Joanna Hańderek: Filozofia kultury wobec rzeczywistości mediów elektronicznych.

Czym różni się książka wydana na papierze z twardą lub miękką okładką od e-booka? Czym różni się Joanna od Magoji? Czym różni się spotkanie przy kawie w Coffeheaven od spotkania przy kawie w Second Lifie? Odpowiedź na te pytania zależy tak naprawdę od nastawienia badawczego, ale również od postawy egzystencjalnej osoby, która udziela odpowiedzi. Czasami nawet ważniejsze jest to, co egzystencjalne. Niezależnie jednak od odpowiedzi można zobaczyć jedno: czy mówimy o świecie tak zwanym wirtualnym, czy o świecie realnym nasza rozmowa wcześniej czy później schodzi na tematy relacji interpersonalnych. Krytycy e-booków, e-learningu i spotkań w rzeczywistości elektronicznej będą mówić o utracie kontaktu z drugim człowiekiem, o zaniku więzi, rozpadzie i zagrożeniu czy kryzysie przyjaźni, rodziny, związków międzyludzkich. Z kolei zwolennicy będą mówili o nowym wymiarze spotkania, bycia razem, nowych warunkach kontaktu z człowiekiem i o nieograniczonej wręcz możliwości przepływu informacji, do których nigdy w innej rzeczywistości byśmy nie dotarli (bądź dotarcie do nich zajęłoby nam bardzo dużo czasu). Czasami ta dyskusja przyćmiewa pozostałe tematy. W niniejszym artykule pokażę w ślad za Michałem Ostrowickim/Sideyem Myoo1, iż tak zwana rzeczywistość wirtualna wcale nie jest wirtualna, a jak najbardziej realna. Tak samo będę chciała przekonać Ciebie moja droga czytelniczko i mój drogi czytelniku, że tak na prawdę nic nowego się nie stało, ponieważ pomimo rozwoju rzeczywistości wirtualnej i tak czytamy książki, spotykamy się na kawie, uczymy się. Być może teraz robimy to na innych zasadach. Tak samo jak wcześniej narażeni jesteśmy na błędy, samotność czy przestępstwo. Fakt, iż w świecie mediów elektronicznych pewne zjawiska zostały zintensyfikowane, pojawiły się też nowe zagrożenia, to jest to moim zdaniem jedynie konsekwencją nie samych mediów, lecz kultury, ludzkiego działania. Najważniejsze z punktu widzenia kultury i jej oddziaływania wydaje mi się przyjrzenie i zrozumienie, w jaki sposób kształtują się możliwości i w jaki sposób może formułować się zachowanie człowieka.

No więc czym różni się książka od e-booka, wykład od e-wykładu, Joanna od Magoj, kawa w Coffeeheaven od kawy wypitej na wyspie Second Life’u? W przypadku zakupu książki możemy powiedzieć, że nie możemy porozmawiać ze sprzedawcą, nie mamy w dłoni egzemplarza, który pożyczymy przyjaciółce/przyjacielowi, nie czujemy zapachu kartek i nie słyszymy ich szelestu przy przewracaniu. E-book jest tylko elektronicznym zapisem, przesyłanym przez sprzedawcę na konto po wpłacie pieniędzy. I tyle? Pomijając fakt, że dostaję e-booka szybciej i taniej, pomijając fakt, że mam w ten sposób dostęp do książek z całego świata w każdym języku, pomijając fakt, że oszczędza się papier przy wydaniu e-booka, co ma znaczenie ekologiczne – pojawia się tutaj coś jeszcze. Na każdej stronie poświęconej książkom mogę przeczytać wpisy nie tylko profesjonalnych krytyków literackich (ci dzisiaj zresztą zmienili swą rolę, wyparci do środowiska tradycyjnej gazety), ale co najważniejsze innych czytelników. Wpisy mądre, głupie, obraźliwe, fascynujące, całą rzekę wypowiedzi, potok czyjejś świadomości, niczym nieskrępowanej refleksji. Tym samym dostaje coś więcej, nie tylko książkę, ale jej miejsce w świadomości społecznej, jej realne znaczenie dla konkretnego człowieka. Można się oczywiście oburzać poziomem wpisów, płakać nad ortografią i stylem wypowiedzi, faktem pozostaje jednak ten żywy kontakt z myślą drugiego człowieka.

W ten sposób można też zobaczyć formowanie się nowego aspektu kultury: otwartej na jednostkowość, żyjącej indywidualnym głosem z wszystkimi tak pozytywnymi, jak i negatywnymi skutkami takiego stanu rzeczy. Jeżeli od tej perspektywy mediów elektronicznych spojrzymy na kulturę, wówczas okaże się, że przypomina ona targowisko2, na którym każdy może coś powiedzieć, nawet szaleniec czy niewykształcony, ale tym samym każdy może zaistnieć na tę chwilę wpisu i potem mojej lektury. Może to najbardziej przeraża krytyków wszelkiej działalności w świecie elektronicznym: egalitarności. Egalitarność jest bowiem szalenie trudna, wymaga nie tylko dużej dozy krytycznego myślenia, ale również odporności na różnorodność, oswojenia jej i pogodzenia się z nią, wymaga też polubienia różnorodności, bo tutaj w świecie elektronicznych mediów inaczej już nie będzie, są one z natury swej pluralistyczne. Pisał o tym klasyk MacLuhan3 oraz szkoła myślicieli wyrosłych na jego tekstach, wystarczy wspomnieć Adrien MacLean by dopełnić obrazu całości.

Pluralizm i polifoniczność różnorodności jest trudna, gdyż wymaga od uczestnika takiego świata nieustannej mobilizacji, niemalże kwestionowania własnych poglądów, sposobu myślenia, plastyczności i otwarcia. Trud ten jednak się opłaca. Jak pokazują tacy badacze jak: Clifford Geertz, James Clifford, Homi Bhabha, Kwame Anthony Apiah różnorodność nie tylko wpisana jest w nasze życie, ale stanowi twórczy aspekt kultury i możliwość rozwoju człowieka. Różnorodność, jaką spotykamy w świecie mediów elektronicznych jest zatem tym twórczym aspektem, który od zawszeistnieje w kulturze, tutaj jednak zagęszczonym, do niespotykanej wcześniej skali. W tym miejscu chciałam podkreślić moją główną tezę; że nic nowego nie zdarza się w świecie rzeczywistości elektronicznej. Człowiek zawsze wymieniał uwagi, plotkował, wypowiadał zarówno głupie, jak i mądre zdania. Wystarczy wejść do jakiejkolwiek biblioteki, usiąść w czytelni z książka wydaną w XX stuleciu i starannie ją przewertować. Może się okazać, że znajdziemy na marginesie komentarze, zakładkę, czy notatki. Wychodząc na korytarz możemy usłyszeć komentarze i rozmowy, mogą być tak samo jak w internecie nie na temat, nie istotne, lub zadziwiająco mądre i trafne. W internecie dzieje się to samo, tylko w zagęszczony sposób, czytając komentarze innych mam dostęp właśnie do takich strzępów zasłyszanych rozmów, wymiany zdań poza barierami czasu i przestrzenni. Tak jak w komentarzu na stronie tradycyjnej książki mogę przeczytać słowa kogoś, kogo nigdy nie widziałam.

Krytycy i malkontenci sieciowi ciągle jednak narzekają z jednej strony na utratę prawdziwych kontaktów międzyludzkich oraz na brak autoryzacji, profesjonalizmu (do czego jeszcze wrócę). Byron Reevs i Clifford Nass w książce „Media i ludzie” pokazują te właśnie procesy tłumacząc, dlaczego człowiek nastawiony jest na kontakty interpersonalne: ludzkie postrzeganie świata, kształtowane w toku ewolucji ukształtowało się jako społeczne i bezpośrednie (twarzą w twarz). Jako gatunek zależymy od siebie, dlatego nauczyliśmy się postępować wobec siebie, potrzebujemy obecności drugiego człowieka. Dlatego też niezależnie od tego czy spotykamy się na ulicy, czy w świecie elektronicznej rzeczywistości, cały czas jesteśmy nastawieni na interakcje i obecność drugiego człowieka4. Wedle Reevs’a i Nass’a idzie to jeszcze dalej. Nasze podejście do komputerów, sprzętu również ma mocno spersonalizowany charakter. Amerykańscy badacze przytaczają znamienne badanie, podczas którego luzie zostali podzieleni na dwie grupy testowe. Obie rozwiązywały ten sam test, przy czym pierwsza grupa dostała na tych samych komputerach do uzupełnienia ankietę pytającą o jakość pracy podczas rozwiązywania testu, a druga grupa została poproszona o to samo, przy czym została zaproszona do odpowiedzi na pytania w innej sali i na innym sprzęcie. Wyniki badania okazały się znamienne. Pierwsza grupa pracująca cały czas na tym samym sprzęcie wykazała się bardzo dużą tolerancją, chwaląc lub w sposób delikatny oceniając jakość pracy, oprogramowania i samych komputerów. Druga grupa, mogąca pracować na innym sprzęcie wykazała się o wiele bardziej krytycznym podejściem zarówno do programu, na jakim pracowali, jak i do jakości komputerów. Jaki wyciągnęli stąd wniosek badacze? Mózg człowieka wyewoluował do interakcji społecznych i to w formie twarzą w twarz, dlatego obecnie w epoce rozwoju technologicznego bardzo łatwo personalizujemy komputery i nadajemy im ludzkie cechy.

Opisany prze Reevsa i Nassa kazus jest moim zdaniem bardzo ważny, tłumaczy dlaczego człowiek powiela pewne schematy postępowania, dlaczego cały czas personalizuje komputer, szuka kontaktu z drugim człowiekiem i nawet, jeżeli nie może spotkać się z nim bezpośrednio, to czat, facebook, Second Life staje się dla użytkownika czymś realnym. Eksperyment ten tłumaczy również dużą wagę poświęcaną kontaktom w rzeczywistości mediów elektronicznych, kreowaniu własnego wizerunku i tożsamości sieciowej, prezentacji w różnych portalach i potrzeby obecności w życiu sieciowym. Dla człowieka wtórnym jest, że rozmawia awatar z awatarem, w końcu utożsamia się z nimi, sam je stwarza i sam nadaje im cechy, które definiuje jako własne – istotne w relacjach sieciowych jest samo spotkanie, tak jak samo stworzenie własnej tożsamości. Dlatego moim zdaniem picie kawy w kawiarni ma ten sam wymiar, co picie kawy w Second Lifie, lub spotkanie za pomocą jakiegokolwiek innego narzędzia sieciowego, gdyż w innym internetowym świecie – za każdym razem stajemy wobec człowieka, jego obecności, budowanej tożsamości i za każdym razem jest ona dla nas ważna5.

Wróćmy jeszcze na chwilę do e-booka. Tak naprawdę mamy dwie linie krytyki książek czytanych on-line. Pierwsza wykazuje się sentymentem i mówi o uroku kartek papieru i ich szeleście, zapachu, odwołując się do doznań bibliofila, zachwyconego już w momencie wejścia do biblioteki. Z tego typu sentymentem nie ma co dyskutować, gdyż jest on prywatnym doznaniem czytelnika, przyzwyczajeniem, którego nie posiadają już ci, dla których e-booki są źródłem podstawowej lektury. Sentymentalne spojrzenie może też nie dostrzegać łatwości, z jaką sprowadzamy e-booka (już po zapłaceniu może pojawić się książka w naszym komputerze), oszczędności nie tylko przez to czasu, ale i pieniędzy. Krytyka ta nie widzi też, iż łatwy dostęp do czytelni on-line przyspiesza naukę czy pracę naukowca, który nie musi już wyjeżdżać ze swojego domu, kraju, by móc zdobyć odpowiednią dla niego literaturę przedmiotu. Warto też zauważyć, iż książkę wydaną papierowo czasami trudno jest transportować (nie każda ma charakter kieszonkowego wydawnictwa), a w elektronicznym wymiarze, na odpowiednim nośniku mogę mieć przy sobie całą bibliotekę. Druga linia krytyki, znacznie poważniejsza, wskazuje na fakt łatwości, z jaką w sieci można umieszczać teksty – każdego niemalże i o wszystkim. W profesjonalnym wydawnictwie książka musi przejść przez całe sito redakcyjnej pracy; korekty oraz recenzji. Jej treść zarówno merytoryczna jak i stylistyczna zostaje poddana ocenie oraz autoryzacji. Tak dzieje się też z e-bookami wydawanymi przez klasyczne wydawnictwa. W sieci może jednak publikować każdy i to w zasadzie bez ograniczenia. Zalogowanie się i założenie strony, bloga, umieszczanie komentarzy i wpisów są możliwe i powszechne, co powoduje, że wypowiedzi nie przechodzą przez taką selekcję, jak miało to miejsce w przypadku klasycznego wydawnictwa.

W ten sposób rozpoczyna się proces rozpowszechnia treści bez żadnej kontroli – mówię tu oczywiście o braku kontroli merytorycznej, wiadomo, że administratorzy portali starają się walczyć z treściami o charakterze niecenzuralnym, czy łamiącymi prawo. Wikipedia częstokroć krytykowana jest właśnie za fakt, iż encyklopedyczne hasło napisać może w niej każdy, tak samo jak każdy może wnieść zastrzeżenia i korektę. Brak klasycznych recenzentów, tak samo jak prowadzących całe przedsięwzięcie naukowców firmujących swoim autorytetem prace budzi jednak zastrzeżenia i niechęć. Wikipedia porównywana do prac encyklopedystów, wielkich uczonych swojej epoki, rzeczywiście może wypadać niekorzystnie, pisana przez zwykłych ludzi i poprawiana przez takich właśnie, którym chce się wysłać hasło czy uwagi krytyczne. Moim zdaniem krytyka Wikipediitak samo jak użalanie się nad losem krytyków, których większość czytelników już nie czyta, gdyż woli sprawdzić w sieci jak został oceniony dany produkt, film czy książka, nie dostrzega jednego. Wiek XX konsekwentnie oduczył społeczeństwo zachodu wiary w autorytety i ich moc oddziaływania. Najpierw Theodor Adorno i Max Horhkeimer6 ogłosili niemożność racjonalnego dyskursu po Oświęcimiu, potem Jean-Francois Lyotard ogłosił śmierć autorytetów i koniec wielkich metanarracji7, do tego przyłączył się Jacques Derrida z wszechogarniającą dekonstrukcją8 – czy mam wymieniać dalej? Postmoderniści, poststruklturaliści a nawet postkolonialiści otwarli drzwi nie tylko myśleniu bez autorytetów, ale również myśleniu, w którym różnorodność staje się czymś najważniejszym i wartościowym.

Dlatego krytyka Wikipedii nie dostrzega zmian, jakie zaszły w XX wieku, nie widzi, że Wikipedia jest dzieckiem takiego właśnie dekonstrukcyjnego myślenia i uprawiania nauki poza autorytetem. Można powiedzieć, że konsekwencją upadku metanarracji, jakim sprzeciwiał się Lyotard, jest pojawienie się szeregu narracji łatwo dostępnych dla innych, szybko przekładalnych, ściągalnych i możliwych do użytkowania przez każdego. Wraz z uświadomieniem sobie przemocy wiedzy, o jakiej pisał Michel Foucault pojawia się wolność użytkowników9. Wikipedia budowana jest poza systemowym charakterem poznania przedstawionym w „Archeologii wiedzy” Foucaulta, będąc przez to spontanicznym dzieleniem się wiedzą pomiędzy użytkownikami. Kto chce, kto ma potrzebę, pisze – sprawdzone i przepracowane informacje, przemyślane hasła, ale też i bez zrozumienia, bez metodologii, naiwne czy wymyślone. Każdy z użytkowników ma ten sam dostęp i te same prawa, co rozbija hegemonię dzierżących naukę w swoich rękach.

E-booki równolegle do e-learningu otwierają świat po Lyotradzie, Foucolcie czy Derridzie, otwierają rzeczywistość, gdzie każdy może mieć dostęp do wiedzy, tak samo jak każdy może ją kontrolować, czy z niej korzystać. Czym jest e-learning? Tworzony zarówno przez profesjonalnych wykładowców akademickich jak i pasjonatów nauki, czy tak jak TED będący odpowiedzią na potrzeby studentów, oraz przez nich kształtowanym wymiarem dydaktyki – e-learning to niczym nieograniczony wymiar przepływu wiedzy, informacji, danych pozwalający każdemu na naukę. W ten sposób nauka może zacząć się rozrastać. Wbrew czarnym scenariuszom mówiącym, iż e-learning może wyprzeć uniwersytety, uważam, że będzie je wspierał, jak i modyfikował. Dostępne w sieci wykłady, materiały dydaktyczne, książki, tak samo jak możliwość konsultacji, pozwala na rozszerzenie oferty dla tych, którzy tradycyjnie nie mogliby uczestniczyć w życiu akademickim. Z drugiej strony, pozwala na przygotowanie studenta do uczestnictwa w życiu uniwersyteckim. E-wykłady mogą zaopatrzyć w wiedzę i przygotować po to, by w następnym kroku, móc brać czynny udział w spotkaniach, warsztatach czy konsultacjach akademickich – gdzie nie przekazuje się już wiedzy, a uczy krytycznego myślenia i korzystania z niej. W ten sposób student, jak i wykładowca mogą nie marnować wspólnego czasu na wyjaśnianie rudymentów, a zająć się dyskusją, wzajemnym kształtowaniem i rozwijaniem wiedzy. E-learning daje możliwości rozwijania wiedzy i potrzeby kształcenia, twórczego podejścia do problemów i pobudzania do sprawdzania własnych wiadomości.

E-learning poprzez szereg programów dociera też z edukacją w miejsca, które poprzez położenie geopolityczne i społeczno-ekonomiczne wcześniej odcięte były od takich możliwości. Po raz pierwszy zastosowany w Australii, gdzie drogą radiową pozwalał na kształcenie dzieci z domostw oddalonych o wiele kilometrów od szkoły, rozwinął się w czasie Internetu do przekazu sieciowego docierającego wszędzie tam, gdzie pojawiają się techniczne możliwości. Cały szereg programów w Afryce pokazuje, iż tradycyjna forma edukacji pozostawia wielu ludzi bez możliwości nauki, a e-learning daje możliwości rozwoju w tych regionach gdzie trudno jest założyć tradycyjne szkoły czy uczelnie10. Do tego dochodzi możliwość kształcenia osób chorych, niepełnosprawnych, a więc cały czas przekraczając elitarność klasycznej dydaktyki skierowanej dla zamożnych11, zdrowych, oraz mieszkających w odpowiednim miejscu ludzi.

Moim zdaniem w e-dydaktyce nie jest już ważne, jakie tytuły posiada profesor, jak wysoko ceniony jest w swoim środowisku, ale jak potrafi przekazać wiedzę i na ile ta wiedza będzie ceniona przez jej odbiorców. Wykładowca zawsze w swej profesji podobny był do aktora – bez studentów/publiczności nie istniał. I tak jak aktor musi przekonać do siebie publiczność, tak wykładowca musi pokazać swoim studentom wartość wykładu, przekazywanej wiedzy, musi dotrzeć do każdego, dać słuchaczom możliwość samokształcenia. Współcześnie dzięki e-learningowi może dotrzeć do szerszego grona odbiorców, ale również może znacznie szybciej zostać „wygwizdany” przez „publiczność”. A zważywszy na upadek autorytetów, nikt już nie traktuje wykładowcy jako tego, kto dzierży wiedzę i ma niezwykłą możność wykładania. Nagrać w Internecie może się każdy, profesorowie mogą mieć skuteczną konkurencję w doktorantach czy studentach, a siedzący przed komputerem wybierają tych, którzy wnoszą w ich świat ważne dla nich treści, pomysły, idee. Dlatego e-dydaktyka tak jak jest źródłem możliwości dla studentów, tak samo staje się wyzwaniem dla wykładowców, mobilizuje do przyjrzenia się prezentowanym treściom, wybrania jak najlepszej formy przekazu.

Czym zatem różni się książka od e-booka, a wykład od e-wykładu? Mobilnością i zasięgiem, ale również egalitarnością i przełamywaniem stereotypów. Uaktywniając odbiorcę, który nie jest już tylko biernym podmiotem przyswajającym prezentowane mu treści, ale aktywnym uczestnikiem, który zaczyna coraz bardziej domagać się, by treści mu prezentowane odpowiadały na jego oczekiwania i zadania, jakie stawia przed każdym z nas kultura. Rolą wykładowcy nie jest już wtajemniczanie w naukę, a przekładanie jej i wprowadzanie w nią tak by osoba o mniejszym doświadczeniu mogła sama z niej korzystać. Wykładowca ma nie tyle dawać poznanie (to każdy w czasach e-bibliotek, e-encyklopedii może wziąć sobie sam), a uczyć kreatywnego podejścia do świata, pokazywać rozwiązania niestandardowe, otwierać ucznia na poszukiwanie i wzmagać w nim procesy samodzielnego myślenia, chęci podążania do wiedzy, inspirować, podsuwać tak różne rozwiązania, jak i problemy.

Jest to jednak w stosunku do klasycznych wykładów znaczna różnica. E-learning powoduje, że zmienia się nastawienie studenta i wykładowcy – i jeden i drugi musi wykazać się większą aktywnością oraz zaangażowaniem. Zajęcia, na których student notował w pośpiechu wykład, nie dyskutując z wykładowcą poprzez e-dydaktykę powoli przechodzą do historii. Już samo spotkanie w innej rzeczywistości (istnieją kierunki, gdzie już w tej chwili od 40 do 60% zajęć odbywa się w Second Lifie) powoduje wytworzenie nowego typu zaangażowania . Wybranie awatara (o ile to konieczne), opracowanie materiału przygotowującego do zajęć i wreszcie możliwość spotkania w specjalnie przygotowanych do tego przestrzeniach rzeczywistości elektronicznej, z dodatkowymi materiałami, oraz projekcjami zwiększa zakres przekazu i zaangażowania. I jest to proces dotyczący zarówno studenta jak i wykładowcy. Co najważniejsze, tak jak całą bibliotekę e-booków, na odpowiednim nośniku, można zabrać wszędzie, tak samo wykłady i materiały lekcyjne można mieć przy sobie. Dla osób pracujących, dla dyslektyków, czy posiadających inne schorzenia jest to nie tylko wsparcie, ale często możliwość przyswojenia materiału, który wcześniej znajdował się poza zasięgiem12.

Mówiąc o znaczeniu nowych technologii i zmianach, jakie wprowadzają w kulturę i życie człowieka, tak mocno podkreślanych i analizowanych przez klasyków: MacLuhana, Onga, ale i Alvina i Heidi Tofflerów, nie należy zapominać o aspekcie społecznym i egzystencjalnym. W „Trzeciej fali” Tofflerów zostało opisane precyzyjnie, co staje się z życiem prywatnym i zawodowym człowieka nowych technologii13. Przede wszystkim fakt, iż pracę można wykonywać w sposób niekonwencjonalny, w każdym miejscu, o każdej porze, zmienił się stosunek nie tylko do niej, ale i do rzeczywistości kulturowej. Konsekwencje tej zmiany w „Klasie kreatywnej” opisał Richard Florida pokazując, iż to, co jest największym kapitałem XXI wieku to twórcze i niekonwencjonalne myślenie. Przede wszystkim praca, jak wskazuje Florida ma mieć charakter kreatywny, a więc pracownik ma nieustannie sam przed sobą stawiać nowe zadania i szukać nowych rozwiązań. Niezależnie, czy mówimy o pracowniku korporacji, których zmiany Florida śledzi uważnie, czy o drobnym przedsiębiorcy, czy mówimy o wykładowcy akademickim czy kucharzu zajmującym się cateringiem – dla Floridy każdy zawód niesie w sobie nowe wyzwania14. Nowe technologie stają się bowiem narzędziem wspierającym kreatywność.

W myśleniu Floridy można dopatrzeć się wielu uproszczeń oraz jednostronnej analizy. Wydaje mi się ono jednak ważne, gdyż pozwala prześledzić zmiany w samym nastawieniu pracowników oraz zmiany w charakterze wykonywanej pracy. Jak zauważył Zygmunt Bauman czasy stateczności i statyczności odeszły już w niepamięć a to, co stanowi największy współczesny kapitał to możliwość zmiany i kreatywnego działania15. Moim zdaniem, czy będzie to zmiana na lepsze, czy na gorsze, to już zależy od nas. Istotne jest jednak, iż w tej dynamicznej strukturze kultury współczesnej działanie często musi wychodzić poza utarte praktyki i poszukiwać nowych możliwości.

Praca i zmiana nastawienia do niej wiąże się również ze zmianą relacji społecznych i interakcji pomiędzy ludźmi. Jak zauważyli klasycy, w rzeczywistości sieciowej rodzi się innego typu kontakt miedzy ludźmi. W metaforze globalnej wioski McLuhan mówi o współczesnym człowieku, jako o koczowniku wchodzącym w gąszcz relacji i treści internetowych, poszukującym danych i ruszającym na polowanie wiadomości oraz nowych kontaktów w rzeczywistości elektronicznej16. Gdy przyjrzeć się relacjom i potrzebie obecności na Facebooku, Twitterze, czy działalności na blogach i zakładanych stronach zobaczymy współczesny rodzaj uczestnictwa w życiu społecznym – w świecie sieciowym. Wiele spotkań w rzeczywistości pozasieciowej nie mogłoby się w tej chwili odbyć bez wcześniejszego spotkania w rzeczywistości sieciowej. Co ciekawe, jak pokazali przywołani już przeze mnie Byron Reevs i Clifford Nass nasze stare mózgi odtwarzają znane im z ewolucji związki i relacje. Dlatego w sieci można spotkać przyjaciół, pracowników, współpracowników, w sieci zakłada się rodziny, zawiera związki małżeńskie, czy nawet odprawia pogrzeby. Niezależnie od awatara czy formy komunikacji, ludzie dążą do tego, by ze sobą przebywać, tworzyć wzajemne relacje i organizować swoje życie wobec innych.

Negatywnym zjawiskiem, które pojawiło się niemalże równolegle z rozwojem Internetu, to uzależnienie od życia sieciowego. Zaczynając od gier, a kończąc na użytkowaniu portali społecznościowych wielu ludzi zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością pozasieciową. Zjawisko to doczekało się szerokiego już opracowania w psychologii i wiele badań pokazuje zmiany, jakie zachodzą w samej jakości życia, oraz w rozumieniu własnego miejsca w świecie. Można zatem powrócić do postawionego przeze mnie na początku pytania: czym różni się Joanna do Magoji? Czym różni się spotkanie przy kawie w Coffeheaven od spotkania przy kawie w Second Lifie? Różnica ta ma taki sam charakter jak różnica pomiędzy dr hab. Joanną Hańderek a Joanną, pomiędzy spotkaniem w Europejskiej a spotkaniem w Coffeheaven, czy sięgając jeszcze wcześniej: jest to różnica pomiędzy Hańderkówną czy Hańderkową a Joanną Hańderek, oraz wyjściem niedzielnym do cukierni (z mężem i dziećmi), a wyjściem do kawiarni w dzień powszechny (samemu dla własnej przyjemności). Jest to różnica obyczajowa, różnica zmian kulturowych i oczekiwań społecznych.

Ostatnia różnica to kwestia uzyskania autonomii, kobieta przestała być własnością ojca i męża, tak samo jak pojawiła się w miejscach wcześniej zarezerwowanych dla mężczyzn i zaczęła wykonywać tak zwane zawody męskie. Wymienione przeze mnie powyżej różnice to kulturowo przepracowane zmiany. Tradycja i obyczajowość zmienia się nieustannie, otwierając wolniej lub szybciej nowe możliwości i nowe sposoby bycia w świecie oraz wobec drugiego człowieka. W kulturze, wraz z globalną ekonomią pojawiają się nowe sposoby postępowania i nowe wzorce kultury. Tak jak pierwsze feministki budziły zgrozę, a kobieta zajmująca pozycję zarezerwowaną wczesnej dla mężczyzn obawy (samotna kobieta w kawiarni jeszcze w latach 20. XX stulecia budziła swoiste zaniepokojenie!), tak samo pojawianie się nowych instytucji, czy obcych kulturowo miejsc, zjawisk, zdarzeń, świąt, obyczajów powodowało dyskusje i opór. Niezleżenie jednak od oporu i sprzeciwu, zrozumienia, czy nie zmiany czasami bardzo radykalne i znaczące zachodziły i zachodzą – kultura bowiem nie jest czymś stałym i niezmiennym, ale wciąż dynamicznie rozwijającym się tworem.

Rzeczywistość sieciowa tak samo jak każde wcześniejsze kulturowe zjawisko jest po prostu nowym narzędziem, nowym kulturowym fenomenem. Dlatego z jednej strony nie potrafimy z niego jeszcze korzystać, często budzi w człowieku skrajne emocje, od zachwytu po oburzenie. Z drugiej strony nie rozwinęło się jeszcze w pełni, ciągle ewoluujące zarówno od strony elektronicznej innowacji, jak i społecznych interakcji oraz egzystencjalnego doświadczenia. Różnica pomiędzy Joanną a Magoją jest więc różnicą w kulturowym ujmowaniu tożsamości, taką samą, jak wcześniejsze przemiany zarówno rozumienia ludzkiej tożsamości, jak i rozumienia miejsca człowieka w społeczeństwie. Ta zmiana właśnie jest tutaj istotna. Człowiek w kulturze Zachodu wypracowywał coraz większą autonomię własnej podmiotowości. Uwalniając się od systemu feudalnego, od zależności społecznych, historycznych, po rewolucje XX stulecia: kulturową i seksualną, uzyskał swoistą niezależność, co wspierane i rozwijane jest w dalszy sposób przez rzeczywistość sieciową. Oczywiście cały czas mamy do czynienia z relacjami i zależnościami społecznymi, mentalnymi, politycznymi i ekonomicznymi, możliwość jednak dystansu i odniesienia się do nich jest nieporównywalna nawet z XIX, czy początkiem XX wieku.

Wchodząc do rzeczywistości sieciowej, wybierając sobie awatara, imię sieciowe dokonuje się, jak ujął to Michał Ostrowicki/Sidey Myoo, swoistego aktu reinterpretowania i konstytuowania własnej tożsamości, nadając sobie samemu/sobie samej nowego wymiaru podmiotowości.

Z perspektywy filozofii kultury ten fenomen stworzenia tożsamości sieciowej wydaje mi się jednym z ważniejszych. Jak zauważył Ostrowicki/Myoo imię zawsze nadawane było nam przez innych. Wprawdzie identyfikujemy się z nim, staje się naszą wizytówką, dzięki niemu jesteśmy przez innych rozpoznawani, zawsze jednak miało ono charakter ambiwalentny: czegoś, co jest równocześnie nasze i nadane nam z zewnątrz. W wielu kulturach imienia nie można było/nie można nadać w sposób dowolny, dziecko musiało otrzymać imię po przodkach. Imię może być nadane zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami. Wymyślenie imienia dla dziecka, całkowicie niekonwencjonalnego w kulturze Zachodu przyjęło się stosunkowo późno i po dziś dzień w wielu miejscach kwestia ta budzi spore kontrowersje. Już użycie imion spoza swego kręgu językowego, etnicznego może spotkać się z odrzuceniem czy krytyką. Dlatego fenomen imienia sieciowego jest taki wyjątkowy.

Imiona sieciowe są tworzone w sposób nieograniczony, będąc przejawem wyobraźni, zabawy z samym sobą, z rzeczywistością, projekcją potrzeb, potrzebą skrywania swojej postaci. Niezależnie od przyczyn pojawiają się tu przeróżne imiona, tak samo jak postaci awatara, dopełniającego całość naszego sieciowego ja. Już samo poszukiwanie imienia, nadawanie sobie nowego, przez siebie wymyślonego, może stanowić element budowania własnej tożsamości. Poprzez imię człowiek poszukuje siebie, nadając sobie imię zaczyna świadomie stwarzać siebie samego. Co więcej – i to również jest fenomen nowy w kulturze – człowiek może mieć dystans do tak wytworzonej postaci. Tożsamość sieciowa wcale nie musi zastępować czy uzupełniać tożsamości użytkownika, może stanowić zabawę z samym sobą, zdystansowanie się do siebie. Wraz z imieniem tożsamość sieciowa może też być eksperymentem, przesuwaniem granic, poznawaniem siebie poprzez budowanie nowej tożsamości. Oczywiście pomijam tutaj psychopatologie, gdzie ludzie uzależniają się od rzeczywistości sieciowej lub gubią się i w rezultacie tracą własną, realną tożsamość. Każde zjawisko kulturowe może negatywnie wpływać na człowieka. Patrząc jednak na to od strony możliwości, wówczas dostrzec można , iż z perspektywy filozofii kultury, człowiek nigdy wcześniej nie miał takiej możliwości konstruowania swojego imienia i tożsamości oraz zdystansowania się, czy wręcz zabawy z sobą samym.

Kreatywne wytwarzanie własnej tożsamości, tak samo jak i poszukiwanie swego imienia nie wiąże się jednak tylko z Internetem. Możliwości sieciowe są odpowiedzią na przemianę kulturową. Jak zauważył Jean Baudrillard człowiek XX stulecia pochłonięty przez przyspieszony tryb życia poddany jest cały czas konieczności recyklingu17. To pojęcie Baudrillarda wyraża w pierwszej kolejności zmianę będącą wymianą, odświeżeniem, odnowieniem zarówno swego otoczenia, jak i siebie samego. W drugiej kolejności oznacza ono styl życia. Człowiek poddaje się nieustannie recyklingowi, a więc dba o swój wygląd, rozwój zawodowy, intelektualny czy emocjonalny nieustannie poszerzając kompetencje, czy poszukując nowych możliwości. Nie recyklingowanie, a więc pozostawanie takim samym uchodzi za coś niestosownego, za zaniechanie możliwości, jakie dostajemy we współczesnym świecie18.

Przyśpieszenie, ruch, zmiana, ciągłe dążenie staje się też podstawową kategorią, poprzez którą opisuje rzeczywistość współczesnej kultury Paul Virilio. Wedle tego filozofa wiek XX to wiek prędkości, gdzie nie tylko podstawową wartością, ale również ontologicznym statusem rzeczywistości jest właśnie cały czas dokonująca się zmiana19. Procesualność wpływa też na kondycję człowieka, nieustannie motywuje to wprowadzenie modyfikacji, ulepszeń do swojego życia, ale tak samo zmiana będzie wpływała na konieczność przepracowania własnego ja. Zmiana i prędkość rządzące rzeczywistością kulturową, o jakich pisze Virilio powodują nowe spojrzenie na człowieka i nakładają na niego nowe wymagania.

Wobec prędkości kulturowego życia, recyklingu, jakiemu zostaje poddany człowiek, pojawia się świadomość z jednej strony krytycznie spoglądająca na tożsamość, z drugiej aktywnie podchodząca do zachodzących procesów. Z tej perspektywy poszukiwanie imienia sieciowego, chęć zbudowania awatara, tak samo jak konto na Facebooku czy Tweeterze, stają się częścią głębszych przemian rozpoczętych już w drugiej połowie XX stulecia. Zdjęcia i wpisy na Facebooku, tak samo jak na Tweeterze, zmienia się szybko i często. Tak samo można modyfikować czy zmieniać awatara, zakładać nowe konto i wybierać kolejne imię sieciowe. Moim zdaniem jest to molekularna tożsamość, rozwijająca się w poszczególnych odsłonach nowych wydarzeń i elektronicznych przedstawień. Ta molekularna tożsamość osadza się i krąży dookoła naszego wyobrażenia kim jesteśmy, stanowiąc ciągłe konstytuowanie siebie. Proces ten odbywa się mniej lub bardziej świadomie, nie każdy bowiem ma egzystencjalne nastawienie do siebie samego jak i do życia. Często jest to zwykły eksperyment, chęć zabawy czy doświadczenia nowego sposobu przekazu i pokazania siebie. Jednakże niezależnie od świadomości człowieka, nieustanne rozwijanie tożsamości sieciowych wpływa na wyobrażenie o nas samych, rozwija człowieka i jego sposób bycia w świecie20.

Powracając do zadanych na początku pytań o różnicę pomiędzy tradycyjną, papierową książką a e-bookiem, o różnicę pomiędzy człowiekiem z imieniem nadanym przez rodziców i zapisanym w urzędzie stanu cywilnego, a awatarem z imieniem sieciowym, czy różnicę w spotkaniu w rzeczywistości sieciowej i poza nią – wracamy do pytania o kulturę i o zachodzące w niej procesy. W niniejszym artykule starałam się pokazać pozytywne aspekty, jakie niosą za sobą zmiany, jak również nieuchronność tychże. To, co najważniejsze w różnicy, jaka ujawnia się pomiędzy książką a e-bookiem, spotkaniem w rzeczywistości a spotkaniem sieciowym, dydaktyką a e-learningiem, to sama kulturowa zmiana, wpływająca na tożsamość człowieka, jego możliwości czy rozumienie siebie. W rzeczywistości elektronicznej tkwi potencjał, jak w każdym wcześniejszym narzędziu stworzonym przez człowieka i tak samo jak wcześniej wykorzystanie narzędzia zależało od nas, tak samo i współcześnie rozwój relacji i rzeczywistości sieciowej oraz jej wpływ na nas zależy właśnie od zaangażowanych w nią jednostek.

1

 Por. M. Ostrowicki/S. Myoo, Ontoelektronika, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 2013.

2

 Już Clifford Geertz porównywał kulturę do wielkiego targu, Kuwejdzkiego bazaru, gdzie jest wszystko i wszystko może się wydarzyć. Chodziło wówczas Geertzowi o multikulturowość, jak sądzę to porównanie można jednak rozszerzyć do wieloaspektowości ludzkiego działania i bycia w świecie kultury na opisywany tu przeze mnie egalitarny charakter konstytuowania kultury. Por. C. Geertz, Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, tłum., Z. Pucek, Universitas, Kraków, 2003.

3

 Por. M. McLuhan Wybór tekstów – Marshall McLuhan, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2001.

4

 Byron Reevs i Clifford Nass, Media i ludzie, tłum, H. Szczerkowska, PIW, Warszawa, 2000.

5

 Oczywiście możemy manipulować tożsamością sieciową, zmieniać się w sieci i przybierać zupełnie inną postać, oszukując innych i manipulując nimi. Tymi przypadkami w tym artykule nie będę się zajmować. Trzeba jednak pamiętać o istnieniu patologii sieciowej, nadużyciach i zagrożeniach. I tutaj można powiedzieć, że tak jak w życiu poza przestrzenią elektroniczną, może dojść do przestępstwa, oszustwa, czy nadużycia czyjejś dobrej wiary – choć interent pozwala na bardzo dobitne ukrycie intencji. Jednak w niniejszym artykule chciałam po prostu skupić się na aspekcie pozytywnym.

6

 Por. T. Adorno, M. Horkheimer, Dialektyka oświecenia. Fragmenty filozoficzne, wyd. I: tł. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994,

7

 Por. J. F. Lyotard, Kondycja ponowoczesna Aletheia, 1997.

8

 Por. J. Derida, Pismo i różnica, przeł. K. Kłosiński, Wydawnictwo KR, Warszawa 2004.

9

 Por. M. Foucault, Archeologia wiedzy, Wydawnictwo KR, Warszawa, 2002.

10

10. jak na przykład Francuski Uniwersytet Cyfrowy udostępniający kursy online dla ponad 6000 klas w Senegalu, Mali, Burkina Faso, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Madagaskarze.

11

 Co ciekawe już w XIX wieku system elitarnego kształcenia doczekał się mocnej krytyki takich literatów i myślicieli jak choćby Thomas Hardy, który w „Jude the obscure” pokazał co oznacza segregacja ekonomiczna i klasowa w dostępie do nauki i uniwersyteckiego kształcenia. Po wydaniu i spopularyzowaniu książki w Oxfordzie został nawet ufundowany specjalny College dla ubogich studentów, co stanowiło jedną z pierwszych prób upowszechnienia wiedzy.

12

 Oczywiście zakładam tutaj tych studentów, którzy faktycznie chcą się kształcić. E-learning moim zdaniem jest typową formą dydaktyki, opierającą się na potrzebie i chęci studenta, często tez wymaga jego zdyscyplinowania i samoświadomości, jako osoby zdobywającej wiedzę. Mam tu na myśli też nie tylko wykłady nagrane, które można odtwarzać w każdym miejscu i o każdej porze, ale przede wszystkim spotkania w sieci i wykłady interaktywne, stanowiące istotę e-dydaktyki.

13

 Por. H. i A. Tofflerowie, Trzecia fala, PIW, Warszawa 1997.

14

 Por. R. Florida, „Narodziny klasy kreatywnej”, przeł. T. Krzyżanowski, M. Penkala, Wyd. Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2010

15

 Por. Z Baumna, Płynna nowoczesność. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2006

16

 Por. MacLuhan, Eseje, wyd., cyt.,

17

 Por. J. Baudrillard, Społeczeństwo konsumpcyjne, jego mity i struktury, Wyd Sic!, Warszawa 2006.

18

 Por. tamże.

19

 Por. P. Virilio, Prędkość i polityka, Wyd. Sic! Warszawa 2008,

20

 Pisząc o rozwoju człowieka w tych odsłonach własnej tożsamości, jej molekularnym charakterze, odchodzę od wartościowania. Nie jest ważne czy ten proces jest dobry czy zły, on po prostu zachodzi. Wartościowanie moim zdaniem mogłoby tylko zaciemnić nasze wyobrażenie badanego zjawiska.