Kinga Frelichowska – „Historia o” w chmurze intertekstualnej

Kultura i Historia nr 6/2003

Kinga Frelichowska
„Historia o” w chmurze intertekstualnej

To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.

Księga Koheleta

Czym jest „Historia O” Pauline Reage? Myślę, że jest parabolą, przenośnią, przypowieścią, a przede wszystkim jest historią o nas – kobietach.

Powieść ta, to – używając popularnego oksymoronu – niemy krzyk naszych szeroko otwartych ust. Niekończąca się opowieść: powtarzająca się, zataczająca kręgi, powracająca do punktu wyjścia, wciąż żywa, tocząca się nadal i… tocząca nas.

Podczas lektury „Historii O” miałam przedziwne wrażenie: powinowactwa z bohaterką. Jest to bardzo trudne do wytłumaczenia, nie chodzi tu bowiem o wspólną płaszczyznę doświadczeń (dosłowne i przenośne: poczucie zniewolenia, poniżenia, wywłaszczenia ze swojego ciała, degradacji osobowości). Bohaterka jest mi bliska, gdyż mam wrażenie, że skądś ją już znam (déja vu), gdzieś już jej historię czytałam (déja lu) [1]. Okazuje się, że gdzieś – w płaszczyźnie symbolicznej – dzieje O stają się także moją historią. I ja znałam Rene i Sir Stephena, ale do Roissy – na pewno nie powrócę!

Ze wszystkich hipotez interpretacyjnych najbardziej przekonuje mnie ta, która sugeruje, iż powieść Pauliny Reage to donos na kulturę, w której dominuje męski punkt widzenia. „Historia O” czytana „między wierszami” okazuje się niezwykłym i uniwersalnym przesłaniem.

Kim jest zatem tytułowa O? Agata Araszkiewicz w „Zerowym punkcie sprzeczności” przytacza między innymi opinie: Erici Jong, dla której O jest bohaterką „eponimową”, a jej imię symbolem i wzorem kobiecej seksualności, Elaine Showalter, która uważa, że O to postać archetypowa, stanowiąca seksualne uzupełnienie mężczyzny. Dla Izabeli Filipiak O jest zredukowana do samogłoski, zaś Patricia Parker widzi w niej nie tylko otwarte kobiece usta, ale także odebrany przez patriarchalną kulturę głos. Ta ostatnia myśl przynosi literackie asocjacje z niemą bohaterką dramatu Witolda Gombrowicza „Iwona, księżniczka Burgunda”. Zahukana, niepozorna, nijaka i rachityczna Iwona przez całą sztukę nie wypowiada ani jednego słowa. Didaskalia informują nas, że „milczy” lub co najwyżej „gaśnie”, czasem możemy przeczytać „IWONA (nic)” – sic!, wreszcie dławi się karasiem i umiera.

„KRÓL (do Iwony)
Cóż to – nie smakuje nam? (groźnie) Nie smakuje?

SZAMBELAN (zimno)
Pani cierpi na brak apetytu?

GOŚCIE (zgorszeni)

IWONA (zaczyna jeść)

KRÓL (do Iwony)
Tylko trzeba uważać, można się udławić!
Nieszczęścia chodzą po ludziach. Taki karaś to niby nic,
a w gruncie rzeczy…

SZAMBELAN (do Iwony)
Najjaśniejszy Pan raczył zaznaczyć, że trzeba uważać, gdy się je, bo można się udławić. (ostro) To niebezpieczne! To trudna ryba.

KRÓL (groźnie)
Niebezpieczna, powiadam!
(…)

SZAMBELAN (nakładając monokl)
Gardzi pani? Pogardza pani karasiami Najjaśniejszego Pana?

KRÓL (groźnie)
Co takiego?!

IWONA (zaczyna jeść solo)

KRÓL (wstaje, groźnie wskazując na Iwonę)
Udławiła się! Udławiła się! Ością! Ość jej w gardle!! Ość mówię! No!!!” [2].

Wokół zwłok Iwony robi się zamieszanie, niemal wszyscy klękają, bo tak należy, tylko Książę zwleka, jest nawet zdziwiony całą sytuacją, wreszcie i on klęka.

W tym miejscu nasuwają się kolejne konotacje, tym razem z wiersza-ballady-piosenki Agnieszki Osieckiej „Oczy tej małej”. Bohaterka wiersza popełnia z miłości samobójstwo. Niewierny kochanek był dla niej „więcej niż Bóg”. Podmiot liryczny wzywa tego, przez którego zginęła dziewczyna, aby „pokłonił się do jej martwych stóp”. A zatem, podobnie jak w „Historii O” – mężczyzna jest Bogiem, „a straszne jest wpaść w ręce Boga żywego, ale jeszcze gorzej jest być przez niego odrzuconym” [3].

Wydaje się, że największym pragnieniem O jest być kochaną: najpierw przez Rene, potem przez Sir Stephena. Rene zaś twierdził, że jeśli ona go kocha, to nie może być wolna. Kochanek O nie jest jednak jeszcze prawdziwym bogiem, jest jedynie jego odbiciem, niedoskonałą imitacją, pełną tożsamość zyskuje dopiero dzięki postaci Sir Stephena. „Nie jestem w żaden sposób spokrewniony z Rene, a jednak w jakiś sposób jesteśmy braćmi” – mówi Sir Stephen do O. Rene oddając O człowiekowi, z którym łączą go quasi-braterskie więzi, dzieli się nią tak jak wcześniej dzielił się stateczkami czy końmi. Wydaje się, że O jest tu jednak czymś więcej niż kolejnym przedmiotem transakcji. Sir Stephen staje się bowiem „przedłużeniem” męskości Rene, któremu nie wystarcza, że O pozostaje w pełni jego władzy: spenetrowana, obnażona, odkryta, naga, uległa i milcząca, podatna, plastyczna i bezwolna. Ale dla Rene O dopiero w rękach Sir Stephena staje się totalnie „prześwietlona” i „uświęcona”. Rene dokonuje swoistej obdukcji O, poszukując na jej ciele „boskiego śladu”, który pozostawia Sir Stephen.

A oto co czytamy u Aleksandra Dumasa w „Damie kameliowej”:

„Podczas ostatniej wizyty Małgorzata siedziała na tym samym miejscu. Tylko, że od owego czasu była już kochanką innego, inne pocałunki odcisnęły się na jej wargach. A jednak czułem, że kocham tę kobietę i to może więcej niż kiedykolwiek” [4]. Armand także poszukuje na ciele kochanki śladów innych mężczyzn, oczywiście mamy tu inny kontekst, ale motywacja zdaje się ta sama. Małgorzata to dziwka, ale nie byle jaka: elitarna, pożądana przez najbogatszych. Jej świat – podobnie jak O – jest uteatralniony, pełen rekwizytów: wyrafinowanych fatałaszków, drogich bibelotów, znaków – które odczytują jedynie wtajemniczeni. Takim symbolem są niewątpliwie kamelie – przez trzy dni w miesiącu czerwone, w pozostałe białe – podobnie jak pierścień O – informują o ciągłej dyspozycji Małgorzaty służenia mężczyznom. Małgorzata w znacznej mierze pozostaje jednak reżyserem swego życia, istotą wolną – dopóki nie pozna człowieka, którego pokocha. W pewnym sensie posiada także władzę, wszak ma pieniądze, majątek. Armand jej nie płaci, ale to jemu właśnie powie: „Czyż nie jestem twoją niewolnicą, psem twoim? Rób ze mną, co chcesz, bierz mnie, należę do ciebie”. A zatem miłość odbiera jej wolność, ją także będzie upokarzał kochanek. Najpierw nasyci się cierpieniem Małgorzaty, romansując z Olimpią. Następnie upokorzy ją, wysyłając jej pieniądze za noc z nią spędzoną. W ten sposób degraduje ją ostatecznie do roli przedmiotu. Armand robi to wszystko zaślepiony miłością. Czy i ona każe mu potem zakłócać spokój zmarłej, rozkopać jej grób i otworzyć trumnę, rozpruć całun pogrzebowy? Przed oczami ukazuje mu się widok straszny: zwłoki kochanki w całkowitym rozkładzie. Ostatnia zasłona została zerwana: ciało Małgorzaty nie ma już tajemnic.

W wielu dziełach literackich, niezależnie od czasu, w którym powstały możemy odnaleźć wątki i motywy, jakie pojawiają się w „Historii O”. W powieści Pauliny Reage mamy do czynienia z ogromnym zagęszczeniem owych elementów, skomasowaniem ich i tak wielką hiperbolacją, że paradoksalnie: powieść staje się niemal przezroczysta, widać jedynie szkielet tej wypracowanej konstrukcji. Czytając „Historię O” zdaje się słyszeć upiorny pogłos, czy może trafniej: echo innych dzieł literackich.

Kategorią, która uwzględnia tak pojęty dialog między tekstami, jest niewątpliwie intertekstualność. Jonathan Culler pisze: „intertekstualność jest nie tyle nazwą dla relacji między dziełem a określonymi wcześniejszymi tekstami, ile wskazaniem na uczestnictwo dzieła w przestrzeni wypowiedzeniowej i na jego odniesienie do kodów, które stanowią potencjalną formalizację tej przestrzeni” [5].

Z kolei porównywać jeden tekst z drugim to znaczy uprawiać interpretację porównawczą. Eksplikacja posługująca się kategorią intertekstualności bywa bardzo interesująca. Oczywiście trzeba pamiętać, że dociekliwego badacza niewiele dzieli od interpretacji paranoicznej. Ostrzega przed tym Umberto Eco w swojej „Interpretacji i nadinterpretacji”. Mimo wszystko przytoczę kolejne teksty, które korespondują, uzupełniają bądź też polemizują z „Historią O”.

„Ojciec chrzestny” Mario Puzo – powieść należąca do literatury obiegu popularnego. Ta książka stała się bestsellerem, a wątki erotyczne odgrywają tu niemałą rolę. Kamil Śmiałkowski w artykule opublikowanym na łamach „Przekroju” pt. „Napisz to sam” pisze: „Seks – to bardzo ważny fragment bestsellera. W końcu mówimy o książkach dla dużych chłopców” [6]. I rzeczywiście świat włoskiej mafii przepełniony jest erotyką. Kobiety dzielą się na dziwki i dziewice (kandydatki na żony). Świat przedstawiony jest uproszczony, monochromatyczny, gdyż tego wymaga poetyka literatury obiegu popularnego.

Tu także pojawia się motyw „zmysłowego zniewolenia” [7] (Lucy jest uzależniona od ciała Sonego, pozostaje właśnie w „zmysłowym zniewoleniu”, podobnie jak Apollonia, która „zbudzona z dziewictwa do erotycznej wiedzy” przez Michaela „stała się prawie jego niewolnicą”) [8].

Wcześniej zaś, zakochany Michael tak myślał o Apollonii: „Pragnął mieć ją na własność tak dziko, jak skąpiec pragnie mieć złote monety (…) Nic nie mogło go powstrzymać od zdobycia na własność tej dziewczyny, od posiadania jej, zamknięcia jej w domu i trzymania tam uwięzionej tylko dla siebie” [9].

Michael – jako prezent zaręczynowy – podarowuje dziewczynie „gruby złoty łańcuch do noszenia jako naszyjnik” – a zatem symbole „zniewolenia” mogą być bardzo różne [10].

Kobiety – choć to nie reguła – bywają bite. Carlo Rizzi tak postępuje ze swoją żoną. Connie próbowała poskarżyć się swoim rodzicom, lecz nie uzyskała od nich wsparcia. Jej ojciec mówi: „Jest moją córką, ale teraz należy do męża. A on zna swoje obowiązki. Nawet król włoski nie śmiał mieszać się do stosunków między mężem a żoną. Wracaj do domu i naucz się tak postępować, żeby ciebie nie bił”. Na pytanie Connie, czy kiedykolwiek uderzył matkę, odpowiada: „Nigdy nie dała mi powodu, żeby ją bić” [11].

W „Historii O” pojawia się motyw „udoskonalania” kobiet, chociażby poprzez praktykę „podwójnego otwarcia”. Natomiast w powieści Mario Puzo znajdujemy opis zabiegu, któremu poddano jedną z bohaterek. Lucy zostaje najpierw zbadana przez swojego kochanka. „Jules zmusił ją do położenia na łóżku, z rozstawionymi nogami (…) Teraz był tylko fachowcem, badał ją, wtykał w nią palce i wodził nimi dokoła (…) Potem przekręcił Lucy na brzuch i wsunął palce w jej odbytnicę, wymacując dokoła, ale drugą ręką gładził ją pieszczotliwie po szyi. Kiedy skończył, odwrócił ją czule na wznak, pocałował czule w usta i powiedział:

„Dziecinko, mam zamiar skonstruować ci tam zupełnie nową rzecz, a potem ją wypróbuję osobiście” [12].

W tym miejscu przypomina się scena z powieści Pauline Reage, kiedy to Rene „prezentuje” Sir Stephenowi zalety O: m.in. „podwójne otwarcie”. Oczywiście, są to bardzo dalekie konotacje – a to co wydaje się wspólne dla obu scen – to właśnie ów motyw „oglądania”, „badania”, „sondowania” i penetrowania ciała kobiety, które zawęża się do funkcji biologicznych, zostaje zredukowane do istnienia jednego organu: pochwy, która staje się synekdochą kobiety.

„O” litera czy cyfra?

Litera „o” to samogłoska okrągła (ze względu na kształt warg), tylna (ze względu na poziome ruchy języka w toku artykulacji), średnia (pionowe ruchy języka w stosunku do podniebienia) – tyle informacji wyczytać można z trójkąta samogłoskowego. Wiadomo także, że jest to samogłoska otwarta, czyli wymawiana przy rozwarciu ust.

Cyfra 0 – jak podaje „słownik symboli” Władysława Kopalińskiego jest m.in. „symbolem prawoli w Chaosie przed stworzeniem, początku, bezgraniczności, jaja kosmicznego (…) zasady żeńskiej, macicy, pochwy (wraz z męską 1 tworzy całość – cyfrę 10), znikomość, bezwartościowość, w sanskrycie sunya ‚nic’, wyraża też to, co utajone, potencjalne” [13].

Wydaje się, że odwołując się zarówno do symboliki cyfry 0 jak i artykulacyjnych właściwości samogłoski „o” można trafnie odszyfrować znaczenie imienia bohaterki powieści Pauline Reage.

Reasumując: O to niema bohaterka, spokrewniona z wieloma innymi do niej podobnymi kobiecymi kreacjami literackimi. Za trzy siostry O mogą zatem uchodzić Iwona ze sztuki Witolda Gombrowicza, „papierowa” Helena z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, czy wreszcie Nadja z kultowego, czy raczej „kultowego” filmu „Psy”. Każda z nich jest postacią milczącą. Helena i Nadja – podobnie jak O – są obiektami pożądania mężczyzn i transakcji pomiędzy nimi. Nadja zostaje oddana Franzowi za skrzynkę wódki. Od tej pory należy do niego. Oczywiście – jest już na tyle sprostytuowana, że oddaje się także poprzedniemu kochankowi. Nadja to ciekawa kreacja: ascetycznie ubrana w ciemny strój, ostrzyżona na chłopczycę brunetka (filmowa reminiscencja sceny z „Trędowatej”) towarzyszy mężczyznom w restauracjach, w czasie ważnych spotkań i rozmów. W swoim ogromnym, czarnym kapeluszu jest niczym ekskluzywny gadżet. Iwonie zaś jedyną głoskę, jaką udało się wymówić, to właśnie: „o!”.

W finałowej scenie „Historii O” bohaterka przywdziewa maskę sowy. Tak przebrana, choć przecież naga, zostaje wystawiona na widok publiczny. Sama wydaje się być głucha i niema. Pozbawiona twarzy, z przyprawioną ptasią „gębą”, zatraca się, jej istnienie w świecie realnym ulega jakby „zawieszeniu”, „wyłączeniu”, wyrzuceniu poza nawias. I nic dziwnego, gdyż sowa symbolizuje „samotność, milczenie, niewiedzę (…) Ale także: „mądrość, proroctwo, jasnowidzenie, demona, diabła, smutek, melancholię, złą wiadomość, śmierć, gniew”. Sowa należy także do królestwa nocnego Słońca, boga Ra oraz do bogini świata widm, Hekate, była ptakiem widmowym, bo latała bezszelestnie w nocy [14]. O w masce sowy jest niczym eksponat, jakby była z kamienia lub wosku. Ptasia maska czyni ją anonimową i aseksualną, dopiero pozbawiona jej staje się na nowo obiektem, który można posiąść – co też czynią Sir Stephen i Komendant.

Bierność to kolejna – i chyba naczelna – cecha O i pozostałych przywołanych w tej pracy postaci kobiecych. One nie zdobywają, nie uwodzą, nie działają, nie posiadają, nie mówią – po prostu są. Może trafniej: są poprzez mężczyzn, którzy je zdobywają, uwodzą, posiadają, wymieniają się nimi, opowiadają o nich. Istnieją w ich oczach, tak jak w wierszu Wisławy Szymborskiej:

„Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją (…)
Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz” [15].

Dylogia Pauline Reage „Historia O” oraz „Powrót do Roissy” to przedziwne powieści. Obsceniczna, nieprawdopodobna lektura, której nie sposób jednak przerwać, gdyż czyta się ją także – jeśli nie przede wszystkim – między wierszami. A jako taka staje się historią uniwersalną i ponadczasową, smutną i tragiczną. Sądzę, że ten niezwykły donos na kulturę nie został jeszcze rozpatrzony.

PRZYPISY

[1]
Sformułowanie to pochodzi z artykułu Jonathana Cullera, Presupozycje i intertekstualność, „Pamiętnik Literacki”, 1983, z. 3, s. 303.

[2]
W. Gombrowicz, Iwona, księżniczka Burgunda, w: „Dramaty”, Kraków 1988, s. 85.

[3]
P. Reage, Historia O, Warszawa 1992, tłum. N. Fabjanowski, s. 69.

[4]
A. Dumas, Dama kameliowa, Łódź 1969, s. 220.

[5]
J. Culler, Presupozycje i intertekstualność, s. 299.

[6]
Kamil M. Śmiałkowski, Napisz to sam, „Przekrój”, 2001, nr 2 (2899), s. 24 – 27.

[7]
M. Puzo, Ojciec chrzestny, Warszawa 1976, s. 401.

[8]
Tamże, s. 453.

[9]
Tamże, s. 453.

[10]
Tamże, s. 447 – 448.

[11]
Tamże, s. 315.

[12]
Tamże, s. 410.

[13]
W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1885, hasło: zero, s. 490.

[14]
Tamże, hasło: sowa, s. 396.

[15]
W. Szymborska, Przy winie, w: „Dla Zakochanych”, Warszawa 1966, s. 228.

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–