władz o rozbiórce ruiny, ale już kilka lat później stanął w tym miejscu nowoczesny obiekt turystyczny, betonowy zajazd z równie wybetonowanym parkingiem, funkcjonujący do dziś naprzeciw cmentarza miejskiego z zabytkową, ewangelicką częścią. Dziś jedynie proksemika poparta wiedzą o tradycyjnej zabudowie miast pozwala domyślać się przyczyn takiego egzotycznego sąsiedztwa. Ogólnie więc Ryn prezentuje się nie najgorzej, przynajmniej w świetle prasowych pochwał i laurów w konkursach, choć wiele pozostaje jeszcze do zrobienia i dokończenia – czasu jest sporo, cała przyszłość…

Na fotografii zamieszczonej w „Gazecie Olsztyńskiej” z 1970 roku przedstawiono świeżo wybudowane, nowoczesne osiedle bloków, jeden z nich wyraźnie przysłania widoczny w tle pokrzyżacki zamek. „Ryn pięknieje z roku na rok. Co prawda nasze zdjęcie przedstawia najnowszą dzielnicę miasta, ale stare, wysłużone budynki też prezentują się schludnie” (Nowicki, 1970, 143) – głosi podpis. W narracji o nowoczesności tamtej epoki, z trudem mieści się to, co stare.

[Fot. 1] „Ryn: fragment miasta nad młynem i jeziorem Ryńskim”. Taki podpis pod swoją fotografią, przedstawiającą zaniedbaną, starą zabudowę miasta Nowicki zamieścił w Kronice Rynu (Ryn i jego region naszych czasów, tom X, s. 2). Fot. Agnieszka Karpowicz. Ze zbiorów Biblioteki Publicznej w Rynie.

Określenie „co prawda” wyraźnie wskazuje na logikę, według której to, co nowe, jest piękne samo w sobie i w sposób naturalny, a „wysłużone budynki” są w oczywisty sposób nieładne, w najlepszym wypadku można to ukryć nadając im schludny wygląd lub maskując świeżą budowlą, jak w przypadku osiedla wybudowanego na wzgórzu przy ówczesnej ulicy Armii Czerwonej.

Na Mazurach kłopot z tym, co stare, wzmacnia oczywiście kwestia niemieckości (w tym krzyżackości) wszelkich pozyskanych zabytków architektury, ale i budynków mieszkalnych, pozbawionych łazienek, ogrzewanych dzięki paleniu w piecach. Z jednej strony, muzealno-archeologiczne dziedzictwo Rynu jest czymś niepożądanym w dwójnasób, zaświadcza o jakże wstydliwym zacofaniu i jeszcze bardziej niechcianej, pruskiej przeszłości zdecydowanie przedstawianej jako niemiecka i hitlerowska. Z drugiej strony, narracja Nowickiego montowana z dokumentów i artykułów prasowych, wzmianek i wywiadów z  ryńskim kronikarzem, wciąż krąży wokół pokrzyżackiego zamczyska i lokalnej historii jako tego, co ma ogromny potencjał turystyczny, ten zaś jest przez Nowickiego dostrzegany i wyraźnie definiowany bardzo współcześnie, jako siła pociągowa rozwoju miasteczka i poprawy standardów życia jego mieszkańców.

Oczywiście to, co rozumie się przez infrastrukturę turystyczną, znakomicie oddaje ówczesne, a nie współczesne, sposoby definiowania pojęć takich jak turystyka i sama nowoczesność. Marzy się, aby postawić tablicę informacyjną, że zamek jest obiektem historycznym objętym ochroną prawną, oświetlić wjazd do zamku i zabytkowe korytarze, wygospodarować na parterze miejsce na ustępy, przy wejściu sprzedawać lody i inne produkty mleczne w specjalnym pawilonie. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, by idąc z duchem czasów, na zamkowym wzgórzu postawić nieprzystające do muzealnej architektury osiedle bloków mieszkaniowych, którymi chwalono się w prasie utożsamiając nowe z pięknym. Co znamienne, właśnie w maju 1970 roku w granice miasta włączono PGR-owskie osiedle czteropiętrowych bloków postawione na dalekich (jak na małomiejskie warunki) obrzeżach Rynu na „Bykowie” (ta lokalna nazwa odsyła do pierwotnej funkcji tutejszych łąk i pól).Podpisy pod zdjęciami świeżutkich bloków przy dzisiejszej ul. Olsztyńskiej (wtedy Obrońców Stalingradu) w odległym od Rynu o dwadzieścia km i bardziej znanym kurorcie Mazur również głoszą: „Giżycko, stolica naszych sportów wodnych, staje się coraz piękniejsze. Oto nowe bloki przy ul. Olsztyńskiej” (Nowicki, 1970a, 60 [podkreślenie – AK]); ”Mekka wodniaków – Giżycko. Tętniące w lecie gwarem turystów miasto, leżące między dwoma wielkimi jeziorami Niegocińskim i Mamrami w połowie września wyludnia się, ucisza, odpoczywa. Ale dobrze wspomina się tu wodniaków i turystów, bo przecież m. in. dzięki nim miasto rośnie, bogaci się, wznosi takie oto piękne bloki mieszkalne z bogatym zapleczem handlowo-usługowym” (Nowicki, 1970a, 61 [podkreślenie – AK]).

Co znamienne, w prasie krążą zdjęcia tego samego osiedla mieszkaniowego, ale fotografowanego z różnych perspektyw. Aktualna architektura bywała tam jednoznacznie kojarzona z wielkomiejskością: „W centrum Giżycka wyrosły nowe, 3-piętrowe bloki mieszkalne. […] Ulica warszawska nabrała wielkomiejskiego wyglądu” (Nowicki, 1970a, 62). Cieszono się z rozwoju budownictwa mieszkaniowego w PGR-ach i z tego, że powstają „inne nowoczesne urządzenia” (Nowicki 1970, 54). W 1971 roku planuje się ukończenie rozpoczętej dwa lata wcześniej budowy nowego, betonowego motelu (pokoje z garażami) nieopodal ruiny nieużytkowanego zamku krzyżackiego w Giżycku (Nowicki, 1970a, 61). Wiosną 1971 roku miała powstać w Wilkasach, leżących 5 km pod Giżyckiem i 15 km od Rynu, nowa restauracja Na Górce. Faktycznie, wkrótce na wilkaskim wzgórzu z widokiem na jezioro Niegocin stanął wielki, betonowy zakład gastronomiczny Skarpa. Wynika z tego wyraźnie, że chętniej, łatwiej i z większym rozmachem tworzy się nowe budowle niż remontuje czy restauruje stare.

W ryńskim zamku co prawda działał przez chwilę dom wycieczkowy PTTK, a także otwierano na sezon restaurację,  ale od wewnątrz budowla była już mocno zagrożona przez „grzyb domowy i owady z grupy szkodników technicznych” (Nowicki, 1970, 52). Zamek odziedziczono po 1945 roku wraz z długą historią licznych niepowodzeń: „Podczas wojny polsko-krzyżackiej (pruskiej), w 1520 roku, wojska mazowieckie pustoszyły wsie w okolicach Rynu, nie oszczędzając nawet kobiet i dzieci. W 1. połowie XIX wieku zamek stał pusty i niszczał nie znajdując nabywcy” (Bieszk, 2010, 10). Dodajmy spalenie krzyżackiej budowli w 1656 roku przez Tatarów, pożar z 1881 roku i przebudowę w stylu neogotyckim, następnie przeznaczenie zamku na magazyn wojskowy, a później więzienie. W artykułach z epoki wydobywa się właśnie ten nieszczęśliwy aspekt zamkowej historii, lata jego pruskiego i niemieckiego zaniedbywania. Jednocześnie wciąż nie wiadomo też, co i w jaki sposób ostateczne z nim zrobić.

W protokole z Sesji Miejskiej Rady Narodowej w Rynie z 26 maja 1970 roku czytamy: „Remont zamku – brak ludzi i drzewa” (Nowicki, 1970, 90). Remont zamku zajmuje szczególne miejsce w narracji Nowickiego, jest wyraźnie jego idée fixe i pod kątem tej historii autor dobierał większość materiałów w kronice, ponieważ to on właśnie był jednym z najzagorzalszych, jeśli nie jedynym, orędownikiem projektu polegającego na osnuciu promocji miasta wokół tej budowli, od kiedy zamieszkał w Rynie (Nowicki na Mazury trafił po raz pierwszy z powiatu chełmińskiego, kiedy został wcielony do pruskiej armii w 1914 roku, ale na stałe i z wyboru osiadł tu dopiero w 1952 roku, po ucieczce z niemieckiego więzienia i wstąpieniu na ochotnika do Armii Czerwonej w 1944 roku, a także pobycie na Śląsku i Pomorzu).

W istocie chodziło może nie tyle o brak drzewa na zalesionych Mazurach, ile o trudny wybór, na co  przeznaczyć pieniądze i surowce: na remont zamku lub mieszkań w starych, poniemieckich, dziewiętnastowiecznych kamienicach czy też stworzenie nowych osiedli. Dodatkowo, jak tłumaczą władze, Ryn nie został objęty planem budownictwa spółdzielczego na lata 1970-1975, z funduszy awaryjnych wygospodarowano środki na budowę jednego tylko bloku mieszkalnego. Być może chodziło w tej decyzji o to, że sytuacja mieszkaniowa teoretycznie nie była tu wcale najgorsza, dwadzieścia pięć lat wcześniej pozyskano miasto zniszczone jedynie w około 30 procentach (Dudzińska, 1983, 190; por. Szyfer, 1982). Wydaje się jednak, że nikt nie dostrzegał potencjału w starych budynkach, podobnie jak w przypadku poniemieckich dworków zamienianych po wojnie na magazyny lub miejsca szkoleń dla traktorzystów, a następnie niszczejących i pozostawionych samym sobie i naturze, tak wszechmocnej na Mazurach, że wbrew logice nowoczesności „zakole jeziora, nad którym miasto leży” może zaatakować „najbliższe domy i drogę”.

W bataliach Nowickiego o zamek i ciągłym odkładaniu remontu przez władze widać wyraźnie ambiwalencję w traktowaniu zabytku, tę samą, która pozwala bez skrupułów zestawiać nowoczesną wielką płytę z wiekową cegłą, ze wskazaniem zdecydowanie na tę pierwszą. Projekt modernizacyjny lat siedemdziesiątych w sposób widoczny spycha na drugi plan muzealno-archeologiczny potencjał miasteczka. Ze zderzenia narracji prasowych z narracją Nowickiego, która została z nich zmontowana, ale też tą, którą on sam wprowadzał do prasy w wywiadach, funkcjonując też trochę jako „ciekawy człowiek” „dyżurny ekscentryk” z Rynu, wyłaniają się obrazy dwóch miasteczek. Tę samą dwoistość można dostrzec w podpisach pod fotografiami Giżycka. Jedno miasto ma charakter turystyczny, ma przyciągać przyjezdnych i być skrojone na ich miarę. Drugie miasteczko służy mieszkańcom: trzeba w nim remontować stare domy, budować szkoły i ośrodki zdrowia. Te dwa miasta spotykają się ze sobą jedynie w sezonie, kiedy turyści zostawiają pieniądze pozwalające dalej funkcjonować mieszkańcom, a zwłaszcza wznosić „takie oto piękne bloki mieszkalne z bogatym zapleczem handlowo-usługowym”. Oczywiście to one ostatecznie stanowią o zadbanym, nowoczesnym charakterze terenu, który potem zwiedzają turyści, a jednocześnie to nie one mają przyciągać do zwiedzania mazurskich miast, lecz stare zamki i natura. Co znamienne, nie pojawia się tu wątek rekonstrukcji dawnej tkanki miejskiej ani pomysł stawiania budynków stylistycznie odpowiadających tym tradycyjnym, które niszczeją w zastraszającym tempie, ale jednak istnieją i można je użytkować.

Podobną ambiwalencję, jak w przypadku stosunku do zabytków, można dostrzec w sposobie traktowania przyrody. Z jednej strony, przedstawia się ją jako atut turystyczny, przyciąga przecież wodniaków i letników. W latach siedemdziesiątych nie straszy się już – jak dwie dekady wcześniej – jej niebezpieczeństwami (żmijami w lasach, utonięciami w jeziorach), lecz buduje nowoczesne ośrodki, campingi, domki letniskowe. Jednak na przykład inwestycje w przemysł w ogóle nie są traktowane w tej narracji jako niespójne z takim właśnie, „naturalnym” wizerunkiem regionu. Ta logika, wewnątrz której wielkie kombinaty i fabryki elementów betonowych (Nowicki, 1970a, 104-105), pejzaże przemysłowe z dymiącymi kominami i ściekami rolno-produkcyjnymi odprowadzanymi do jezior (jednocześnie przyciągających żeglarzy i plażowiczów), mogą współistnieć bez kolizji z turystycznym rajem czy wręcz rezerwatem turystyczno-wodniackim, wydaje mi się symptomatyczna dla lat 70. Nie chodzi tu tylko o znany problem socjalistycznej wiary w człowieka jako zwycięsko podporządkowującego sobie, ujarzmiającego i cywilizującego to, co dzikie i związane z siłami natury (Panasiuk, 1993, 11-19), mogącego jednocześnie w sposób nieograniczony te siły wykorzystywać i eksploatować.

W tym świecie jest oczywiście miejsce na rośliny: artykuł wklejony przez Nowickiego prezentuje na przykład nowo wybudowany w Giżycku klockowaty dom handlowy Saga, naśladujący wielkomiejskie centra lat siedemdziesiątych, pod nim znajdziemy inną notatkę, zatytułowaną „Mieszkańcy Giżycka szanują zieleń i kwiaty”. Uporządkowane klomby i okiełznane, schludne kwietniki są lepsze i nowocześniejsze niż zarośnięte i dziczejące ścieżki spacerowe wokół jeziora Ołów czy prowadzące nad Niegocinem z Giżycka do Wilkas. Musimy też spróbować zrozumieć fakt, że ówczesna estetyka beton – oznaczający twarde podłoże zamiast błota – uznawała za ładny i nowoczesny, ludzie w Rynie chętnie przeprowadzali się wtedy ze wsi i „szpetnych budyneczków” do nowych, funkcjonalnych mieszkań w blokach, z wannami, ciepłą wodą, centralnym ogrzewaniem, „chcąc się odciąć od niedawnej «wiejskości»”, wskazywali na „uciążliwość gospodarstw rolnych dla miasta” (Szyfer, 1982, 79). Rozmówca Anny Szyfer, która w latach osiemdziesiątych prowadziła badania etnograficzne na temat zmiany struktury społecznej w małych miasteczkach na przykładzie Rynu, mówił wprost: „[…] to się z nami liczyli, a teraz to my już są źli, że to tu miasto, a my rolnicy, że smród z gospodarstwa i psuje powietrze” (Szyfer, 1982, 79). Może to poniekąd wyjaśniać, dlaczego w podsumowaniu „Po sezonie turystycznym w Rynie” (Nowicki, b.d., 88-89) w kronice Nowickiego pojawiło się wiele minusów: co prawda nie zabrakło towarów takich jak chleb, ale narzeka się na marne zaopatrzenie w ryby, warzywa i owoce, a także brak w ofercie miasta rejsów parostatkiem. Kolejny paradoks polega na tym, że w tradycyjnie rolniczym Rynie, okolonym wioskami i PGR-ami, w którym ludzie dość powszechnie wtedy uprawiali ogródki działkowe i dzierżawione pola, a także hodowali kury, świnie czy króliki, doskwiera brak zaopatrzenia w płody rolne. Naturalny potencjał: muzealno-archeologiczny i przyrodniczy (dwa jeziora, w tym jedno mające połączenie ze Szlakiem Wielkich Jezior Mazurskich, po którym z powodzeniem mogłyby pływać statki) i rolny, są pomijane i niewykorzystywane. Ceni się zaś amury, ponieważ „wyhodowano już okazy, których waga przekracza 5 kg. Są tłuste niczym prosiaki” (Nowicki, b.d., 88-89), co skłania do entuzjastycznego, dalszego zarybiania. Rolnictwo, turystyka (w tym historyczna, nie tylko wodna) i przemysł wyraźnie współistnieją, ale tak, jakby jedna gałąź miała nikły wpływ na drugą. Wszystkie mają rozwijać się obok siebie celowo i według prawideł postępu, są więc nakierowane na jeden, wspólny cel, jakim ma być ogólna poprawa i polepszenie. Dopiero później, w latach osiemdziesiątych, zaczęto zamykać plaże miejskie ze względu na stan zanieczyszczenia wody.

Musimy jednak sobie uzmysłowić, że turyści chętnie przebywali w betonowych ośrodkach turystycznych, w których wielka płyta prowadziła aż do samego jeziora, ułatwiając podjazd i wodowanie łodzi; metalowe, dziś już rdzewiejące, wykończenia pomostów i przystani lśniły wtedy czystością i nowością. Wystarczy w tym miejscu być może przywołać biografię jednej, nieżyjącej już rynianki, by uzmysłowić sobie, że poprawa w latach siedemdziesiątych mogła być odczuwalna, a epoka uznawana za bardzo nowoczesną, wygodną i czystą. Mam tu na myśli kobietę, która wychowała się pracując na roli w Baranowiczach pod Mińskiem, jako nastolatka została wywieziona na Syberię, następnie wraz z 1 Dywizją Piechoty im. Tadeusza Kościuszki (ponieważ, zwyczajnie, nie zdążyła uciec zaciągając się do Armii Andersa) jako spadochroniarka wróciła do Polski i osiedlona najpierw w gospodarstwie pod Reszlem trafiła wreszcie do czystego i nowego mieszkania w Rynie, w bloku z lat sześćdziesiątych, z wszelkimi wygodami, balkonem, widokiem na jezioro, dostając schludną pracą przy produkcji szczotek w miejscowym zakładzie pracy.

Oczywiście, była to realizacja dość spójnej wizji porządkowania terenu, metalowo-betonowej, zgodnej skądinąd z estetyką przemysłową; realizacja czaso- i kosztochłonna, postępująca powoli, ale konsekwentnie według najnowszych kanonów i standardów. W narracji Nowickiego odnowa zamku przyciągającego turystów ma jednak wiązać się nieodzownie z poprawą bytu mieszkańców mieściny na wschodnich rubieżach kraju. W narracji władz przydzielających pieniądze logika nakazuje zaś wybierać między dobrem zamku a dobrem mieszkańców. Jednocześnie batalia o odnowienie i zagospodarowanie zabytku bardzo przypomina tę, jaka toczyła się o remont jedynego ośrodka zdrowia w Rynie, który – łącznie z izbą porodową – mieścił się długo w jednym z kamienicznych mieszkań, ale ostatecznie został wyremontowany dużo szybciej niż zamek, jeszcze w poprzedniej epoce.

W 1970 roku plany związane z przyszłością zamku osiągnęły apogeum. Podziemie udostępniono zwiedzającym, a w artykule Miasto z wyrokiem czytamy, że apetyty wciąż rosły: „Prez. MRN śni się po nocach Muzeum Rybactwa Śródlądowego z olbrzymimi akwariami z bieżącą wodą… Monte Carlo i zaledwie kilka innych miast na świecie może się  czymś takim poszczycić. A nie są to wcale mrzonki” (Nowicki, 1969/1970, 181).  Na dowód podaje się różnicę poziomów między jeziorami (około 9 metrów), między którymi leży miasteczko, dzięki czemu dawniej możliwe było napędzanie i działającego tu młyna, i tartaku. Oczami wyobraźni już widziano dorodne szczupaki i okonie pływające w wielkich akwariach ku uciesze turystów.

Jednak od 1971 do 1977 roku w zamku niewiele się zmieniało, chociaż rok później oficjalnie przyjęto wreszcie na posiedzeniu Komisji Powiatów PZPR koncepcję Albina Nowickiego, o której rozmawiano już od początku lat 60.: obiekt docelowo ma pełnić funkcję tylko turystyczną. Wciąż w sezonie letnim działała w nim jedna restauracja w piwnicach. Przed utworzeniem tam więzienia – zgodnie z dawnym przeznaczeniem zamku – Ryn uchroniło jedynie to, że nie miał stacji kolejowej, a najbliższa oddalona była aż o dwadzieścia km. Zamek nie gościł też ostatecznie szpitala psychiatrycznego, choć były takie plany, ale użytkowało go wiele innych instytucji, w tym władze miejskie i Urząd Stanu Cywilnego, GS „Samopomoc Chłopska”, Państwowy Ośrodek Maszynowy, zakłady produkcyjne, m. in. zakład Zorza zatrudniający osoby niewidome, ale też przeznaczany był na siedzibę instytucji kulturalno-oświatowych: świetlicy i stołówki szkolnej, biblioteki, dzięki uporowi Nowickiego-samozwańczego kustosza nieistniejącego muzeum w jednym z pomieszczeń znalazły się eksponaty gromadzone przez niego i młodzież, którą opiekował się jako pedagog (wieloletni nauczyciel i dyrektor ryńskiej szkoły). Działacz społeczny zmarł w tym samym roku, w którym „zadekretowano” wyłącznie turystyczną funkcję zamku i jego kronika tu się urywa. Notatka „Po sezonie turystycznym w Rynie” (Nowicki, b.d., 72) zawiera raczej smutne podsumowanie: ogródka jordanowskiego nadal brak, podobnie jak sklepu wodno-turystycznego i takiego też zaplecza, zamek przypomina już prawie gruzowisko, jedna z jego części jest niedostępna ze względu na to, że przebywanie w niej grozi niebezpieczeństwem, wciąż brakuje też szaletów czy kiosku z napojami na plaży, w mieście nie ma przewodników (dotychczas po nieistniejącym lub istniejącym prowizorycznie zamku-muzeum oprowadzał samozwańczo i społecznie tylko jeden człowiek – sam Albin Nowicki – uprawiający w zasadzie przez większą część swojego życia wirtualną turystykę historyczną bez pełnoprawnego zabytku).

Jednak historia zamku i projektów jego zagospodarowania – wciąż ta sama – trwała jeszcze długo, bo do początku lat 2000, kiedy zaczął funkcjonować jako luksusowy hotel, jedynie dekady wyznaczone na realizację zamierzeń zmieniały się jak w kalejdoskopie. W latach siedemdziesiątych planowano, że około 1980 roku  zamek i centralny dla Rynu, umiejscowiony na podzamczu, plac Wolności, otoczone zostaną piękną zielenią, zapowiadano otwarcie kina na wolnym powietrzu i „kręgu tanecznego” (Nowicki, b.d., 72), a także zakładów handlowych. Nieustannie usiłowano zamek przekazać w dobre ręce, ale ostatecznie nie zdecydowały się na tę inwestycję ani zakłady Ursus, ani warszawska spółdzielnia, która miała uruchomić tu zakład produkcji pomocniczej, wykorzystujący surowce z ryńskiego tartaku. Muzeum ichtiologiczne à la Monte Carlo zmaterializowało się zaś jedynie groteskowo, w postaci działających w zamku przez pewien czas zakładów rybnych Masovia.

W 1977 roku w otwartym jednak wreszcie zamkowym muzeum – planowane było to już na połowę lat sześćdziesiątych – pojawiły się eksponaty zbierane społecznie przez Nowickiego (por. Gancewski, 2014). W 1980 roku przeprowadzono nawet sondażowe badania archeologiczne, mające potwierdzić turystyczno-historyczny potencjał zabytku. Zgodnie z zadekretowaniem nowej funkcji obiektu, pieniądze na remont zamku i uczynienie z niego obiektu muzealnego z prawdziwego zdarzenia miały przyjść z wojewódzkiego Olsztyna, w którego budżecie już zostały nawet podobno zapewnione. Niestety zmiana administracyjna z 1975 roku objęła i Ryn. Trafił on więc wraz z całymi Mazurami pod kuratelę Suwałk, które awansowały wtedy do rangi miasta wojewódzkiego i nie mogły przecież wcześniej zaplanować w budżecie takiego wydatku. Opracowania z początku lat osiemdziesiątych wciąż kończą się tym samym utyskiwaniem: „Najtrudniejszy wydaje się problem budownictwa mieszkaniowego (80% budynków jest bardzo starych i źle wyposażonych. Alarmująco przedstawia się także stan pokrzyżackiego zamku – czeka on od lat na kapitalny remont. Lepsza (częstsza i bogatsza w treści) organizacja działalności kulturalnej powinna otworzyć drogę kulturze masowej i nowoczesności” (Szyfer, 1982, 127); „Rozwój turystyki może przyczynić się do zagospodarowania zamku w Rynie. Obiekt ten nie był do 1977 roku w pełni wykorzystany. Stanowił siedzibę wielu ryńskich instytucji […]. Pomimo tak licznych użytkowników jedno skrzydło zamkowe, opuszczone przez PTTK, stało puste. Od wielu już lat zabytkowy zamek w Rynie był jednym z tych obiektów, do których odnosi się nie żartobliwe bynajmniej hasło «Zabytki na sprzedaż»”(Dudzińska, 1983, 198).

*

W pierwszej dekadzie 2000 roku „cuchnący staw młyński” został zastąpiony ceglanym budynkiem, w którym mieszczą się karczma otoczona uroczym, drewnianym płotem obsadzonym słonecznikami i sklep z delikatesowym asortymentem „bio” i „eko”. Serwuje się tu „regionalne”, oryginalne (jak planowano już w latach 70.) smaki: „Warmii, Mazur i Podlasia. […] serwująca te oryginalne dania kuchnia bazuje nie tylko na produktach pochodzących z najbliższej okolicy, ale też często z wytwarzanych w tradycyjny sposób. Rosół jest np. przyrządzany z hodowanych na wolnym wybiegu kur zielononóżek, a mąka pochodzi z młyna, gdzie do jej produkcji – tak samo jak przed wiekami – używa się kamiennych żaren. Wysublimowany rycerski smak to tylko jedna strona kulinarnego oblicza Rynu (Roik, dostęp 10.09.2016).A jeśli „regionalna” kuchnia nie wystarcza, można napić się „lokalnego” wina – wrażenie jego autentyczności mają zapewne wspomagać mikre winogrona, którymi porasta dziś młyńskie wzgórze. Znad jeziora Ryńskiego zniknęły też jednocześnie ślady po modernizacji z poprzednich dekad. Zamiast skąpo wybetonowego nabrzeża od 2013 roku Ryn ma nowoczesną, drewniano-ceglano-kamienną Ekomarinę z eleganckim, ukwieconym deptakiem. Do dyspozycji letników są: plaża nad jeziorem Ołów i urokliwa trasa spacerowa wokół niego, na której niezagospodarowanie narzekał w kronikach wielokrotnie Albin Nowicki. Ryn przystąpił też do programu Cittaslow, promującego ekologię i uroki cichych, mazurskich kurortów. Jednak w programie rewitalizacji z 2015 roku znów czytamy: „Licznie zachowała się małomiasteczkowa zabudowa Rynu z 2 połowy XIX w i z przełomu wieków XIX/XX oraz okresu międzywojennego. Mimo dużego zaniedbania wyglądu, budynki większości mają dobrze zachowaną substancję zabytkową. Znaczna ich ilość znajduje się w rejestrze zabytków” („Ponadlokalny program rewitalizacji sieci miast Cittaslow”, s. 168-169 [podkreślenie – AK]).

Faktycznie, jeszcze sporo zaułków i murków przypomina dawny klimat, rewitalizacja nie objęła wszystkich zaułków, dodatkowym problemem jest nowoczesne w latach 70. „betonowe dziedzictwo” (Basista, 2001), dziś niechciane podobnie jak za czasów Nowickiego XIX-wieczne kamienice i małe budyneczki z początku XX wieku, pełniąca rolę analogiczną do ówczesnych, wstydliwie skrywanych „szpetnych budyneczków”. Ośrodki letniskowe z pękającej miejscami wielkiej płyty kontrastują z kamienno-ceglanymi rekonstrukcjami, pudełkowate budynki dawnego przedszkola czy zakładów produkcyjnych zamkniętych po transformacji, stanowią kontrapunkt dla częściowo już odrestaurowanych i pełnych uroku, starych kamienic. Dziś w trakcie remontu jednego z budynków odsłania się wręcz na stałe i restauruje niemiecki szyld zakładu fryzjerskiego, skrzętnie ukryty pod kolejnymi warstwami farby kładzionymi podczas powierzchownych remontów w poprzednim stuleciu. Zasłania się zaś coś innego, zwłaszcza dziedzictwo lat siedemdziesiątych. Giżycki motel wybudowany nieopodal ruin długo nieużytkowanego zamku krzyżackiego przysłonięty dziś został wysokim, reprezentacyjnym, staro-nowym, bo zrekonstruowanym, budynkiem: zamczyskiem będącym już ekskluzywnym hotelem. W Wilkasach restaurację Skarpa zburzono, na jej miejscu stanął apartamentowiec dla turystów przypominający z jednej strony te, które masowo stawia się w nadbałtyckich kurortach, a z drugiej – nowoczesne (na modłę i miarę współczesności) osiedla deweloperskie.

Z programu rewitalizacji z 2015 roku wynika, że jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej: „Sektor turystyczny z roku na rok ulega rozwojowi, z pewnością tendencje do rozwoju bazy noclegowej i rekreacyjnej będą dominujące i wytyczą przyszłe źródła wzrostu dochodów gminy i jej mieszkańców” („Ponadlokalny program rewitalizacji sieci miast Cittaslow”, s. 172.). Okazuje się więc, że turystyka – wymieniana w narracjach PRL jako dodatek do innych dziedzin, które warto rozwijać – jest zasadniczo największym i niemal jedynym sektorem gospodarczym Rynu, wszystko ma być jej podporządkowane, chociaż jednocześnie autorzy współczesnego programu rewitalizacji zwracają uwagę na problemy demograficzno-społeczne, zwłaszcza bezrobocie związane z pottransformacyjnym upadkiem większości zakładów przemysłowych i PGR-ów. Tu również, jak można rozumieć, na ratunek ma przychodzić turystyka, sektor dziś zatrudniający najwięcej mieszkańców. Na pierwszym miejscu mowa jednak o sukcesie, jakim jest ryński zabytek, zamek, który wreszcie znalazł właściciela i jest obiektem w pełni turystycznym, zdawałoby się, dokładnie tak, jak pragnął tego Nowicki. Jest to jednak wrażenie pozorne.

Rzeczywiście rudera nie straszy już mieszkańców ze wzgórza, wygląda schludnie, a jej rekonstrukcja pociągnęła za sobą dalsze remonty, poprawę oferty gastronomicznej, porządkowanie dalszych części miasta, na przykład podzamcza, a także zapewnienie przez zamkowych inwestorów wszystkim instytucjom miejskim, w tym bibliotece, schludnych i przytulnych pomieszczeń w nowo powstałym – stylizowanym na podzamkową architekturę! – budynku. Gdyby zaryzykować dookreślenie charakteru współczesnej nowoczesności i tego, co jest za nią uznawane – w odróżnieniu od betonowo-metalowej, monumentalnej nowoczesności lat 70. – kierując się przykładem Rynu, można uznać, że oznacza ona w znacznej mierze i paradoksalnie w stosunku do samego pojęcia „modernizacja” rekonstruowanie, budowanie czegoś nowego w taki sposób, aby dawać wrażenie starości, zabytkowości[5]. Przykłady miast już wcześniej niż Ryn lepiej rozwiniętych turystycznie, takich jak Wilkasy czy Giżycko, świadczyłyby jednak również o stałej tendencji utożsamiania nowoczesnego z tym, co wielkomiejskie (dziś np. naśladowanie deweloperskich osiedli czy architektury centrów handlowych). W Rynie nawet staw „Mateuszek” został już zagospodarowany, prowadzi przez niego drewniana kładka, dzięki której rzesze turystów mogą przedostać się na plac piknikowy z wiatami, aby co roku wziąć udział w Festiwalu Kultury Średniowiecza Masuria, obejrzeć konne i piesze turnieje rycerskie, spektakle i parady historyczne albo nauczyć się fechtunku czy tańców dawnych.

Nadal nie ma tam jednak ogródka jordanowskiego, o jakim marzył Nowicki. W zamku zaś nie działa dziś żadna instytucja kulturalno-oświatowa, jest on zamkniętym, ekskluzywnym hotelem, z wydzieloną, niewielką częścią dla zwiedzających – tradycja wirtualnej turystyki historycznej jest podtrzymywana, mamy bowiem do czynienia raczej z rekonstrukcją i przebudową niż odbudową zabytku – i kilkoma gablotami na parterze, w których pokazywane są „oryginalne elementy uzbrojenia. Starosłowiańskie hełmy z X wieku, topór krzyżacki z wieku XV, czekany, włócznie, miecze – aż chciałoby się je wziąć w dłoń, zważyć, przymierzyć. […] świetności dawnych rycerskich czasów można doświadczyć, przebierając się w stroje dworskich dam, paziów i zakonnych rycerzy”(„Ryn. Z wizytą u Krzyżaków”, dostęp 10.11.2016). Eksponaty Nowickiego znalazły miejsce w skromnych, niewielkich salkach ryńskiego muzeum w budynku, w którym w PRL działało kino Łabędź (po przeniesieniu z zamku), zamknięte w czasach potransformacyjnych.

W restauracji nie ma już wydzielonych miejsc dla mieszkańców Rynu, a nawet gdyby były, ceny raczej by ich tu nie przyciągały, podobnie jak nie zachęcają do korzystania z  luksusowego spa. Z turkusowej wody rajskiego basenu zamkowego w podziemiach mogli po sezonie korzystać za darmo ryńscy emeryci, i była to chyba jedna z nielicznych  inicjatyw nowych właścicieli zamku na rzecz społeczności lokalnej. O ile nowoczesność betonowa przeznaczona była głównie dla mieszkańców (zakłady pracy, mieszkania) i odpowiadać miała na ich bieżące potrzeby życiowe, o tyle ta związana z miejską polityką rekonstrukcyjną służyć ma głównie do kontemplacji i używania, czyli ożywiania i wprawiania w ruch przez turystów.

 

Bibliografia

Niepublikowane kroniki Albina Nowickiego ze zbiorów Biblioteki Publicznej w Rynie

Nowicki, Albin; 1958-1959, Kroniki Rynu, tom VII.

Nowicki, Albin; 1969/1970, Kronika ryńska. Teczka ryńska. Sprawy regionalne, R. VII.

Nowicki, Albin; 1970, Kronika ryńska. Teczka ryńska.

Nowicki, Albin; 1970 a, Kronika Rynu. Wieści o Giżycku, tom Q.

Nowicki, Albin; 1970-1971, Kroniki Rynu, tom XXXII.

Nowicki, Albin; b.d., Kronika Rynu. Ryn i jego region naszych czasów, tom X.

Inne

Bieszk, Janusz; 2010, Zamki Państwa Krzyżackiego w Polsce, Warszawa: Bellona.

Basista, Andrzej; 2001, Betonowe dziedzictwo. Architektura w Polsce czasów komunizmu, Warszawa – Kraków: PWN.

Dudzińska, Zofia; 1983, Historia Rynu 1945-1979, w: Irena Bernatowicz (red.), Giżycko. Z dziejów miasta i okolic, Olsztyn: Wydawnictwo Pojezierze.

Gancewski, Jan (red.); 2014, Dzieje zamku ryńskiego i okolic, Olsztyn: Mazurskie Centrum Kongresowo-Wypoczynkowe „Zamek Ryn”, Pracownia Wydawnictw Naukowych Hanna Królikowska, Oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego w Olsztynie.

Panasiuk, Ryszard; 1993, Człowiek wobec przyrody; w: Acta Universitatis Lodziensis. Folia Philosopica, nr 10 (Filozofia i ekologia. W poszukiwaniu nowego stosunku do przyrody), ss. 5-26.

Szpociński, Andrzej; 2008, Miejsca pamięci (lieux de mémoire), w: Teksty Drugie, nr 4, ss. 11-20.

Szyfer, Anna; 1982, Społeczność i kultura małego miasta. Studia na przykładzie Rynu, Olsztyn: Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie.

 

Materiały internetowe

Ponadlokalny program rewitalizacji sieci miast Cittaslow” dostęp: 27.10.2016, http://www.wmarr.olsztyn.pl/s/images/stories/Pliki/2015_06_08_Ponadlokalny_program_rewitalizacji_sieci_miast_Cittaslow.pdf .

Roik Marta,  dostęp: 10.09.2016, Ryńska twierdza smaku, http://www.slowlifepolska.pl/nr/w_numerze/rynska_twierdza_smaku.html.

Ryn. Z wizytą u Krzyżaków, dostęp 10.11. 2016, http://m.voyage.pl/hotele/3322/z-wizyta-u-krzyzakow.

 

 

Streszczenie

W artykule zestawiono dwa procesy modernizacji rejonu turystycznego Polski: z lat 70. XX wieku i współczesny. Poddano je analizie, wskazując na podobieństwa i różnice między dwoma projektami, zwracając również uwagę na kontekst ziem włączonych w granice Polski po 1945 roku. Tekst skupia się na jednostkowym przypadku małego, mazurskiego miasteczka położonego na uboczu Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Podstawą analiz historycznych są kroniki pisane i montowane z wycinków z gazet przez jednego z tamtejszych działaczy społecznych, zaangażowanego w projekt oparcia strategii promocyjnej miasteczka na pokrzyżackim zamku jako głównej atrakcji turystycznej i modernizacji infrastruktury turystycznej, promotora turystyki historycznej. Losy zamku, emblematyczne zarówno dla całego Rynu, jak i charakteru obu procesów modernizacyjnych oraz przemian kulturowych związanych z takimi kategoriami jak: „turystyka”, „przyroda”, „dziedzictwo architektoniczne”, „turystyka”, stanowią przyczynek do konfrontacji dwóch wizji nowoczesności: tej z lat 70. XX wieku i pierwszych dwóch dekad XXI stulecia.

 

Abstract

The article summarizes the two processes of modernization of the Polish touristic area: from the 70s of the twentieth century and contemporary. The analysis focuses on the similarities and differences between the two projects, paying also attention to the context of the lands included in the Polish borders after 1945. The text concerns the particular case of a small masurian town situated near by  the Route of the Great Masurian Lakes. The basis forthe historical analysis are writtenchronicles assembled from newspaper clippings by one of the local social activists and the promotor of historical tourism, who was involved in the project supporting the promotional strategy for the town of Teutonic castle as the main tourist attractions and modernization of tourism infrastructure. The fate of the castle, emblematic both for the whole Ryn, and the nature of the two processes of modernization and cultural change associated with such categories as “tourism”, ”nature”, ”architectural heritage” show two visions of modernity: the one from the 70s of the twentieth century and the one of first two decades of the twenty-first century.

 

Agnieszka Karpowicz – dr hab., literaturoznawczyni, kulturoznawczyni, adiunkt w Instytucie Kultury Polskiej UW, członkini zespołu Pracowni Studiów Miejskich IKP. Zajmuje się antropologią literatury, historią kultury XX wieku. Współredaktorka i współautorka m. in. książek w serii: „Topo-Grafie” (Lampa i Iskra Boża). Obecnie kieruje projektem PSM „Topo-Grafie: miasto, mapa, literatura” (NPRH).

 

[1] Kwerenda prasowa, z której efektów korzystam w tekście, opiera się w całości na kronikach Albina Nowickiego ze zbiorów Biblioteki Publicznej w Rynie i gromadzonych przez niego materiałach, dlatego cytaty lokalizuję, podając strony z kronik, na których pojawia się dany wycinek prasowy, oryginalne źródła i nazwiska autorów artykułów podaję jedynie w formie dostępnej w kronikach, jeśli takie informacje pojawiają się na jej kartach. Tekst jest rekonstrukcją narracji Nowickiego, będącej z kolei montażem narracji oficjalnych. We wszystkich cytatach z tego źródła zachowuję pisownię oryginalną.

[2] Wklejony artykuł: Ryn – jego mieszkańcy i podstępne jezioro, tekst: J. Olszewski, zdj. A. Marczuk, „Trybuna Ludu” nr 123, 06.05. 1963.

[3] Wklejony dokument „Informacja w zakresie przygotowania do sezonu turystycznego Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Rynie w roku 1970”.

[4] Wklejony artykuł M. Szczepański, Historia z precedensem, „Archipelag. Dodatek Społeczno-Kulturalny «Głosu Olsztyńskiego»” 17-18. I. 1959, nr 3.

[5] Może to być jeden z wymiarów współczesnej potrzeby uhistoryczniania polskiej przestrzeni publicznej (Szpociński, 2008).

Comments are closed.