Andrzej W. Nowak, Komunikacja, demokracja, wykluczenie. O związkach demokracji i ontologii społecznej w społeczeństwie informacyjnym

Wstęp

Celem głównym prezentowanego tekstu jest próba przedstawienia złożoności związków pomiędzy demokracją a warunkami, które muszą zostać spełnione, aby mogła ona zaistnieć. Interesuje mnie napięcie pomiędzy demokracją jako pewną ideą regulatywną, tym, co tylko możliwe, a konkretnymi warunkami umożliwiającymi realizację tejże idei. Owe strukturalne, ontologiczne uwarunkowania demokracji pragnę przybliżyć poprzez podkreślenie istotnej roli technologii komunikacyjnych. Podążając tropem deterministów technologicznych (Havelock, Ong, Goody, Eisenstein, McLuhann, Innis)[2], pragnę wykazać doniosłość wpływu technologii komunikacyjnych na wykształcanie się typów sfery publicznej, podmiotów politycznych, typów artykulacji politycznej, dominujących w danym społeczeństwie typów racjonalności etc. Przeprowadzona analiza zostanie następnie użyta do przebadania złożonych związków pomiędzy możliwością funkcjonowania demokracji a społeczeństwem sieci, charakterystycznym dla najbardziej zaawansowanych technologicznie społeczeństw globu. Ponadto zamiarem moim jest zastanowienie się, czy „społeczeństwo sieci” jest szansą na przezwyciężenie starych form wykluczenia, czy raczej stanowi generator nowych jego form.

Interesujący mnie problem, czyli relacja pomiędzy dominującym sposobem komunikacji a pożądanym projektem politycznym, nie jest nowy, pojawił się już w początkach zachodniej tradycji filozoficznej. Takim symbolicznym momentem jego zaistnienia jest Platoński gest wygnania poetów z idealnego Państwa. Platonowi oralny świat komunikacji poetyckiej jawił się jako zagrożenie dla racjonalnego dyskursu filozofii[3]. Ja pragnę zapytać, czy „społeczeństwo sieci” także stanowi zagrożenie dla wypracowanych dotychczas form demokracji? Możemy stwierdzić z pewnością (graniczącą z banałem), iż „społeczeństwo sieci” odpowiada za radykalną transformację współczesnych społeczeństw[4]. W tekście tym stawiam hipotezę, iż rozwój środków komunikacyjnych jest, wbrew powszechnemu przekonaniu, odpowiedzialny za narastanie tendencji niedemokratycznych. Zjawisko powodujące ten stan rzeczy określam mianem podwójnej spirali de-demokratyzacji i omówię je w końcowych partiach wywodu. Ponadto chcę udowodnić, iż niefrasobliwe wprowadzanie innowacji technicznych (w tym wypadku technologii komunikacyjnych) tak dalece zmienia strukturalne warunki istnienia demokracji, że może uczynić ją niemożliwą. Celem końcowym tekstu jest wskazanie na fakt, iż demokracja jako projekt winna być równocześnie „polityką ontologii” – w tym przypadku specyficznie rozumianej „ontologii społecznej”

Demokracja a ontologia społeczna

Zakładam, że demokracja (jak i inne projekty polityczne), aby sprawnie funkcjonować, musi wytwarzać ontologiczne warunki własnej egzystencji. Przykładowo, współczesna demokracja potrzebuje aktywnych, prospołecznych podmiotów rozumiejących siebie jako nosicieli praw. Ustroje tyrańskie z kolei potrzebują swoistej kultury strachu, która je wspomaga i czyni efektywnymi. Poprzez demokrację rozumiem ustrój dysponujący wbudowanymi mechanizmami kontrolowania władzy przez podmioty, które owej władzy podlegają. W tym momencie nie rozstrzygam, a także nie chcę rozstrzygać, ani statusu owych podmiotów, ani kształtu i charakteru wspólnot politycznych. Takie rozumienie demokracji wiele zawdzięcza pojęciu „responsywność” używanemu przez Amitaia Etzioniego[5]. „Responsywna” może być potencjalnie (jest to rodzaj ideału normatywnego) każda wspólnota, włącznie z całym społeczeństwem (np. zamkniętym w ramach państwa narodowego). Nie chcę przesądzać o charakterze wspólnot politycznych, gdyż bliski mi jest postulat demokratyzacji stosunków społecznych na każdym poziomie społecznym, a nie tylko ograniczenie go do poziomu państwa narodowego. Takie abstrakcyjne ujecie demokracji, jako mechanizmu kontroli każdej władzy przez podmioty owej władzy podlegające, pozwala na przykład formułować postulaty demokratyzacji miejsc pracy, uniwersytetów, szpitali, etc[6].

Pojawiają się zatem zasadnicze pytania: jak funkcjonują owe mechanizmy kontroli władzy, w jaki sposób władza stwarza podmioty, którymi włada, wreszcie w jaki sposób owe stwarzane poprzez władzę podmioty same mogą kreować siebie poprzez uczestniczenie w owej władzy?

Aby na nie odpowiedzieć, przedstawię najpierw dwa źródła inspiracji, narzędzia intelektualne, którymi pragnę się posłużyć. Po pierwsze, poruszone wyżej wątki warto rozwinąć poprzez odwołanie do zaproponowanego przez Chantal Mouffe rozróżnienia pomiędzy poziomem ontologicznym a ontycznym. Użyła ona rozróżnienia Heideggera i zastosowała je do filozofii politycznej. Jej zdaniem, należy rozróżnić poziom ontologiczny, tj. polityczność od poziomu ontycznego, czyli polityki[7]. Odróżnienie tych dwóch poziomów analizy uwrażliwi nas na fakt, że opisywanie deterministycznych układów władzy nie jest tożsame z konkretnymi politycznymi działaniami i instytucjami. W ten sposób nie popełnimy błędu Foucaulta, który był świetnym filozofem władzy (polityczności), ale niezbyt obiecującym filozofem polityki. Z drugiej strony rozróżnienie to pozwala zachować wrażliwość filozofów podejrzeń. Wrażliwość ta umożliwia dostrzeżenie faktu, iż za widzialnymi strukturami urządzeń politycznych oraz za fasadami obszarów teoretycznie od polityki niezależnych ukryte są mechanizmy i siły, które kształtują politykę.

Kolejne ważne dla mnie odwołanie stanowi zaproponowane przez Bruno Latoura pojęcie Dingpolitik. W tekście From Realpolitik to Dingpolitik, – or How to Make Things Public [8] Latour zauważył, iż cała dotychczasowa filozofia polityczna zapomniała o warunkach koniecznych do zaistnienia przedmiotu swojego namysłu – tego, co polityczne. Przedstawiając swą tezę, zwrócił on uwagę na symptomatyczną okładkę pierwszego wydania Lewiatana Hobbesa. Znajdują się na niej ubrani ludzie, różne urządzenia, przedmioty. Zdaniem Latoura, charakterystyczne jest to, iż wewnątrz owej książki ludzi-podmioty polityki pojmuje się, jakby były nagie. Hobbesowska filozofia polityczna „zapomina” o rzeczach, które warunkują istnienie Lewiatana. Aby wytłumaczyć ten dziwny paradoks, Latour wskazuje na charakterystyczną symetrię pomiędzy Hobbesem a Boylem. Ten pierwszy uprawia filozofię polityki bez nauki, przedmiotów etc. Boyle z kolei uprawia naukę, jak gdyby nie była ona polityczna, tak w swych skutkach, jak i swych uwarunkowaniach. Koncept Dingpolitik ma zatem otworzyć nas na pytanie o możliwość demokracji zorientowanej na problem egzystencji obiektów, świata przedmiotów, rzeczy i własnej od nich zależności[9]. Gdy wrócimy do przykładu sporu Boyle’a i Hobbesa, zauważamy, iż Boyle nie jest w pełni świadomy faktu, że jako naukowiec on także jest reprezentantem świata przyrodniczego, świata rzeczy. Owa reprezentacja, zdaniem Latoura, ma charakter ambiwalentny: z jednej strony naukowiec (Boyle) reprezentuje „rzeczy” w sensie epistemologicznym, z drugiej jednakże jest on reprezentantem „rzeczy” w sensie politycznym. Spójrzmy, jakie to ma konsekwencje dla filozofii politycznej. Hobbes próbował stworzyć model państwa, w którym całość władzy zostanie scedowana przez podlegające jej podmioty na figurę suwerena. Gwarantem powodzenia owego projektu jest umowa społeczna wszystkich podmiotów w niej uczestniczących. Jak pamiętamy, Hobbes wyrugował religię ze swego projektu, zarówno z powodów doraźnych (jego projekt był reakcją na wojny religijne), jak i filozoficznych. Władza musiała pochodzić jedynie z owej wynikającej ze strachu umowy. Reprezentacje religijne, które zostały wyrzucone przez Hobbesa z jego projektu, wróciły jednak jako koszmar w postaci nowych, naukowych reprezentacji. Świat rzeczy, przyrody, reprezentowany przez Boyle, psuje bowiem elegancję modelu Hobbesowskiego. Przedmioty i ich reprezentanci – naukowcy okazują się niezbędnymi filarami funkcjonowania Lewiatana, z drugiej strony są oni wyłączeni z umowy społecznej. Niedostatki koncepcji Hobbesa są dziedziczone przez większość teorii z zakresu filozofii politycznej. Latour zwraca nam uwagę, iż w takim razie musimy przemyśleć na nowo obecność obiektów, przedmiotów, rzeczy jako członków naszego politycznego kolektywu. Pragnie nas uwrażliwić na zależność polityki od owych pozaludzkich aktorów, którzy w tejże polityce uczestniczą. Używa w tym celu sformułowania „parlament rzeczy”[10]. Latour zauważył pewną paradoksalną prawidłowość. Dostrzegł ją także Heidegger, gdy formułował swój projekt ontologii fundamentalnej. Obaj myśliciele są zgodni, iż to, co najbliższe, najbardziej obecne, najbardziej fundamentalne i źródłowe, wymyka się często oglądowi[11]. W naszych parlamentach, które uważamy za zgromadzenia powołane do reprezentacji ludu (owego „wynalazku” Rewolucji Francuskiej), rozprawiamy o rzepaku, dziurach ozonowych, biopaliwach, autostradach, rurach wodociągowych, naftociągach i ani przez chwilę nie zastanawiamy się, kogo właściwie się tam reprezentuje. To, co bliskie, umyka spostrzeżeniu.

Pojęcie Dingpolitik to próba pomyślenia demokracji jako powrotu do „rzeczy”. Ów powrót ma podwójny sens. Po pierwsze, ten zarysowany wyżej, jako uwrażliwienie na obecność aktorów pozaludzkich. Ma także sens, który poza Latourem starał się w swych poszukiwaniach językowych wydobyć Heidegger[12]. Chodzi o taki moment, gdy obiekty stają się „rzeczami” nie w sensie przedmiotu, ale jako to, co nas zajmuje, interesuje. Rzeczy to zatem nie tylko przedmioty (Dinge), ale obiekty naszej troski (Sache). Ambiwalencja owa widoczna jest w polskim zwrocie „mieć coś na rzeczy”. W tym sensie Latour wskazuje, iż dotychczasowa filozofia polityczna była w znacznej mierze „niedorzeczna”, ślepa na podstawowe warunki istnienia przedmiotu własnego namysłu[13]. Formułując myśl w inny sposób, wysiłek Latoura to próba równoczesnego pomyślenia wzajemnej relacji trzech pojęć: polis, logos i physis[14] .

Ontologia, demokracja a komunikacja

Przedstawmy zatem użytek, jaki czynię z przedstawionych pokrótce powyżej narzędzi intelektualnych. Dzięki Mouffe mogę wskazać na ontologiczne (w tym tekście utożsamiane z komunikacyjnymi) warunki egzystencji demokracji na jej poziomie ontycznym. Umożliwia to podjęcie na poziomie filozoficznym problemów formułowanych dotychczas jedynie na gruncie empirycznym przez deterministów technologicznych. Analogiczny zabieg staje się możliwy dzięki odwołaniu do Bruno Latoura. To, co u McLuhana jest aforyzmem, u Eisensteina opisem historycznym, u Havelocka analizą struktur komunikacyjnych Grecji starożytnej, może zostać zunifikowane i przedstawione w ramach konceptualnych jednej tradycji filozoficzno-socjologicznej, jaką stanowi teoria aktora-sieci[15].

Powtórzmy zatem główne pytanie badawcze niniejszego tekstu: w jaki sposób konkretne praktyki komunikacyjne jako realizacje ontyczne (polityka) są warunkowane i determinowane na „głębszym” ontologicznym poziomie komunikacji? Pytanie to wymaga rozwinięcia. Dlatego też kolejne pytania brzmią następująco:

1. Jak formy komunikacji determinują możliwe formy tego, co polityczne?

2. Jak konkretne rozwiązania polityczne zmieniają swe własne warunki komunikacyjne?

3. Jakie są warunki komunikacyjne zakładanego przez nas modelu demokracji i obywatela?

Wreszcie pojawia się zespół pytań związanych z kwestią demokracji i wykluczenia:

1. Czy technologie komunikacyjne powodują wykluczenie polityczne?

2. Czy różne typy technologii komunikacyjnych stwarzają różne formy wykluczenia?

3. Czy pewne formy komunikacji (i jej technologie) bardziej sprzyjają demokracji i zapobiegają rodzeniu się mechanizmów wykluczenia?

Władza czasu i władza przestrzeni – Herbert A. Innis

Aby móc odpowiedzieć na wyżej postawione pytania, należy krótko przedstawić tradycję determinizmu technologicznego. Tradycja ta, swoisty wkład „kanadyjskiego umysłu”[16] do światowego zasobu wiedzy, reprezentowana jest przede wszystkim przez dwie postacie: Harolda A. Innisa oraz Herberta Marshalla McLuhana. Pierwszy z nich podkreślał wagę struktur komunikacyjnych i ich wpływ na kształt ustrojów politycznych. Uczynił to, formułując koncepcję władzy czasu i władzy przestrzeni. Z kolei McLuhan starał się uwrażliwić nas na wagę nieprzewidzianych skutków rozpowszechnienia się innowacji komunikacyjnych, co zawarł w swym najbardziej znanym haśle, iż środek (przekaźnik) jest przekazem.

Harold A. Innis był socjologiem ekonomicznym, początkowo zajmował się komunikacją rozumianą bardzo „przyziemnie”. Interesowała go rola transportu, szczególnie rzecznego i kolejowego, w historii Kanady. Później uogólnił swe spostrzeżenia, łącząc w jedną teorię tak kwestie transportu, jak i komunikacji. Jego najbardziej znanym pojęciem jest pojęcie nastawienia[17] (nachylenia, skrzywienia) komunikacyjnego (bias of communication). Ma ono wskazywać na rolę, jaką odgrywają w kształtowaniu całości społeczeństwa, w tym jego polityki, środki komunikacji.

Innis w swych analizach historycznych starał się wykazać, iż możemy wyróżnić dwa dominujące sposoby wytwarzania władzy: władzę czasu i władzę przestrzeni[18]. Ta pierwsza obecna była na przykład w cywilizacji Babilonii i Sumeru. Dominującą formę komunikacji codziennej stanowiło komunikowanie oralne. Administracja, polityka i religia uzależnione były od tabliczek glinianych i kamiennych. Innis zwraca uwagę na specyfikę medium komunikacji, jakim był kamień i tabliczka gliniana. Trudność obróbki, a zarazem trwałość owych mediów wytwarzała swoistą sytuację. Z konieczności społeczeństwa posługujące się nimi miały mały zasięg terytorialny. Trudno wyobrazić sobie zakrojoną na szeroką skalę korespondencję przy użyciu tabliczek kamiennych czy glinianych. Jednakże ten styl komunikacji, zdaniem Innisa, ułatwia, poprzez trwałość środków komunikacji, przekaz diachroniczny, utrwalanie wzorców kulturowych w czasie. Trudność w opanowaniu technik komunikacyjnych opartych na glinianych czy kamiennych tabliczkach oraz trwałość tego systemu komunikacji, jego zdaniem, sprzyja tworzeniu ustrojów teokratycznych, z dominującą relacją pomiędzy bogiem (bogami) a człowiekiem. Dodatkowo, według Innisa, społeczeństwa, w których dominuje ten typ komunikacji, cechuje statyczność i homeostatyczność. Diametralnie różnią się od nich stosunki społeczne w zbiorowościach opartych na komunikowaniu wizualnym i piśmie. Szczególnie, kiedy w charakterze medium używane są nietrwałe, ale relatywnie tanie środki, jak papirus. Innis jako przykład takiego społeczeństwa podaje imperium rzymskie. Do tego stopnia podkreśla on wagę środków komunikacji, iż właśnie w braku dostępu do taniego, egipskiego papirusu widzi jedną z przyczyn upadku mocarstwa. Właśnie imperium rzymskie, jego zdaniem, stanowi jeden z najdobitniejszych przykładów nastawienia komunikacyjnego, które określić możemy jako władzę nad przestrzenią. Aby nie pozostawać jedynie w europejskim kręgu odniesienia, sięgnijmy do cywilizacji chińskiej, gdzie, moim zdaniem, możemy odnaleźć podobną strukturę. Oparte na piśmie imperium koncentruje się na władzy politycznej, posiada duży zasięg. Dominuje świecka relacja: człowiek versus społeczeństwo. Społeczeństwo takie oraz jego członków cechują: mobilność, ambicje osobiste, wiedza pragmatyczna, transformacja świata.

Koncepcja Innisa funkcjonuje jako wzorzec postępowania dla innych teoretyków podejmujących wątki związane z determinizmem technologicznym. Musimy jednak wskazać na kilka niebezpieczeństw tego ujęcia. Referowana teoria stanowi wariant rozwijanej szeroko w naukach społecznych wizji modernizacyjnej. Mimo iż jest to wariant polemiczny w stosunku do głównego nurtu owej wizji, nie jest on wolny od pewnych obciążeń. Koncepcja Innisa stanowi jego własną wersję dychotomicznych podziałów typu: Gemeinschaft – Gesellschaft, solidarność organiczna versus mechaniczna etc. Wydaje się, iż autor nie ustrzegł się wizji historii jako następujących po sobie stadiów. Dzięki pracom Wallersteina[19] jesteśmy świadomi ograniczeń i słabości teorii modernizacji oraz wizji historii stadialnej. Wymieńmy podstawowe: koncepcje te są ahistoryczne, eurocentryczne, reifikują konstrukty teoretyczne wytworzone przez badaczy[20]. Pojęcie nastawienia komunikacyjnego możemy jednak ocalić od uwikłania w modernizacyjną historiozofię. Aby tego dokonać, powinniśmy traktować uwagi Innisa jako przykład, podobnej jak u Latoura, wrażliwości na wagę świata przedmiotów, „rzeczy” i ich rolę w społeczeństwie. Innis może służyć nam jako przewodnik, który wskazuje na znaczenie, jakie dla kształtu, w tym politycznego, społeczeństw mają innowacje technologiczne, w tym przypadku z dziedziny technologii komunikacyjnych[21]. Pojęcie nastawienia komunikacyjnego uświadamia nam, jak ważne jest uwzględnianie autonomii aktorów pozaludzkich jako pełnoprawnych członków naszych zbiorowości społecznych i politycznych. Wykorzystując twierdzenia Innisa przy rozważaniu problemu demokracji, reprezentacji i wykluczenia, możemy pełniej ukazać wielość czynników oraz aktorów składających się na nasze zbiorowości[22].

Demokracja i państwo narodowe jako konsekwencje ery typograficznej

Obserwacje poczynione przez Innisa i rozwinięte przez McLuhana dają się bezpośrednio zastosować do interesującego nas zagadnienia, jakim są demokratyczne sposoby urządzania naszych zbiorowości. Demokracja i państwo narodowe to, wedle dobrze udokumentowanej i powtarzającej się u wielu autorów tezy, owoc przemian związanych głównie z wynalazkiem druku i prasy drukarskiej[23]. Przede wszystkim pismo jest warunkiem istnienia racjonalnego, indywidualnego i abstrahującego podmiotu. To właśnie pismo, wraz z takimi „wynalazkami” jak prywatny pokój[24], stały się odpowiedzialne za stworzenie podmiotów, które zwolennikom demokracji liberalnej wydają się naturalne i ahistorycznie uniwersalne. Druk oraz prasa drukarska w połączeniu z kapitalizmem odpowiadają za rewolucję w możliwościach tworzenia wyobrażeń społecznych. Benedict Anderson właśnie te czynniki czyni odpowiedzialnymi za stworzenie nowego kształtu „wspólnot wyobrażonych”, jakimi są narody[25]. Masowy udział w przestrzeni symbolicznej debaty, na jaką pozwala druk i gazeta, formuje nowy typ wspólnoty zbiorowej. Umożliwia to odróżnienie wspólnoty narodowej od wspólnot sakralnych (opartych na ezoterycznych i niedostępnych tekstach) oraz wcześniejszych oralnych społeczności. Benedict Anderson wskazuje na wagę faktu, iż każdego ranka uczestnik danej wspólnoty politycznej, którą stanowi naród, może partycypować w tej „porannej modlitwie mieszczanina” (Hegel), jaką jest czytanie prasy. Druk i gazeta służą także stworzeniu nowoczesnej przestrzeni debaty publicznej. To one są koniecznym warunkiem istnienia tzw. „punktu widzenia”, czyli zdolności zajmowania odrębnych, uzasadnionych stanowisk w sporach publicznych[26]. Wskazywał na ów fakt Tocqueville, kiedy podkreślał rolę prasy jako fundatora sfery debaty publicznej w Stanach Zjednoczonych[27]. Druk i pismo warunkują również powstanie taśmy fabrycznej i podziału pracy (tayloryzm, fordyzm). Synergia pomiędzy ukształtowaną przez prasę i druk wspólnotą narodową oraz przekształceniem społeczeństwa przez „naukowe zarządzanie” umożliwiają zaistnienie społeczeństw masowych. Dotyczy to zarówno istnienia masowych społeczeństw faszystowskiej Trzeciej Rzeszy, radzieckiego projektu komunistycznego, jak i nowoczesnych demokracji zachodnich. W tym sensie Giorgio Agamben ma odrobinę racji, kiedy zauważa, iż demokracja współczesna i totalitaryzmy dwudziestowieczne są w istocie podobne, gdyż stanowią efekt tej samej władzy biopolitycznej[28]. Demokracja masowa okazuje się zatem paradoksalnym owocem mariażu fordystycznego kapitalizmu i państwa narodowego. Nie powinniśmy jednak ulec czarowi łatwej, jednostronnej krytyki oraz urokowi totalizujących wizji. Warto bowiem zapytać, co dzieliło społeczeństwa totalitarne od demokratycznych? Dla niniejszego tekstu interesujące jest wskazanie na możliwość różnic w warunkach komunikacyjnych. Trzeba zauważyć, iż, paradoksalnie, środki komunikacji, które stworzyły możliwość powstania demokracji masowych, szybko zaczęły być wypierane przez inne media. Radio, a później także telewizja początkowo synergicznie wspierały procesy rozpoczęte wraz z drukiem. Jednakże prędko okazało się, iż media te mają swoją własną odrębną dynamikę. Owszem, tak jak i pismo, umożliwiają stworzenie rozległych „wspólnot wyobrażonych”, wspólnoty te posiadają jednakże całkowicie inny charakter. Aby uczestniczyć w opartej o kulturę pisma „wspólnocie wyobrażonej” potrzebna jest złożona maszyneria edukacyjna, która umożliwi szerokim rzeszom ludzi korzystanie z owego wynalazku. Pismo wymaga nabycia pewnych kompetencji, samo w sobie, czego dowodzą klasyczne już dziś badania Łurii[29], wykształca pewne typy osobowości i podmiotowości. Kultura pisma sprzyja debacie publicznej, wytwarza pewne formy racjonalności w społeczeństwie. Radio, jak wskazuje McLuhan[30], cechuje się „nikłą opłatą, jeśli chodzi o uczestnictwo w tym medium. Co to oznacza? Aby partycypować we wspólnocie wyobrażonej spajanej przez medium radia, nie ma potrzeby wytwarzania za pomocą edukacji masowej specyficznych, wykształconych podmiotów. McLuhan nazywa radio bębenkiem plemiennym[31]. W tym sformułowaniu pragnie on podkreślić, iż radio przywraca w nowej formie pierwotność komunikacji oralnej w jej specyfice. McLuhan nieprzypadkowo wiąże fenomen Hitlera z fenomenem radia. To ono pozwoliło na stworzenie oralnej, niedyskursywnej, emocjonalnej wspólnoty wyobrażonej, która legła u podstaw projektu Trzeciej Rzeszy. Podobne zjawisko możemy zaobserwować w drugim z państw totalitarnych – ZSRR. Nieprzypadkowo jednym z ważnych symboli radzieckiej Rosji jest megafon na ulicy i radiowęzeł. Można zaryzykować śmiałą hipotezę i zapytać, czy ruchy robotnicze, które początkowo samoorganizowały się poprzez różne formy samokształcenia, wydawanie pism, czasopism, nie uległy ewolucji w stronę niesterowalnej (w sensie demokratycznym) masowej, totalitarnej podwaliny ustrojów Trzeciej Rzeszy i ZSRR właśnie z powodu pojawienia się nowych form wytwarzania „wspólnot wyobrażonych”. Wczesny ruch socjalistyczny nie musiał docierać do poszczególnych fabryk, samoorganizować robotników w różnorakie komórki, aktywnie uczestniczyć w stwarzaniu ładu. Czynił to albo w relacjach zapośredniczonych przez pismo, albo w relacjach bezpośrednich. Te pierwsze sprzyjały wykształceniu w robotnikach form świadomości odpowiadających kulturze pisma, a więc: indywidualizmu, samoświadomości, racjonalności etc. Kontakt bezpośredni z kolei ułatwiał protodemokratyczną kontrolę, sprzężenie zwrotne pomiędzy tymi, którzy władzy podlegają (choćby władzy propagandy) a tymi, którzy ją sprawują. Era radia uderzyła w obie formy samoorganizacji politycznych ruchów oporu. Po pierwsze, umożliwiła masowe uczestnictwo robotników, nie wymuszając zmiany struktur świadomościowych. A zatem nie sprzyjała przekształcaniu ich w ów idealny racjonalny, debatujący podmiot demokracji. Po drugie, przerywając bezpośredniość kontaktu, utrudniła demokratyczną kontrolę procesu ustanawiania władzy[32]. Pytanie brzmi: jak długo wytworzone przez kulturę pisma formy świadomości społecznej mogą przetrwać w epoce zdominowanej przez inne media? Czy demokracja i państwo narodowe mogą się ostać w epoce upowszechnienia nowych mediów? Jakie formy wykluczenia są w niej stwarzane? Czy mówienie o demokracji w końcu dwudziestego i początku dwudziestego pierwszego wieku nie nosi znamion Heglowskiego twierdzenie o sowie Minerwy wylatującej zawsze o zmierzchu?

Demokracja „ery typograficznej” wobec demokracji „ery informacjonizmu”

Powyżej omówiłem wstępnie i pobieżnie napięcia, jakie wniosło do ery typograficznej pojawienie się radia. Analogiczne procesy możemy wskazać w odniesieniu do telewizji. Początkowo media te zdawały się uzupełniać kulturę pisma. Z biegiem czasu stało się oczywiste, iż zgodnie z maksymą, że środek jest przekazem, nowe media same jako aktorzy społeczni zaczęły wytwarzać nowe formy społeczeństwa, przekształcać świadomość ich uczestników oraz produkować nowe formy podmiotowości[33]. Wymieńmy zatem główne napięcia, którymi zaowocowało pojawienie się nowych mediów:

a. Wtórna oralność versus druk i pismo – Walter J. Ong[34]

b. Korozja charakteru versus linearne narracje tożsamościowe – Richard Sennett[35]

c. „Tyrania chwili” i spiętrzenie versus linearność i postęp – Thomas Hylland Eriksen[36]

d. Niedemokratyczna samoorganizacja sieci bezskalowych versus „demokratyczna” samorganizacja modelu „niewidzialnej ręki rynku” – Albert-Laszlo Barabasi, Duncan Watts[37]

a) Wtórna oralność versus druk i pismo – Walter J. Ong

Zacznijmy od omówienia pierwszego z napięć. Pokrótce zostało ono już przedstawione wyżej. W ramach podsumowania przybliżę potencjalny wpływ, jaki wtórna oralność nowych mediów wywiera na kształt sfery publicznej. Walter J. Ong w swej pracy na temat oralności wymienił najważniejsze cechy oralności pierwotnej. Jego zdaniem część owych cech dziedziczona jest przez wtórną oralność epoki elektronicznej[38]. Oralność pierwotna w rekonstrukcji Onga cechuje się przede wszystkim addytywnością w przeciwieństwie do podrzędności właściwej kulturom opartym na druku. Oznacza to, iż rezygnujemy z rozbudowanych form zdaniowych na rzecz powtórzeń. Ong przytacza ciekawą ewolucję tłumaczeń biblijnych. Dawne przekłady cechują się powtórzeniami charakterystycznymi dla pism zginalnych, które przechowały jeszcze cechy oralnej kultury. Przekazy późne podporządkowują się złożonej formalnie strukturze charakterystycznej dla kultur druku. Kolejną cechą jest nagromadzenie środków wyrazowych zamiast analizy – przekaz cechuje wysoka redundancja. Zdaniem Onga, oralność pierwotna wzmaga zachowawczość i tradycjonalizm. Spostrzeżenia te potwierdza Havelock w swej analizie oralnej Grecji. Obaj zgodnie wskazują, iż komunikacja oralna jest zbyt krucha, aby mogła pozwolić sobie na zbyt wiele innowacji kulturowych. Jeżeli jedynymi rezerwuarami kulturowej pamięci są nasze własne mózgi, to każdy eksperyment myślowy może zakończyć się zakłóceniem złożonego w nich depozytu kulturowej pamięci. Społeczności oralne cechuje wymuszona komunikacyjnie homeostaza. Tym, co dla nas szczególnie ważne, jest właściwe oralności zabarwienie agonistyczne. Ong przywołuje przykład oralnych pojedynków czarnej młodzieży w amerykańskich gettach jako nową formę oralności, podkreślając przy tym agonistyczny charakter owych słownych potyczek[39]. Oralność uniemożliwia wytworzenie dystansu, oddzielenie poglądu od wypowiadającej go osoby, stąd naturalna skłonność to zamiany różnicy stanowisk w konflikt personalny[40]. Wspominaną wyżej cechą kultur oralnych jest niemożność wytworzenia kartezjańskiej podmiotowości, samooglądającego się, zdystansowanego ja. Wreszcie oralność powoduje, iż dominuje myślenie sytuacyjne zamiast abstrakcji. Wtórna oralność mediów elektronicznych częściowo przejmuje charakterystyki oralności pierwotnej. Oznacza to, iż sfera publiczna częściowo dziedziczy cechy sfery „publicznej” oralności pierwotnej. McLuhan, jako zdeklarowany wróg pisma i nostalgiczny konserwatysta, witał przemiany wytwarzane przez epokę elektroniczną z niekłamaną radością. Owa globalna wioska, bodajże najbardziej znane z jego haseł, jawiła mu się jako powrót do bezpośredniości przednowoczesnej wioski. Pytanie jednak brzmi: czy będąc przywiązanymi do idei demokratycznych społeczeństw, do nowoczesnego dyskursu praw człowieka, winniśmy dzielić z nim ten entuzjazm? Czy, tak jak Platon, który w oralności pierwotnej, symbolizowanej przez poetów, widział zagrożenie dla polityki i filozofii, my także powinniśmy je dostrzec we wtórnej oralności mediów elektronicznych?

b) Korozja charakteru versus linearne narracje tożsamościowe – Richard Sennett

Wyżej wskazywałem, iż nowoczesna demokracja masowa to mariaż pisma i nowoczesnych form zarządzania, jak tayloryzm i fordyzm. Epoka elektroniczna skutecznie podmywa pierwszy z filarów demokracji masowej. Dzięki spostrzeżeniom Richarda Sennetta możemy zauważyć, iż współcześnie odchodzi w przeszłość także drugi z tych elementów – naukowe zarządzanie. Dzisiejsze formy pracy w neoliberalnym kapitalizmie dokonują pod hasłem uelastycznienia ogromnej rewolucji, nie tylko w stosunkach pracy, ale także w sposobach konstruowania podmiotów w rynku pracy uczestniczących. Sennett wymienia psychospołeczne konsekwencje zmiany form pracy we współczesnym kapitalizmie. Jego zdaniem obserwujemy przede wszystkim odejście od stabilnych pracy i kariery „złotego zegarka”. Kończy się możliwość tworzenia charakteru, czyli wytwarzania długotrwałej narracji na temat własnej biografii. Robotnicy w demokracjach zachodnich „welfare state” mogli znosić różne niewygody, kiedy istniała zapewniona przez nowoczesne środki produkcji, organizacji i komunikacji społeczna wizja postępu. Amerykański sen, który kazał imigrantom pracować całe dnie, obiecywał postęp, jeśli nie w ich przypadku, to przynajmniej w następnych pokoleniach. Wszystko to czyniło ustroje masowych demokracji możliwymi. Ruchy antysystemowe w swej walce o lepsze jutro przegrywały, ale reformowały system. Przykładu dostarcza tu szereg zwycięskich porażek ruchu emancypacji kobiet. Obietnica postępu powodowała, iż ewentualna wygrana ruchów antysystemowych nie była w stanie zagrozić stabilności systemu[41]. Wszystkie wymienione czynniki ulegają zmianie w nowym elastycznym świecie postfordyzmu.

To, co w narracjach postmodernistycznych jawiło się jako wyzwolenie, a wiec nomadyczny podmiot, rozproszona tożsamość, ukazuje swe dużo bardziej złowróżbne oblicze. Nowe elastyczne stosunki pracy rozbijają weberowską żelazną klatkę modernizacji[42]. Wydaje się, iż kończy się koszmar ogrodniczego państwa nowoczesnego, które tak celnie opisał Zygmunt Baumann. Podsumowując tę część rozważań, musimy wyraźnie zaakcentować, iż nie można dłużej zakładać, iż istnieje racjonalny, deliberujący, planujący podmiot będący warunkiem istnienia demokratycznej sfery publicznej. Podmioty poddane presji elastycznego rynku pracy pozbawione są bezpieczeństwa ontologicznego, co uniemożliwia wykształcenie cech koniecznych do długoterminowego, racjonalnego działania. To wszystko sprawia, iż podmioty w społeczeństwie sieciowym doświadczają czegoś, co Sennett nazywa korozją charakteru[43]. Charakter to powstały dzięki linearnej iluzji postępu zespół cech, wytwarzający jednostkę uważającą siebie za spójną. To już nie jest dłużej możliwe. Bard i Söderqvist[44] stwierdzają , iż czeka nas przejście od indywiduów do dywiduów. Niestety, wraz z tymi zmianami kończy się znana nam postać ustrojów politycznych, w tym ustrojów demokratycznych. Ponadto ruchy antysystemowe nie działają już w „bezpiecznej” dla systemu społecznego iluzji postępu. Ich porażka nie reformuje systemu, ich zwycięstwo potencjalnie może ów system zniszczyć. Kres iluzji postępu, będący jedną z konsekwencji przemian technologii komunikacyjnych i wtórnej oralności (to przecież pismo ze swą linearnością jest głównym nośnikiem owej idei), jest, zdaniem Wallersteina, najważniejszym wydarzeniem w geokulturze nowoczesnego systemu-świata[45].

c) „Tyrania chwili” i „spiętrzenie” informacyjne – Thomas Hylland Eriksen[46]

Wyżej omówiłem dwa czynniki, które wraz z nadejściem ery informacyjnej osłabiają demokrację: wtórną oralność oraz przemiany podmiotów i społeczeństw wywołane postofordystowską ideą elastyczności współgrającą z ideologią neoliberalną. Przyjrzyjmy się następnemu z elementów – rozpowszechnieniu się technologii komputerowej, Internetu, i jej wpływowi na kształt społeczeństw. Analizując to zagadnienie, powinniśmy mieć na względzie przestrogę McLuhana, który stwierdził, iż koncentrowanie się na treści danego medium jest największa pomyłką, jaką może popełnić badacz. Wyraził się on dosadnie, iż treść medium jest jak kiełbasa rzucona przez włamywacza, aby odwrócić uwagę psa stróżującego. Dlatego trzeba nam przyjrzeć się tym konsekwencjom rozwoju Internetu, które na pierwszy rzut oka pozostają ukryte. Pozornie rozpowszechnienie Internetu sprzyja szerzeniu idei demokratycznych. Zwiększa się dostęp do informacji, rośnie przepływ wiedzy. Nieprzypadkowo reżimy niedemokratyczne starają się cenzurować globalną sieć, a współczesne ruchy oporu (np. Zapatyści) próbują dzięki niej wywalczyć swobody demokratyczne. Jednakże musimy przeanalizować skutki, jakie dla ontologii społecznej ma fakt, iż tradycyjne sposoby funkcjonowania pewnych mechanizmów społecznych zostały radykalnie przyspieszone. Sytuację tę trafnie rozpoznał Eriksen w swej pracy Tyrania chwili. Wymienił on kilka konsekwencji, jakie niesie rozwój sieci i pojawienie się ogromnej liczby informacji. Po pierwsze, Internet oznacza nadmiar informacyjny, spiętrzenie informacji. Powoduje to utratę sterowności. Nadmiar informacyjny to sam rdzeń społeczeństwa ryzyka, które generuje więcej zagrożeń niż form obrony przed nimi. Ponadto społeczeństwo sieci to skrócenie momentu czasowego, a tym samym rozbicie dotychczasowego założenia o racjonalności. W sieci wszystko jest ciągłą teraźniejszością, dawne sposoby kalkulowania oparte o długoterminową racjonalność zawodzą. Tytułowa, wymieniona przez Eriksena, „tyrania chwili” to spowodowany przez rozwój sieci informatycznych kres dawnych sposobów konstruowania czasu społecznego. Analizy Eriksena i Sennetta są w tym miejscu zgodne: rozwój stosunków pracy i informatyzacja zmieniły linearny czas epoki industrialnej. Eriksen ilustruje to odwołaniem do różnicy pomiędzy dawnymi serialami (zakorzenionymi jeszcze w kulturze druku i dziewiętnastowiecznej powieści) a współczesnymi operami mydlanymi. W dawnych serialach (np. polski serial „Dom”) kluczowe było śledzenie fabuły z odcinka na odcinek, rozwijała się on linearnie, bohaterowie zmieniali się. Serial wymierzał czas, sugerował, iż jest on linearny i postępowy. Współczesne opery mydlane – najbardziej wymownym przykładem będzie serial „Piękni i bogaci” – można oglądać niezależnie od kolejności odcinków. Serial ten liczy już kilka tysięcy epizodów, zmiany fabuły nie tworzą jednak linearnej narracji, bohaterowie nie ewoluują, są zamrożeni w ciągłej tyranii chwili, wydarzenia rozgrywają się właściwie w ciągłej teraźniejszości. Takie spiętrzenie informacji jest destrukcyjne również dla dawnych nowoczesnych sposobów konstruowania wiedzy. Ważny sojusznik państwa narodowego, uniwersytet, także w swym projekcie zakłada istnienie linearnego, kumulatywnego czasu społecznego.

A zatem Internet to nie ziemia obiecana wolnego słowa, ale gąszcz i nadmiar. Redukcja owej złożoności nie jest prosta. Eriksen przekonująco dowodzi, iż filtry, które mają redukować złożoność, jedynie ją pogłębiają. Demaskuje on również iluzję, iż w tej sytuacji pomocne będzie odwołanie do kultury ekspertów. Niemoc tejże kultury ekspertów świetnie ilustruje padające w filmie „Rejs” znamienne zdanie: „a którą metodą wybierzemy metodę głosowania”. Autorzy Netokracji wyciągają jeszcze bardziej radykalne wnioski. W swej wizji wskazują na potencjalne konsekwencje władzy pozwalającej zarządzać szumem sieciowej informacji. Przekonująco argumentują oni, iż przejrzystość i wolność w sieci to złudzenie. W sieciowym społeczeństwie istotna zaczyna być władza nad tym, kto i gdzie jest przyłączony. Podobnie władzę uzyskują Ci, którzy potrafią skutecznie filtrować tony śmieciowych informacji. Zdaniem autorów Netokracji upowszechnienie Internetu doprowadzi do nowego podziału władzy. Świat podzielony zostanie na netokratów i konsumtariat. Ci pierwsi będą potrafili wykorzystywać potencjał, jaki daje sieć, ci drudzy będą jedynie biernymi przedmiotami. Aby lepiej zrozumieć rysowane tu zagrożenie, musimy omówić ostatni z wymienionych powyżej elementów – problem samoorganizacji społecznej w ontologii sieciowej.

d) Niedemokratyczna samoorganizacja sieci bezskalowych

W wizjach ontologii społecznej społeczeństw nowoczesnych rozpowszechnił się mityczny obraz samoorganizacji owych społeczeństw. Przybiera on różne nazwy, najbardziej znana to pojecie „niewidzialnej reki” rynku. Podobną wymowę ma Heglowski koncept chytrości rozumu. Pewne ślady takiego rozumienia samoorganizacji społecznej możemy odnaleźć już w Bajce o pszczołach Mandenvillle’a. Wszystkie te wizje zakładają, iż współpraca ludzi owocuje optymalną lub suboptymalną dla społeczeństwa formą samoorganizacji. Mimo iż wielokrotnie krytykowany, mit „niewidzialnej reki” rynku długo wspierał wątpliwy sojusz kapitalizmu i demokracji. Krytycy niejednokrotnie wskazywali, iż samoorganizacja społeczna w wielu przypadkach przebiega zupełnie inaczej niż owo optimum. Podkreślano, iż często dochodzi do głosu prawo zwane regułą Pareto, wedle której 20% uczestników wymiany konsumuje 80% dóbr. Zwracano uwagę na naturalne tendencje do akumulacji kapitału, tworzenia się monopoli etc. Niestety, brakowało badań, które potwierdziłyby owe intuicje. Rozwój sieci informacyjnych pozwolił naświetlić znane, ale niedocenianie formy samoorganizacji. Rozwinięcie spostrzeżeń Granovettera (zawartych w jego przełomowym artykule Strenght of weak ties) przez takich autorów jak Duncan Watts i Alberta-Laszlo Barabasi pozwala zaryzykować twierdzenie, iż mamy dziś do czynienia z nowym paradygmatem w naukach społecznych. Owo nowe ujęcie nieco szumnie nazywano „nową nauką sieci”[47]. Sieciowa analiza społeczeństwa początkowo bazowała na rozwiniętej teorii grafów. Jej matematyczny wyraz dał Duncann J. Watts w swej teorii „małych światów”, jednakże w humanistyce jako prekursor owej analizy szerzej znany jest Granovetter[48] i jego koncepcja „sześciu stopni separacji (oddalenia) (six degree of separation) oraz koncepcja znana jako „siła słabych więzi”[49]. Teoria „małych światów” oraz teoria sieci bezskalowych wskazuje, iż naturalnym sposobem samoorganizacji pewnych typów układów złożonych jest wytwarzanie nierównowagi. Sieci bezskalowe, a społeczeństwa ludzkie mogą być jako takie traktowane, w sposób naturalny tworzą sieci-węzły o większej wadze i ilości powiązań etc. Przykładem podobnego mechanizmu jest Internet, gdzie strony internetowe o dużej popularności stają się coraz bardziej popularne, zaś te budzące małe zainteresowanie tracą jeszcze bardziej na popularności. „Nowa nauka sieci” przekonująco udowadnia, iż jednym z dominujących sposobów samoorganizacji złożonych układów społecznych jest dialektyczna dynamika, w której obowiązują niedemokratyczne prawa samoorganizacji. Nazywa się je czasem efektem św. Mateusza z uwagi na frapujący biblijny cytat: „Każdemu bowiem kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie.” (Mt 25, 29; Biblia Tysiąclecia). Inne określenie owej dynamiki to: prawo silniejszego – power law. Wreszcie, idąc tropem Barabasiego, często określa się ten typ dynamiki układów złożonych mianem sieci bezskalowych – w odróżnieniu od tradycyjnych układów regulowanych przez sieci losowe. Tradycyjnie zakładano, iż wiele własności społecznych rozkłada się „demokratycznie”, tzn. zgodnie z regułą krzywej dzwonowej. Przykładem takiego rozkładu może być cecha wzrostu w populacji. Istnieją małe ekstrema osób bardzo niskich i bardzo wysokich, ale większość statystyczna mieści się wokół pewnej wartości średniej. W przypadku sieci bezskalowych mamy do czynienia z nową formą rozkładu cech. Przykładu dostarcza tu rozkład cechy, jaką jest znajomość dogłębna filozofii Heideggera albo pism wczesnych gnostyków: mamy więc kilku znawców i całość społeczeństwa, które nie wie właściwie nic. Znawcy Heideggera i wczesnych gnostyków zgodnie z efektem św. Mateusza szybko powiększają swą wiedzę, w wypadku innych nic takiego nie zachodzi. Nowa sieciowa dynamika ma jeszcze jedną ważną cechę. Aby wiedzieć, kto jest znawcą wczesnych gnostyków, nie możemy odwołać się do ilościowych badań statystycznych. Musimy przy pomocy badań jakościowych ustalić, kto jest „węzłem”, ośrodkiem owej wiedzy. Łącząc nasze rozważania dotyczące form komunikacji z uwagami dotyczącymi nowej sieciowej dynamiki, możemy zaryzykować pewną hipotezę. Brzmi ona następująco: różnorakie formy komunikacji w różnoraki sposób wpływają na pojawienie się bądź to tradycyjnych (losowych) bądź to nietradycyjnych form samoorganizacji społecznej. Rozwinięciem tej tezy jest jej uzupełnienie: tradycyjne industrialne, piśmienne społeczeństwa wspierały formy samoorganizacji społecznej, które z kolei wspierały normalny losowy rozkład cech w społeczeństwie. Układ ten mógł zaistnieć po spełnieniu wielu warunków opisywanych przez wykres krzywej dzwonowej, gdzie polityczny termin „klasa średnia” miał swój odpowiednik w pojęciu „średniej statystycznej”. Nowe, w tym sieciowe, sposoby komunikacji wspierają natomiast nowe bezskalowe formy samoorganizacji. Przykładem takiego zjawiska może być różnica pomiędzy układem połączeń drogowych a architekturą połączeń lotniczych. Połączenia drogowe są w znacznie większym stopniu „demokratyczne” niż dynamika układu opartego o połączenia lotnicze. Nawet gdybyśmy chcieli, nie jesteśmy w stanie skumulować całego ruchu drogowego w jednej aglomeracji, która jest centrum akumulacji kapitału. W przypadku połączeń drogowych, w epoce przed rozwojem samochodów i autostrad, było to jeszcze trudniejsze. W przypadku ruchu lotniczego nie ma takich przeszkód. Dziś w Europie liczą się właściwe dwa, trzy lotniska, których lokalizacja pokrywa się z centrami akumulacji kapitału. Połączenie Warszawa – Sofia zapewne najłatwiej uzyskać przez Berlin. Podobny proces na szerszą skalę zachodzi w przypadku Internetu. Już podłączeni, główne węzły sieci rosną w siłę, zaś ci, którzy nie są podłączeni, właściwie zanikają.

Wykluczenie a komunikacja w nowoczesnym systemie – świecie

Podsumowując: jak wskazałem wyżej, różne rodzaje dominującego medium komunikacyjnego owocują różnymi formami społeczeństw. Akumulacja kapitału, przyrost wiedzy, zdolności koncentracji kapitału społecznego i kulturowego zależą w znacznej mierze od form komunikacji dominujących w danym społeczeństwie. Społeczeństwa o największym stopniu informatyzacji podlegają dynamice określanej przez sieci bezskalowe. Oznacza to w praktyce, iż przyrost wiedzy i akumulacja kapitału w państwach, ośrodkach władzy, które już dysponują silną pozycją, powiększa się. To powoduje narastanie nierówności globalnych. Wallerstein w swym znanym modelu przedstawił rozwój świata nowoczesnego jako rozwój trójczłonowego organizmu składającego się z rdzenia/centrum, peryferii i obszarów półperyferyjnych. Model ten wskazywał, że od 500 lat rozwój krajów centrum zależny jest od nierównej wymiany dóbr z krajami peryferyjnymi. Rozwój nowoczesnych sposobów komunikacji (Internet, samoloty) powoduje, iż zarysowana przez Wallersteina dynamika nierówności zdaje się narastać. Wraz z różnym stopniem rozwoju środków komunikacji zwiększają się różnice spowodowane ich rozpowszechnieniem, a zatem globalnie występują społeczeństwa o różnej „prędkości”. Owa „prędkość” nie ma nic wspólnego z popularnym w wizji modernizacyjnej ujęciem, które kazało dzielić społeczeństwa na zacofane i rozwinięte. Chcę jedynie podkreślić, że społeczeństwa nasycone nowoczesnymi środkami komunikacji mają narzędzia do „przyspieszania” takich procesów jak akumulacja kapitału w sposób wręcz niewiarygodny. Społeczeństwa zaawansowane komunikacyjnie, „sieciowe” z racji swego położenia w globalnej strukturze systemu-świata, narzucają wymogi strukturalne charakterystyczne dla ich czasoprzestrzeni związanej m.in. z konkretnymi formami komunikacji. Niedemokratyczna dynamika charakterystyczna dla sieci bezskalowych przenoszona jest na inne poziomy organizacji systemu-świata. Przykładem może być rozwój spekulacyjnego kapitału. Państwa usieciowione mogą pomnażać wirtualny kapitał właściwie w sposób nieograniczony, państwa o nikłym stopniu rozwoju takich środków komunikacji skazane są na tradycyjne i niewydajne formy akumulacji kapitału[50].

Podsumowanie – podwójna spirala de-demokratyzacji

Tekst ten pragnę zakończyć, stawiając mocną hipotezę, iż państwa centrum/ rdzenia (Unia Europejska, USA, Japonia) są uwikłane w potencjalną spiralę podwójnej de-demokratyzacji. Procesy de-demokratyzacji można powiązać z dwiema dominującymi grupami czynników: wewnętrznymi i zewnętrznymi. Obie przyczyniają się, poprzez przeobrażenie społeczeństw, do nowych form wykluczenia, a ponadto tworzą takie struktury społeczne, które w radykalnym stopniu utrudniają funkcjonowanie demokratycznych stosunków społecznych. Procesy wewnętrzne wiążą się ze zjawiskami opisanymi przez Sennetta, Eriksena, Onga. Społeczeństwo informacyjne niszczy warunki strukturalne istnienia demokracji „wewnątrz” tych państw. Dzieje się tak poprzez wtórną oralizację tychże społeczeństw, zanik tradycyjnej, deliberującej sfery publicznej, wreszcie przez zmianę podstawowego sposobu kształtowania podmiotów owych społeczeństw.

Z drugiej strony państwa rdzenia/centrum w wyniku dynamiki globalnej (sieci bezskalowe) akcelerować będą swe przewagi w strukturze nowoczesnego systemu-świata, niszcząc strukturalne warunki demokracji na poziomie ponadpaństwowym.

Przyszłość demokracji zależy w dużej mierze od tego, jak wyznaczy ona przyszłe możliwości ontologiczne dla swego istnienia. Możliwości te są mocno powiązane ze sposobami wprowadzania do naszych społeczeństw innowacji, w tym tych z dziedziny technologii komunikacyjnych. Demokracja winna w swych projektach uwzględniać dialektykę splotu pomiędzy warunkującymi ją z poziomu ontologii społecznej technologiami komunikacyjnymi oraz sposobami uprawiania jej jako konkretnej formy polityki. Powtórzmy zatem dobitnie: demokracja jako projekt winna być równocześnie „polityką ontologii”, w tym przypadku – „ontologii społecznej”


[1] Tekst jest rozwinięciem tez wystąpienia wygłoszonego na konferencji Konflikt-Wykluczenie-Demokracja II, zorganizowanej przez Zakład Filozofii Społecznej i Politycznej Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego we współpracy z Muzułmańskim Centrum Kulturalno-Oświatowym, 11.12.07-12.12.07

[2] Na polskim rynku dorobek paradygmatu zwanego „determinizmem technologicznym” jest relatywnie nieznany. Polecić można następujące prace: Marshall McLuhan, Zrozumieć media. Przedłużenia człowieka, Wydawnictwo Naukowo Techniczne, 2004, Katarzyna Wiejak, Determinizm technologiczny. Nowe spojrzenie na media, [w:] Nauka o komunikowaniu. Podstawowe orientacje teoretyczne, red. Bogusława Dobek – Ostrowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2001, Walter Jackson Ong jr, Oralność i piśmienność: Słowo poddane technologii, Lublin 1992, Elizabeth L. Eisenstein, Rewolucja Gutenberga, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004, Jack Goody, Ian Watt, Konsekwencje piśmienności, [w:] Communicare. Almanach antropologiczny. Oralność/Piśmienność, praca zbiorowa, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007s. 33-77.

[3] Por. Eric A. Havelock, Muza uczy się pisać, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Eric A. Havelock, Przedmowa do Platona, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007.

[4] Warto zauważyć, iż konsekwencje społeczne rozwoju technologii komunikacyjnych są nieoczywiste i nieoczekiwane. Trzeba pamiętać, iż spostrzeżenie McLuhana, „medium is the message”, wskazujące na wymiar oddziaływania mediów na społeczeństwo, nie ogranicza się do bezpośredniego ich wpływu.

[5] Amitai Etzioni Active Society. Theory of Societal and Political Processses , Free Press New York 1969, Por. także mój tekst: Andrzej W. Nowak, Responsywność a samorządność – wokół idei „społeczeństwa aktywnego” Amitaia Etzioniego, [w:] Tadeusz Buksiński, Krzysztof Bondyra, Jarema Jakubowski (red.) Demokracja, samorządność, prawo, Wydawca: Instytut Filozofii UAM, Poznań 2007,

[6] Pragnę w tym miejscu podziękować Jarosławowi Urbańskiemu z Inicjatywy Pracowniczej, któremu zawdzięczam uwrażliwienie na problem demokracji na poziomie lokalnym, na przykład w zakładach pracy. Por. Jarosław Urbański, por. Jarosław Urbański, Ku demokracji pracowniczej [w:] Samorządność pracownicza, Oficyna „Trojka”, Poznań-Kraków 2004

[7] Chantal Mouffe, Polityczność. Przewodnik Krytyki Politycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008,

[8] Bruno Latour, From Realpolitik to Dingpolitik – or How to Make Things Public, Introduction to the catalogue of Making Things PublicAtmospheres of Democracy, MIT Press 2005 (edited by Bruno Latour & Peter Weibel]

[9] Warto uzmysłowić sobie, że przez czynniki pozaludzkie (non-humans) w teorii aktora-sieci rozumie się także takie obiekty jak bogowie, symbole etc. Ważnym jest, aby pamiętać, że ANT zajmuje stanowisko specyficznie rozumianego realizmu, ale nie jest materializmem

[10] Bruno Latour, We Have Never Been Modern. Cambridge, MA: University Press. Harvard 1993, s. 142.

[11] Heidegger twierdzi jednak, że ta „nieskomplikowana” bliskość stanowi samo sedno myślenia, do którego ciągle przykłada się zbyt mało wagi zarówno w języku codziennym, jak i wyspecjalizowanych dyskursach, Krzysztof Ziarek, Ethos codzienności: Heidegger o poezji i języku, „Sztuka i Filozofia” 16/99 s. 59

[12] Na możliwość syntezy dorobku Martina Heideggera i Bruno Latoura wskazywał wielokrotnie w swych pracach Graham Harman. Por. Graham Harman, Prince of Networks. Bruno Latour and Metaphysics, Re-press, Melbourne 2009.

[13] O znaczeniu „rzeczy” w filozofii i o zwrocie „ku rzeczom” patrz także: Jane Bennett, The Force of Things: Steps toward an Ecology of Matter, Sage Publications, Inc. „Political Theory”, Vol. 32, No. 3, (Jun., 2004), s.347-372 oraz przeglądowy tekst Ewy Domańskiej: Ku historii nieantropocentrycznej, [w:] Ewa Domańska, Historie niekonwencjonalne, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2006.

[14] W swej pracy Polityka natury Latour wskazuje na konieczność dołączenia kolejnego pojęcia: Tymczasem oikos, logos, physis i polis to prawdziwe enigmy, o ile nie postawi się pytania o wszystkie te cztery koncepcje jednocześnie, Bruno Latour, Polityka natury. Nauki wkraczają do demokracji, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009, s.14.

[15] Teoria aktora-sieci to nie tylko dorobek Bruno Latoura, to także teksty Johna Lawa, Michela Callona, Annemarie Mol i innych. Dobrym wprowadzeniem do teorii aktora-sieci jest praca Krzysztofa Abriszewskiego, Poznanie-zbiorowość-polityka. Wydawnictwo Universitas, 2009.

[16] Wyrażenie to zapożyczyłem z pracy przedstawiającej kanadyjską tradycję studiów nad komunikacją. Por. Arthur Kroker, Technology and the Canadian Mind: Innis/McLuhan/Grant, New World Perspectives, Culture Texts Series, Montreal 1984,

[17] Pojęcie bias jest trudno przekładalne na język polski. Ja przekładam je jako nastawienie, choć polski tłumacz artykułu Innisa, Anna Melon-Regulska, zdecydowała się na słowo „nachylenie”. Pragnę w ten sposób wskazać na możliwość powiązania pojęcia nastawienia komunikacyjnego z Heideggerowskim pojęciem zestawu [Gestell]. Dzięki takiemu zabiegowi można wskazać na głęboko filozoficzną wagę stwierdzeń Innisa. Dla Heideggera technika jako ziszczenie istoty zestawu była najpełniejszym wyrazem swoistej metafizyki naszej epoki. Analogicznie, możemy uznać, że nastawienie komunikacyjne, dominujące środki komunikacji stwarzają dominującą postać metafizyki danej epoki. Por. Harold A. Innis, Nachylenie komunikacyjne, [w:] Communicare. Almanach antropologiczny. Oralność/Piśmienność, praca zbiorowa, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007, s. 9-32.

[18] Obu formom władzy poświęcił on osobne, ważne teksty. Harold A. Innis, A Plea for Time i The problem of Space, [w:] Harold A. Innis, Bias of Communication, University Toronto Press, Toronto 1951, s. 61-91 i 92-131; Por. także Katarzyna Wiejak, Determinizm technologiczny. Nowe spojrzenie na media, [w:] Nauka o komunikowaniu. Podstawowe orientacje teoretyczne, red. Bogusława Dobek – Ostrowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2001, s. 221.

[19] Immanuel Wallerstein, Koniec świata, jaki znamy, tłum. M. Bilewicz, A. W. Jelonek, K. Tyszka, Warszawa 2004, Immanuel Wallerstein, Analiza systemów-światów. Wprowadzenie, tłum. K. Gawlicz, M. Starnawski, Warszawa 2007, Immanuel Wallerstein, Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy, Wydawnictwo Scholar, Warszawa 2007.

[20] Immanuel Wallerstein, Modernization: Requiescat in Pace, [w:] Immanuel Wallerstein, The Essential Wallerstein, The New Press, New York, 2000, s. 106-111.

[21] Polemikę z tradycyjną wizją „społeczeństw pierwotnych” z perspektywy determinizmu technologicznego przeprowadza Jack Goody w tekście: Evolution and Communication: The Domestication of the Savage Mind,: The Blackwell Publishing, The London School of Economics and Political Science, „British Journal of Sociology”, Vol. 24, No. 1, (Mar., 1973),s. 1-12.

[22] Pojęcie „zbiorowości” jest określeniem, którym Latour pragnie zastąpić tradycyjne pojęcie społeczeństwa. Zbiorowość bowiem to nie tylko ludzie, ale także rzeczy, zwierzęta, byty symboliczne, które składają się na całość naszej wspólnoty. Używam pojęcia zbiorowość, by oddać termin Latoura „collective”, mimo że polska tłumaczka Polityki natury zdecydowała się na słowo „kolektyw”. Wydaje się, iż z racji obciążenia historycznego tego terminu decyzja tłumaczki jest niefortunna.

[23] Alexander Bard, Jan Söderqvist, Netokracja: Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2006, s. 38-40, 77-78,

[24] Edward T. Hall, Ukryty wymiar, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2005, s. 135.

[25] Benedict Anderson, Wspólnoty wyobrażone, Fundacja im. Stefana Batorego, Wydawnictwo Znak, Warszawa-Kraków 1997.

[26] Ciekawym przykładem swoistej „ślepoty” na świat „rzeczy”, jaka cechuje współczesną filozofię polityczną, jest praca Habermasa Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej. Na stronach 100 – 122 odtwarza on instytucje powstającej mieszczańskiej sfery publicznej. Pomimo faktu, iż zauważa wagę salonów literackich i gazet (s. 120-122) w jej wykształceniu, materialny substrat jako warunek powstania tej sfery jest nieobecny. Co więcej, Habermas zdaje się zupełnie nie zauważać, iż tak ceniony przez z niego deliberujący racjonalny podmiot uczestniczący w publicznych debatach pozostaje w dużej mierze skutkiem rozpowszechnienia kultury pisma i druku. Nie jest moim celem proponowanie monokauzalnych wyjaśnień, wedle których druk i pismo są warunkiem nie tylko koniecznym, ale i wystarczającym powstania pisma. Wydaje się jednak, że ignorowanie przez Habermasa sfery technologicznego determinizmu jest symptomatycznym dziedzictwem Szkoły Frankfurckiej. Hiperkrytyczni wobec rozumu instrumentalnego frankfurtczycy są teoretycznie bezradni, gdy przychodzi im podjąć wątki „rzeczy” i materialności. Por. Jürgen Habermas, Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.

[27] Alexis de Tocqueville: O demokracji w Ameryce. PIW, Warszawa, 1976, por. także Jerzy Mikułowski Pomorski Alexis de Tocqueville o prasie jako gwarantce demokracji i rozwoju. Diagnoza i ustanowienie norm z różnych perspektyw czasowych, strona internetowa: www.ae.krakow.pl/~ekse/htm/alexis_jmp.doc, data dostępu: 9 sierpnia 2008.

[28] Por. Giorgio Agamben, Homo Sacer. Suwerenna władza i nagie życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.

[29] Zob. Walter Jackson Ong jr, Oralność i piśmienność: Słowo poddane technologii, Lublin 1992, s. 78 – 86.

[30] Marshall McLuhan, Wybór pism, Wydawnictwa Artystyczne I Filmowe, Warszawa 1975, s. 149

[31] tamże s. 149.

[32] Podobny proces możemy zaobserwować, analizując tę formę samoorganizacji robotniczej, jaką w Europie była piłka nożna. Początkowo w sposób jednoznaczny poszczególne drużyny stanowiły przedłużenie naturalnych tożsamości wspólnot lokalnych. Stanowiły ich wyobrażoną i namacalną reprezentację. W tym sensie futbol był „demokratyczny”, gdyż istniało bezpośrednie sprzężenie zwrotne pomiędzy owymi „wspólnotami wyobrażonymi” i ich podglebiem robotniczym. Medializacja piłki nożnej całkowicie zmieniła jej obraz. W żaden sposób nie można już dłużej powiązać symbolicznych reprezentacji w postaci drużyn piłkarskich z ich społecznym, wspólnotowym substratem – protodemokratyczne sprzężenie zwrotne zanikło. Por. Albert Jawłowski, Święty ład. Rytuał i mit Mundialu, WAiP, Warszawa 2007.

[33] Państwo narodowe, będąc zasadniczą częścią kapitalistycznego paradygmatu, utraciło swoją wiarygodność w społeczeństwie informacyjnym, w którym komunikacja bazuje na plemiennej tożsamości i subkulturach, konstruowanych według zupełnie innych zasad, Alexander Bard, Jan Söderqvist, Netokracja: Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2006, s. 88.

[34] Walter Jackson Ong jr, Oralność i piśmienność: Słowo poddane technologii, Lublin 1992.

[35] Richard Sennett, Korozja charakteru. Osobiste konsekwencje pracy w nowym kapitalizmie, Muza, Warszawa 2006,

[36] Thomas Hylland Eriksen, Tyrania chwili. Szybko i wolno płynący czas w erze informacji, PIW, Warszawa 2003

[37] Albert -Laszlo Barabasi, Eric Bonabeau Sieci bezskalowe, [w:]Świat Nauki”, czerwiec 2003, Albert-Laszlo Barabasi, Linked. New Science of Networks, Cambridge 2002, Edwin Bendyk, Antymatrix czyli człowiek w sieci Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2004, Duncan Watts, Six Degrees, New York 2003.

[38] Ong, op. cit. s. 183

[39] Ong, op.cit. s. 71.

[40] W tym miejscu warto się zastanowić, czy proponowana przez Chantal Mouffe strategia zamiany antagonizmów, które są realizowane w ramach dyskursów populistycznych, w spory demokratyczne, w objęty regułami dyskusji agon, nie wymaga zakrojonego na szeroką skalę przekształcenia społeczeństw. Pojawia się pytanie, czy niewypowiedzianym (a może nieuświadamianym?) przez Mouffe warunkiem powodzenia takiego procesu jest przełamanie dyktatu wtórnej oralności i przywrócenie kultury pisma? Przykładem „oralizacji” naszej kultury są tabloidy, które mimo formy gazety stały się właściwie formą przekazu oralnego. Warto by prześledzić, na ile dziedziczą one cechy oralności pierwotnej opisane przez Onga. Niestety, to frapujące przedsięwzięcie wykracza poza ramy niniejszego tesktu.

[41] Por. Andrzej W. Nowak

[42] Dla ludzi o niskiej pozycji społecznej czas jest jedynym zasobem, z którego mogą czerpać bez ograniczeń. Aby uczynić go źródłem akumulacji, Enrico potrzebował, by użyć określenia Maxa Webera, „żelaznej klatki” – pewnej biurokratycznej struktury, racjonalizującej wykorzystanie czasu, Sennett, op.cit. s. 14

[43] W czasach elastyczności jedynie odarta z wszelkich działań wola stanowić może esencję charakteru etycznego Rica, Sennett, op. cit. s. 34

[44] Por. Jednostka należąca do przeszłości nie może już być ideałem, wygląda raczej jak słaby jednowymiarowy nieszczęśnik. Osobowość schizofreniczna i kalejdoskopowa jest natomiast uważana za wzorową w tym sensie, że doskonale sprawdza się w działaniu, Bard, Söderqvist, op. cit. s. 207

[45] Por. Immanuel Wallerstein, Utopistics: Or, Historical Choices of the Twenty-first Century, New Press, New York 1998.

[46] Zagadnieniu temu poświeciłem osobny tekst: Andrzej W. Nowak, Tyrania chwili, przemoc strukturalna a nowoczesny system-świa, który ukaże się niebawem, jest on wersją referatu: Time, Modern World-System and Structural Violence, wygłoszonego na konferencji: Tyrania chwili – skutki inflacji informacyjnej i dominacji czasu szybkiego / Tyranny of the Moment – the consequences of the inflation of information and the fast time domination,04-05.10.08, IF UMK, Toruń.

[47] Dobrym wprowadzeniem w koncepcję analizy sieciowej jest książka Edwina Bendyka Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2004. Kluczowymi pozycjami dla humanisty są prace Duncanna Wattsa Six Degrees, New York 2003, oraz Alberta-Laszlo Barabasiego Linked. New Science of Networks, Cambridge 2002, mają one tę zaletę, iż nie wymagają znajomości aparatu matematycznego, który umożliwił dokonanie przedstawionych badań. Godną polecenia jest też praca Duncanna Wattsa Small Worlds, Princeton 1999, niestety wymaga ona dość zaawansowanego aparatu matematycznego. Ponadto wiele analiz empirycznych zawartych jest w popularnym bestsellerze Malcolma Gladwella, Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian, Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2005.

[48] Mark Granovetter, The Strenght of Weak Ties. A Network Theory Revisited Sociological Theory, Volume 1 (1983), s. 201-233.

[49] Na gruncie polskim problem ten pośrednio podejmował Tadeusz Buksiński, analizując problem kooperacji w małych grupach społecznych. Zob. Tadeusz Buksiński Racjonalność współdziałań Wydawnictwo Naukowe IF UAM, Poznań 1996.

[50] Przykładem takich nowych możliwości jest masowe użycie kontenerów. Zarządzanie elektronicznie pozwala na przyspieszenie obrotów handlowych. Równocześnie wymogi, jakie stawia handel przy użyciu kontenerów (specjalne statki, skomplikowane, komputerowe zarządzanie, specjalne porty etc.), faworyzuje tych, którzy byli liczącymi się graczami globalnymi (z zakumulowanym kapitałem). Handel taki akceleruje istniejące nierówności. Opłata za wejście do globalnego handlu zwiększyła się niepomiernie, nie można już stworzyć portu przy pomocy ekipy tragarzy i łodzi motorowych, którymi rozładujemy statek stojący na redzie. Zob. wywiad Jacka Żakowsiego z Robertem B. Reichem, Społeczeństwo. Władza konsumentów, „Polityka. Niezbędnik Inteligenta”. Wydanie 13 – nr 39 (2622) z dnia 29-09-2007; s. 3