„Kultura i Historia” nr 2/2002

1. Miejsce człowieka w narracji historycznej

Ludzi niewątpliwie od zawsze intrygowały zagadnienia dotyczące ich samych. Nikt poza człowiekiem nie zadaje sobie pytań o sens swego bytu i miejsce w świecie. Zagadnienia te były też szczególnym wyzwaniem intelektualnym, co poświadczają dzieła sztuki, literatury, a także dzieła filozoficzne, historiozoficzne i historiograficzne. Traktują one przede wszystkim o człowieku, jego stosunku do przyrody, kultury, świata rzeczy, absolutu, jak i do innych ludzi oraz do nas samych. Jest tak nawet wtedy, gdy lansuje się taką wizję świata, w której człowiek jest uzależniony od sił działających z ze-wnątrz. Patrzy się wówczas na niego z góry, z perspektywy Boga, ale cały czas jest on obecny. Nawet wtedy, gdy jednostka staje się, jak u Augusta Comte’a, abstrakcją, to jest obecna w dziejach. Jej los, choć tak mało znaczący z globalnej wizji świata, zapisany jest w historiach narodów, grup społecznych itd. Tłumaczy się go poprzez prawidłowości, które rządzą światem. Człowiek ciągle bierze udział w spektaklu historii, nawet gdy gra w nim drugo-, czy nawet trzeciorzędną rolę. Nie można kreślić historii, bez człowieka.

Przyjętą perspektywę opieram na twierdzeniu Jerzego Topolskiego i Wojciecha Wrzoska, że jedną z najistotniejszych kwestii w organizowaniu obrazu dziejów jest wyobrażenie historyka o roli człowieka, jako sprawcy i uczestniku przemian kulturowych: “miejsce człowieka w świecie to najczulsze miejsce historyka, szkoły historycznej, epoki w dziejach pisarstwa historycznego, orientacji badawczej. Wizja człowieka stanowi oś proponowanego ładu świata” [1].

Wobec tych twierdzeń pojawia się jednak pytanie, co jest powodem takiej, a nie innej wizji dziejów, prezentowanej w pracy organizacji świata i zamieszkującego go człowieka, przeprowadzona analiza, wyodrębnione fakty i wspierająca je retoryka.

Zamieszczona w tym artykule odpowiedź koncentruje się na pojęciu “światopogląd”. W artykule tym rozpoznaniu pragnę podjąć przede wszystkim problem organizacji świata i zamieszkującego go człowieka w historiografii modernistycznej. Towarzyszące tej analizie narzędzia badawcze pochodzą z kilku źródeł. Jest to Diltheyowska koncepcja typów światopoglądowych [2], regulacyjno-społeczna teoria kultury Jerzego Kmity i wypracowana na tym gruncie koncepcja światopoglądu [3] oraz adaptacja tej ostatniej do badań nad meandrami konstruowania narracji historycznej przeprowadzona przez Andrzeja Radomskiego [4]. Inspiracje te przywiodły mnie do analizy dziejopisarstwa modernistycznego z wykorzystaniem bogatego zaplecza teoretycznego dotyczącego światopoglądowego zaplecza konstruowania narracji historycznej.

Jest to bardzo ciekawy problem, jeśli weźmie się pod uwagę to, że w zachodnich społeczeństwach epoki ponowoczesnej obserwujemy pluralizację postaw światopoglądowych. Oznacza to, że obok sie-bie współistnieją światy, zbudowane na różnych założeniach. Konsekwencją tej diagnozy jest twier-dzenie, że także historiozofia, metodologia historii, historia historiografii, krytyka historiografii jak i samo dziejopisarstwo zaczęły funkcjonować w granicach różnych szkół, nurtów i światopoglądów. Określone koncepcje badawcze posługują się charakterystycznymi dla siebie pojęciami i kategoriami, które wyznaczają linię argumentacji. Słowników tych jest wiele, a w dodatku polisemiczny charakter stosowanych w humanistyce kategorii prowadzi do częstych konfuzji. Kultura, język, społeczeństwo, rzeczywistość oraz inne kategorie nieustannie pojawiające się we współczesnych dysputach humani-stów są definiowane na wiele sposobów. W niniejszej pracy ustanawiają one grę językową, która jest przesłanką dla pragmatycznej koncepcji rozwoju historiografii.

Dlaczego?

Dlatego że skłaniam się ku tezie, że dziejopisarstwo jest działalnością usytuowaną historycznie i społecznie. Dyscyplina ta winna być więc badana razem z zestawem praktyk i kodów oferowanych przez kulturę. Pisać będę o paradygmatach historiograficznych tak, jakby były działalnością wspólnot kulturowych usytuowanych pośród społecznych i historycznych przekładni.

Dlaczego?

Dlatego że za mało satysfakcjonujące uważam badania nurtów historiograficznych, które ograniczają się do analizy wewnętrznych przeobrażeń dyscypliny. Badania takie są co prawda cennym przyczynkiem dla poznania specyficznych walorów określonych nurtów, ale brak perspektywy kulturowej uniemożliwia wskazanie powodów powstania danych propozycji historiograficznych. W efekcie – ograniczone stają się również możliwości wskazania przyczyn wyłomów w określonej szkole i kształtowania się nowego paradygmatu. Tradycyjna konstrukcja “czynników społecznych” koncentrowała się na kwestiach jakoby “zewnętrznych” w stosunku do historiografii, np. na ideologicznym jej wyko-rzystaniu, które miało uzasadniać posunięcia polityczne. Na tego rodzaju koncepcji opartych jest wiele interesujących prac z historii historiografii. Andrzej Radomski wykazał jednak, że kulturowe uwarun-kowania dziejopisarstwa dotyczą w równym stopniu metodologii stosowanej przez historyka, jak i społeczno-politycznego zapotrzebowania na określoną wizję dziejów [5]. W efekcie – prawda historycz-na jawi się jako wytwór określonego stanu kultury, który to stan uprawomocniona interpretacje dziejów poczynione przez powołanych do tego działania historyków. Dziejopisarstwo postrzegam jako opowiadanie zrelatywizowane kulturowo.

Dlaczego?

Dlatego że historycy w działalności badawczej posługują się regułami będącymi częścią kultury symbolicznej. Historykom można przypisać realizację określonych wartości natury światopoglądowej (które przynależą do kultury symbolicznej). Perspektywa ta pozwala przypisać historykowi rolę tłumacza, który stara się przełożyć język zgasłej już przeszłości na język zrozumiały dla jego współbliźnich kulturowych. Usytuowanie dziejopisarstwa w obszarze kultury tłumaczy również zmiany paradygmatów historiograficznych. Jawią się one wówczas jako przeobrażenia światopoglądowej części kultury.

Dlaczego?

Dlatego że kultura jest systemem otwartym i nieustannie ulega przeobrażeniom. Efektywne poruszanie się w skomplikowanej sieci sensów wymaga, by historyk wykazywał racjonalność decyzyjną względem nowych stanów kultury.

Dlaczego?

Dlatego że tylko w takim wypadku ma on możliwość przekazania komunikatu, jakim jest zrozumiała koncepcja historii. Nie sądzę, by istniała jakaś “istota” dziejów, którą historyk bada i zgłębia w oderwaniu od wartości kultury, w której żyje. Toteż niemożliwością jest, aby jedno opowiadanie mogło uchwycić wszystkie aspekty dziejów i by mogło uczynić zadość wymogom prawdy w dowolnym czasie i miejscu. Na temat przeszłości możliwe są różne opowieści, a każda z nich w pewnym zakresie obnaża wartości kultury, z perspektywy której historyk patrzy na “tamtych” ludzi, “tamten” świat i próbuje wskrzesić z odprysków źródeł. O wyborze tematu i metody jego opisu decyduje kanon respek-towanych w danym nurcie norm (w określonym czasie) oraz indywidualne zainteresowania i temperament badawczy historyka. Oznacza to, że w każdym opowiadaniu o przeszłości jest “coś z historyka”. Na tym polega kłopotliwa sytuacja dziejopisarstwa i szaleństwem byłoby sądzić, że istnieje jakiś zbawienny sposób na to, by ją z tej sytuacji wyzwolić. Wręcz przeciwnie, dziś eksponuje się te aspekty nie tylko ze względu na dociekania, jak historyk tworzy świat, ale także ze względu na to, że chętnie przyznajemy mu miano kreatora/konstruktora minionej rzeczywistości, od którego oczekujemy, by przekonująco, ciekawie i barwnie namalował świat minionej rzeczywistości.

1. Granice nowoczesności

a) polisemia terminu

Jedną z istotnych tez, które wypracowała dwudziestowieczna historia historiografii było twierdzenie o historycznym miejscu dziejopisarza względem podmiotu jego badań [6]. Określając światopoglądowe aspekty konstruowania narracji historycznej w modelu modernistycznym, nie można pominąć kultury, w której propozycje takie zaistniały i funkcjonowały. Narodziny dziejopisarstwa w duchu science wiąże dziś się na ogół z wartościamicelami, jakie stawiała sobie kultura nowoczesna.

Natura wyodrębnionego tu pojęcia ‘nowoczesność’ jest jednak niewyraźna, nieokreślona, choć nie na tyle, żeby odmawiać jej jakiejkolwiek użyteczności. Przede wszystkim należy dokonać pewnej separacji pojęciowej między nowoczesnością uchwytną w każdej epoce, która niesie przewartościowania i rewizje stosunku do przeszłości a nowoczesnością, która wprzęgła ludzi w proces modernizacji i wkroczyła pod sztandar rozumu i racjonalności. Tę drugą przypisuje się kulturze oświecenia, która nadała pojęciu ‘nowoczesność’ zwrot w przyszłość, co wynikało z przyjętych założeń o postępie dziejów i doskonaleniu się ludzkości. Dla zwolenników tego ujęcia zmiana ta była rewolucyjna, jeśli wziąć pod uwagę innowacje semantyczne zarówno ‘nowoczesności’, jak i ‘rewolucji’. ‘Rewolucja’, która od starożytności po czasy nowożytne oznaczała cykliczne powtarzanie się zdarzeń, w dobie oświecenia stała się wyznacznikiem jednokierunkowych i nieodwracalnych zmian. W tym nowym ujęciu rewolucja nie była już powtórzeniem, lecz zarodkiem nowego stanu rzeczy, który został ukonstytuowany przez wartości kultury oświeceniowej. Wielu intelektualistów tej kultury postrzegało siebie jako grabarzy ancien régime’u i proklamowało rewolucyjne oblicze nowej epoki. Wyrażenie la révolution d’État z XVII w. podkreślało świadomość tych doniosłych przemian na wielu płaszczyznach, bowiem spory między starożytnikami a nowożytnikami, które początkowo dotyczyły poezji i estetyki, wkrótce objęły naukę oraz projekty społeczne.

Charles Perrault, Bernard le Bouvier de Fontenelle żarliwie bronili nowej estetyki i nauki. Tytuły wielu prac naukowych z tamtej epoki podkreślały nowatorskie ujęcie poruszanych tematów. Rozmowy i dowodzenia matematyczne z zakresu dwóch nowych umiejętności Galileusza, Nowa astronomia Johannesa Keplera, Nowe eksperymenty Roberta Boyle’a, Nowe doświadczenia dotyczące próżni Pascala są tego przykładami. Nowa Atlantyda Francisa Bacona przedstawiała projekt instytucjonalnej organizacji badań naukowych, odmiennej od tego, uświęcone było w modelu tradycyjnym [7]. Z kolei rozważania Jean’a Antoine’a Condorceta uzasadniać miały nowo odkrytą zdolność człowieka – nieograniczone możliwości twórcze prowadzące do postępu dziejów. Wiele czołowych postaci z XVII i XVIII w. było przeświadczonych, że proponują ważny i zupełnie nowy obraz estetyki, nauki i projektów społecznych. Dla orędowników nowoczesności la révolution d’État jawił się jako okres burzliwych przemian, w którym zaproponowano rewolucyjne zmiany dotyczące wiedzy o świecie.

Wobec stawianych w tej pracy pytań rozpoznaniu należy poddać właśnie ten rodzaj nowoczesności, który zaczął być konstruowany w bobie oświecenia [8], chociaż podstawy ku temu stworzyła już kultura renesansu. Wiara w rozum i jego nieograniczone możliwości miała wyzwolić ludzi z niewoli przesądów i stworzyć nowy repertuar drogowskazów, którymi kierowaliby się w życiu. Immanuel Kant trafnie scharakteryzował aspiracje oświecenia jako “wyjście człowieka z niepełnoletniości, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletniość to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletniość wtedy, kiedy przyczyną jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się swym własnym rozumem – tak oto brzmi hasło Oświecenia” [9]. Ci, którzy podjęli wyzwanie wyjścia z niepełnoletniości czuli się awangardą prowadzącą ludzi ku spełnionej nowoczesności.

b) epoka nowoczesna

W miarę jak wiedza o tej epoce zmieniała się, humanistów coraz mniej zadowalała koncepcja rewolucyjnych przemian w XVII i XVIII w., którą serwowali świadkowie i uczestnicy tamtych wydarzeń. Dociekania badaczy różnych dyscyplin XX stulecia wyrażały znacznie większy sceptycyzm tak wobec wiedzy i praktyk, za pomocą których uzyskuję się, potwierdza oraz komunikuje wiarygodną wiedzę, jak i wobec rewolucyjności oświeceniowych postulatów. Carl L. Becker w Państwie Bożym osiemnastowiecznych filozofów podkreślał “zatopienie” filozofów w języku średniowiecznej teologii, Rewolu-cja naukowa Stevena Shapina wykazuje sceptycyzm wobec rewolucyjności odkryć naukowych doby oświecenia i wskazuje raczej na ich historyczną i społeczną transformację. Z kolei Emmanuel Le Roy Ladurie, Pierre Chanu i Marc Ferro zakwestionowali rewolucyjność przemian społecznych i politycznych w osiemnastowiecznej Francji i przedstawili metaforę rewolucji odmienną wobec metafory o proweniencji oświeceniowej [10].

Przy charakteryzowaniu nowoczesności coraz większym sceptycyzmem napawał także podział na czynniki zewnętrzne (idee, pojęcia, metody) i czynniki społeczne (formy organizacji, wpływy gospo-darcze, i polityczne). Skoro kultura nowoczesna i kształtujący się w jej ramach światopogląd, mają być usytuowana historycznie, to podejście takie uwzględniać musi wszystkie jej aspekty: idee, koncepcje oraz formy instytucjonalne, wpływy gospodarcze, polityczne, a także społeczną użyteczność podejmowanych innowacji. Jak wykazali autorzy Życia prywatnego w oświeceniu nawet najbardziej intym-ne i osobiste obszary ludzkiej aktywności miały ścisły związek z rosnącą racjonalnością i upolitycznieniem życia. Tym bardziej zróżnicowane i brzemienne w konsekwencje jawią się nam zależności między wiedzą tamtych czasów a władzą i porządkiem społecznym. Jeśli bowiem przeobrażenia wiedzy rozumieć jako element przemian kulturowych, to zasadne stają się pytania o motywy podejmowanych innowacji.

Działania podejmowane przez elitę intelektualną rozpatrywane w kontekście racjonalności decyzyjnej ujawniają zakres wartości kultury nowoczesnej. Dla filozofów i naukowców nowa wiedza uzyskiwała swój kształt w kontekście pożytku, jaki z niej czyniono. Z tego też wyłaniał się jej sens. Zmiany podejmowane przez elitę intelektualną były adekwatne wobec zapotrzebowania na nowy rodzaj wiedzy, spowodowany dezaktualizacją wartości kultury średniowiecznej. Póki stare wartości były utrzymywane poprzez system instytucjonalnej kontroli, dopóty autorytet wiedzy usankcjonowany w instytucjach wydawał się stabilny. Gdy jednak uległy rozbiciu, kwestią problematyczną stała się prawomocność wiedzy. Na tym gruncie rozkwitać zaczął sceptycyzm do istniejących systemów, bowiem nic w dziedzinie porządku naukowego, społecznego i politycznego nie było już pewne, oczywiste, ani nawet zadowalające.

Sytuację, w której dokonywała się ta zmiana można określić jako dojmujący kryzys europejskiej polityki, gospodarki, społeczeństwa i kultury trwający od jesieni średniowiecza [11] aż po XVII w. Wyznaczały go: załamanie się ustroju feudalnego i powstanie silnych państw narodowych; odkrycia geograficzne, które spowodowały przeobrażenia gospodarcze i poszerzyły horyzonty; wynalazek druku, który zmienił udział społeczeństwa w kulturze; reformacja protestancka burząca homogeniczność wyznaniową Europy Zachodniej. Splot tych okoliczności spowodował erozję autorytetów, które w po-przednich stuleciach regulowały ludzkie zachowania. W konsekwencji, usankcjonowany tradycją system organizacji świata, do którego olbrzymia część ludzi przyzwyczaiła się, został uznany za formację niezdolną sprostać wymogom współczesności, a więc skazaną na zejście z areny dziejów.

Pożywką dla kształtowania się nowych wartości i nowego rodzaju wiedzy były także przesunięcia warstw ludzi biorących udział w dociekaniach humanistycznych i naukowych. Zmieniła się także warstwa ludzi korzystających z ich dorobku. W Europie zaczęły kształtować się ośrodki uwalniające się spod patronatu Kościoła, który w poprzednich stuleciach wiązał badania i ich metody dociekań z priorytetami wiary chrześcijańskiej. Dwory władców ofiarowywały artystom, filozofom, historykom, ma-tematykom i astronomom mecenat alternatywny względem Kościoła. Galileusz nazywając księżyce Jowisza Gwiazdami Medycejskimi, Leonardo da Vinci pracując dla Sforzów w Mediolanie, Niccolo Machiavelli zatroskany losami Florencji i wynoszący rację stanu ponad wszystko, nawet ponad prawdę – podnosili autorytet władzy świeckiej, co miało istotne znaczenie w obliczu rywalizacji tejże władzy z Kościołem. Państwo zaczęło pretendować do przejęcia kontroli nad wiedzą, bowiem – z jednej strony – była ona instrumentem władzy, z drugiej – wiedza naukowa postrzegana jako wiarygodna i stwarzająca możliwości praktycznych zastosowań – otwierała perspektywy postępu. Nauka stała się wówczas rezerwuarem przesłanek skutecznych działań instrumentalnych. Powstające od XVII w. wydziały uniwersyteckie i towarzystwa naukowe udzielały wsparcia wytwarzanej tam wiedzy naukowej (efektywnej technologicznie), która zaczęła być regulowana zgodnie z kształtującym się nowym świa-topoglądem przejętym naukową koncepcją świata [12]. Wyobrażenia o tym, “jak sprawy mają się w świecie” i sformułowane na tym gruncie zadania nauki, (która opisywała i wspierała te wyobrażenia) wyznaczały dalekosiężne cele (których realizacja wymagała racjonalnego planowania). Wierzono przy tym, że podejmowane działania zaowocują odkryciem istoty interesujących ludzi zjawisk, a tym samym rozwiążą wiele problemów, z którymi borykali się oni w nowym stanie kultury europejskiej.

Świadomość przeobrażeń polityczno-społecznych oraz repertuar nowych wartości skłoniła myślicieli w XVII w. i XVIII w. do wyodrębnienia nowej epoki. Tym samym podkreślali różnice między współczesnością, optymistycznie skierowaną w przyszłość, a wcześniejszymi okresami – średniowieczem i starożytnością. Nigdy wcześniej nie podkreślano z tak wielką stanowczością owych różnic, ani nie akcentowano tak chętnie i dobitnie, że rodzi się nowa nauka, która zmieni wyobrażenia o świecie i sam świat. Projekt oświecenia kierował się ku przyszłości.

Już Rene Descartes w Rozprawie pisał, że jego metoda rozumnego myślenia i działania winna przyczynić się do wyzwolenia “od niezliczonego mnóstwa chorób tak ciała jak umysłu, a może nawet także od starczej niemocy” [13]. To wiedza miała prowadzić do osiągnięcia takiego stanu. Jej siła, dzięki której filozof chciał odkryć “sposób działania ognia, wody, powietrza, gwiazd, niebios miała pozwolić ludziom stać się jak gdyby panami i posiadaczami przyrody” [14]. Zwolennik metody kartezjańskiej, Bernard le Bouvier de Fontenelle, głęboko wierzył, że dzięki niej zarówno w fizyce, metafizyce, jak i religii, etyce, krytyce może zapanować precyzja i poprawność. Postęp historyczny – pojęcie tak niezmiernie absorbujące ludzi tej epoki – był dla niego równoznaczny z postępem intelektualnym, poznawczym. Koncepcja ta znalazła już wkrótce swój najpełniejszy wyraz u Jean’a Antoine’a Condorceta. W Szkicu obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje z 1794 r. czytamy, iż autor za-mierza wykazać “na podstawie rozumowania i faktów, że nie zakreślono żadnej granicy rozwojowi ludzkich uzdolnień, że człowiek posiada nieograniczone możliwości doskonalenia się, że jego postęp niezależny jest od wszelkich potęg, które chciałyby go zahamować, że jedynym jego kresem jest kres trwania globu, na który rzuciła nas natura. Niewątpliwie, postęp ten dokonuje się ruchem szybszym lub wolniejszym, nigdy jednak nie będzie to ruch wsteczny, przynajmniej dopóty, dopóki Ziemia zajmować będzie to samo miejsce w układzie wszechświata, a prawa ogólne rządzące tym układem nie spowodują na naszym globie zasadniczego przewrotu, ani też zmian takich, wskutek których ludzkość nie mogłaby nadal zachowywać ani rozwijać tych samych zdolności, ani też zdobywać tych samych środków do życia” [15].

W takim ujęciu wszystko to, co nowe i oryginalne, jawiło się jako osiąganie coraz wyższego stopnia na drodze do ideału. Postęp oznaczał bowiem ujarzmianie przyrody i/lub doskonalenie się ludzkości. Dla Jean’a Aantoine Condorceta niezbędnym tego warunkiem było wzajemne oddziaływanie nauki i nauczania, czyli przekazywanie i rozpowszechnianie znamiennych osiągnięć wybitnych uczonych następnym pokoleniom. Wynikało z tego, że każde pokolenie jest doskonalsze od poprzedniego, wzbogacało się bowiem o nową, doskonalszą wiedzę. W tej kumulatywnej teorii postępu nowocze-sność miała być świadomą kontynuacją drogi, która została zapoczątkowana już kilkaset lat wcześniej. Uświadamiała sobie w pełni przebytą dotąd drogę i wytyczała dalsze cele. Stąd idea oświecenia jako myślowego rozjaśnienia i tworzenia rozumnych podstaw dla niespełnionej jeszcze nowoczesności.

Wynika z tego, że nowoczesność o proweniencji oświeceniowej stawiała przed sobą określone cele. Pośród ich przekładni żył człowiek nowoczesny. Zgodził się na to, by nauka kontrolowała jego życie, dbała o jego pomyślność ekonomiczną i społeczną. Człowiek nowoczesny zaakceptował naukę, jako tę dziedzinę, która była zdolna rozstrzygnąć wszelkie problemy. Jeśli jeszcze tego nie zrobiła, to tylko dlatego, że dane i wiedza były niekompletne, ale wierzono, że w wyniku przyrostu wiedzy stopniowo można przybliżać się do prawdy na temat organizacji świata.

Konsekwencją tego przekonania była racjonalizacja myśli i działania. Zjawisko to nie polegało jednak na tym, że w przebiegu dziejów liczni ludzie, na gruncie ustanowionej z góry harmonii, rozwinęli jakby “od wewnątrz” jakiś nowy organ, jakiś rozsądek, którego dotąd nie było. Zmienił się układ, w którym ludzie musieli współżyć ze sobą i pokonywać problemy, z którymi ich przodkowie nie mieli do czynienia. Dlatego zmieniło się też ich zachowanie. Zmieniła się także ich świadomość i struktura emocjonalna jako całość. Stąd zjawisko racjonalizacji, rozwinięte instytucje, gospodarka kapitalistyczna i biurokratyczny aparat państwowy, stąd idea postępu oraz doskonalenia się ludzkości.

2. Wartości-cele Zachodniej kultury nowoczesnej

Zachodnioeuropejska kultura XIX w. spoglądała na siebie jak na kulturę nauki. Jej imponująca żywotność zawierała się właśnie w potencjale nauki, od której oczekiwano wskazówek, jak orientować swą aktywność, organizować życie, jakie cele sobie stawiać i jakimi metodami je osiągać. Problemy, które niegdyś były regulowane przez tradycję, w epoce nowoczesnej zaczęły być rozstrzygane przez planowe, racjonalne myślenie, które miało dostarczać racji istnienia dla społeczeństwa nowego typu. Przemiany te były także uzasadnione w obliczu długofalowych ambicji kapitalistycznych. Rozszerzające się możliwości kolonizacji, industrializacji i odkryć naukowych, wymagały perspektywicznego myślenia i długofalowych inwestycji. Dla budowy kolei, administracji w koloniach nie wystarczało kilka miesięcy. Potrzebny był plan, środki, wdrażanie, kontrola, czyli myślenie w kategoriach procesu, które realizowano poprzez rozumne (racjonalne) działanie motywowane wewnątrzsterownością (w ujęciu Davida Riesmana) i specyficzną etyką (w ujęciu Maxa Webera) [17].

Podstawowym celem stał się sukces ekonomiczny, wydajność gospodarcza, dla osiągnięcia której na pewnym etapie nie wystarczały już ani tradycyjne metody pracy, ani potoczna wiedza. Wszelkie nowości techniczne, które niegdyś były domeną rzemieślników, majstrów, pomysłowych wynalazców, w drugiej połowie XIX w. stały się domeną naukowców [18]. Możemy powiedzieć, że kultura w owej metamorfozie miała swój pragmatyczny cel. Podstawowym wyznacznikiem kapitalizmu jest konkurencja. Wygrywa ten, który jest lepszy, szybszy, bardziej operatywny, kto posiada odpowiednie narzędzia i jest wyposażony w wiedzę o tym, w jaki sposób je wykorzystać, by odnieść sukces. Wysoka konkurencja powodująca, że szansa wygrania była niższa niż szansa zwycięstwa, wymuszała wzrost zapotrzebowania na precyzyjną, specjalistyczną wiedzę, której nie byli już w stanie sprostać pomysłowi wynalazcy. Potrzebny okazał się taki rodzaj wiedzy, który zapewniłby dużą skuteczność technologiczną. Pełni przedsiębiorczości naukowcy realizowali wartości kultury nowoczesnej: wytyczali granice nowych dziedzin nauki i trawieni ciekawością drążyli tajemnice przyrody. Rozwój nauki następował często w odpowiedzi na potrzeby techniczne i ekonomiczne. Nauka opłacała się (i nadal opłaca się) dzięki temu, że dostarczała społeczeństwu nowe osiągnięcia techniczne, rozumiane, jako proces postępu.

W oczach człowieka XIX w. nauka była więc przedmiotem podziwu i źródłem nadziei. Ufano, że postęp naukowy może znieść niedostatki pożywienia, usunąć przyczyny i skutki chorób ciała oraz dolegliwości psychicznych, a nawet wyjaśnić i okiełznać irracjonalne pobudki, którymi kierują się jednostki i grupy. Optymizm ten, który pobudzał rzesze ludzi do dalszych działań, opierał się na racjonalności decyzyjnej, bowiem postęp naukowy przynosił w tym czasie niekwestionowane korzyści rodzajowi ludzkiemu. Świadomość zagrożeń wynikająca z tegoż samego procesu nie miała jeszcze miejsca. Europejczycy byli więc pod wrażeniem niezwykłych sił, które pozwalały odczuć im swą potęgę i obecność w każdej sferze życia. Widzieli, jak rodzą się nowe siły fizyczne – od prądu po dynamit; siły demograficzne, będące wynikiem sukcesów medycznych; nowe siły w handlu i przemyśle spowodowane postępem technicznym; nowe wynalazki, takiej jak pociąg, a później samochód, które zmniejszały odległości między miejscami i zmieniały styl życia; oraz nowe siły militarne i polityczne modernizujących się państw, dzięki którym “obywatele centrum” zdobywali supremację na świecie.

Nauka, w formie, jaką przyjęła od czasów nowożytnych, stała się narzędziem “odczarowywania świata” (Max Weber) i elementem ekspansji kapitalizmu. Cel nauki przemieniał się z poszerzania i porządkowania doświadczeń ludzkich, na wynajdowanie nowych rzeczy, produktów, technologii, ale także na organizację życia społecznego. Odkrywanie przeistoczyło się w wytwarzanie, ustanawianie [19], co pociągnęło za sobą istotne konsekwencje. Akcent przesunął się z odsłaniania tego, co już było, co istniało jako ukryte, na wytwórczość, produkcję, tworzenie nowych jakości. Nie powiadamy więc, że odkryto silnik spalinowy, lecz, że go wynaleziono, nie mówimy o odkryciu samochodu, lecz o jego wynalezieniu i podobnie nie mówimy o odkryciu gramofonu, telefonu, nowych technologii stosowanych w budownictwie, czy przemyśle zbrojeniowym, lecz o wynalezieniu tych rzeczy przez specjalistów konkretnych dziedzin nauki.

Uprzemysłowienie implikowało specjalizację. Mechanikom i technikom nie wystarczało doświadczenie, nie wystarczało “majsterkowanie”. Niezbędne okazało się wykształcenie techniczne, zdobywanie wiedzy o ukrytym działaniu rzeczy. Z kolei inżynierowie i naukowcy musieli zdobywać wykształcenie na uniwersytecie, by posługując się swą wiedzą (coraz bardziej skuteczną technologicznie) stymulować dalszy rozwój, co Helmuth Plessner pod koniec stulecia ujął jako “industrializację nauki”. Potrzebna była więc kadra, organizacja. Zaczęły tworzyć się grupy wyspecjalizowanych fachowców, zawodowców. Przednią straż, awangardę nowoczesności stanowili zaś naukowcy-specjaliści [20], co Max Weber określał mianem “profesjonalizacji nauki”, a Jose Ortega y Gasset nadał temu zjawisku zdecydowanie negatywny wydźwięk [21].

Kulturowe konsekwencje tego procesu możemy określić jako unaukowienie świata, które objęło tak obszar produkcji, jak i organizację społeczeństwa, oświatę i wychowanie. Ideologiczną konsekwencją tego stanu rzeczy było przekonanie, że nauka jest niekwestionowanym źródłem uprawomocnienia [22].

3. Wizja świata i człowieka w naukowym modelu historiografii

a) naukowe aspiracje historiografii

Przez wiele stuleci dziejopisarstwo było rodzajem literatury. Priorytety oświecenia (przede wszystkim głęboka ufność w naukę, jako obiektywnego narzędzia poznania tajemnic świata) wyznaczyły historiografii nowe zadania. Chcąc utrzymać prestiż wiarygodnej wiedzy, historiografia zaczęła dystansować się od literatury i sztuki, które stały się mało przekonującymi sprzymierzeńcami w dostarczaniu obiektywnej, rzetelnej i kumulatywnej wiedzy o świecie. W końcu, jak głosił już B. Le Bouvier de Fontenelle poezja i sztuka “potrzebują zaledwie kilku poglądów […] i w głównej mierze zależą od żywości wyobraźni, zaś na fizykę, medycynę, matematykę składa się nieskończona liczba poglądów, a zależą one od słuszności rozumowania, które doskonali się bardzo powoli acz nieustannie” [23]. Sztuka była “natchnieniem chwili”, nauka zaś to proces, który podlega nieustannemu doskonaleniu. Zwolennicy tego poglądu traktują proces poznawczy jako przepływ danych od rzeczywistości do podmiotu poznającego. Zmiana zachodzi poprzez dołączanie do znanych już zjawisk kolejnych danych.

Takim sposobem uprawomocnienia przejęła się historiografia, pretendująca od czasów nowożytnych do miana nauki. Zaakceptowała wyznaczone przez nowożytność różnice między nauką a sztuką i opowiedziała się po stronie tej pierwszej. Historyczna świadomość tych czasów, będąca wynikiem naukowego podejścia do historii, była rozumiana jako najwyższy stopień kultury umysłowej. Nie przypadkowo właśnie w tym czasie malarze parający się tematyką historyczną zaczęli uwzględniać specyfikę wystroju wnętrz oraz detale strojów z danych epok. Dotyczyło to nawet bardzo opornego na zmiany malarstwa religijnego [24]. To także w tym czasie zaczęto poddawać ostrej krytyce powieść historyczną, postrzegając ją jako gatunek przestarzały, gdyż niewystarczająco przestrzegał reguł naukowej krytyki źródeł i “nie trzymał się faktów” [25]. W XIX w. człowiek wykształcony, to taki, który respektował naukową historię i dopiero Arthur Schopenhauer i Friedrich Nietzsche wykazali sceptycyzm wobec tego stanowiska.

Naukowym aspiracjom Clio sprzyjała nowa organizacja pracy. W społeczeństwo kapitalistyczne, podzielone według specjalności zawodowych, włączyła się również uczestnicząca w tym procesie pra-ca historyków. Badacze ci z indywidualnych poszukiwaczy wiedzy przeistoczyli się w naukowców-zawodowców. Historia stała się dyscypliną wykładaną na uniwersytetach, a więc zaczęła podlegać instytucjonalnym wymogom i musiała uwzględniać prawa świata naukowego: określać swe procedury metodologiczne, przedstawiać osiągnięte wyniki badań, organizować seminaria, wyposażać w naukowy warsztat kolejne pokolenia historyków. Wymogom tym zadość czyniły wykłady, seminaria, zjazdy i kongresy naukowe, a także powstałe właśnie w XIX w. fachowe czasopisma historyczne, na łamach których informowano społeczeństwo o osiągnięciach współczesnej humanistyki. Wzrosła liczba publikacji, w których historycy szczycili się osiągnięciami, uzyskanymi dzięki rygorystycznej krytyce źródeł, co już w latach trzydziestych XIX w. postulował Leopold Ranke – odkryć “jak to właściwie było”. Historyk ten przyznając pierwszeństwo krytycznej analizie akt i korespondencji urzędowej wyrażał zachwyt i nadzieję wobec możliwości badawczych, które stanęły otworem przed historykami: “Wobec niedostatków wydanych drukiem dzieł poświęconych historii nowożytnej, ileż wiedzy jest jeszcze nie przebadanej! Jakaż przyszłość otwiera się dla naukowych studiów!” [26]. Wreszcie pod koniec stulecia Acton uznał, że oto nadszedł czas, by społeczeństwo zaczęło zbierać owoce wnikliwych badań, które skrupulatnie prowadzono przez całe stulecie. Badacz ten był przekonany, że dzięki “właściwemu po-działowi pracy będziemy w stanie […] dostarczyć do domu każdego człowieka najdoskonalszy dokument i najbardziej dojrzałe wnioski”. Dzięki tym wnikliwym, międzynarodowym badaniom historyk chciał zarzucić infantylne wyobrażenia o przeszłości i dostarczyć prawdziwą wiedzę, bowiem “wszystkie informacje są w naszym zasięgu i jesteśmy zdolni do rozwiązania każdego problemu” [27].

Naukowe dylematy historiografia rozwiązywała w dwojaki sposób. Możemy wyodrębnić tu dwa paradygmaty: wzmiankowany już wyżej historyzm i historiografię o orientacji pozytywistycznej, przy czym ten pierwszy kierunek był zdecydowanie wiodący. Historiografia z nurtu historyzmu swoje naukowe aspiracje realizowała poprzez krytyczne podejście do źródeł, uhistorycznienie myślenia, wyeliminowanie uogólnień, charakterystycznych dla oświecenia oraz wykazywaniu, że fakty historyczne są jednostkowe i niepowtarzalne.

Jednakże, w przeświadczeniu humanistów zainspirowanych naukami przyrodniczymi, nie były to odpowiednie atuty dla osiągnięcia naukowych walorów przez historiografię. Naukowo zorientowana historiografia oparła się więc na modelu wypracowanym przez przyrodoznawczo zorientowaną filozofię i metodologię nauki w dobie nowożytnej, która porzuciwszy poszukiwanie istoty rzeczy, skierowała swe wysiłki w kierunku tropienia zależności między zjawiskami. W grę wchodził więc sam rozwój nauki nowożytnej jako nowy typ wiedzy.

Nowe cele poznawcze nakazywały traktować człowieka tak samo, jak każdy inny obiekt natury. Dlatego badacze z kręgu nauk biologicznych, a wkrótce nauk społecznych i historycznych coraz bardziej koncentrowali się na obserwacji faktów i ustalaniu procesów, które kierowały powstaniem, rozwojem i zachowaniem organizmów żywych, w tym również człowieka. Jego status ontologiczny uznawano jedynie za szczególny przypadek w szerokiej gamie osobliwości świata przyrodniczego. Wiązały się z tym określone postulaty metodologiczne i procedury wyjaśniania. Żywiono nadzieję, że konsekwentne stosowanie zasad deterministycznych zapewni uściślenie wiedzy historycznej. Wobec wartościcelów kultury nowoczesnej, podejście takie było racjonalne, sytuowało bowiem historiografię w obszarze nauki, która cieszyła się prestiżem “prawdziwej wiedzy”. Dziejopisarstwo spod znaku science zaczęło więc pretendować do obiektywnego opisu świata, bowiem zgodnie z ówczesnymi wy-obrażeniami, nauka nie była uwikłana w żadne zewnętrzne oddziaływania, żywiła się jedynie chęcią dotarcia do prawdy. Clio przejęta tymi postulatami, zaczęła adaptować procedury wyjaśniania z nauk przyrodniczych, bacząc przy tym na stworzenie, a później podtrzymanie wizerunku historiografii jako nauki.

Stało się to przyczynkiem dla takiego ujmowania świata, w którym człowiek jest częścią łańcucha-procesu. Konstrukcję świata chciano badać szukając związków między faktami. Podstawowym przedmiotem poznania stał się fakt, to metafizyka okazała się zupełnie zbędna. Pytanie o to, kim jest człowiek i jak ujawnia się jego bycie w świecie uległo specyficznemu przeinterpretowaniu. Teraz pytano o struktury i charakter rzeczywistości, który miano zamiar odkryć w uporządkowanej formie. W dużym skrócie koncepcję tę można ująć następująco:

Świat jest idealną konstrukcją, zastanawianie się nad jego wartością nie ma więc sensu. Ustalony porządek społeczny jest naturalny w dwojakim znaczeniu: jako nie wymagający żadnych uzasadnień (np. moralnych), i jako stworzony przez uniwersalne przyrodnicze konieczności. Człowiek jest tylko produktem przyrody, a wszystkie jej obszary mogą być zapisane poprzez jeden schemat: fizykalny ruch ciał. Rzeczywistość składa się z faktów, ze zdarzeń empirycznie stwierdzalnych. Są one połączone ze sobą przez powtarzalne, prawidłowe relacje, które, należy rejestrować w języku matematyki. On bowiem zapewnia doskonałe wyjaśnienie. Wszelkie jakości są stosunkami ilościowymi i winny być do nich sprowadzane. Analiza jest jedyna prawomocną metodą poznania. Każda całość daje się rozłożyć na części. Jest to w najogólniejszym zarysie wizerunek poglądów, popularnych w latach 1860-1880. Znalazły one wyraz w filozofii, literaturze, psychologii, logice oraz metodologii nauk. Na nich oparła się też naukowo zorientowana historiografia, aczkolwiek prekursorów takiego sposobu myślenia o rzeczywistości historycznej odnajdziemy już w dobie oświecenia.

Już Jean Antoine Condorcet proponował stworzenie “matematyki społecznej”, która jakoby miała zapewnić humanistyce wyniki tak ścisłe, jak w eksperymentalnych naukach przyrodniczych. Dla Augusta Comte’a postęp oznaczał szerzenie ładu społecznego, w którym jednostka była jedynie abstrakcją. Karl Lamprecht uważał, że życie społeczne i polityczne jest zależne od postaw psychicznych mas. Natomiast John Stuart Mill uzależnił historię od psychologii, twierdząc, że istnieją ogólne prawa ludzkiego myślenia i postępowania, które są ważne dla wszystkich ludzi. Thomas Buckle rozwiązań historycznych dylematów poszukiwał w statystyce. Z kolei Hippolyte Adolph Taine rozpatrywał dzieje jako ewolucyjny ciąg epok.

Choć wymienione tu osoby prezentują różne oblicza i odmiany determinizmu (i niebezpieczne jest wymienianie ich jednym tchem), to łączy je pewna zwartości światopoglądowa. W typologii Wilhelma Diltheya jest to światopogląd myślicieli, którzy interpretację świata opierają na przekonaniu o ważności trwałej rzeczywistości fizycznej. Próbują objąć ją całościowo w przyczynowych kategoriach praw przyrody za pomocą czystego intelektu. “Człowiek należący do porządku natury, rozważając teoretycznie te zależności – zdaniem Wilhelma Diltheya – musi uznać siebie za całkowicie podległego jej prawom. Jednocześnie przyroda jest źródłem wszelkiego poznania prawidłowości. Już doświadczenia życia codziennego uczą ustalać te prawidłowości i liczyć się z nimi, zaś nauki pozytywne o świecie fizycznym poprzez ich badanie zbliżają się do poznania prawidłowości samego uniwersum” [28]. Jest to interpretacja świata, która wiedzę sprowadza do tego, co można poznać za pomocą intelektu oraz metod nauk przyrodniczych. Stąd ambiwalentny stosunek do przyrody: “człowiek jest niewolnikiem pro-cesu przyrodniczego – przebiegłym, kalkulującym niewolnikiem – a jednak stoi ponad nim dzięki potędze myśli” [29].

Adaptując Diltheyowską charakterystykę światopoglądu naturalistycznego do myślicieli, których absorbowały dzieje, zauważyć można ów ambiwalentny stosunek do procesów przyrodniczych. Za pomocą czystego intelektu próbowali oni rozwiązać zagadkę świata i życia poszukując w dziejach stałych relacji, przy zmienności i wymienialności jej części składowych (w ujęciu diachronicznym lub synchronicznym). Uważając, że życie podporządkowane jest procesom przyrodniczym, na które jednostka nie ma większego wpływu, jednocześnie wierzyli w to, że mogą ogarnąć te procesy, demasku-jąc układ i wzajemne relacje części. W dziejach dostrzegano więc pewną schematyczność, powtarzalną regułę organizującą rzeczywistość. Rozszyfrowując ją próbowano określić (jak mniemano na sposób naukowy, a więc prawdziwy) podstawy działalności społecznej. Rzeczywistość historyczna była uj-mowana jako teren owej społecznej aktywności, która przebiegała w zastanych warunkach, winna więc respektować organizujące ją prawa.

Taka wizja świata wyznaczała podrzędną rolę jednostce, która stawała się tym mniej istotnym aspektem, im bardziej podkreślano prawidłowości organizujące życie społeczne. Nawet John Stuart Mill, który sprzeniewierzył się jednostce-abstrakcji Augusta Comte’a, względny wpływ na bieg dziejów powierzył tylko ludziom wybitnym i to w określonym zakresie. Byli oni jedynie w stanie przyspieszyć rozwój, dynamizując tempo przemian, ale bez naruszania praw następstwa zjawisk.

Dla intelektualistów patrzących na historiozofię i praktykę badawczą historyków przez pryzmat nauki, model przyrodoznawczy jawił się jako bardzo atrakcyjny, bowiem nauka mogła pochwalić się znacznymi sukcesami, a dyscypliny przyrodnicze były w XIX stuleciu wzorcem naukowości. Pozytywistycznie zorientowana historiografia starała się więc dociec tego, co ogólne (o przyczynach, prawidłowościach i związkach). Rozpowszechniająca się filozofia pozytywistyczna, postulująca trzeźwość myślenia, kłóciła się z pozanaukowym, ideologicznym uwikłaniem historyzmu, a przede wszystkim z porzuceniem przez historyzm esencjalizmu i substancjalizmu. Pozytywistyczną wykładnię wzmocnił marksizm. Takie pojęcia jak: prawa, struktury, teorie oraz przejęte z teorii darwinowskiej: mutacje, selekcje i adaptacje, stały się repertuarem słownika historyków, zwłaszcza reprezentujących szeroko pojęty modernizm. Stąd w niektórych interpretacjach modernizm historiograficzny preferujący filozofię czynu, która miała być nowym spojrzeniem na sprawy społeczne, łączy z pozytywizmem bardzo wiele. Chodzi przede wszystkim o rezygnację z postrzegania jednostki oraz jednostkowych wydarzeń jako centralnych elementów wyjaśniania procesów społecznych. Okoliczności zdają się tu mieć większe znaczenie niż motywacje i racje jednostek, co z jednej strony implikuje porzucenie linearnej koncepcji dziejów na rzecz strukturalnych zależności, z drugiej zaś, prowadzi do koncepcji historii “bez ludzi” [30]. Z kolei wybitny holenderski metodolog historii Franklin R. Ankersmit wysunął tezę, iż historiografia modernistyczna była specyficzną kontynuacją paradygmatu oświeceniowego, gdyż przedmiot swych badań traktowała jako trwający w swej istocie [31].

Można żywić pewne zastrzeżenia tak do pierwszej, jak i drugiej koncepcji. Powinowactwa te wska-zują jednak, iż modernizm w historiografii rozwijający się od lat dwudziestych XX w. należy w dużej mierze do klimatu intelektualnego poprzedniej epoki i można rozpatrywać go wespół z tym dziedzictwem. Trudno jednak nie dostrzec, że w obszarze metodologicznych “przesunięć”, historiografia mo-dernistyczna była niezmiernie nowatorski i wywarła olbrzymi wpływ na nowe oblicze dziejopisarstwa XX w. w duchu science sociale.

a) modernistyczna koncepcja świata i człowieka w ujęciu Fernanda Braudela

Modernizm konceptualizował rzeczywistość historyczną czerpiąc inspiracje z socjologii Emila Durkheima, strukturalizmu, funkcjonalizmu i marksizmu. Twórcy tej szkoły ustosunkowując się krytycznie do przedmiotu i metod badań preferowanych przez historyzm, zaproponowali nie uwzględniany do tej pory obszar badań oraz nowe metody pracy, znoszące “paradygmat faktografizmu”. Wraz ze zmianą postaw i przeświadczeń zmieniał się układ obserwacyjnej istotności dziejów. Badania wykroczyły poza dotychczasowe pojmowanie tego, co jest faktem historycznym. Rozpuszczono granice, przezwyciężono podziały dyscyplinarne, gdyż – jak przekonywali Marc Bloch i Lucien Febvre – “coraz większe grono ludzi poświęca swe, niekiedy nie pozbawione gorączkowości działania, badaniu współczesnych społeczeństw i ekonomik. Są to dwa rodzaje badaczy, którzy winni móc się porozumieć, a którzy zazwyczaj – stale ocierając o siebie – pozostają sobie wzajem nie znani” . Przedwojenne, intelektualne manifestacje wymienionych tu badaczy odegrały ogromny wpływ na kształt paradygmatu modernistycznego. Historycy ze szkoły Annales nawet dużo później składali im wyrazy uznania (i to zarówno ze strony social science, jak i mentalité) [33]. Chociaż Marc Bloch, a zwłaszcza Lucien Febvre, podkreślali konieczność uwzględniania w nowej historii ludzkiej woli i intencji sterującymi ich poczynaniami, to pierwsze dziesięciolecia rozwoju historiografii nieklasycznej stanęły pod znakiem determinizmu.

Porozumienie między poszczególnymi dyscyplinami mające charakter strukturalny zaowocowało stworzeniem nowego paradygmatu. Zdominował on takie obszary badań, jak: historia gospodarcza, historia kultury materialnej, demografia historyczna i historia społeczna. Tę linię nowej historiografii Wojciech Wrzosek określa mianem ilościowo-procesualnym, do której należą: Marc Bloch, Lucien Febvre, Ernest Labrousse, Fernand Braudel, Pierre Goubert, Pierre Chaunu, wczesny Emmanuel Le Roy Ladurie [34]. Nowe podejście miało zapewnić odkrycie prawdy ukrytej w “całości”. Według Henri Berra historia powinna zajmować się “ogółem” i odkrywać “logikę dziejów”, Lucien Febvre prawa w dziejach rozumiał jako ogólne formuły grupujące dotąd izolowane fakty [35]. Historycy spod znaku mo-derny chcieli dotrzeć do “rzeczywistości społecznych, do nich samych i dla nich samych. Mam na myśli – pisał Fernand Braudel – wszelkie szerokie formy życia zbiorowego, systemy gospodarcze, instytucje, struktury społeczne, cywilizacje…” [36].

Moderniści aspirowali więc do stworzenia historii globalnej, totalnej. Tak pojmowali zresztą swoją naukowość – jako nowy sposób interpretowania dziejów, wykorzystujący metody i wyniki badań “sąsiednich” dyscyplin.

Wyrazem takiej perspektywy historycznej jest praca Fernanda Braudela Morze śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II. W tym czołowym dziele historiografii modernistycznej człowiek był jedynie jednym z elementów kształtujących rzeczywistość. Na pierwszy plan wysunęły się powolne i często niedostrzegalne dla nas aspekty przyrody i geografii, takie jak: przestrzeń, klimat, technologia. Asymilowane dyscypliny (geografia, przyrodoznawstwo) nie odgrywały roli ubogich kuzynów, w pokorze czekających, aż wspomoże je dziejopisarstwo, lecz był to wielogłosowy metodologiczny koncert, odpowiedź na wymogi nowych czasów. Po II wojnie światowej, stwierdzał ten historyk, “wszystkie symbole społeczne, lub prawie wszystkie – a wśród nich i takie, za które gotowi byliśmy wczoraj bez większej dyskusji umrzeć – pozbawione zostały treści. […] Wszystkie pojęcia myślowe zachwiały się lub załamały” [37]. Tak więc współcześni mu historycy – jak stwierdzał autor – mieli poczucie przynależności do nowej, innej epoki, a więc także do “innej przygody intelektualnej” [38]. “Nowy świat, a więc może nowa historia?” – pytał. Stwierdzał bowiem, że szkołą historyków jest życie, że dyscyplina historii właśnie w owych czasach korzysta “ze zdobywczego marszu młodych nauk humanistycznych [czyli geografii, ekonomii, socjologii – G. G.] bardziej jeszcze wrażliwych niż ona sama na koniunkturę teraźniejszości” [39]. Uwagi te dobitnie wskazują kulturową “konieczność” wytworzenia nowej historiografii, która byłaby w stanie sprostać wymogom czasu. Dla modernistów rzeczywistość historyczna, którą preferował historyzm nie spełniała wymogów racjonalności wobec wartości współ-czesnego im świata.

W takiej sytuacji interdyscyplinarność musiała wytworzyć nowy język, który dotąd nie mieścił się w polu dyscypliny historycznej. Tekst wypowiadał się zgodnie z przyjętym polem metodologicznym. Istotne i niezbędne stały się pojęcia, które organizowały cały dyskurs: długi okres trwania, równoczesność dziania się, serie, struktury.

Historia po Morzu Śródziemnym… płynie więc “leniwie”. Sam autor postrzegał ją jako “historię ukrytą, raczej milczącą, bez wątpienia dyskretną, której niemal nie domyślają się świadkowie i jej aktorzy, i która nieźle opiera się niszczącej sile czasu” [40]. Przytoczmy fragment ekspozycji longe durée:

“Z jednej strony Alpy, jałowe powyżej 1500 m n.p.m., wielkie skaliste bryły z pastwiskami i lasami położonymi między 700 a 1500 m n.p.m.; z drugiej Apeniny, tryskające ku równinom rwącymi potokami, które przy wysokim poziomie wód niosą ogromne ilości żwiru i kamieni, ale gdy nadejdzie lat, całkowicie wysychają, do tego stopnia, że brakuje wody zarówno dla nawilżenia ziemi, jak i dla ludzi. Wynika to stąd, że Apeniny powyżej 1000 m n.p.m. są równie gołe jak Alpy powyżej 2000 m n.p.m.; latem ukazują tylko rzadkie plamy ziela, nadające się dla kóz i owiec” [41].

W tych strukturach geograficznych Fernand Braudel podkreślał elementy trwałości. Historia toczy się tu nieomal poza czasem, ale w części drugiej tempo nieco się wzmaga (czas conjonctures):

“W krajach śródziemnomorskich w okresie 1450-1550 sytuacja staje się z biegiem lat coraz bardziej napięta. Wszędzie, w Kastylii, w Prowansji i innych krajach, powstają nowe wsie i miasteczka. Kastylia jeszcze w roku 1600 wydawała się pusta, ale poprzednio, jak pisał w odniesieniu do lat 1465-1467 uważny podróżnik, czeski szlachcic Leon z Rožmitalu, była zupełnie wyludniona” [42].

Część trzecia, wydarzeniowa, ujęta została w krótkich migawkach:
“W Augsburgu, gdzie został zwołany sejm, Habsburgowie zebrali w sierpniu 1550 roku prawdziwą radę rodzinną. Pod osłoną oficjalnych uśmiechów i dobrych manier toczy się niemal bez przerwy dysputa. Potrwa ona ponad sześć miesięcy. Karol V będzie musiał przeciwstawiać się ambicjom swego brata czy raczej rodziny brata, “Ferdynandczyków”. Najbardziej zawzięty spośród nich jest pierwo-rodny syn Ferdynanda, Maksymilian, wówczas król Czech, bratanek i zięć cesarza” [43].

Dzieło Fernanda Braudela “rozbija” czas, wskazując na różne jego wymiary i sposoby doświadczania, a tym samym dzieli człowieka – jak ujął to sam autor – na “szereg postaci”. Złożoność świata została pokazana poprzez rozbicie, ale w taki sposób, iż “światy” znajdują się w nieustannej interakcji z innymi “światami” [44]. W ten sposób została pokazana różnorodność oddziaływań, a dopiero one razem tworzą szeroko pojętą jedność. Potoczny, liniowy i przyczynowo-skutkowy świat wszedł w najróżnorodniejsze relacje ze światem, który operuje pozacodziennymi wymiarami i szybkościami, które, choć nieuchwytne, to jednak są obecne. Za pomocą skonstruowanej przez siebie specyficznej narracji Fernand Braudel przekazał, iż są różne punkty widzenia, z których żaden nie odgrywa dominującej roli. Czytamy więc, że “Morze Śródziemne nie jest jednym morzem, stanowi ono kompleks mórz” [45].

Ta wielopłaszczyznowa wizja dziejów postulowana była już w szkole Annales w latach przedwojennych, jednak w przypadku Fernanda Braudela przyjęła ona charakter nie tylko wielowymiarowy, lecz także hierarchiczny. Chociaż modernista ten nie neguje historii rozgrywającej się w ramach czasu krótkiego, to jednocześnie podkreśla, że koncentrowanie się na historii o krótkim czasie, niweczy szerszy obraz dziejów, który rozgrywa się poza bytem jednostkowym. Podczas, gdy wydarzenia mają charakter wybuchowy, przez co są tak bardzo widoczne i odczuwalne w naszym życiu, to istnieje jeszcze historia rozgrywająca się poza tymi doświadczeniami. Historia o długim trwaniu wysuwa się na plan pierwszy i wyraźnie determinuje “zniewoloną” jednostkę. Historyk dał temu wyraz w końcowych uwagach swego dzieła: “ilekroć myślę o jednostce, zawsze skłaniam się do postrzegania jej jako więźnia przeznaczenia, w którym ma niewiele do powiedzenia, jako stałego elementu w krajobrazie, w którym nieskończone perspektywy rozciągają się przed i za nią” [46]. Przyjęta tu hierarchia czasu wyznacza więc określone miejsce człowieka w historii. Modernistyczny model determinowania uczynił człowieka więźniem klimatów, roślinności i procesów ekonomicznych, zatopił go w czasie, który wymyka się potocznej, przyczynowo-skutkowej logice. W konsekwencji – stwierdza Fernand Braudel – “nastąpiła […] przemiana tradycyjnego czasu historycznego. […] Pojawia się nowy sposób opowiadania historycznego, który przedstawia pasmo koniunktury, cyklu czy nawet “intercyklu” i do naszego wyboru stawia dziesiątki lat, ćwierćwiecze, czy też […] półwiecze” [47].

Stało się tak dlatego, iż historia modernistyczna, rozszerzając badania na obszary zarezerwowane poprzednio dla innych nauk “uwikłała” człowieka w stosunki z przyrodą, świat zjawisk gospodar-czych, życie codzienne, zjawiska społeczne, itd. Aspekty te zaczęły być rozpatrywane w całościowym wymiarze i we wzajemnych relacjach. W takiej sytuacji w centrum uwagi znalazły się zjawiska masowe, procesy oraz ich zmienność w czasie i przestrzeni. Pojedyncze zdarzenie “rozpłynęło” się więc, zniknął fakt osadzony punktowo na osi czasu. Konsekwencją była zamiana datowania punktowego na wskazywanie prawidłowości, określenie ich trwania i związki czasowe z innymi procesami [48]. W ten sposób można było wyrazić modernistyczną koncepcję historii.

Globalny obraz dziejów i przyjęte sposoby determinowania niosły za sobą określone rozumienie miejsca człowieka w świecie i jego roli w kształtowaniu dziejów. W Braudelowskiej rzeczywistości historycznej los ludzki został zdeterminowany przez wielorakie czynniki zewnętrze i uwikłany w całościowo rozpatrywaną rzeczywistość społeczną, której człowiek odbierający życie w krótkich migawkach, często nie dostrzega. Respektując przekonanie, iż to ludzie tworzą historię, modernista jednocześnie uważa stwierdzenie to za jednostronne, gdyż “także historia tworzy ludzi i kształtuje ich los – historia anonimowa, głęboka i często milcząca […] [49]. Badacz preferował taką właśnie opcję, gdyż […] w historii jednostka jest zbyt często abstrakcją. W żywej rzeczywistości nie ma nigdy jednostki zamkniętej w sobie samej; wszystkie przygody indywidualne rozpływają się w rzeczywistości bardziej złożonej, w materii społecznej, w rzeczywistości “wieloczynnikowej” [50]. Jest nią rzeczywistość przyrodnicza i społeczna, procesy ekonomiczne i kulturowe organizujące zasobność i mobilność ludzi. One wyznaczają też skalę możliwych wyborów człowieka, a sprzeniewierzenie się prawidłowościom struktur i koniunktur pociąga za sobą alienację ze społeczeństwa. Na pierwszy plan wysuwa się więc owa “wieloczynnikowa” rzeczywistość, zaś takie elementy jak mentalność, obyczaje, religia, filozofia, uczucia jednostek, twórczość wybitnych indywidualności (np. artystyczna), cele pojedynczych ludzi stają się sprawą marginalną. Mimo braku tych aspektów, które jakby nie patrzeć, regulują aktywność człowieka i wpływają na określenie w danej społeczności skali możliwych wyborów, historia pisana w duchu social science nie przestała być historią o człowieku, lecz stosuje wobec niego specyficzną strategię poznania – odkrywa sens zjawisk procesualnych. Wojciech Wrzosek określa ją jako strategię “od góry”, holistyczną, antyindywidualistyczną, ponadindywidualną. Do zrozumienia historycznego fenomenu człowieka modernista dochodzi bowiem poprzez zrozumienie świata, w którym funkcjonuje jednostka [51].

Można więc powiedzieć, że modernistycznie zorientowana historiografia preferuje określone warto-ści. Indywidualność i wolność nie mają tutaj znaczenia: “Ludzie, nawet najwięksi spośród nich, nie wydają się nam tak wolni, jak to sądzili nasi poprzednicy w historii” [52]. Ich los, pomyślność i szczęście są bowiem uzależnione od wielorakich struktur, i – jak pisał Fernand Braudel – “wielkim człowiekiem czynu jest ten, kto dokładnie zdaje sobie sprawę z granic swych możliwości, działa w ich wąskich ramach i stara się skorzystać z tego, co nieuchronne. Każdy czyn niezgodny z głębokim prądem historii – nie zawsze jest nim ten najbardziej widoczny – z góry skazany jest na niepowodzenie” [53]. Modernistyczne ujęcie człowieka czyni go wrażliwym na walory geograficzno-przyrodnicze, które są elementem dwukierunkowego oddziaływania (człowiek na przyrodę i przyroda na człowieka); czyni go wrażliwym na oddziaływania społeczne i ekonomiczne, ale to nie tyle człowiek je kształtuje, co raczej one kształtują jego los. Takie ujęcie pozbawia jednak człowieka wszelkich struktur myślowych, które stanowią o jego twórczej, aktywnej roli w historii. Przede wszystkim zaś pozbawia go indywidualnych cech, przekonań, wartości, którym hołduje, światopoglądu, który organizuje cele i sposoby ich realizowania. Jednostka jest częścią, trybem wielopłaszczyznowej, totalnej machiny dziejowej. Jest odarta z możliwości kreowania własnego małego świata, w którym mogłaby żyć bez świadomości otaczających ją prawideł, struktur, koniunktur, za to z bagażem własnych, małych celów, prozaicznych radości i indywidualnych wyobrażeń o tym, jak zbudowany jest świat, jak kierować swym życiem.

b) paradygmaty naukowe we współczesnej historiografii

Naukowo zorientowane paradygmaty nie obce są także historiografii współczesnej. Należą do nich: wspomniana już szkoła Annales, historiografii marksistowska, New Political History, New Social History, Cultural History oraz Ethnohistory, Sozialgeschichte i New Economic History [54]. Mimo, iż wymienione tu kierunki w centrum swoich zainteresowań stawiają różne zagadnienia, to jako cechę wspólną można przedstawić sposób “komponowania świata”, charakteryzujący się:
-przekonaniem, iż historia jest nauką, czerpiącą wzorzec z nauk przyrodniczych,
-uznaniem, że celem nauk społecznych jest badanie społeczeństw ludzkich,
-dążeniem do osiągnięcia totalnych historycznych wyjaśnień (dotyczy to szczególnie szkoły Annales i historyków marksistowskich),
-głównym przedmiotem zainteresowań są zjawiska masowe,
-widoczne są silne wpływy strukturalizmu,
-celem jest produkowanie praw, a przynajmniej ogólnych wyrażeń,
-dialektyka teraźniejszości i przeszłości zawiera w sobie zdolność rzutowania na przy-szłość,
-dopuszcza się kulturowy i etyczny relatywizm, ale nie dotyczy to poznania,
-istotne jest przekonanie, że wiedza ustanawia rzeczywistość, która jest przedmiotem badań,
-przeszłość jest interpretowana zgodnie z “ideologią emancypacji”, czyli koncepcji odziedziczonej po oświeceniu [55].

Szczególne nadzieje na nowe możliwości interpretacyjne stwarza teoria chaosu należąca do nurtu new science [56]. Jest to model fizyczno-matematyczny umożliwiający badanie zjawisk złożonych bez konieczności rozkładania ich na czynniki proste. Teoria chaosu rozbudza nadzieje na stworzenie nowego obrazu świata, nie tylko u badaczy nauk ścisłych, ale również u humanistów preferujących przyrodniczą wizję świata [57].

Choć zgodzić się należy z entuzjastami tej metody, iż systemy społeczne są układami nieliniowymi, otwartymi (a teoria chaosu stwarza możliwość badania złożoności organizmów żywych, przyrody nie-ożywionej, techniki, ale także organizmów społecznych), to jednak teoria ta nie uwzględnia w swym programie badawczym kwestii motywów i emocji towarzyszących ludzkim działaniom (a czasem nawet nieprzewidywalnych, nieracjonalnych wyborów). Wysoka złożoność systemów społecznych jest w dodatku bardzo trudna do precyzyjnego określenia, jej specyfika polega bowiem na wielości podsys-temów rządzących się różnymi regułami, według których postępują jednostki albo grupy. W dodatku reguły, które regulują życie społeczne podlegają krytyce, są więc zmienne. Innymi słowy – ludzie kie-rują się w życiu uczuciami, pragnieniami, celami, które chcą realizować mając wolność działania. Przyrodniczy punkt widzenia koncentrując się przede wszystkim na rezultatach ludzkich działań, wy-jaśnianych przez pryzmat maksym preferowanych przez badaczy, pomija oczekiwania oraz maksymy, które wnoszą sami działający. Milczeniem pomija się więc (a jeśli uwzględnia, to w proporcjonalnie mniejszym stosunku) zasadniczą kwestię, mianowicie tę, że historię – choć uwikłaną w wielorakie czynniki, takie jak: gospodarka, ekonomia, przyroda, demografia – tworzą ludzie. Zastosowanie teorii chaosu do konstruowania narracji historycznej w ostatecznym rozrachunku tworzy deterministyczną wizję rzeczywistości, w której znikomą wagę przykłada się do roli jednostki w dziejach [58].

Chociaż przyjmuje się tutaj naukowe podejście do badania dziejów i niejednokrotnie odrzuca filozoficzne rozważania na temat człowieka i świata, to jednak każdy, kto chce podążać tropem naukowo zorientowanej historiografii, musi przyjąć określoną (a przynajmniej intuicyjną) postawę względem tej kwestii. Priorytety historyków uprawiających swą dyscyplinę w oparciu o naukę, koncentrują się na strukturach, układach, powiązaniach, zależnościach i prawidłowościach, a w konsekwencji oferują określone (zgodne z przyjętymi teoriami) propozycje odwiecznych problemów ludzkiej wolności, jej ograniczeń oraz jednostkowych zdarzeń i struktur, w których się one rozgrywają. W naukowo zorientowanym dziejopisarstwie jest to wykładnia deterministyczna

Historycy spod znaku moderny forsują w swych dziełach Diltheyowski światopogląd naturalistyczny, chociaż wizje dziejów przenoszą na obszary, które dotychczas były ignorowane przez pisarstwo historyczne. Można pokusić się o odwołanie do Ditheyowskiej koncepcji, w ujęciu której światopoglądem rządzi siła miejsca i czasu. Myśliciele, którym właściwy jest światopogląd naturalistyczny, żyli zarówno w świecie starożytnym, jak i czasach nowożytnych, chociaż do prezentacji swej wizji świata i człowieka wykorzystywali inne narzędzia [60]. Tezę tę można rozszerzyć także na teraźniejszość. Chociaż współcześni badacze dziejów spod znaku naturalizmu, operują teoriami nieznanymi w poprzednich stuleciach, to korzystają z intelektu, jako jedynego środka prawomocności. W ujęciu tym człowiek jest trybem w machinie dziejów, jednakże nauki przyrodnicze dostarczają wiarygodnych narzędzi, dzięki którym zdolni jesteśmy rozszyfrować i okiełznać te prawidłowości. Tylko czysty intelekt może objąć tajemnicę świata i procesów dziejowych. Tylko on może wyjaśnić, jakie jest miejsce człowieka w świecie.

Taki punkt widzenia jest możliwy i uprawomocniony przez przyjęty w tym paradygmacie wzorzec i sterujący nim światopogląd. Na zagadnienie to można jednak spojrzeć inaczej: gospodarka, demografia oraz inne elementy kształtujące oblicze społeczeństw nie mają celów, lecz co najwyżej funkcje pojmowane obiektywistycznie. To ludzie tworzą historię. To oni mają pragnienia i aspiracje, to oni krzyżują swe cele z celami innych ludzi, odnoszą sukcesy lub porażki, a z zazębiania się zgodnych lub wrogich poczynań ludzkich powstaje porządek specyficznego rodzaju: społeczny, polityczny i ekonomiczny.

PRZYPISY

[1] Wojciech Wrzosek, Co chcemy dzisiaj wiedzieć o piśmiennictwie historycznym?, w: Metodologiczne problemy syntezy historii historiografii polskiej, Rzeszów 1998, s. 51.
[2] Wilhelm Dilthey, O istocie filozofii i inne pisma, ?
[3] Jerzy Kmita, Jak słowa łączą się ze światem. Studium krytyczne neopragmatyzmu, Poznań: Instytut Filozofii 1998.
[4] Andrzej Radomski, Kultura – Tekst – Historiografia, Lublin: UMCS 1999.
[5] Andrzej Radomski, Kultura – Tekst – Historiografia, Lublin: UMCS 1999.
[6] Kwestię tę bardzo plastycznie ujął Jerzy Topolski porównując historyka do marynarza, który przebudowuje swój okręt na otwartym morzu: W Świecie bez historii czytamy, że historyk płynie “wraz ze wszystkimi na wzburzonych falach zdarzeń. Jest nie tylko obserwatorem, lecz również współtwórcą nieobojętnym na bieg rzeczy. Połączenie obserwacji z uczest-nictwem w tworzeniu rzeczywistości obserwowanej może mieć różne skutki, zależne przede wszystkim od charakteru owego uczestnictwa historyka w życiu społecznym. Fakt, że historyk jest równocześnie obserwatorem i uczestnikiem życia społecznego, prowadzi do dwojakich skutków: może wpływać pozytywnie na ostrość jego widzenia, może jednak także obserwację tę deformować”. Jerzy Topolski, Świat bez historii, Poznań 1998, s. 174.
[7] Zob. Steven Shapin, Rewolucja naukowa, przekł. S. Amsterdamski, Warszawa: Prószyński i S-ka 2000, s. 63.
[8] Zygmunt Bauman nowoczesnością nazywa okres historyczny, który w Europie Zachodniej rozpoczął się od serii do-głębnych społecznostrukturalnych i intelektualnych przemian siedemnastego stulecia i osiągnął dojrzałość w postaci a) projektu kulturalnego, wraz z Oświeceniem, i b) specyficznej formy życia społecznego, wraz z rozwojem społeczeństwa przemysłowego (kapitalistycznego, a później także i komunistycznego. Zygmunt Bauman, Wieloznaczność nowoczesna Nowoczesność wieloznaczna, przekł. J. Bauman, Warszawa 1995, s. 14-15, przyp. 1.
[9] Kant, Co to jest Oświecenie?, w: Przypuszczalny początek ludzkiej historii, Toruń: Comer 1995, s. 53.
[10] Zob. Wojciech Wrzosek, Historia – Kultura – Metafora. Powstanie nieklasycznej historiografii, Wrocław 1995, s. 46-48.
[11] Symptomy tego kryzysu przedstawił Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, Warszawa 1967.
[12] Jerzy Kmita, Wymykanie się uniwersaliom, Warszawa: Oficyna Naukowa 2000, s. 105-106.
[13] Rene Descartes, Rozprawa o metodzie, Warszawa 1988, s. 73.
[14] Tamże, s. 72.
[15] Antoine N. Condorcet, Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje, Warszawa 1957, s. 5.
[16] W propozycji Davida Riesmana głównym kryterium podziału charakterów jest zmienna krzywa demograficzna. Z pewnością nie należy ona do najszczęśliwszych. Przerzucając przyczynę wielkich przemian historycznych w dziedzinę zjawisk demograficznych, humanistyka wyjaśnia niewiadome przez niewiadome. Tylko w powiązaniu tych przemian de-mograficznych z przemianami kulturowo-cywilizacyjnymi typy charakterologiczne nabierają sensu i można je wtedy osa-dzić w czasoprzestrzeni historycznej. Koncepcja Davida Riesmana nabiera sensu dopiero wówczas, gdy rozpatruje się ją we wzajemnych związkach ze zmianami warunków produkcji, warunkami życia, wymiany handlowej, jednostkowymi i społecznymi interakcjami, społecznym samopoczuciem i wielu innymi czynnikami, które wpływają na społeczny charak-ter. Tylko w takim sensie mogę przyjąć propozycję Davida Riesmana, według którego typ wewnątrzsterowny należy wią-zać z przemianami, jakie dokonały się w okresie renesansu, reformacji , kontrreformacji, oraz z rewolucjami przemysłowymi i przewrotami politycznymi XVII, XVIII i XIX wieku. David Riesman, Samotny tłum, przekł. J. Strzelec-ki, Warszawa: Muza S. A.. 1996, s. 29.
[17] Weber, Szkice z socjologii religii, przekł. J. Prokopiuk i H Wandowski, Warszawa: Książka i Wiedza 1995.
[18] Uczeni, którzy podejmowali problemy techniki, przyczyniali się raczej do oceny i wyjaśniania, a nie do udoskonalania technik powstałych już wcześniej. Jednak pod koniec XVIII w. coraz częściej wykorzystywano metody zapożyczone z nauki, zwłaszcza w dziedzinie chemii. Tam nad produkcją barwników, ceramiki i prochu pieczę sprawowali naukowcy. Związki nauki z techniką były jednak w tym czasie jeszcze dość “swobodne”. Aby odkryć nowe ważne procesy technolo-giczne będące wynikiem rozwoju wiedzy naukowej, trzeba było zaczekać na dojrzewanie chemii organicznej, termodyna-miki i elektroenergetyki w latach 1840-1870. Wówczas związki te zacieśniły się, w wyniku czego przekształciły komunikację, procedury wytwarzania, odkryto nowe źródła energii, zainicjowano produkcję rozmaitych substancji po-trzebnych dla przemysłu, itd. Na ten temat zob. Thomas S. Kuhn, Dwa bieguny, s. 210-217.
Steven Shapin kwestionujący rewolucyjność naukową doby oświecenia, podkreśla, że zmiana ta związana była z prze-sunięciem warstw ludzi zainteresowanych nauką. Prąd humanistyczny, wynalezienie druku oraz reformacja stworzyły po-trzebę reformy nauki i szkolnictwa, a adepci byli zainteresowani zdobywaniem wiedzy użytecznej w życiu świeckim. Steven Shapin, Rewolucja naukowa, s. 114.
[19] Zob. Jacques Derrida, Psyché. Odkrywanie innego, w: Postmodernizm. Antologia przekładów, pod red. R. Nycza, przekł. M. P. Markowski, Kraków 1998, s. 92 n.
[20] Przeświadczenie o wyjątkowej roli nauki, której tajniki dostępne są tylko nielicznym mieli już naukowcy poprzednich stuleci. W żadnej epoce nauka nie była domeną szerokiego kręgu społeczeństwa. Steven Shapis podaje przykłady uzasad-niające przeświadczenie o ezoteryczności nauki nowożytnych badaczy: “W połowie XVI w. Kopernik w przedmowie do De revolutionibus dokładnie określił potencjalnych czytelników swego dzieła. “Dzieła matematyczne – twierdził – pisane są dla matematyków”. W 1600 r. William Gilbert dał wyraz swemu wyniosłemu stosunkowi do opinii potocznej: “Nie kłopocze nas to wcale, że, jak utrzymujemy, filozofia [naturalna] jest dla nielicznych”. Galileusz zdecydowanie akceptował ten wykluczający maluczkich pogląd i próbował przeciwstawić percepcje i kompetencje “pospólstwa” umiejętnościom matematycznym i filozoficznym. Prawda o przyrodzie miała być dostępna tylko ludziom o szczególnych kompetencjach. Steven Shapin, Rewolucja naukowa, s. 110.
Przeświadczenie to odziedziczyli naukowcy następnych stuleci, a rosnący podział pracy i tworzenie wąskich specjaliza-cji niezrozumiałych dla szerokiego kręgu odbiorców utwierdzał wyjątkowość i ezoteryczność wiedzy naukowej.
[21] Jose Ortega y Gasset, Barbarzyństwo specjalizacji, przekł. P. Niklewicz, w: tenże, Bunt mas, Warszawa 1995.
[22] Herbert Schnädelbach, Filozofia w Niemczech 1831-1933, przekł. Krystyna Krzemieniowa, Warszawa 1992, s. 112-118.
[23] B. Le Bouvier de Fontenelle, Dygresje o starożytnych i nowożytnych, w: Teoretycy, historiografowie i artyści o sztuce 1600-1700, wybrał i opr. J. Białostocki, Warszawa: PWN 1994 s. 577.
[24] Zob. Maria Poprzęcka, Akademizm, Warszawa: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1989, s. 76.
[25] Zob. Kazimierz Bartoszyński, O poetyce powieści historycznej, w: tenże, Powieść w świecie literackości, Warszawa: PAN 1991, s. 88.
[26] Leopold Ranke, Przedmowa, w: tenże, Dzieje papiestwa w XVI-XIX wieku, Warszawa 1974, s. 25-26.
[27] The Cambridge Modern History: Its Origin, Authorship and Production, 1907, s. 10-12. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż indywidualny aspekt badań nie ma tu znaczenia. Nie chodzi bowiem o sumę punktów widzenia historyków o indy-widualnych walorach i ich jednostkowych badań, lecz o same badania, wypracowane przez zespół. Czytając tekst Actona w tym kontekście (i mając na względzie naukowe aspiracje historiografii) warto zestawić ją uwagami Plessnera. Naukowiec, według niego, “pracuje wprawdzie angażując wszystkie swoje siły, ale przy wyłączeniu swej osobowości i w myśl tego wyłączenia zachowuje dyscyplinę nieosobistego stawiania pytań, będąc w poszczególnym przypadku może nieoszacowa-nym i bezcennym jako genialny umysł, jako indywidualność jednak z zasady możliwym do zastąpienia. Logika rozwoju problemu aktywizuje jego wiedzę, podobnie jak plan produkcyjny utrzymuje w ruchu zakład”. Cyt za: Herbert Schnädelb-ach, Filozofia w Niemczech, s. 117-118.
[28] Wilhelm Dilthey, O istocie filozofii i inne pisma, przekł. E. Paczkowska-Łagowska , Warszawa: PWN 1987, s. 152. Zob. także uwagi filozofa na temat naturalizmu i pozytywizmu: tamże, s. 221-227.
[29] Tamże, s. 158.
[30] Stuart Clark, Historycy “Annales”, przekł. P. Łozowski, [w:] Powrót wielkiej teorii w naukach humanistycznych, red. Q. Skinnera, Lublin: 1998, s. 207.
[31] Franklin R. Ankersmit, Reply to Profesor Iggers, “History and Theory”, 3 (1995), s. 168-173.
[32] Marc Bloch i Lucien Febvre, Préface, “Annales. Économies, Sociétés, Civilisation”, 1(1929), s. 1-2.
[33] Fernand Braudel przyznawał L. Febvre olbrzymi wkład w kształtowanie nowego oblicza historii [Zob. Fernand Braudel, Historia i trwanie, przekł. B. Geremek, Warszawa: Czytelnik 1999, s. 39-43]. Modernistyczna wykładnia świata i człowieka nie niweczyła tutaj humanistycznej wrażliwości Luciena Febvre, uwzględniającego “człowieka w historii”. Fer-nand Braudel żywił jednak sceptycyzm wobec człowieka-kowala swego losu, preferując “przyrodniczo-geograficzną” wykładnię. Z kolei Jacques Le Goff – człołowy przedstawiciel antropologii historycznej we wstępie do Człowieka Śre-dniowiecza powołuje się na definicję historii “zhumanizowanej” zaproponowanej przez Luciena Febve: “Człowiek jest miarą historii, jedyną miarą; więcej jeszcze, jest zasadniczą racją jej istnienia. I dalej, dla równowagi, mającej umocnić antropologiczną wykładnię typów osobowości w średniowiecznej Europie: Jedynym przedmiotem historii – historii, której nie interesuje jakiś niewiadomy człowiek, abstrakcyjny, wieczny, w gruncie rzeczy niezmienny i na wieki ciągle taki sam – są ludzie postrzegani zawsze jako część społeczności, będący jej członkami; ludzie w swoich różnych funkcjach, wielora-kich zajęciach, troskach i postawach, które się wzajemnie przenikają, zderzają, przeciwstawiają sobie, prowadząc do kom-promisowej harmonii, pewnego modus vivendi, który nazywa się Życiem”. Jacques Le Goff, Wstęp, Człowiek Średniowiecza, pod red. J. Le Goffa, przekł. M. Radożycka-Paoletti, Warszawa-Gdańsk: Volumen, Marabut 1996, s. 9.
[34] Wojciech Wrzosek, Historia – Kultura – Metafora, s. 124.
[35] Jerzy Topolski, Od Achillesa do Béatrice de Planissolles, Warszawa 1998, s. 114.
[36] Fernand Braudel, Historia i trwanie, s. 30.
[37] Tamże, s. 23.
[38] Tamże, s. 25.
[39] Tamże, s. 38.
[40] Fernand Braudel, Przedmowa do drugiego wydania, w: tenże, Morze śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II, Wstęp B. Geremek i W. Kula, przekł. T. Mrówczyński i M. Ochab, t. I, Gdańsk 1976-1977, s. 18.
[41] Fernand Braudel, Morze śródziemne, s. 79-80.
[42] Tamże, s. 448.
[43] Tamże, t. II, s. 281.
[44] Por. John Lechte, Historia strukturalna. Fernand Braudel, [w:] tenże, Panorama współczesnej myśli humanistycznej. Od strukturalizmu do postmodernizmu, przekł. T. Banasiak, Warszawa: Książka i Wiedza 1999, 161-163.
[45] Fernand Braudel, Morze Śródziemne, s. 20.
[46] Tamże?
[47] Tenże, Historia i trwanie, s. 52-53.
[48] Zob. Wojciech Wrzosek, Historia – Kultura – Metafora, s. 77-100.
[49] Fernand Braudel, Historia i trwanie, s. 28.
[50] Tamże, s. 28.
[51] Wojciech Wrzosek, Historia – Kultura – Metafora, s. 123.
[52] Fernand Braudel, Historia i trwanie, s. 42.
[53] Tenże, Morze śródziemne, t. II, s. 614.
[54] Andrzej Radomski, Kultura – Tekst – Historiografia, s. 18.
[55] Powyższe wyznaczniki zostały opracowane przez historyka historiografii Ignacio Olabri “New” New History: A Longue Duree Structure, w: History and Theory, (1)1995, s. 9-11. Podaję je tutaj w skróconej formie za: Andrzej Radomski, Kultura – Tekst – Historiografia, s. 19.
[56] Termin new science obejmuje wiele koncepcji “po Einsteinie”: zasada nieokreśloności, zasada antropiczna, teoria katastrof, czy wspomniana teoria chaosu. Chociaż mają one na celu zbliżenie do uniwersalnej teorii, w której możliwe byłoby pogodzenie współczesnych poglądów na temat pojmowania fizyki cząstek elementarnych, mechaniki kwantowej i kosmologii, to znajdują zastosowanie w wielu innych obszarach nauki. Ekonomia, socjologia i historia są przykładami takich adaptacji.
[57] Zob. K. B. De Greene, Field-Theoretic Framework for the Interpretation of the Evolution, Instability, Structural Change, and Management of Complex Systems, [w:] Chaos Theory in the Social Sciences. Foundation and Applications, Michigan 1996; a także D. L. Harvey and M. Reed, Social Science as Study of Systems, [w:] Chaos Theory.
[58] Zob. Jerzy Topolski, Rzeczywistość jako chaos. Czy nowy mit fundamentalny?, [w:] jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji historycznej, Warszawa 1996, s. 251-266.
[59] Wilhelm Dilthey charakteryzując światopogląd naturalistyczny przytacza postaci z różnych epok. Podkreślał jednak, że to dopiero “czasy nowożytne dostarczyły naukowych metod naturalistycznego wyjaśniania rozwoju duchowego. Należą do nich: zrozumienie życia duchowego na podstawie otoczenia, wyprowadzenie życia ekonomicznego z interesów oraz teoria ewolucji, zgodnie z którą intelektualne i moralne własności człowieka ugruntowały się w toku narastających, nieznacznych zmian sumujących się w nieskończenie długim czasie”. Wilhelm Dilthey, O istocie filozofii i inne pisma, s. 160.

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–

Comments are closed.