Wywiad z dr Tomaszem Pawelcem z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Kultura i Historia nr 1/2001

Wywiad z dr Tomaszem Pawelcem z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

KiH: Jest Pan jednym z nielicznych w naszym kraju specjalistów zajmujących się dziejami historiografii – autorem m.in. monografii poświęconej twórczości M. Handelsmana – nad czym obecnie Pan pracuje?

TP: Nim odpowiem, może odniosę się najpierw do uwagi Państwa w kwestii „niewielkiej liczby” badaczy historiografii w naszym kraju. To prawda, specjalność, którą reprezentuję istotnie nie jest „silna ilością” – ani w Polsce, ani (przy zachowaniu odpowiedniej proporcji naturalnie) nigdzie indziej. Myślę, iż wiąże się to z charakterystycznym dla historii jako dyscypliny empirycznej ukierunkowaniem przeważającej większości badaczy na konkret poznawczy, tj. żywionym przez nich przekonaniem, iż badania naukowe winno się uprawiać w odniesieniu do jakiegoś uchwytnego empirycznie („obiektywnego”) obszaru dociekań. A zatem w dziejopisarstwie byłyby to (tak się najczęściej sądzi) określone zjawiska, zależności i procesy z przeszłości ujmowane np. jako zbiory faktów, diachroniczne struktury czy jeszcze jakoś inaczej. Historyk odwołuje się przy tym do źródeł, dzięki którym może on wejść w jakąś relację z przeszłością, relację którą reprezentanci tej profesji (za wyjątkiem tych „ukąszonych” przez postmodernistyczny sceptycyzm) rozpatrują jako pozwalającą na ustalanie prawdy o czasach minionych. Historyk historiografii z tej perspektywy jawić się może jako osobnik zajmujący się czymś odmiennym – mówiąc nieładnie miałby uprawiać on coś na kształt „recyclingu” myśli swoich kolegów-(prawdziwych)historyków. Nic dziwnego więc, iż kandydatów do uprawiania tej specjalności nie ma zbyt wielu. Trzeba trafu, aby młody adept historii miał możność zetknięcia się z odmiennym sposobem patrzenia na dziejopisarstwo i w szczególności na historię historiografii. Należy mu dopiero uświadomić i pokazać, iż to jak ludzie piszą swoją historię jest po prostu częścią szerszego procesu tworzenia przez nich historii. Wtedy dostrzegamy, że studiowanie dziejów historiografii jest integralną składową studiowania całokształtu aktywności ludzkiej w przeszłości. Dostrzegamy zarazem coś jeszcze, albowiem poznawanie jak i dlaczego historycy pisali i piszą (czy może lepiej: „konstruują” historię) okazuje się (z punktu widzenia historiografii jako naukowej dyscypliny) rodzajem samopoznania. Tak więc dla mnie uprawianie badań nad historiografią oznacza odkrywanie tego co ukrywa się za gładką ścianą słów historycznego dyskursu, a co przecież w decydujący sposób wyznacza jego kształt i steruje jego konstruowaniem – teoretyczno-metodologicznych oraz ideologicznych założeń historyka, który ów dyskurs zbudował. Mam też – tak jak wszyscy, którzy pracują na tym „poletku” – świadomość, że wyniki dociekań historiograficznych (czy raczej metahistorycznych – by użyć modnego i zarazem szerszego terminu) pozwalają ponadto dowiedzieć się czegoś naprawdę istotnego o społeczeństwie, w którego obrębie dana historiografia powstaje. Albowiem to jak ludzie obcują ze swoją przeszłością (tzn. jak to swoje jej doświadczanie artykułują) zawsze wyraża podstawowe kategorie i wartości kultury, której są oni twórcami i nosicielami. Ale, powtarzam, taka optyka nie jest bynajmniej „naturalna” dla kształconego u nas młodego historyka i nie każdy ma możność się z nią zetknąć. Nie jest więc przypadkiem, iż rekrutacja nowego „narybku” dla historii historiografii i metodologii historii najlepiej udaje się tam, gdzie już istnieją prężne ośrodki badań historiograficznych oraz metodologicznych, a student historii ma możność szerszego zetknięcia się ze wspomnianym wyżej sposobem ujmowania nauki historycznej.

Wracając zaś do Państwa pytania, po sfinalizowaniu (doktoratem i monografią) badań nad teoretyczno-metodologicznymi koncepcjami Marcelego Handelsmana szukałem tematu, który spełniałby dwa warunki. Po pierwsze pragnąłem aby miał on silny „wymiar ponadindywidualny” – chciałem bowiem przejść od studiowania zagadnień odnoszących się do dokonań jednostki, choćby nawet bardzo wybitnej, do zagadnień dotyczących całych zbiorowości. Najznakomitszy nawet historyk pozostaje bowiem członkiem określonej społeczności badaczy (orientacji czy paradygmatu badań historycznych) i to właśnie przekonania podzielane i/lub respektowane w jej łonie wyznaczają zwykle zakres i kształt jego aktywności badawczej, jak również i horyzont refleksji teoretycznej, którą ewentualnie mógłby on uprawiać. Po drugie pragnąłem wyjść „poza krajowe opłotki” w przekonaniu, że procesy kluczowe dla ewolucji dziejopisarstwa rozgrywają się zazwyczaj jednak (niestety) poza naszymi granicami, przede wszystkim w krajach Europy Zachodniej i w USA. Stąd właśnie zdecydowałem się poświęcić studiowaniu dziejów i założeń teoretycznych psychohistorii. Książka, którą aktualnie piszę na ten temat ma być, jak liczę, podstawą mojej habilitacji.

KiH: Dlaczego zainteresował się Pan właśnie psychohistorią?

TP: Gdybym odpowiedział, że tylko z wymienionych wyżej powodów oraz dlatego, że było to pole bardzo słabo zbadane, ujawniłbym chyba tylko część prawdy. Myślę, że oddziaływały tu głębsze powody psychologiczne (właśnie kontakt z psychohistorią uwrażliwił mnie na te kwestie). Mój trening jako metodologa i historyka historiografii odbywał się w obrębie tzw. „poznańskiej szkoły metodologicznej” (i zwłaszcza jej „filii” lubelskiej), którą pozwolę sobie (aczkolwiek to spore uproszczenie mogące zamazać oryginalność wielu idei sformułowanych przez jej twórców i kontynuatorów) nazwać polskim odpowiednikiem anglosaskiej analitycznej filozofii historii. Chodzi mi o to, iż ten paradygmat myślenia ujmował człowieka (tj. w tym wypadku historyka) jako podmiot działający racjonalnie (oczywiście w sensie idealizacji). Nie przypadkiem zresztą interpretacja humanistyczna pozostaje jedną z kluczowych strategii analizy w obrębie badań prowadzonych w jego ramach. Potężne siły emocji, uczucia, afektu, ujmowane są tu jako uboczne czynniki zakłócające – pomijane w trakcie analizy. Tymczasem – taka jest moja „prywatna” wizja świata i człowieka – raczej nie uważam, że człowiek jest istotą racjonalną – nawet gdy występuje w roli naukowca-badacza. Może więc właśnie na zasadzie pewnego „kontrapunktu” wobec mojego uniwersyteckiego „bagażu teoretycznego” i dotychczasowych zainteresowań badawczych potrzebowałem problematyki, która skonfrontuje mnie z owym odmiennym wymiarem człowieczeństwa, wymiarem nieświadomego i emocjonalnego, tym właśnie, który od czasów Freuda eksploruje psychoanaliza. A przecież psychoanaliza bardzo wiele znaczy dla teoretycznych podstaw psychohistorii.

KiH: Co, zdaniem Pana, może historykowi dać psychohistoria w jego próbach zrozumienia czy wyjaśnienia zjawisk z przeszłości?

TP: Aby odpowiedzieć na tę kwestię muszę w pierwszym rzędzie zauważyć, że wszystko to co powiedziałem wyżej o sobie pozostaje prawdą w odniesieniu do przeważającej części naukowego pisarstwa historycznego. Innymi słowy historycy najczęściej skłonni są postrzegać ludzi działających w historii jako istoty racjonalne. Naturalnie, nikt nie podpisze się pod tezą, że byli oni wyprani z uczuć, namiętności, fobii itd. Ale gdy przyglądamy się praktyce wyjaśnień historycznych zauważamy, że te sprawy znikają, względnie pozostają ujęte na poziomie zdroworozsądkowej psychologii potocznej – takiej jaką wszyscy posługujemy się w życiu codziennym. Inaczej mówiąc, w dobie dzisiejszej, gdy zakres prowadzonej przez historyków penetracji różnorodnych sfer przeszłego doświadczenia ludzi osiągnął bezprecedensowe rozmiary, psychologiczny wymiar historii pozostaje wciąż najsłabiej zgłębiony. Naturalnie trzeba pamiętać o tradycji historii mentalności rozwijanej w środowisku „Annales” – ten nurt badawczy niemało wniósł w tym zakresie, ale w moim odczuciu skonstruowanie prawdziwej historii psychologicznej to nadal zadanie do wykonania. Właśnie tutaj psychohistoria może i powinna odegrać wielką rolę. Sądzę, że oferowane przez nią konceptualizacje mogą pozwolić na uchwycenie historycznej roli czynników emocjonalnych i psychologicznych (a na tym dopiero tle właściwego wymiaru świadomego i celowego działania człowieka), zarówno tych, z których obecności zdajemy sobie sprawę, jak i takich, których oddziaływania i dynamiki nikt sobie nie uświadamia. Badacze sceptycznie nastawieni do (psychoanalitycznej przeważnie) psychohistorii powiadają niekiedy, że współczesne postacie psychologii poznawczej oferują bardziej płodną poznawczo (i w większym stopniu empirycznie testowalną) alternatywę dla historyka pragnącego eksplorować psychologiczną stronę dziejów. Może jest tym pewna racja, ale pod jednym względem psychohistoria wydaje się znacząco przewyższać konkurencyjne ujęcia – ujmuje ona procesy rozgrywające się w psychice ludzkiej historycznie, tj. w perspektywie odpowiednio interpretowanej osobistej historii (sumy nabywanych w toku całego życia doświadczeń) danej jednostki ludzkiej, a jednocześnie doświadczeń (historii) zbiorowości, do których taka jednostka przynależy. Jednym z największych nieporozumień jakie występują wokół psychohistorii jest zarzut, że jest to perspektywa nieuchronnie naznaczona ahistoryzmem. Muszę tu zresztą powiedzieć, iż analiza żywej i rozległej debaty pro i contra, jaka rozgrywała się wokół psychohistorii stanowiła jeden z ciekawszych elementów moich badań nad tym paradygmatem. Można by długo o niej mówić.

KiH: Na jakich polach badań historycznych psychohistoria może być szczególnie użyteczna?

TP: Niełatwo na to odpowiedzieć. Myślę, iż generalnie wszystkie te orientacje badań historycznych, które koncentrują się na podmiotowej stronie historii, tj. na tym jak człowiek tworzy dzieje i jak doświadcza tej szczególnej rzeczywistości, w której egzystuje, mogą tak lub inaczej skorzystać z psychohistorycznych inspiracji i strategii interpretacyjnych. Standardowo zwykło się podkreślać przydatność perspektywy psychohistorycznej w biografistyce. Jak istotnie cenne usługi potrafi ona oddać historykowi można się przekonać czytając np. Portret Izaaka Newtona pióra Franka Manuela. Jest to jedyna wydana w Polsce klasyczna psychobiografia, której autorowi w ciekawy i dość przekonujący sposób udało się powiązać odkrycia naukowe tego myśliciela z podstawowymi wymiarami jego osobowości. Spis godnych uwagi psychohistorycznych biografii byłby naprawdę długi. Szkoda, że nie są dostępne po polsku. Powstało też wiele interesujących prac psychohistorycznych odnoszących do zjawisk masowych – nieraz cieszących się wielkim uznaniem szerokich kręgów historyków pomimo tego, że psychohistoria zawsze pozostawała podejściem cokolwiek kontrowersyjnym i nie do końca mieszczącym się w ramach akademickiego dziejopisarstwa. O niektórych z tych prac wspominałem w moich publikacjach na temat psychohistorii. Tutaj dodam jeszcze, iż także w Polsce w ostatnim czasie zaczęto podejmować inicjatywy badawcze programowo nawiązujące do inspiracji psychohistorycznych (a konkretnie głównie koncepcji Roberta J. Liftona) – w szczególności w zakresie badania doświadczenia więźniów politycznych okresu stalinowskiego w Polsce, który to projekt rozwija dr Tomasz Ochinowski z Warszawy. Sądzą, że warty osobnej wzmianki jest inspirujący wpływ psychohistorii na badania nad przeszłością prowadzone w ramach innych kierunków badawczych. Takim obszarem jest w szczególności historia dzieciństwa i po części historia rodziny. Zagadnienia te pozostawały długo marginalnymi nawet w dobie bujnego rozwoju historii społecznej w latach 50-tych i 60-tych. W perspektywie psychohistorycznej natomiast doświadczenia dzieciństwa i środowisko rodzinne człowieka jawią się jako podstawowe czynniki dziejotwórcze. Uważam, że bujny od schyłku lat 60-tych rozwój piśmiennictwa psychohistorycznego na ten temat bardzo mocno wpłynął (nawet jeśli czasem trochę na zasadzie „negatywnego odniesienia”) na wzrost zainteresowania historiografii tą tematyką.

KiH: Czy oprócz artykułów i monografii poświęconych psychohistorii chciałby Pan w inny jeszcze sposób przybliżyć polskiemu czytelnikowi ten paradygmat pisarstwa historycznego?

TP: Owszem. Uważam bowiem, że prezentacja wyników konkretnej praktyki badawczej dokona tego lepiej niż cały zbiór publikacji teoretycznych, które przecież nie każdy historyk jest skłonny czytać. Z tą myślą przygotowałem po polsku wybór piśmiennictwa psychohistorycznego – łącznie 11 tekstów pisanych przez psychohistoryków zarówno charakterze teoretyczno-metodologicznym, jak i prezentujących wyniki konkretnych studiów nad przeszłością. Pochodzą one z lat 70-tych, 80-tych i 90-tych. Są wśród nich najgłośniejsze prace pisane w tym nurcie (jak Psychohistoryczne początki nazistowskiej młodej kohorty Petera Loewenberga) oraz te należące do najbardziej kontrowersyjnych i najżywiej dyskutowanych (jak Niezależność psychohistorii Lloyda deMause’a). Zebrane w tomie (na 20 arkuszy) zatytułowanym W poszukiwaniu duszy Klio: psychohistoryczne spojrzenie w przeszłość i uzupełnione o Wprowadzenie, w którym daję zwięzły zarys dziejów oraz założeń paradygmatu, ukażą się jesienią bieżącego roku w Wydawnictwie Naukowym UMCS.

KiH: Do jakiego kręgu odbiorców przeznaczone będą przygotowywane przez Pana pozycje?

TP: Do moich kolegów „z branży” naturalnie! Ale rozumiem to szeroko – nie tylko do teoretyków i historyków dziejopisarstwa ale do wszystkich parających się zawodowo historią. Bardzo chciałbym też trafić do tych, którzy dopiero historię studiują. Zależy mi na pokazaniu im, że istnieje także historia uprawiana w zupełnie inny sposób od tego, jakiego ich zwykle uczymy. Chcę zademonstrować jej blaski i zalety, ale także wady i wewnętrzne dylematy. Podobnie zresztą staram się czynić w mojej akademickiej dydaktyce – na zajęciach z kierunków współczesnej historiografii. Sądząc z reakcji moich studentów chyba z niejakim powodzeniem.

KiH:Dziękujemy za rozmowę!

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–