Choć emersja jest pojęciem stosunkowo nowym to pozwala na wyznaczenie interesujących wątków w analizie gier wideo. Piotr Kubiński, autor tego pojęcia, definiuje elementy emersyjne jako „(…) te czynniki, które zwracają uwagę na zmediatyzowany status akcji” (Kubiński, 2014, 161). Stanowią one przeciwieństwo immersji, czyli poczucia zapośredniczenia w wirtualnym świecie – pojęcia od dawna powiązanego z grami wideo. Nie są to zjawiska ekskluzywne dla tego medium, chociaż w przypadku np. literatury lub kina należałoby przyjąć inną klasyfikację ich rodzajów. Warto podkreślić, że obecność elementów emersyjnych w grze nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym. Bywają sytuacje, w których zjawiska tego rodzaju są przez twórców zaplanowane i służą zabiegowi tzw. łamania czwartej ściany, czyli intencjonalnego wyrwania odbiorcy z poczucia iluzji.

Kubiński definiuje trzy rodzaje zjawisk emersyjnych w grach wideo. Pierwsze z nich to czynniki incydentalne, czyli wynikające – zazwyczaj – z kwestii technicznych. Do tej kategorii należy zaliczyć bugi (błędy) oraz glitche (nieprawidłowości w wyświetlaniu grafiki). Ponieważ elementy tego typu są zazwyczaj przypadkowe i uzależnione od platformy a ich omówienie nie jest istotnie dla tematu niniejszego tekstu to zostaną w tej analizie pominięte. Kolejnym rodzajem elementów emersyjnych są wspomniane wcześniej czynniki zaprojektowane. Do tej kategorii należą takie zjawiska jak easter eggi (ukryte przez twórców gry żarty i odniesienia, często nawiązujące do innych dzieł kultury) czy nadanie bohaterom pozorów świadomości, iż są elementem gry wideo. Trzecim rodzajem zjawisk emersyjnych są elementy powtarzalne, czyli wynikające z przyjętej konwencji. Dotyczy to zarówno segmentów powiązanych z mechaniką gier wideo tj. user interface jak i uproszczeń wynikających z ograniczeń tego medium. Analiza tej kategorii czynników emersyjnych w grze Life is Strange (Dontnod Entertainment, 2015) posłuży próbie odpowiedzi na pytanie: czy istnieją czynniki antyiluzyjne charakterystyczne dla gier opartych na wyborach?

Czym są omawiane „gry oparte na wyborach”? Na potrzeby tego tekstu należałoby określić tym terminem takie produkcje, w których podejmowane przez gracza decyzje wpływają na rozwój fabuły i stanowią centralny punkt mechaniki.

Swoboda wyboru własnej ścieżki fabularnej i jednego z wielu zakończeń często stanowi oś przekazu reklamowego wielu współczesnych tytułów, choć tego rodzaju hipertekstowa narracja jest w istocie starsza niż medium gier wideo. Pierwszych prób takiego budowania historii można doszukiwać się już w latach trzydziestych dwudziestego wieku, choć opowieści tego rodzaju popularność zdobyły dopiero na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, wraz z wydaniem popularnej serii Choose Your Own Adventure autorstwa Edwarda Packarda. Nazwa serii wkrótce stała się synonimem dla całego gatunku literackiego – a później gatunku gier wideo – w których fabuła budowana jest przez szereg wyborów podejmowanych przez odbiorcę.

Zjawiskiem powiązanym z systemami narracji hipertekstowej są również gry fabularne (RPG) typu pen and paper, czyli rozgrywane bez użycia dodatkowych systemów elektronicznych. Od publikacji pierwszej edycji gry fabularnej Dungeons & Dragons ( G.Gygax, D. Arneson) w 1974 roku gry fabularne cieszyły się szczególną popularnością w środowisku kultury fanowskiej, która z kolei ściśle związana jest z historią rozwoju gier wideo. Naturalnym krokiem była zatem próba przeniesienia mechanik „papierowych” gier RPG do ich cyfrowych odpowiedników, wraz z – tak charakterystyczną dla gier fabularnych – interaktywnością opowieści.

Choć można by dyskutować, że ze względu na ergodyczny charakter tego medium praktycznie każda gra wideo opiera się na podejmowaniu decyzji przez gracza, to w tym wypadku „gry oparte na wyborach” oznaczają takie produkcje, w których wybory są jasno postawione i mają realny wpływ na fabułę gry w jej najbardziej podstawowym sensie oraz stanowią centralny punkt mechaniki. Do tej kategorii nie należy np. gra Wiedźmin 3: Dziki Gon (CD Projekt Red, 2015), w której wybory są co prawda niezwykle istotnym elementem ale są uzupełnianie przez skomplikowaną mechanikę rozwoju postaci, zręcznościową walkę czy swobodną eksplorację świata. Przykładami współczesnych gier opartych na wyborach są takie produkcje jak: serie studia Telltale, gry z nurtu visual novel, produkcje Davida Cage’a, Papers, Please (Lucas Pope, 2013) czy Depression Quest (Zoë Quinn, 2013).

Dlaczego warto analizować produkcje oparte na wyborach w kontekście emersji? Gry wideo są symulacjami, które powstają na bazie modeli wybranych wycinków rzeczywistości. Jak pisze Piotr Sterczewski:

Ze względu na to, że rzeczywistość nie jest w pełni poznawalna i że symulacja nie może uwzględnić wszystkich czynników działających na daną sytuację model zawsze jest pewnym uproszczeniem rzeczywistości. (Sterczewski, 2012, 216)

W grach opartych na wyborach twórcy starają się wytworzyć iluzję doskonałego modelu, w którym gracz może podjąć bardzo zróżnicowane decyzje, które wpłyną na świat gry. Oczywiście ten idealny model jest niemożliwy do wytworzenia, symulacja zawsze będzie ograniczona i gracz nie będzie mógł zrobić tego, czego nie zaplanują twórcy. Uświadomienie sobie tego przez odbiorcę stanowi zatem czynnik emersyjny.

 W niniejszym tekście postaram się przeanalizować elementy emersyjne w Life is Strange koncentrując się przede wszystkim na tych momentach, w których nie udało się ukryć ograniczenia swobody podejmowanych decyzji wynikającego z niedoskonałości modelu będącego podstawą symulacji.

Life is Strange ukazywało się do stycznia do października 2015 roku na wszystkich popularnych platformach stacjonarnych. Gra została wyprodukowana przez studio Dontnod Entertainment i wydana przez Square Enix w formie pięcioodcinkowego serialu. Ukończenie każdego epizodu zajmuje ok. 2-3 godzin.

Bohaterką jest osiemnastoletnia Max Caufield, uczennica liceum dla młodych artystów. Dziewczyna odkrywa, że posiada zdolność cofania czasu i wpływania na przyszłe wydarzenia. Fabuła koncentruje się wokół jej relacji z przyjaciółką Chloe, prób rozwikłania zagadki zaginięcia uczennicy z jej szkoły oraz zapobiegnięcia zbliżającej się apokalipsie. Co interesujące, zdecydowanie więcej uwagi poświęcono wątkom obyczajowym niż fantastycznym – zabieg ten spotkał się z resztą z entuzjastycznym przyjęciem ze strony odbiorców i krytyki.

W swojej warstwie mechanicznej gra jest stosunkowo nieskomplikowana: Max może poruszać się po dość ograniczonych lokacjach, wchodzić w interakcje z przedmiotami, rozmawiać z ludźmi i cofać czas. W niektórych momentach istnieje również możliwość wykonywania zdjęć, która jest istotna w kontekście niniejszej analizy i zostanie szerzej omówiona w dalszej części tekstu.

Ten skrócony opis fabuły wskazuje na dwa elementy, które potencjalnie mają wpływ na emersję w grze. Pierwszy z nich to zestawienie współczesnego miejsca akcji z elementem fantastycznym. Twórcy włożyli wiele pracy w nadanie światu przedstawionemu pozorów wiarygodności – choć miasteczko Arcadia Bay, w którym toczy się akcja jest fikcyjne, to przywiązanie do detali sprawia, że w wiernie oddaje realia współczesnej, amerykańskiej prowincji. Zestawienie tego niemal rzeczywistego świata z elementem fantastycznym jakim są paranormalne zdolności głównej bohaterki wymusza na odbiorcach zawieszenie niewiary. Drugim potencjalnie problematycznym elementem jest sam wątek manipulacji czasem. Domeną dzieł kultury zawierających watki tego typu są wynikające z tego paradoksy, nie inaczej jest w przypadku Life is Strange.

Już sama odcinkowa struktura Life is Strange ma duży wpływ na elementy emersyjne. Najbardziej oczywistym z nich jest segmentowa narracja, przerywana w emocjonujących momentach. Dodatkowo, każdy z epizodów jest skonstruowany w klasycznej strukturze trzech aktów i ma podobną długość. Już pod koniec drugiego z nich stosunkowo spostrzegawczy odbiorca jest w stanie zorientować się, że zbliża się koniec i za chwilę, prawdopodobnie, nastąpi zwrot akcji mający skłonić go do sięgnięcia po następny odcinek. To „spodziewanie się niespodziewanego” znacząco zaburza budowaną przez grę immersję.

Podobnego rodzaju czynnikiem emersyjnym są elementy powiązane z ograniczoną skalą gry. Lokacje w są zazwyczaj niewielkie, a bohaterka nie może swobodnie poruszać się między nimi. Zazwyczaj istnieje jakaś przyczyna wynikająca z fabuły ale często te motywacje wydają się nielogiczne. W jednej z sekwencji pierwszego odcinka Max nie może opuścić terenu dziedzińca szkoły. Jeżeli gracz spróbuje skierować ją do innego miejsca niż to, zaplanowane przez twórców to bohaterka zakomunikuje, że nie ma czasu żeby się tam udać, ponieważ powinna pójść do swojego pokoju w internacie i zabrać pendrive, o którego prosił ją kolega. Stoi to w sprzeczności z faktem, że na dziedzińcu szkoły może spędzić dowolną ilość czasu rozmawiając z przebywającymi tam postaciami, badając otoczenie czy – po prostu – siedząc i rozmyślając. Dodatkowo, bohaterka zdaje sobie wówczas sprawę z posiadanych przez siebie zdolności, więc „brak czasu” nie powinien stanowić dla niej żadnego problemu, wszak w każdej chwili może go cofnąć. Takie ograniczenia poruszania się pomiędzy lokacjami występują w całej grze i zazwyczaj są umotywowane równie słabo. Gracz ma zatem wpływ na działania bohaterki ale tylko w zaplanowanych przez twórców ramach.

Kolejnym elementem antyliuzyjnym, który jest jednocześnie nieco niezamierzenie humorystyczny, jest fakt, ze bohaterka zdaje się być zdolna do głębokich przemyśleń wyłącznie… na siedząco. Jest to pewien kolokwializm, ponieważ narracja w grze prowadzona jest przez Max ale w trakcie gry kilkukrotnie pojawiają się momenty, w których bohaterka może usiąść i przemyśleć ostatnie wydarzenia. Odtwarzana jest wówczas zapętlona animacja uzupełniana narracją z poza kadru, pokazująca najbliższa okolicę i rozmyślającą Max. Co interesujące, animacja jest kontynuowana również gdy wypowiedź bohaterki się zakończy i dopiero sam gracz musi zdecydować o jej przerwaniu. To bardzo dobrze zrealizowany zabieg, który pozwala nadać grze własnego tempa. Choć w większości wypadków ten element mechaniczny nie powoduje wyrwania gracza z iluzji – często jest wręcz przeciwnie, to gdy pojawia się podczas szalejącej apokalipsy stanowi już element emersyjny – sytuacja, w jakiej znajduje się bohaterka starająca się ocalić swoich przyjaciół najwyraźniej nie jest tak dramatyczna jak mogłoby się wydawać, skoro ma czas aby spokojnie usiąść i pomyśleć.

Choć wymienione przykłady mogą to sugerować, nie każde nielogiczne zachowanie bohaterów można uznać za element emersyjny. Life is Strange opowiada emocjonującą historię, w której postaci często doświadczają traumatycznych i trudnych wydarzeń, ponadto większość z nich to nastolatki, nic więc dziwnego, że podejmowane przez nie decyzje nie zawsze są zgodne z perspektywą gracza patrzącego na wydarzenia z zewnątrz. Dopóki bowiem zachowanie postaci jest spójne z logiką świata przedstawionego nie należy uznawać go za element emersyjny.

Uwzględniając tę uwagę należy odnotować, że nie wszystkie elementy fabularne Life is Strange zostały zbudowane konsekwentnie. Przede wszystkim odnosi się to do wątku podróży w czasie. Zdolności Max działają w różny sposób w zależności od potrzeb fabuły. Najbardziej wyraźnym przykładem jest scena, w której bohaterka stara się powstrzymać koleżankę przed popełnieniem samobójstwa. W tym momencie jej paranormalne zdolności całkowicie przestają działać i może wpłynąć na dziewczynę jedynie dzięki umiejętnie poprowadzonej rozmowie. Taka zmiana reguł nie mam miejsca wcześniej ani później i zdaje się służyć jedynie podkreśleniu dramatyzmu sytuacji.

Kolejną, chyba najbardziej rażącą, niekonsekwencją jest wątek fotografii wykonywanych przez Max. Podobnie jak w wielu współczesnych grach wideo, w Life is Strange znajdują się tzw. „znajdźki” czyli dodatkowe elementy, które można odnaleźć w grze, choć nie mają one żadnego wpływu na jej przebieg. To rodzaj nagrody dla gracza, który poświęca dużo czasu na eksplorację świata gry. Elementy tego typu są zazwyczaj ukryte a ich odnalezienie wymaga dodatkowego zaangażowania. W Life is Strange tę rolę spełniają zdjęcia, które Max może w określonych momentach wykonać swoim Polaroidem. Każda z tych sekwencji zakończona jest krótką animacją, w której bohaterka wkłada fotografię do swojego dziennika. Sam pamiętnik stanowi jeden z elementów budowania narracji: gracz ma do niego dostęp w menu. Stanowi on interesującą, choć nieszczególnie oryginalną, formę podsumowania dotychczasowych wydarzeń, niezbędną ze względu na odcinkowy charakter produkcji. Występuje też jako znaczący element fabularny, jest zatem elementem diegetycznym. Niekonsekwencja – i w związku z tym emersja – pojawia się, gdy Max odkrywa, że może wykorzystywać fotografie do przeniesienia się w czasie do momentu, w którym zostały wykonane. Używa w tym celu zdjęć, które zrobiła podczas głównego wątku gry, pomijając opcjonalne „znajdźki”. Gracz zdaje sobie sprawę, że bohaterka ma je przy sobie w tym samym dzienniku, z którego wyjmuje „fabularne” zdjęcia. Rozwiązanie jej problemów powinno być na wyciągnięcie ręki a jednak pozostaje niedostępne. To niedopatrzenie twórców gry powoduje zaburzenie znaczące iluzyjności doświadczenia.

W kontekście Life is Strange warto zwrócić uwagę na element związany z emersyjnością zaprojektowaną. Akcja gry dzieje się w 2013 roku w Stanach Zjednoczonych. Jak wspomniano wcześniej, twórcy włożyli sporo pracy w budowanie wiarygodności świata. Dużą wagę przywiązano do detali otoczenia. Dowodem na to jest scena, w której Max znajduje w pokoju kolegi aparat i komentuje ten fakt słowami: „Wow, ten cyfrowy, monochromatyczny aparat musiał kosztować z siedem kawałków!” W istocie, firma Laica wyprodukowała cyfrowy aparat wyłącznie do czarnobiałych zdjęć, który w 2013 roku kosztował około 7000 dolarów. Poza tym, bohaterka czyta Krótką historię czasu Stevena Hawkinga, ogląda Powrót do przyszłości i nawiązuje do wielu innych dzieł kultury, zazwyczaj związanych z tematem czasu. Warto zwrócić uwagę, że tego typu transtekstualność nie jest w tym wypadku elementem emersyjnym, tak jak np. nawiązanie do piosenki Celina Kazika i Stanisława Staszewskich w Wiedźminie, które Piotr Kubiński podaje jako przykład zaprojektowanej emersyjności (Kubiński, 2014, 169). Ponieważ twórcy starają się przedstawić świat gry jako jak najbardziej realistyczny to nawiązania do tekstów kultury budują w tym wypadku imersję a nie służą jej dekonstrukcji.

Choć pieczołowitość twórców w budowaniu realistycznego świata przedstawionego jest imponująca to nie uniknęli kilku potknięć, które wpływają na jego wiarygodność. Wynikają one, prawdopodobnie, z pewnego uproszczenia ze względu na odbiorców oraz – być może – z niewiedzy samych autorów. Co intersujące, tego rodzaju czynniki emersyjne nie są uniwersalne dla wszystkich graczy. Jednym z najczęściej poruszanych problemów tego typu był język jakim posługują się bohaterowie gry. Wielu odbiorców i krytyków określało go „nieudolnie młodzieżowym”. Kwestia ta dotyczy raczej graczy władających biegle językiem angielskim, którzy są w stanie ocenić tego rodzaju lingwistyczne niuanse. Innym przykładem tego zjawiska jest wystawa sztuki, w której bierze udział Max. Wszystkie postaci przedstawiają to wydarzenie jako niezwykle prestiżowe, konkurs o tak ogromnym znaczeniu, że może mieć wpływ na całą dalszą karierę młodych artystów biorących w nim udział. Choć już sam temat – „Zwyczajny bohater” wydaje się zaskakująco naiwny jak na wydarzenie o takim prestiżu to wątek ten staje się problematyczny, gdy w trakcie gry mamy okazję obejrzeć wystawione prace. Najłagodniej można określić je jako „przewidywalne” – trudno wyobrazić sobie że jakiekolwiek znaczące środowisko artystyczne byłoby w stanie wyróżnić tak banalne dzieła. Oczywiście, odbiorca, który nie ma wiele wspólnego z współczesną sztuką nie zwróci na to uwagi, być może nawet uzna je za trafne. W ogólnym rozrachunku nie mają też one szczególnego znaczenia dla budowanej historii ale dla odbiorcy obeznanego z tematyką sztuki współczesnej mogą stanowić znaczący czynnik emersyjny.

Podsumowując, w Life is Strange można odnaleźć wiele elementów emersyjnych, które wynikają z różnych czynników. Niektóre, jak ograniczone lokacje czy uzależnienie pewnych sekwencji od akcji gracza, wynikają z kwestii technicznych. Inną kategorią zjawisk antyiluzyjnych są te, które wiążą się z przyjętą narracją, czyli takie jak podział na odcinki lub „nierozsądne” zachowania bohaterów.

W kontekście omawianego tematu szczególnie interesujące wydają się zjawiska emersyjne, które można by przyporządkować do trzech kategorii, charakterystycznych dla gier opartych na wyborach.

Pierwszą z nich jest niekonsekwencja w ramach świata przedstawionego. Nawet jeżeli wydarzenia dziejące się w trakcie gry nie są możliwe w świecie realnym to dopiero nieuzasadnione złamanie wewnętrznych reguł nakreślonych przez twórców jest czynnikiem emersyjnym.

Kolejnym są nieścisłości powiązane z obranym tematem. W przypadku Life is Strange należą do nich paradoksy związane z podróżami w czasie i drobne błędy odnoszące się do świata przedstawionego. W przypadku produkcji osadzonych w jakimś punkcie historii mogłyby to być niezgodności ze źródłami historycznymi, w gradaptacji innego dzieła kultury – niezgodność z kanonem. Elementy emersyjne są w tym wypadku odczuwalne raczej przez niewielką grupę odbiorców i, prawdopodobnie, niemożliwe do uniknięcia.

Trzecim rodzajem elementów emersyjnych charakterystycznych dla gier opartych na wyborach jest umieszczanie w nich niediegetycznych elementów charakterystycznych dla innych gatunków gier wideo takich jak osiągnięcia czy znajdźki. Zazwyczaj istnieją one w oderwaniu od opowiadanej przez produkcję historii i stanowią czynnik łączący świat gracza ze światem gry, a przez to burzą wrażenie przebywania w „magicznym kręgu”.

Choć wszystkie z wymienionych elementów emersyjnych pojawiają się również w produkcjach należących do innych gatunków, to w przypadku gier opartych na wyborach działają szczególnie silnie. Wynika to z charakterystycznej dla tych produkcji koncentracji uwagi odbiorcy na fabule, jako najważniejszym elemencie gry. W związku z tym, to właśnie do niej odnoszą się charakterystyczne dla tego gatunku elementy antyiluzyjne.

 

Bibliografia:

Kubiński, Piotr, 2015, Emersja–antyiluzyjny wymiar gier wideo; w: Nowe Media. Czasopismo Naukowe 5, ss: 161-176.

Sterczewski, Piotr, 2012, Czytanie gry; w: Teksty Drugie 6 ss. 210-228.

Abstrakt: Gry wideo, jako teksty ergodyczne, stawiają przed swoimi odbiorcami szereg wykluczających się wariantów fabuły. Powyższa właściwość tego medium jest szczególnie istotna w kontekście gier opartych na decyzjach podejmowanych przez gracza. Swoboda wyboru własnej ścieżki fabularnej i jednego z wielu zakończeń często stanowi oś przekazu reklamowego wielu współczesnych tytułów. Produkcje takie jak The Walking Dead (Telltale Games, 2012), Papers, Please (Lucas Pope, 2013) czy analizowane w niniejszym tekście Life is Strange (Dontnod Entertainment, 2015) dają odbiorcy dużą swobodę podejmowanych działań, co wpływa na budowanie poczucia immersji. Jednakże, niemożliwość stworzenia idealnego modelu wydarzeń, a przez to ograniczenie ilości możliwych do podjęcia decyzji wymusza na twórcach zastosowanie środków narracyjnych i mechanicznych usprawiedliwiających takie okoliczności. Tego typu zabiegi często prowadzą do zaburzenia poczucia przebywania w innym świecie, czyli do – opisanej przez Piotra Kubińskiego (P. Kubiński, Emersja – antyiluzyjny wymiar gier wideo, 2014) – emersji. W grach bazujących na rozbudowanej fabule i systemie wyborów jest to szczególnie widoczne w warstwie narracyjnej.

 Niniejszym tekście przeanalizowane zostaną elementy emersyjne pojawiające się w grze Life is Strange. Określony zostanie ich charakter (incydentalny, powtarzalny lub zaprojektowany) i to jak wpisują się w fabułę. Analiza pozwoli na wyznaczenie cech charakterystycznych dla elementów emersyjnych w grach opartych na wyborach.

Biogram: Mgr Martyna Bakun – absolwentka Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, doktorantka w Zakładzie Teorii Kultury i Metodologii Nauk o Kulturze Instytutu Kulturoznawstwa Wydziału Humanistycznego UMCS, należy do Centrum Badania Gier Wideo UMCS. Zajmuje się badaniem niezależnych gier wideo.

 

New model of communication culture.

 In this article there is presented situation of contemporary communication. Today has to face the challenge of the Internet and computing culture. People live in two worlds: a real one where it is difficult to go about without using modern technologies, and a virtual one created by these technologies. Both arts and literature are connected with the changes brought about the new media. The new understood communication enabled an interdisciplinary approach. This text mentions stages of culture formation – starting with orally transmitted culture, through writing, Guttenbergʼs era, to the dominance of electronics. The digital turn has been described as a break-through moment in the history of human culture. This leads to profound changes in literary communication and the development of new esthetical solutions. The influence of technological novelties is significant.

Keywords: digital culture, digital turn in humanities, communication, modern technologies.

 

 

Humanistyka z założenia winna koncentrować się na człowieku. Przez długi czas ta teza nie budziła zastrzeżeń. Przy konstruowaniu opowieści o ludzkim świecie za cechę wyróżniającą uznano język, a język to komunikacja. Jak wiadomo język nie stanowi reprezentacji rzeczywistości, ale ją współtworzy, stanowi medium. Humanistyka zajmowała się opisem ludzkiego doświadczenia świata, proponowała spojrzenie nań z różnych perspektyw. Poszczególne dyscypliny humanistyki  miały swój udział w kształtowaniu wrażliwości, wyobraźni, poczucia estetyki.

Coś się jednak zmieniło, bo i zmieniła się otaczająca nas rzeczywistość. Została zakwestionowana podmiotowość człowieka, granice człowieczeństwa jak i w ogóle status humanistyki. Diametralne zmiany w kulturze pociągnęły za sobą zmiany w postrzeganiu miejsca człowieka w świecie. Podjęto próby zdefiniowania na nowo ludzkiej kondycji. Postęp w dziedzinie nauki stworzył możliwość ingerencji w ludzką naturę. Rozwój technologii dał człowiekowi nowe narzędzia, dzięki którym może inaczej kształtować swoją rzeczywistość (Postman, 2004, 17-18). Wiodąca rolę języka zastąpiła dominacja  obrazu .

Ciągle pojawiające się wynalazki technologiczne zrewolucjonizowały codzienne doświadczenia, powstały nowe formy więzi społecznych i władzy. Już nie natura i tradycja, ale to co postnaturalne i posttradycyjne wyznacza bieg dziejów. Technologicznie zdeterminowana współczesna kultura podważyła status humanistyki jako dziedziny nauki. W informacjonalistycznej rzeczywistości upowszechniły się nowe sposoby komunikacji i prezentacji, nowe narzędzia. Pojawiła  się zasadnicza kwestia: czy wypracowany nowy model komunikacji (szeroko pojętej) spełnia swe zadanie i jakie przed nim rysują się perspektywy.

W kręgu kultury cyfrowej

 

Wspomniany intensywny rozwój technologii odcisnął wyraźne piętno na wszystkich obszarach ludzkiej działalności. Uznanie techniki za istotny komponent ludzkiego życia prowadzi do przeformułowania wielu związanych z tym zagadnień. Pojęciem rzeczywistości 2.0 lub informacjonalizmu  określamy rzeczywistość stworzoną przez elektroniczne i informatyczne technologie (Radomski, 2014). Znajdują się one w centrum zainteresowania i są kluczowym czynnikiem kształtującym życie człowieka. Zaliczamy do nich media komunikacyjne, media służące do zapisu informacji, sprzęt umożliwiający przetwarzanie informacji oraz różnego rodzaju aplikacje informatyczne. Przy ich pomocy człowiek stworzył rzeczywistość wirtualną ( a więc nie posiadającą fizycznego charakteru). Rozrost sfery elektronicznej spowodował  zmianę oblicza kultury. Przenikanie się dwóch rzeczywistości: realnej i wirtualnej zapoczątkowało nowy wymiar ludzkiego doświadczenia. Otwarcie mówi się, że XXI  jest wiekiem informacjonalizmu, wręcz nową erą, z potencjału której nie wszyscy zdają sobie sprawę. Potwierdzeniem tego jest powstanie nowych form komunikacji, działania, nauki, zabawy, a także pojawienie się nowych zawodów. Jednym słowem informacjonalizm wykreował nie tylko nowe formy współpracy i komunikacji, ale także nową elitę, nowy model gospodarki, a co za tym idzie nową kulturę. Upowszechnienie się internetu sprawiło, że wirtualna przestrzeń (cyberprzestrzeń) stała się zasadniczą częścią codziennego doświadczenia człowieka. To tu obecnie ma miejsce wiele naszych działań i przedsięwzięć.

Można powiedzieć, że humanistyka cyfrowa wychodzi naprzeciw nowej rzeczywistości. Anektuje nowe narzędzia sankcjonując tym swoją autonomię. Humanistyka odnajduje w przestrzeni wirtualnej pole badań, nauczania i twórczości. Humanistyka cyfrowa to nie tylko zastosowanie multimediów w praktyce akademickiej, to przede wszystkim nowe możliwości. W nowoczesnych społeczeństwach zasadniczą rolę odgrywa informacja i kapitał intelektualny. Uczestnicy społeczeństwa sieciowego dzielą się informacjami, tworzą je, interpretują. Zatem wysoko ceni się kreatywność i związane z nią profesje – np. badaczy i twórców cyfrowych technologii, grafików komputerowych, programistów, artystów. Te wszystkie zjawiska generują nową jakość i nowe szanse.

Wśród możliwości jakie znacząco zmieniają paradygmat uprawiania nauki w informacjonalistycznej rzeczywistości  należy wymienić:

– Możliwość digitalizacji i publikacji w internecie dorobku naukowego.

– Możliwość zamieszczania świeżych wyników pracy naukowej celem nawiązania kontaktu i dyskusji z innymi naukowcami.

– Możliwość skorzystania z wirtualnych  światów  pomyślanych jako przestrzenie spotkań i dyskusji z naukowcami lub studentami ( przydatne w dydaktyce ).

– Okazja na wykorzystanie specjalnych platform do kontaktów nauki z biznesem.

– Sposobność na skorzystanie z elektronicznych czasopism czy portali dedykowanym naukowcom.

– Dostęp do e-booków, nowych narzędzi badawczych.

– Możliwość wizualizacji wiedzy za pomocą wideoartykułów, filmów, książek 3D itp.

– Odmiejscowienie badań i życia naukowego. Nowe narzędzia takie jak elektroniczne biblioteki czy archiwa oraz możliwość uczestnictwa w wideokonferencjach czy wirtualnych seminariach sprawia, że życie i działalność naukowa może toczyć się w sieci.

– Urynkowienie badań czyli ich komercjalizacja, postawienie na użyteczność tworzonej wiedzy (Radomski 2014).

Łatwo zauważyć, że wymienione powyżej elementy rzeczywistości informacjonalistycznej stanowią potężne narzędzie, które przeobraża współczesną naukę i komunikację. Pojawienie się nowego rodzaju społeczeństwa (społeczeństwo informacyjne), nowych sposobów komunikacji i nowych form dystrybucji wiedzy diametralnie zmieniło oblicze kultury. Powszechna digitalizacja, rozwój społeczności online i komputer jako podstawowe narzędzie komunikacyjne – to główne wyznaczniki nowej sytuacji. Ta swoista rewolucja medialna na nowo określiła role tekstu, nadawcy, odbiorcy – naruszając ich dotychczasowe granice.

******

W tym artykule, opisując nowy model kultury komunikacyjnej, skupimy się głównie  na specyficznym rodzaju komunikatu jakim jest tekst literacki. Także i tu nowe technologie zapoczątkowały poważne zmiany. Utwory literackie przestały być powiązane z tradycyjnymi nośnikami zapisu jak książka, prasa, radio i weszły w obszar cyfrowej rzeczywistości. To z kolei znacząco wpłynęło na poszerzenie zasięgu odbioru tekstów literackich.

Tekst literacki jest komunikatem, posługuje się określonym kodem, i poprzez odwołanie się do pewnego kontekstu dociera do odbiorcy. Warunkiem porozumienia jest przynajmniej częściowa wspólność kodu nadawcy i odbiorcy.  

Nowe technologie stanowią medium, poprzez które tekst/ przekaz może funkcjonować w obiegu społecznym. Z kolei charakter tekstu wpływa zarówno na proces odbioru jak i sam przekaz. Zatem ważne jest spoglądanie na powstające teksty przez pryzmat owego medium. Przeobrażenia w sferze komunikacji ( pojętej zarówno wąsko jak i szeroko ) są sprzężone ze zmianami w sposobie przekazu, determinowanego z kolei przez obecność nowych mediów. Nowe technologie są  elementem konstytuującym środowisko elektroniczne, w którym to obszarze odbywa się współpraca człowieka i maszyny. Są istotnym czynnikiem kształtującym charakter tekstu i komunikacji.

W tym momencie warto przypomnieć pewne etapy rozwoju jakie poprzedziły wystąpienie obecnego stanu rzeczy. Na początku mamy kulturę słowa mówionego i osobistej pamięci. Cechowała ją bezpośredniość, natychmiastowość narracji i kontekstowość wykonywania. Później nastąpiło przejście do kultury pisma. Możliwość zapisania przekazu przyczyniła się do wzrostu jego żywotności i poszerzenia kręgu potencjalnych odbiorców. Towarzyszący temu element uporządkowania sprawił, że tekst literacki przybrał pewną formę i kompozycję. Z kolei wynalezienie druku jeszcze bardziej wyeksponowało wizualny charakter pisma. Pojawienie się mediów elektronicznych stanowi kolejny przełom w sferze komunikacji. Rozwój technologii komputerowej wytworzył nowy schemat porządkowania i przechowywania informacji, nastąpiło zerwanie z porządkiem linearnym. Wzrosła świadomość roli informacji (Gleick 2012). W związku z tym przebudowie ulega model komunikacji i formuła tekstu, który zostaje poddany konwencjom komputerowej organizacji danych (Manovich, 2006, 218).

Medium

 

Komunikacja kulturowa (przede wszystkim literacka) przez wieki była możliwa dzięki tekstom (będącym zapisami przekazów werbalnych). Pojawienie się i rozwój nowych technologii zapoczątkowały olbrzymie zmiany w tym obszarze. Funkcjonowanie tekstu w cyberprzestrzeni otworzyło nowy rozdział w komunikacji i literaturze. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem remediacji, które polega na zastępowaniu jednego medium, które stanowi w danym czasie dominujący środek, przez medium inne, nowsze. Remediacja to reprezentacja jednego medium w drugim, rodzaj zapożyczenia stanowiący jedną z podstawowych cech mediów cyfrowych ( Bolter, Grusin 2000).

Środowisko elektroniczne jest specyficzną przestrzenią oferującą nowe możliwości tworzenia tekstów. Podstawowym wyróżnikiem jest tu swoistość medium jakim są nowe technologie. Rola medium w procesie pisania/generowania tekstu/komunikatu jest olbrzymia. Przede wszystkim nowe technologie są integralnym składnikiem tekstu. Stopienie się tekstu z formą i przestrzenią nośnika zapisu ma niebagatelny wpływ na istotę tekstu. Objawia się to chociażby tym, że przekład intermedialny nie jest możliwy ( tzn. przeniesienie tekstu na inny nośnik powoduje jego całkowitą deformację ). Kluczowe jest dostrzeżenie potencjału obecnego w medium. Obserwujemy, że powstające przy udziale nowych technologii teksty literackie, zrywają z tradycyjnym charakterem opowiadania, w którym ważną rolę pełnił sens lub przesłanie, na rzecz samego medium, które staje się odtąd polem eksperymentów. Literatura przestała być źródłem wiedzy o rzeczywistości na rzecz środków masowego przekazu. Tym co zyskała komunikacja dzięki nowemu medium – jaki stanowią nowe technologie – jest audiowizualność (Hopfinger 1985, 58). Właściwość ta wytworzyła nowy typ percepcji i związany z nią nowy typ komunikacji. Warto jeszcze zwrócić uwagę na tendencję do zacierania granicy między rolą technologii jako przekaźnika i jako narzędzia kształtującego znaczenie. Sposób przekazywania treści ma bowiem daleko idący wpływ na formę i sens wypowiedzi.

Zmiany jakie zaszły dzięki nowym mediom we współczesnej kulturze, przeniosły ogromną część działalności człowieka ze świata fizycznego do środowiska elektronicznego. Powstałe rozgraniczenie zmieniło postrzeganie rzeczywistości, a tym samym przekształciło sposób komunikacji ludzi ze światem.

Słowo

 

Słowo przez długi czas było podstawowym narzędziem komunikacyjnym. Obecnie jego pozycja została zachwiana, a to przez złożoną relację słowa i obrazu. Na czym polega ta złożoność? Choć niektórzy badacze podkreślają fakt, że we współczesnej kulturze dominuje obraz, to sprawa wydaje się być bardziej skomplikowana.

W środowisku elektronicznym struktura słów i zdań jest dynamiczna, mogą się one przemieszczać, mogą tworzyć nowe układy. Słowu często towarzyszy dźwięk i obraz, grając niejako rolę dopełnienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że słowo wzmocnione dźwiękiem i obrazem, poszukuje nowej formy. Podkreślenia wart jest też fakt zwiększenia roli innych poza wzrokiem zmysłów w odbiorze tekstu. Tych powiązań nie sposób ignorować, gdyż mają istotny wpływ na  znaczenie i recepcję tekstu/komunikatu. Granica między znaczeniem a przedstawieniem ulega zatarciu. Co ciekawe, zarówno pojedyncze słowa jak i fragmenty tekstu są potencjalnie autonomiczne. Mogą zatem (ale nie muszą) występować w dowolnej konfiguracji i kolejności.

Bez wątpienia system komunikacji został wzbogacony, przede wszystkim o nowe możliwości. Jeśli chodzi o warstwę językową to nie ma w tym względzie jednolitego stanowiska. Z jednej strony system językowy rozwija nowe terminy np. blogowanie, hejt. Z drugiej strony warstwa językowa ulega zubożeniu ze względu na dominację obrazu.

Możliwości jakie oferują nowe technologie sprzyjają tworzeniu wielu przekazów o zróżnicowanym charakterze. Ich wspólnym wyróżnikiem jest nielinearność i interaktywność, a także intermedialność – możliwa dzięki zaangażowaniu różnego rodzaju mediów do sporządzenia jednego tekstu. To nagromadzenie przeróżnych zjawisk, w warstwie stylistycznej, sytuuje te teksty w kręgu oddziaływań estetyki typowej dla postmodernizmu. Poza tym sprzyja również zacieraniu granic nie tylko między różnymi mediami, ale także sposobami komunikacji. Wspomniany typ tworzenia, zasadzający się na łączeniu, mieszaniu, swobodnym przepływie fragmentów różnych utworów jest znamienny dla twórczości i komunikacji dokonujących się za pośrednictwem nowych technologii (Szczęsna, 2007, 209-234). Łatwość modelowania i przekształcania tekstów sprzyja ich nadprodukcji. Dostrzegalne jest powstawanie ogromnych ilości tekstów. Te specyficzne praktyki zakładają także mieszanie cech kultury wysokiej i niskiej.

Specyficzny typ kultury, jaką wykształciły nowe technologie, charakteryzuje egalitarność i otwartość. Zatem dostęp do niej nie jest warunkowany posiadaniem specjalnych kompetencji. To z kolei wpływa na formę  uczestnictwa w kulturze odbiorcy. Dlatego zmiany dostrzegalne w komunikacji ( codziennej i w postaci tekstu literackiego ) są powodowane także wyjściem naprzeciw masowemu odbiorcy.  W związku z tym powstały przekaz literacki zmienia diametralnie swą postać.

Odbiorca

 

Przy takich uwarunkowaniach komunikacji zmienia się też status odbiorcy. Ściślej rzecz biorąc, zostaje poszerzony repertuar jego potencjalnych działań. Z postaci biernej przeistacza się w aktywną – współdecydującą o kształcie tekstu/ komunikatu.  Wyzwaniem dla odbiorcy może być sposób uruchomienia zapisu czy też złożona struktura hipertekstu. Ruchomość pewnych elementów składowych, możliwość ich przestawiania, dekomponowania lub scalania – to wszystko otwiera nowe pole aktywności odbiorcy. Może się on poruszać swobodnie po tekście, może modyfikować pierwowzór, jednym słowem – indywidualnie sterować odbiorem dzieła. Zdaniem Kluszczyńskiego, odbiorcy sztuki nowych mediów, która jest w przeważającej części interaktywna ( a więc także literatury ), są uczestnikami doświadczeń multisensorycznych (Kluszczyński, 2005, 19).

Wzrost rangi odbiorcy idzie w parze z osłabieniem roli autora. W środowisku cyfrowym istnieją czasami liczne wersje jednego tekstu – pierwotna i jej poszczególne modyfikacje, autor jednostkowy jest mniej ważny. Oryginał przestaje być nietykalny a pozycja autora-twórcy nie cieszy się już taką estymą. Niejednokrotnie czytelnik/odbiorca staje się twórcą, współautorem tekstu. Dowodem na utratę doniosłości roli autora jest bezproblemowość z jaką można uzyskać ten status. Warto zauważyć, że ta swoista reorganizacja stylu odbioru narusza tradycyjne elementy schematu komunikacyjnego (nadawca – odbiorca). Dewaluacja roli autora jest sprzężona z dowartościowaniem roli odbiorcy.

Wnioski

 

Pojawienie się internetu zapoczątkowało nowy rozdział w komunikacji, literaturze i wielu innych dziedzinach życia. Ogólnodostępna sieć, której rdzeniem jest interaktywna komunikacja, postrzegana jest jako rezerwuar wiedzy, obszar wolności i niczym nieskrępowanej twórczości. Ta ostatnia pozbawiona jest fizycznej formy i często umyka próbom klasyfikacji gatunkowej. Tekst/komunikat w środowisku elektronicznym bazuje nie tylko na słowie, ale i grafice czy dźwięku. Zazwyczaj w pełni wykorzystuje  wszystkie właściwości tego środowiska, jego multimedialność. Cechy typowe dla kultury cybernetycznej jak: hipertekstualność, nieliniowość, interaktywność, intermedialność, globalizacja zjawisk – również znajdują odbicie w komunikacji (Szczęsna, 2007, 209-234).

Niewątpliwie literaturę  cyfrową można rozpatrywać z dwóch punktów widzenia – jako tekst i jako symptom współczesnej stechnicyzowanej kultury. Teksty w kulturze cyfrowej  z jednej strony prezentują się jako jej części składowe,  a z drugiej są środkiem do jej poznania. Nowe rozumienie tekstu i jego nowa formuła są bezpośrednią przyczyną pojawienia się nowych kontekstów w badaniach literatury. Nowe zjawiska i towarzyszące im dyskursy wymagają nowych kompetencji zarówno od odbiorców, teoretyków, jak i artystów.

Technologie cyfrowe odcisnęły swe piętno nie tylko na kształcie tekstów o charakterze literackim. Ich rewolucjonizująca rola dostrzegalna jest również w obszarze komunikacji międzyludzkiej, a co za tym idzie organizacji życia społecznego. Dlatego niektórzy teoretycy wspominają o kształtowaniu się nowego typu cywilizacji. Przełom ten jest porównywany do tych związanych z wynalezieniem pisma czy pojawieniem się druku. Pójdźmy o krok dalej – niektórzy naukowcy już od dawna zgłaszają postulat cyborgizacji komunikacji. Jednym z nich jest  profesor Kevin Warwick z Uniwersytetu w Reading (Maj, 2010, 533-532). W swoich wypowiedziach roztacza interesujący obraz przyszłej rzeczywistości komunikacyjnej. Według niego komunikacja za pomocą języka, tekstu jest mało wyszukana. Dopiero wyposażenie człowieka w odpowiednią technologię ( cyborgizacja ) sprawiłoby, że komunikacja stałaby się szybsza, łatwiejsza, a jednocześnie bardziej wyrafinowana. Wiązałoby się to z eliminacją mowy, a do mózgu człowieka byłyby bezpośrednio przekazywane sugestywne obrazy przez interfejs człowiek-maszyna. Na razie jest to jednak wizja przyszłości.

Nowa formuła tekstu, wbrew opinii pesymistów, przyciąga nowych czytelników-odbiorców. Elektroniczna postać utworu dla wielu  z nich jest bardziej atrakcyjna. Zastosowanie nowych nośników, nowych kanałów komunikacji  stwarza dogodne warunki dla eksploracji cyfrowej przestrzeni i komunikacji kulturowej. Pojawiają się nowe zachowania odbiorcze i nowe preferencje czytelnicze. Naprzeciw nim wychodzą autorzy żywo czerpiący inspiracje z estetyki nowych mediów. Współczesny odbiorca tekstu (zwłaszcza ten młodszy ) dysponuje odmiennym typem percepcji. Kluczową rolę odgrywa w nim  nastawienie na dynamikę, połączenie słów z grafiką i dźwiękiem. Sposób prezentowania świata przedstawionego czy prowadzenia narracji także uwzględnia istnienie odmiennych styli odbioru. Popularyzacja hipertekstu i przekazów audiowizualnych w wielu wypadkach wyeliminowała linearną lekturę, zastępując ją czymś na kształt gry komunikacyjnej ( Miczka, 2002,115-129).

Nowy typ relacji między nadawcą i odbiorcą (czyli między autorem i czytelnikiem) wskazuje na fakt, że wszyscy są uczestnikami procesu tworzenia i kształtowania kultury. Doniosła dawniej rola autora schodzi na plan dalszy. Natomiast odbiorca zyskując nowe prerogatywy, staje się aktywnym  współtwórcą.

Cechą charakterystyczną wypowiedzi artystycznych we współczesnej kulturze komunikacyjnej jest także mieszanie elementów kultury wysokiej i niskiej. Owe zapożyczenia mają niekiedy charakter mimowolny, a niekiedy są punktem wyjścia do artystycznych eksperymentów.

Zacieranie granic między różnymi rodzajami mediów masowych, określane mianem konwergencji mediów, niewątpliwie wprowadza nową jakość. To samo zjawisko obserwujemy na styku literatury i mediów. Konsekwencje owego łączenia doprowadziły do znaczącej zmiany kulturowej, do redefinicji niektórych pojęć i powstania całkiem nowych zjawisk. Zapowiada to konieczność przekształcenia pewnych nawyków i wypracowania nowych narzędzi adekwatnych do badania i opisu pojawiających się innowacji. Kwestią zasadniczą wydaje się tu być dostrzeżenie obopólnego oddziaływania – człowieka i technologii. To człowiek stworzył, upowszechnił i wciąż doskonali media. Jednocześnie media mają niebagatelny wpływ na jego odbiór świata, wyznawane wartości, na jego świadomość i wrażliwość, sposób ekspresji i komunikacji. Należy zaznaczyć, że opisana transformacja ma charakter nieodwracalny. Co ciekawe, zmiany pojawiły się nawet w sposobie myślenia o granicach ludzkiego bytu czy w sferze odczuwania przestrzeni i czasu.  Symptomy tej nowej świadomości można odnaleźć w wytworach pisarzy i artystów. W tworzeniu tych prac mają często swój udział naukowcy np. twórcy programów komputerowych. I tak postęp technologiczny przyczynił się do stworzenia nie tylko nowych narzędzi, ale i nowej świadomości i nowego typu wrażliwości estetycznej.

Tekst literacki od zawsze „poszukiwał” nowej formy wyrazu, nowych nośników dla swej treści. Jest to niejako wpisane w jego istotę. Teraz tę rolę spełniają nowe technologie informacyjno-komunikacyjne. Dla współczesnego tekstu znamienne staje się otwarcie na warstwę pozajęzykową np. na grafikę, muzykę. Obecnie narracja często wzbogacana jest fotografią, filmem itp. Zauważalna jest tendencja do rozszerzania literatury o inne zjawiska generowane przez nowe technologie. Tym samym tekst nabiera charakteru interdyscyplinarnego. Warto dodać, że współcześnie pomimo dominacji przekazów audiowizualnych funkcjonują też tradycyjne formy wypowiedzi. To współistnienie starych i nowych sposobów komunikacji jest jedynie dowodem na ciągłość kultury. Znaczenie jakie mają technologie cyfrowe dla komunikacji, dla rozwoju form tekstualności, a także organizacji życia społecznego jest porównywalne z przełomem jaki dokonał się przy wynalezieniu pisma czy druku. Warty uwagi jest też fakt, że szybkie tempo rozwoju tych technologii przeszkadza w dokonaniu kompleksowej oceny tego wpływu.

Część odbiorców i badaczy zdaje się nie doceniać roli nowych mediów jakie te odegrały i odgrywają w przeobrażeniach literatury i komunikacji. Zapewne jest to spowodowane ( przynajmniej częściowo ) przywiązaniem do tradycyjnych form uczestnictwa w kulturze, do tzw. kultury druku. Niemniej przyjęty dystans nie może stać na drodze uważnemu i czujnemu spoglądaniu w stronę nowych tendencji i nowatorskich rozwiązań. To warunek ewolucji i rozwoju. Jak będzie wyglądał tekst ( czy w ogóle będzie) i komunikacja w dalekiej przyszłości? Tego nie wie nikt.

 

 

 

 

 

Bibliografia :

  • Bakke M.: Bio- transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Poznań 2012.
  • Bodzioch-Bryła B., Pietruszewska- Kobiela G., Regiewicz A.: Literatura – nowe Homo irretitus w kulturze literackiej XX i XXI wieku, Toruń 2015.
  • Bolter J. D., Grusin R.: Understanding media, Cambridge 2000.
  • Castells M.: Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, tłum. T. Hornowski, Poznań 2003.
  • Celiński P.: Cyfrowy kod i bazydanych, http://www.postmedia.umcs.lublin.pl/, Lublin 2013.
  • Fiedorczuk : Cyborg w ogrodzie. Wprowadzenie do ekokrytyki, Gdańsk 2015.
  • Floridi L.: The fourth revolution. How the infosphere is reshaping human reality, Oxford 2014.
  • Gleick J.: Informacja. Bit, wszechświat, rewolucja, tłum. G. Siwek, Kraków 2012
  • Hopfinger M.: Kultura współczesna – audiowizualność, Warszawa 1985.
  • Kamińska M.: Niecne memy. Dwanaście wykładów o kulturze internetu, Poznań 2011.
  • Kluszczyński R.W.: Światy możliwe – światy wirtualne – światy sztuki. Fragmenty teorii doświadczenia rzeczywistości wirtualnej, w: Estetyka wirtualności, Ostrowicki (red.), Kraków 2006.
  • Maj A.: Paratekstualność, cyborgizacja komunikacji i telefonia mobilna. Konteksty antropologii mediów, w: Pogranicza audiowizualności, Gwóźdź (red.), Kraków 2010.
  • Manovich L.: Język nowych mediów, tłum. P. Cypryański, Warszawa 2006.
  • Miczka T.: O zmianie zachowań komunikacyjnych. Konsumenci w nowych sytuacjach audiowizualnych, Katowice 2002.
  • Ostrowicki M.: Wirtualne realis. Estetyka w epoce elektroniki, Kraków 2006.
  • Postman N.: Technopol.Triumf techniki nad kulturą, tłum. A.Tanalska-Dulęba,Warszawa 2004.
  • Radomski A.: Humanistyka w świecie Informacjonalizmu, http://e-naukowiec.pl/, Lublin 2014.
  • Szczęsna E.: Poetyka mediów: polisemiotyczność, digitalizacja, reklama, Warszawa 2007.
  • Wilk E., Górska-Olesińska M. (red.), Od liberatury do e-literatury, Opole 2011.
  • Zawojski P.: Syntopia sztuki, nauki i technologii, Warszawa 2010.

 

 

Celem mojego artykułu jest wyjaśnienie, czy autor Kroniki Konfliktu wpłynął na opis bitwy grunwaldzkiej zawartej w Kronice Jana Długosza. Stanowi on wyjście naprzeciw postulatom dwóch wybitnych historyków; Karola Piotrowicza i prof. Svena Ekdahla. Pierwszy z nich już przed drugą wojną światową postulował aby zbadać ten problem. Jego myśl rozwinął szwedzki historyk prof. S. Ekdahl w książce Grunwald 1410. Studia nad tradycją i źródłami[1]. Spełniam również życzenie szwedzkiego historyka, który w swoim „gniewnym artykule” opublikowanym w miesięczniku „Mówią Wieki” w lipcu 2016 roku, wezwał mnie abym przedstawił swoje poglądy, dotyczące bitwy pod Grunwaldem, w naukowym piśmie i poddał je naukowej krytyce. Ponieważ nie jestem mediewistą, tylko historykiem wojskowości, mój artykuł będzie ograniczał się tylko do zagadnień militarnych, które i tak uczonym sprawiają najwięcej problemów.

Wstęp

Latem 1410 roku po koncentracji armii polsko-litewskiej w rejonie Czerwińska, wojska unii jagiellońskiej ruszyły na Malbork, chcąc tam dotrzeć forsując rzekę Drwęcę pod Kurzętnikiem. Wielki Mistrz w porę zareagował koncentrując swoje siły na przeprawie. Zmusiło to Władysława Jagiełłę i księcia Witolda do zmiany planów. Postanowiono obejść rzekę Drwęcę u jej źródeł w rejonie Olsztynka. W tym celu przeprowadzono odwrót pod Działdowo. Tu 12 lipca poselstwo węgierskie wręczyło królowi wypowiedzenie wojny przez Zygmunta Luksemburczyka. Dzień później 13 lipca armia królewska dotarła pod Dąbrówno. Po krótkim szturmie jeszcze tego samego dnia miasteczko zdobyto. Następnego dnia król pragnął kontynuować marsz lecz gruzy dopalającego się miasta, leżącego na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami, uniemożliwiły przeprowadzenie taboru. Spowodowało to nie tylko dzień zwłoki ale również zmianę planu dalszego marszu na Olsztynek. Zamiast przez Samin-Grunwald-Stębark, postanowiono pójść na Leszcz- Gardyny-Turowo -Mielno. W tym czasie wielki mistrz domyślając się zamiarów przeciwnika, opuścił rubież rzeki Drwęcy przegrupowując swoją armię w rejon Lubawy. Latem 1410 roku po koncentracji armii polsko-litewskiej w rejonie Czerwińska, wojska unii jagiellońskiej ruszyły na Malbork, chcąc tam dotrzeć forsując rzekę Drwęcę pod Kurzętnikiem. Wielki Mistrz w porę zareagował koncentrując swoje siły na przeprawie. Zmusiło to Władysława Jagiełłę i księcia Witolda do zmiany planów. Postanowiono obejść rzekę Drwęcę u jej źródeł w rejonie Olsztynka. W tym celu przeprowadzono odwrót pod Działdowo. Tu 12 lipca poselstwo węgierskie wręczyło królowi wypowiedzenie wojny przez Zygmunta Luksemburczyka. Dzień później 13 lipca armia królewska dotarła pod Dąbrówno. Po krótkim szturmie jeszcze tego samego dnia miasteczko zdobyto. Następnego dnia król pragnął kontynuować marsz lecz gruzy dopalającego się miasta, leżącego na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami, uniemożliwiły przeprowadzenie taboru. Spowodowało to nie tylko dzień zwłoki ale również zmianę planu dalszego marszu na Olsztynek. Zamiast przez Samin-Grunwald-Stębark, postanowiono pójść na Leszcz- Gardyny-Turowo -Mielno. W tym czasie wielki mistrz domyślając się zamiarów przeciwnika, opuścił rubież rzeki Drwęcy przegrupowując swoją armię w rejon Lubawy. Tu zaskoczyła go wieść o zdobyciu Dąbrówna. Kiedy ta wiadomość dotarła do Jungingena?  Według prof. A. Nadolskiego dopiero 14 lipca rano. Innego zdania był prof. S.M. Kuczyński uważając, że już w późnych godzinach nocnych 13 lipca. Jest to kluczowy problem dla odtworzenia działań armii krzyżackiej pomiędzy 13 a 15 lipca. W naukowych opracowaniach dominuje pogląd, że wielki mistrz przegrupował swoje wojska z rejonu Lubawy pod Stębark  dopiero w nocy z 14 na 15 lipca[2]. Zwolennicy tej hipotezy nie odpowiedzieli do tej pory na cztery zasadnicze pytania: 1) Co armia krzyżacka robiła od momentu otrzymania wieści o zdobycia Dąbrówna do momentu wymarszu pod Stębark, czyli przez cały dzień 14 lipca ? 2) Po co Jungingen męczył wojsko nocnym marszem z 14 na 15 lipca, skoro mógł przegrupować swoje siły w dniu 14 lipca? 3) Skąd wódz Krzyżaków wiedział, że armia królewska nie będzie kontynuowała marszu w dniu 14 lipca? Gdyby tak się stało to wojska polsko-litewskie wyprzedziły by o dzień marszu armię krzyżacką.  4) Po co Jungingen przegrupował swoje siły w rejon Stębark – Łodwigowo, skoro dużo korzystniejszym miejscem do stoczenia bitwy były pola pomiędzy Frygnowem a Grunwaldem? Armia krzyżacka miała tu za plecami wszystkie drogi odwrotu na Lubawę, Ostródę i Olsztynek. Osobne zdanie w tej kwestii przedstawił prof. S.M. Kuczyński w książce Spór o Grunwald. Uważał on, że do przegrupowania sił krzyżackich z Lubawy doszło w nocy z 13 na 14 lipca, i nie pod Stębark lecz pod Frygnowo. Rozstrzygając te wątpliwości należy zwrócić uwagę na sprzeczności w źródłach krzyżackich. Kronika Toruńska mówi o rzekomo 4 milach jakie w nocnym marszu przebyła armia krzyżacka. Natomiast autor kontynuacji Kroniki Pruskiej Jana Posilge pisze o trzech milach, czyli około 23 km. Odległość z Lubawy do Frygnowa wynosi 23 km, a do Stębarka 27 km. Na koniec warto dodać, że pozycja pomiędzy Stębarkiem a Łodwigowem była dla armii krzyżackiej bardzo niekorzystna, gdyby armia królewska nadciągnęła przez Samin -Grunwald. Za plecami miała bagnistą dolinę rzeki Marózki i Jezioro Łubień, co utrudniło by ewentualny odwrót,  a od własnej podstawy operacyjnej oddzielały by ją wojska Jagiełły i Witolda. Dlatego zdecydowanie popieram stanowisko prof. S.M. Kuczyńskiego, z tym zastrzeżeniem, że nie podzielam jego opinii, że król już 14 lipca odkrył obecność armii krzyżackiej pod Frygnowem[3]. Jeszcze przed świtem 15 lipca wojska Jagiełły i Witolda zaczęły formować kolumnę marszową. Jej organizacja wyglądała mniej więcej tak jak to przedstawił prof. A. Nadolski. Na drodze ustawiły się tabory obu armii, piechota  oraz straże przednie i tylne, a po obu stronach drogi dwie kolumny sformowały chorągwie jazdy maszerując na przełaj. Pozwoliło to skrócić kolumnę marszową do około 20-25 km. Można przyjąć, że kolumna główna złożona z taboru i piechoty poruszała się w tempie współczesnej piechoty, czyli przez pierwsze dwie godziny marszu 5 do 7 km na godzinę, a przez kolejne godziny 4 do 5 km. Natomiast kolumny prawa i lewa  złożone tylko z jazdy mogły poruszać się nawet dwukrotnie szybciej. Pozwoliło to pomimo marszu tak szerokim frontem pokonywać różne zwężenia terenowe. Dlatego pogląd dr K. Kwiatkowskiego, że w rejonie Turowa musiały się tworzyć olbrzymie korki, uważam za mocno przesadzone. Tym bardziej, że dla  bocznej kolumny istniała droga alternatywna przez Osiekowo- Łogdowo- Ulnowo. Na pierwszy postój wojska królewskie zatrzymały się po około trzech godzinach marszu, pokonując dwie mile[4]. Według obu polskich źródeł chorągwie polskie zatrzymały się w rejonie Jeziora Łubień. Można przypuszczać, że idące przodem wojska księcia Witolda dotarły już nad Jezioro Mielno. Do tej pory  nie wykryto obecności armii krzyżackiej.

Zagadnienie 1. Chronologia wydarzeń od momentu wykrycia obecności armii krzyżackiej do  rozpoczęcia głównego natarcia.

Aby omówić to zagadnienie najpierw przytoczę fragmenty z Kroniki Konfliktu, następnie przypomnę jak to zagadnienie przedstawił prof. A. Nadolski z własnym komentarzem. Według autora Kroniki „„Król zasię przystąpił wtedy do boskiego obowiązku wysłuchania mszy, modląc się pokornie na klęczkach. Pewien jego dworzanin, który tego dnia postawiony był na straży wojska, rozmawiał z królem, mówiąc i zapewniając, że widział wrogów. Król zasię zapytał o liczbę wrogów, a ten powiedział, że widział tylko dwa ich hufce. I rzekł król: „Niechaj wyruszy przeciw nim cztery lub sześć hufców z marszałkiem wojska, a my przez ten czas wysłuchamy mszy. Gdy to jeszcze mówił, przybył inny goniec oświadczając: Królu, nie zwlekaj wrogowie ciągną przeciw tobie. I natychmiast król skierował gońców do brata swego, Witolda [–]””.

W tym czasie szybko biegnąc, przybył goniec mówiąc: „Królu najjaśniejszy; Wrogowie twoi stoją o pół mili od ciebie, zgromadzeni w wielkiej sile. Oczekują Ciebie. Nie zwlekaj. Dosiądź konia i ruszaj przeciw nim, ponieważ im bardziej zwlekasz z rozpoczęciem bitwy, na tym większe narażasz się niebezpieczeństwo, albowiem ta sprawa nie cierpi zwłoki i zaniedbania”. Król, aczkolwiek uważał, że te słowa są dla niego istotne, nie nakłonił im ucha, albowiem całym sercem wzdychał do Boga. A powstawszy z modlitwy natychmiast polecił wszystkim opasać się jakimiś przepaskami ze słomy dla wzajemnego rozpoznania i podał rycerzom te słowa jako zawołanie bojowe: Kraków, Wilno; sam zaś dosiadłszy konia, własną osobą pospieszył przyjrzeć się wrogom i natychmiast rozpoczął ustawiać szyki na płaszczyźnie pewnego pola pomiędzy dwoma gajami, następnie własną ręką dokonał pasowania do tysiąca albo i więcej rycerzy, tak, że aż zmęczył się pasowaniem. I gdy już więcej pasować nie wydołał, przybyli do króla dwaj heroldowie[–]Jeden z nich powiedział: „„Królu. Mistrz przesyła ci ten oto miecz, a ten drugi przekazać mamy w imieniu marszałka bratu twemu Witoldowi, jeśli spotkać go będziemy mogli.” Król natychmiast posłał po Witolda zaufanych gońców i polecił powstrzymać go od rozpoczęcia bitwy, do której już z ludem swym wystąpił. Pozostawiwszy swych rycerzy, Witold szybko przybył do króla”[5].

Prof. A. Nadolski tak zinterpretował powyższe zagadnienie: „Król szykował się już do wysłuchania mszy, gdy od ubezpieczeń poczęli przybywać kolejno wysyłani gońcy z wiadomościami o wojskach krzyżackich napływających stopniowo od północnego zachodu. Stało się jasne, że wkrótce może dojść do bezpośredniego zetknięcia się obu głównych armii[–]Jagiełło trafnie ocenił sytuację i zareagował prawidłowo. Biwakującym wojskom ogłoszono alarm, a marszałek królestwa Zbigniew z Brzezia na czele czterech lub sześciu chorągwi wyruszył z rozkazu króla przeciw nadciągającym forpocztom panów pruskich. Można się domyślać, że jego zadaniem było przepędzenie zwiadowców krzyżackich i uchwycenie owej krawędzi zalesień na zachód od Jeziora Łubień.”[6]. Uczony obdarzył króla, w momencie wydania rozkazu Zbigniewowi z Brzezia, taką wiedzą o nieprzyjacielu i właściwościach taktycznych terenu przyszłej bitwy jaką sam dysponował. W rzeczywistości pierwsi gońcy przynieśli wiadomość o pojawieniu się dwóch chorągwi krzyżackich, i na tym wiedza króla o armii krzyżackiej się kończyła. Prawdopodobnie nie byli to zwiadowcy krzyżaccy gdyż tego typu formacje operują w dużo mniejszych grupach niż dwie chorągwie. Z dalszej relacji wynika, że wielki mistrz już od dłuższego czasu wiedział o rejonie w którym znajduje się wojsko królewskie. Uczony stwierdza słusznie, że teren w rejonie Ulnowa nie sprzyja dalekiej obserwacji. Gdyby Jungingen dopiero teraz chciał sprawdzić czy wróg znajduje się na drodze Turowo-Mielno to wysłał by kilku zwiadowców nad zachodni skraj doliny Marózki, gdzie  bez problemu stwierdzili by obecność wrogich wojsk, zamiast męczyć tym zadaniem aż dwie chorągwie. Również wątpliwa jest teza, że armia krzyżacka dopiero nadciągała w kolumnie marszowej. Goniec nr 3, którego bez wątpienia przysłał marszałek, wyraźnie stwierdza, że przeciwnik już jest gotowy do walki i należy się spieszyć. Wracając do zasadniczego problemu: jakie zadanie miały dwie chorągwie krzyżackie które, podczas pierwszego postoju armii królewskiej, zjawiły się w pobliżu polskich ubezpieczeń? Prawdopodobnie wielki mistrz orientował się doskonale w położeniu wojsk królewskich, skoro źródła krzyżackie zarzucają mu, że nie uderzył na przeciwnika który jeszcze nie odkrył obecności wojsk zakonu. Dlatego jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest celowe działanie Jungingena zmierzające do przerwania dalszego marszu sprzymierzonych na Olsztynek, i wciągnięcia wojsk polsko-litewskich do bitwy, wskazując przeciwnikowi gdzie go oczekuje. Dalsza kolejność wydarzeń rankiem 15 lipca również budzi szereg wątpliwości. Zasadniczy problem to sprawa wstępnego natarcia które mieli wykonać poganie, gdyż Polacy rzekomo do bitwy byli jeszcze nie gotowi[7]. Informacja, ta budzi dwie wątpliwości. Pierwsza to fakt, że atak wstępny nastąpił dopiero trzy godziny po nawiązaniu styczności przez wrogie armie. To wystarczająco dużo czasu aby przegrupować wojska z kolumny marszowej w szyk bojowy. Druga wątpliwość to wyraźna informacja autora Kroniki Konfliktu, że pierwszym wojskiem które nawiązało styczność bojową z armią zakonu był oddział wydzielony Zbigniewa z Brzezia, złożony z polskich chorągwi. Oddział ten znalazł się w obliczu całej armii krzyżackiej, nie rozciągniętej w kolumnie marszowej, jak twierdzi prof. A. Nadolski, lecz stojącej w szyku bojowym. Chorągwiom tym groziła zagłada, i dlatego marszałek przez swojego gońca, ostrzegając króla o niebezpieczeństwie, oczekuje natychmiastowego wsparcia. W tym czasie pomiędzy Turowem a Jeziorem Łubień znajdują się chorągwie polskie i to one pierwsze przegrupowują się z kolumny marszowej na rubież natarcia, wzmacniając siły Zbigniewa z Brzezia. Trzeba pamiętać, że to Jagiełło ostrzega księcia Witolda o pojawieniu się armii krzyżackiej, a nie odwrotnie. Dlatego można przyjąć, że to chorągwie polskie pierwsze ustawiły się do bitwy, a nie owi poganie którzy musieli cofnąć się prawdopodobnie z pod Mielna. Inna kwestia sporna to: kiedy poselstwo krzyżackie przybyło do króla? Autor Kroniki Konfliktu relacjonując przybycie poselstwa krzyżackiego, wyraźnie stwierdza, że „Witold z ludem swym do boju już wystąpił”, co wyraźnie sugeruje, że poselstwo przybyło po natarciu pogan. Uczeni wiążą te słowa z generalnym natarciem wojsk polsko-litewskich pomimo, że autor wyraźnie odnosi je do wydarzenia które już miało miejsce. Jak zatem wyglądała chronologia wydarzeń od pojawienia się owych dwóch chorągwi do generalnego natarcia wojsk polsko-litewskich. Nie budzi wątpliwości, że od placówek ubezpieczających postój przyszła informacja o pojawieniu się dwóch chorągwi krzyżackich. Następnie wysłany, na rekonesans bojowy, oddział Zbigniewa z Brzezia odkrywa obecność armii krzyżackiej stojącej już w szyku bojowym. Król otrzymuje tą informację podczas pierwszej mszy. Wcześniej powiadomił księcia Witolda, i ogłosił pogotowie bojowe. Na wezwanie marszałka król rusza z kolejnymi chorągwiami polskimi by wesprzeć oddział wydzielony, któremu w razie natarcia Krzyżaków  grozi zagłada, jednocześnie przeprowadza rekonesans z niektórymi dowódcami. Wkrótce przybywa Witold ze swoimi wojskami, i z Zyndramem z Maszkowic kontynuują ustawianie wojsk do bitwy. W tym czasie król zakłada zbroję i uzgadnia z doradcami plan działania. Z uwagi na liczną artylerię postanowiono przeprowadzić natarcie wstępne by sprawdzić skuteczność krzyżackiej artylerii. Zadanie to otrzymały chorągwie tatarskie, być może wsparte przez inne chorągwie Witolda. Krzyżacy odparli to natarcie, co uczcili pieśnią bojową. Po tym natarciu postanowiono wzmocnić skrzydło Witolda kilkoma chorągwiami polskimi. Król postanawia nagle pasować na rycerzy licznych giermków, każąc zebrać się im w wyznaczonym miejscu. Aby uświetnić tą ceremonię zarządza drugą mszę tego dnia. Podczas jej odprawiania przybywają gońcy od księcia Witolda z ponagleniami by wreszcie zacząć bitwę. Prawdopodobnie również rycerze polscy wyrażają zniecierpliwienie, więc Jagiełło każe im przepasać się słomianymi opaskami, dla odróżnienia od nieprzyjaciela. Jest to ze strony króla celowa zwłoka gdyż liczy na dalsze negocjacje pokojowe z wielkim mistrzem. Oczekiwane przez króla poselstwo krzyżackie przybywa w trakcie ceremonii pasowania, lecz zamiast propozycji pokojowych wzywa króla i księcia Witolda do bitwy. Do głównego natarcia według Jana Długosza najpierw ruszyło skrzydło litewskie. Nie potwierdza tego żadne inne źródło, w tym i Kronika Konfliktu. Warto dodać, że tylko Długosz pominął milczeniem natarcie wstępne jakie przeprowadzili poganie[8]. Porównując relacje obu polskich źródeł należy stwierdzić, że autor Kroniki Konfliktu w korzystniejszym świetle przedstawia działania króla przed bitwą. Nie wysyła go do obozu wraz z hałastrą do boju niezdatną. Podczas odprawy posłów król posyła po księcia Witolda gońców i ten szybko przybywa. Tymczasem u Długosza, Witold zbywa gońców twierdząc, że jest zajęty ustawianiem wojsk, pomimo że kronikarz wcześniej twierdził, że to Witold naciskał aby bitwę wreszcie zacząć. Rzekome, wcześniejsze wystąpienie do boju prawego skrzydła również przypisuje samodzielnej decyzji wielkiego księcia. Polski kronikarz ewidentnie kreuje  księcia Litwy na głównego bohatera, kosztem króla. Jest to bez wątpienia efekt późniejszych konfliktów króla ze Zbigniewem Oleśnickim.

Zagadnienie 2. Przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich i jego konsekwencje.

  1. a) Przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich.

 Aby wyjaśnić okoliczności taktyczne załamania się natarcia wojsk jagiellońskich na prawym skrzydle trzeba spróbować odtworzyć szyk bojowy obu wrogich armii. Zakładam, że bitwę stoczono w miejscu wskazanym przez prof. A. Nadolskiego i prof. S.M. Kuczyńskiego, z tym zastrzeżeniem, że wzgórze pomnikowe znajdowało się w pasie natarcia wojsk księcia Witolda, gdyż stanowiło oś manewru oskrzydlającego wielkiego mistrza. W przeciwieństwie do poglądów S. Ekdahla i K. Kwiatkowskiego uważam, że obaj uczeni prawidłowo wskazali miejsce bitwy[9]. Pas natarcia na jakim nacierały wrogie armie z pewnością nie przekraczał 2.5 do 3 km. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że obaj wodzowie ustawili swoje wojska w trzy rzuty. Do pierwszego rzutu skierowano z pewnością najsilniejsze chorągwie, aby nie pozwolić przeciwnikowi na przełamanie własnego szyku bojowego. Dlatego po stronie krzyżackiej w pierwszym rzucie walczyło przypuszczalnie około 25 chorągwi, wzmocnionych ogniem artylerii i piechoty. Stanowiło to około 60 procent sił wielkiego mistrza. Trzeba pamiętać, że pierwszy rzut musiał wytrzymać silne natarcie polsko-litewskie, dlatego nie było w nim miejsca dla małych chorągwi. Zadaniem drugiego rzutu  było luzowanie tych chorągwi pierwszego rzutu które nie wytrzymały natarcia przeciwnika, oraz zabezpieczenie skrzydeł przed obejściem. Liczył on szacunkowo około 10 chorągwi. Tuż przed przełamaniem wielki mistrz skupił większość chorągwi drugiego rzutu naprzeciw chorągwi gończej, św. Jerzego oraz lewego skrzydła księcia Witolda, jak wyraźnie sugeruje Kronika Konfliktu. W odwodzie wielki mistrz pozostawił 16 chorągwi, z których tylko chorągiew wielką wielkiego mistrza można zaliczyć do dużych chorągwi. Pozostałe chorągwie to prawdopodobnie niewielkie chorągwie chełmińskie i pruskie, które nie zdołano uzupełnić zaciężnymi. Dlatego odwód przypuszczalnie nie liczył ponad 5 tys ludzi, lecz prawdopodobnie około 3,5 tys.[10]. Jeżeli przyjmiemy, że tabor krzyżacki stał przy drodze gdzie wybudowano kaplicę ku czci poległych, to można przyjąć, że odwód stanął w dolinie za wzgórzem pomnikowym, co sprawiło, że był ukryty przed wzrokiem przeciwnika. O ustawieniu do bitwy wojsk polsko-litewskich źródła piszą niewiele, dlatego historycy zdani są na domysły. Wiadomo tylko, że chorągwie polskie sformowały lewe skrzydło, a litewskie, ruskie i tatarskie prawe. Z Kroniki Konfliktu dowiadujemy się, że pierwszy rzut wojsk polskich zamykały chorągiew gończa oraz chorągiew św. Jerzego złożona z najemników czeskich i morawskich. Jakie chorągwie sąsiadowały z nimi z armii Witolda możemy się tylko domyślać. Profesorowie S.K. Kuczyński i A. Nadolski widzieli chorągwie smoleńskie w pobliżu skrzydła polskiego, a na prawym skrzydle pod Stębarkiem posiłkowy hufiec tatarski. Liczebność wojsk Dżalal-ad-Dina jest przedmiotem sporu. Według mego poglądu brakujące w spisie Długosza 7 lub 8 chorągwi sformowali właśnie Tatarzy[11] .

Główne natarcie wojsk polsko-litewskich na lewym skrzydle rozwijało się pomyślnie, natomiast na prawym skrzydle chorągwie księcia Witolda zostały odrzucone do tyłu o jedną staję, czyli około 180 m[12]. Stworzyło to pod względem taktycznym niebezpieczną sytuację gdyż prące do przodu chorągwie polskie utrzymywały coraz słabszą styczność z chorągwiami litewskimi, ruskimi i tatarskimi spychanymi do tyłu. Co prawda król i jego doradcy przewidzieli, że lekka jazda Witolda będzie miała problem aby w otwartym terenie sprostać Krzyżakom, i wzmocniono prawe skrzydło kilkoma chorągwiami polskimi, ale zabieg ten okazał się nieskuteczny[13]. Jungingen dostrzegł szybko szansę przełamania szyku bojowego przeciwnika na styku obu armii. Kronika Konfliktu tak opisuje ten epizod „Kiedy już oba wojska, tak królewskie, jak i Witoldowe, zwarły się i borykały ze wszystkimi hufcami wroga, a większa część Prusaków złożona z wyborowych hufców, ustawiona była naprzeciw ludzi księcia Witolda, chorągwi św. Jerzego i chorągwi przedniej straży spotkali się z wielkim zgiełkiem i niezmiernym pędem koni [–] Inna zasię część wrogów spośród tychże wyborowych ludzi krzyżackich zwarła się z największym impetem i krzykiem z ludem księcia Witolda i po bez mała godzinie wzajemnej walki liczni z obu stron polegli, tak iż ludzie księcia Witolda przymuszeni byli do odwrotu.”[14]. Okoliczności zmuszenia do odwrotu wojsk Witolda autor przedstawił bardzo mgliście. Nie sprecyzował jasno kim była ta „Inna zasię część wrogów”. Możemy się tylko domyślać, że były to chorągwie krzyżackiego drugiego rzutu które dokonały przełamania. Nie mogły one jednak walczyć przez godzinę gdyż król i Witold zdążyli by przegrupować na zagrożony odcinek swoje odwody. Niestety, Długosz tylko nieznacznie uzupełnia naszą wiedzę. Dowiadujemy się od niego, że niemała liczba Polaków walczących na skrzydle litewskim została pociągnięta do ucieczki, oraz że oprócz wojsk Witolda opuściła pierwszą linię bojową chorągiew św. Jerzego. Jedynie trzy chorągwie smoleńskie nie opuściły Polaków, czym zyskały wielki szacunek. Gdyby przyjąć wersję prof. A. Nadolskiego, że Smoleńszczanie sąsiadowali z prawym skrzydłem polskim, skutecznie je osłaniając, to tym gorzej należałoby ocenić postawę chorągwi św. Jerzego. Mając osłoniętą prawą flankę przez Smoleńszczan, jeszcze zdezerterowali? Główny ciężar narracji, u Długosza, skupia się w tej krytycznej chwili na osobie księcia Witolda. Przybywa on do króla i nakłania go aby udał się na pierwszą linię bojową by zagrzać wojsko do walki. Następnie, według Długosza, Witold zupełnie nie interesuje się swoim pobitym wojskiem, tylko wyręcza króla w dowodzeniu polskim skrzydłem. Jaki jest cel tej wielkiej manipulacji kronikarza? Dla mnie sprawa jest całkowicie jasna, chciał w ten sposób ukryć fakt, że Witold również opuścił główny plac boju. Analizując oba polskie źródła trudno nie odnieść wrażenia, że obaj kronikarze niezbyt sumiennie nakreślili przyczyny opuszczenia głównego pola bitwy przez wojska prawego skrzydła. Jak zatem ten problem zrelacjonowały źródła krzyżackie. Najwięcej informacji znajdujemy w liście najemnika krzyżackiego odkrytym przez S. Ekdahla. Pisze on: „Drogi mistrzu jeśli boska opatrzność sprawi, że przyjdzie ci walczyć z twoimi przeciwnikami, będziesz szykował i ustawiał swoje wojska na wroga nasza rada jest taka, abyś z gości i najemników, których będziesz miał ze sobą, wybrał tych, których uznasz za sposobnych i ustalił z swymi dowódcami aby byli posłuszni, a gdy staną w szyku do walki, aby pozostawali w swej formacji. Może się zdarzyć, że twoi wrogowie z rozmysłem pozwolą jednej lub dwóm chorągwiom cofnąć się lub uciekać, w nadziei, że w ten sposób załamie się twoja formacja bojowa, ponieważ ludzie lubią podejmować pościg, tak jak to miało miejsce w wielkiej bitwie. Upewnij się więc, a jeśli coś takiego miałoby się zdarzyć, tak surowo jak tylko możesz, obstawiaj przy tym, aby twoi ludzie pozostali w swoich szeregach, bo jeśli grupa żołnierzy za bardzo uwierzy w zwycięstwo, to niełatwo będzie ściągnąć ludzi z powrotem”[15].Powyższy fragment listu krzyżackiego zaciężnika wyraźnie nawiązuje do okoliczności przełamania szyku bojowego wojsk polsko-litewskich. Miał być nim celowy odwrót kilku chorągwi, prawdopodobnie księcia Witolda. To, że ów najemnik pisze o jednej lub dwóch chorągwiach jest tylko luźną sugestią nawiązującą do bitwy grunwaldzkiej, równie dobrze mogło to być cztery lub sześć chorągwi.  Czyli kryzys zaczął się na niewielkim odcinku frontu, a wkrótce ogarnął całe prawe skrzydło. Potwierdza to Kronika Konfliktu która również sugeruje dwie fazy odwrotu wojsk Witolda. Pierwsza faza to odwrót kilku chorągwi które odskoczyły na polskie tyły i wspólnie z odwodowymi chorągwiami polskimi osaczyły i zlikwidowały te chorągwie krzyżackie które w pościgu za nimi oderwały się od własnych wojsk. Ich oderwanie od głównych sił krzyżackich było konsekwencją tego, że ruszyły one w pościg za wojskami Witolda nieco wcześniej i w innym kierunku niż główna część jazdy krzyżackiej. Dlatego łączność taktyczna między nimi uległa zerwaniu. Jest rzeczą istotną, że te chorągwie Witolda które pierwsze rzuciły się do pozorowanej ucieczki zachowały zdolność bojową, pomimo że zdaniem autora Kroniki Konfliktu zostały „przymuszone do odwrotu”. Jednakże konsekwencje tego celowego odwrotu, kilku chorągwi, dla reszty wojsk prawego skrzydła były tragiczne. Dlatego decyzje o odwrocie tych chorągwi z pewnością nie podjął ani Jagiełło ani Witold, tym bardziej, że wbrew zapewnieniom Długosza, wódz Litwinów także prawdopodobnie opuścił główny plac boju. W takim razie kto wydał rozkaz do odwrotu tym kilku chorągwiom? Pruski historyk Marcin Gerss w swoim artykule wyraźnie sugeruje, że byli to Tatarzy[16]. Trzeba pamiętać, że Dżalal-ad-Din był nie tylko wodzem ale i politykiem. Jego wojska poniosły już pewne straty przy natarciu wstępnym. Gdyby teraz przyjęły na siebie ciężar uderzenia przełamującego, to z tych dwóch lub trzech tysięcy wojowników, pozostały by mu niedobitki. Zależało mu na zwycięstwie Witolda, ale musiał zachować jak najwięcej swojego wojska do walki o władzę nad Ordą. Ponadto taktyka Tatarów polegała na szybkim ataku i równie szybkim odwrocie, co Długosz świetnie opisał relacjonując bitwę pod Koronowem. „W tym nagłym cofaniu się nieprzyjaciół, łucznicy królewscy razili ich mnogimi strzałami, a często wpadając na nich gwałtownie, znaczną liczbę nakładli trupa. Jeśli niekiedy Krzyżacy zatrzymywali się dla stoczenia walki, łucznicy wracali zaraz do swoich hufców, od których zasłonieni, omyliwszy zapęd przeciwników, znowu potem trapili ich swoją napaścią”[17]. Walka w zwarciu była dla nich wyjątkowo niewygodna, jak widać z przytoczonego opisu często wykonywali odskok, chroniąc się za odwodowymi oddziałami. Celem tego „odskoku taktycznego” było osłabienie siły uderzenia wrogiej kolumny jazdy, która zbyt szybko musiała przejść do galopu, i wystawienie wroga na kontratak własnych odwodów. Dlatego można przyjąć, że Tatarzy uchylili się od walki z krzyżackimi chorągwiami drugiego rzutu, wykonując gwałtowny odwrót w kierunku drogi Ulnowo – Łodwigowo, na polskie tyły. Świadczy to o tym, że walczyli nie pod Stębarkiem lecz tworzyli lewe skrzydło armii Witolda, sąsiadując z chorągwią św. Jerzego. Na skutek odwrotu Tatarów chorągiew ta również opuściła, jak twierdzi Długosz, pierwszą linię bojową[18].

  1. b) taktyka falowa – kryzys natarcia na odcinku chorągwi krakowskiej

W tym czasie gdy wojska Witolda opuściły na dłuższy czas główny plac boju, doszło do upadku chorągwi krakowskiej, o czym wspomina tylko Długosz. Ponieważ okoliczności taktyczne tego incydentu wiążą się z działaniem które prof. A. Nadolski określił mianem „taktyki falowej”, warto krótko te dwie sprawy omówić. Uczony tak scharakteryzował taktykę stosowaną podczas bitwy: „Zamiast długotrwałego przepychania się dwóch mniej więcej jednolitych mas jazdy, widzielibyśmy po obu stronach linie chorągwi ustawionych w szyku kolumnowo-klinowym. Szyk poszczególnych kolumn jest zwarty, ale pomiędzy nimi zachowane są znaczne odstępy zapewniające swobodę manewru[–]Po zbliżeniu do nieprzyjaciela strzelcy rozpoczynają ostrzał z kusz zasypując przeciwnika gradem bełtów. Po dalszym zbliżeniu chorągiew przechodzi w galop, starając się jednak do ostatniej chwili zachować zwartość szyku i uderza wręcz dążąc do przełamania i rozbicia szyku przeciwnika. Po skruszeniu kopii trwa bój na broń sieczną. Jeśli szarża nie odniosła pozytywnego skutku, chorągiew może być wycofana z linii bojowej, a na jej miejsce wprowadzona świeża jednostka z drugiego rzutu.[–] Zużyte oddziały luzowano, wprowadzając na ich miejsce świeże, co sprawiało, że bitwa składała się z szeregu nawrotów przypominających ruch falowy”[19]. Warto skorygować i uściślić ten pogląd uczonego w oparciu o fragment opisujący sposób dowodzenia przez księcia Witolda. Długosz tak pisze „w czasie walki bowiem biegał ciągle między pułkami i chorągwiami polskimi, w miejsce znużonych i chwiejących się podprowadzając nowe posiłki, i z troskliwością bacząc, jak obydwóch stron ważyły się losy”[20]. Na wstępie trzeba odpowiedzieć na pytanie kto miał kompetencję aby móc wycofać chorągiew z pierwszej linii boju? Na pewno król i książę Witold, a w ramach swojego korpusu posiłkowego również wódz Tatarów. Nie ulega wątpliwości, że takich kompetencji nie mieli dowódcy chorągwi. Co do poglądu prof. A. Nadolskiego to mam kilka wątpliwości. Uczony pisze, że odstępy między chorągwiami ustawionymi w szyku kolumnowym były znaczne. Trzeba pamiętać, że chorągwie w takim szyku ubezpieczają wzajemnie swoje boki, król mając więcej wojska mógłby więcej chorągwi skierować do pierwszej linii i szybko przełamać pierwszą linię wielkiego mistrza. Dlatego pogląd ten nie wydaje się słuszny, może dotyczyć tylko drugiego rzutu, lecz nie pierwszego. Długosz pisze, że za pierwszym starciem wszyscy zawiśli jakby w wielkim tłumie. Dlatego większy odstęp istniał prawdopodobnie tylko między obu skrzydłami. Chorągiew wycofywano z pierwszej linii raczej gdy nie potrafiła sprostać przeciwnikowi, a nie gdy szarża nie odniosła skutku. Nie wyobrażam sobie aby taka chorągiew zawracała odwracając się plecami do przeciwnika. Raczej cofała się, a podprowadzona chorągiew z drugiego rzutu w odpowiednim momencie uderzała „wyklinowując” zmęczony oddział i gwałtownym uderzeniem osadzała wrogą chorągiew w miejscu. Z takim momentem należy wiązać upadek chorągwi krakowskiej. Jak wiadomo chorągiew ta siłą przewyższała inne, dlatego po godzinie walki Jungingen widząc prawdopodobnie, że jego chorągiew nie jest w stanie dłużej powstrzymać przeciwnika postanowił wprowadzić na jej miejsce świeżą jednostkę. Długosz wyraźnie pisze, że „Chorągiew przez nagłe uderzenie nieprzyjaciół upadłą na ziemię Polacy podnoszą”[21]. Być może również chorągiew ta zbyt mocno wysforowała się do przodu względem innych chorągwi, przez co odsłoniła swoje boki. W każdym razie świeża chorągiew krzyżacka prawdopodobnie uderzając w odsłonięty bok głęboko włamała się w szyk krakowian, obalając ich chorążego, i odcinając szpic kolumny. Jest rzeczą wątpliwą aby w tych okolicznościach król wycofał chorągiew z pierwszej linii, gdyż skazał by odciętych rycerzy na śmierć lub niewolę. Przeczy temu opis Długosza który wyraźnie pisze o silnym natarciu tylnych szeregów dążących do odtworzenia szyku bojowego. W tym krytycznym momencie bitwy król musiał podjąć dwie decyzje. Pierwsza dotyczyła wsparcia tych chorągwi Witolda które pierwsze opuściły pierwszą linię bojową i znalazły się na polskich tyłach. Decyzja ta znalazła wyraźne odbicie w dwóch źródłach: Kronice Konfliktu i liście zaciężnika[22]. Druga decyzja dotyczyła wsparcia chorągwi walczących na pierwszej linii bojowej, zwłaszcza na prawym skrzydle. Ta decyzja znajduje również potwierdzenie w źródłach, ale nie tak jednoznaczne jak pierwsza. Optymalnym taktycznie sposobem na wprowadzenie do pierwszej linii dodatkowych chorągwi, mogło dokonać się poprzez obejście własnego prawego skrzydła, wykorzystując wolną przestrzeń po ucieczce wojsk Witolda, i natarcie w bok wojsk krzyżackich.

  1. c) rola chorągwi smoleńskich.

Prof. A. Nadolski uważał, że chorągwie smoleńskie dzielnie osłaniały polskie skrzydło, nie dając się odciąć od Polaków[23]. Uczony postawił problem na głowie, to chorągwie Semena Lingwena powinny dostać wsparcie od Polaków, gdzie prawie połowa chorągwi polskich stała bezczynnie. Pogląd uczonego, że chorągwie te zaryglowały jakiś wyłom, stanowi odbicie poglądów S. Ekdahla. Jak już wspomniałem, Smoleńszczanie nie mogli walczyć w pobliżu polskiego prawego skrzydła, gdyż znaleźli by się w pasie przełamania, czyli wśród tych chorągwi które znalazły się na polskich tyłach. Natomiast walcząc na litewskim prawym skrzydle pod Stębarkiem umożliwiły odskok, części wojsk Witolda, na Zybułtowo, dzięki czemu nie uległy rozbiciu na rozlewiskach Marózki. Oprócz tego dzielni Smoleńszczanie przebijając się ku Polakom, prawdopodobnie przyjęli na siebie uderzenie tej części chorągwi krzyżackich które w pościgu za Litwinami odbili na Zybułtowo, a wracając uderzyli na nich od tyłu. Dzięki temu osłabili ataki powracających z pościgu wojsk krzyżackich w bok chorągwi polskich, co okupili dużymi stratami, walcząc dłuższy czas prawdopodobnie w okrążeniu[24].

Kończąc omawianie tego zagadnienie należy podkreślić, że główna różnica między obu relacjami dotyczy osoby księcia Witolda. Długosz wyraźnie próbuje nie tylko ukryć fakt, że Witold również opuścił główny plac boju, ale jeszcze usiłuje przekonać, że faktycznie dowodził wojskiem w bitwie. Na stosunek krakowskiego kanonika do księcia Litwy miała z pewnością wpływ sprawa dwóch lub trzech jeńców krzyżackich których ojciec kronikarza Jan Długosz z Niedzielska odstąpił księciu, za odpowiednią zapłatą. Obie relacje łączy dość mglisty opis okoliczności opuszczenia głównego placu boju przez wojska prawego skrzydła, jednak wzajemnie trochę się uzupełniają. Długosz wspomina o bohaterskiej postawie Smoleńszczan i dezercji chorągwi św. Jerzego, natomiast Oleśnicki dokładniej opisał co działo się na tyłach armii królewskiej.

Zagadnienie 3. Miejsce śmierci wielkiego mistrza i okoliczności taktyczne klęski armii krzyżackiej.

Zanim wyjaśnimy okoliczności klęski wojsk zakonu trzeba przedstawić sytuację taktyczną na głównym placu boju jaka powstała po ucieczce wojsk prawego skrzydła. Król oprócz wojsk zaangażowanych w walkę na pierwszej linii, jak wiadomo z Kroniki Konfliktu, miał jeszcze liczne  odwody. Zakładając, że na pierwszej linii walczyło około 25 chorągwi, a na tyły skierował 5 lub 6 chorągwi oraz odliczając kilka chorągwi które wcześniej wzmocniły Witolda, dysponował odwodami w sile około 15 chorągwi. Jego przeciwnik również, zgodnie z tym co pisze Długosz posiadał odwód liczący 16 chorągwi. Liczba chorągwi krzyżackich bezpośrednio uczestniczących w walce mogła sięgać również 25 chorągwi, gdyż znaczna część wojsk uczestniczących w pościgu zdołała powrócić na główny plac boju. Z uwagi na to, że część oddziałów krzyżackich uczestniczących w pościgu szybciej wróciła, niż wojska Witolda, wielki mistrz zdołał doprowadzić do wyrównania sił[25]. Jak wiadomo postanowił wtedy rozstrzygnąć bitwę na swoją korzyść rzucając do walki swój odwód. Dlaczego w takim razie zamiast zwycięstwa poniósł sromotną klęskę? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy uważnie porównać oba źródła. Autor Kroniki Konfliktu tak przedstawił okoliczności śmierci wielkiego mistrza i klęskę jego odwodu „Zebrawszy tedy na powrót siły mistrz ze swym pozostałym ludem, mając przy sobie piętnaście lub więcej chorągwi wysuwając się z pewnego małego lasku, zapragnął obrócić swoje hufce przeciw osobie króla[–]Król zaś wówczas skoro Krzyżacy sprawiwszy szyki stali przeciw niemu, chciał pochwyciwszy kopię w dłoń z największą śmiałością skierować przeciw nim konia, lecz powstrzymany wbrew swej woli siłą i z największym trudem przez dostojników, nie mógł uczynić zadość swoim chęciom. Przeto pewien dobrze zbrojny rycerz z Zakonu Krzyżaków, chcąc w pojedynkę zwrócić swego konia przeciw królowi, podjechał bliżej ku niemu. Król zaś ująwszy w dłoń swą włócznię zranił go śmiertelnie w twarz i zaraz też przez innych z konia strącony, padł na ziemię martwy. Owe zaś hufce mistrza z miejsca na którym stały ruszając przeciw królowi, natknęły się na naszą wielką chorągiew i wzajem mężnie zderzyły się włóczniami. I w pierwszym starciu mistrz, marszałek, komturzy całego Zakonu Krzyżackiego zostali zabici. Pozostali zaś którzy ocaleli, widząc że mistrz, marszałek i inni dostojnicy Zakonu polegli, zwróciwszy się do odwrotu, cofnęli się w owym czasie aż do swych, uprzednio rozłożonych, taborów. A gdy już do taborów przybyli, widząc, iż wiele jeszcze było hufców królewskich, które nie weszły do bitwy[–]rzucili się do prawdziwej ucieczki”[26]. Najważniejsza rzecz jaka rzuca się w oczy historykowi, to informacja o chorągwi wielkiej, która sama pokonała odwód krzyżacki, zabijając wielkiego mistrza i całą krzyżacką starszyznę. Porównajmy więc co w tej sprawie ma do powiedzenia Długosz. Kronikarz pisze „Tymczasem wystąpiło do boju szesnaście pod tyluż znakami hufców nieprzyjacielskich, świeżych i nietkniętych, które jeszcze nie doświadczyły oręża, a część z ich zwróciwszy się ku tej stronie, gdzie król polski stał z przyboczną tylko strażą, pędziła z wymierzonymi włóczniami, jakby prosto ku niemu. Król w mniemaniu, że nieprzyjaciel, widząc przy nim tak małą garstkę rycerzy, godzi nań z umysłu, strwożony grożącym niebezpieczeństwem pchnął czym prędzej Zbigniewa z Oleśnicy, swego pisarza nadwornego, do stojącej w pobliżu chorągwi nadwornej, z rozkazem, aby jak najspieszniej przybywali i zasłonili króla od grożących ciosów, jeśli bowiem rychło nie nadbiegną, czeka go wielkie niebezpieczeństwo. Była właśnie ta chorągiew w pogotowiu do stoczenia walki z nieprzyjacielem. Rycerz królewski Mikołaj Kiełbasa, herbu Nałęcz, jeden z przedchorągiewnych, zamierzywszy się mieczem na gońca królewskiego Zbigniewa, pisarza, wołać nań począł i łajać, aby ustąpił: „Czy nie widzisz, rzecze szalony, że nieprzyjaciel na nas uderza? I ty chcesz, abyśmy porzuciwszy walkę, biegli na obronę króla? Byłoby to jedno, co uciec z boju i tył podać nieprzyjacielowi, a dawszy się pobić, i króla, i siebie na oczywiste narazić niebezpieczeństwo.” Tymi słowy Zbigniew z Oleśnicy wypchnięty z chorągwi nadwornej, do której był wpadł w środek, powrócił z niczym; a w tej chwili wojsko królewskie stoczyło bój z nieprzyjacielem, i mężnie walcząc, najdzielniejsze nawet wywracało szyki”[27]. Jak widać z przytoczonych dwóch fragmentów źródeł różnice w opisie okoliczności klęski armii krzyżackiej są spore. Warto więc dokonać szczegółowej analizy tych fragmentów. Pierwsza różnica to wyraźne stwierdzenie Długosza, że przeciwko królowi skierowała się tylko część z owych 16 chorągwi. Później kronikarz zmienia zdanie i pisze; „Wojsko krzyżackie, szesnaście owych chorągwi składające, z którego wybiegł był rycerz Kikerzicz, Miśniak, i natarł na króla[–] zaraz zaczęło się cofać, na hasło jednego z Krzyżaków, dowódcy chorągwi, który siedząc na białym koniu kopią dawał znak do odwrotu[–]Zwróciwszy się potem, ruszyło na prawo, kędy stała wielka chorągiew królewska, już po zadanej klęsce nieprzyjaciołom, wraz z innymi chorągwiami polskimi”[28]. Kolejna różnica to usytuowanie chorągwi krakowskiej. U Oleśnickiego samotnie ściera się z odwodem wielkiego mistrza, i w starciu z nią rzekomo ginie Jungingen i cała starszyzna krzyżacka. Natomiast u Długosza wraz z innymi chorągwiami znajduje się na pierwszej linii bojowej. W relacji Długosza najbliżej króla znajduje się chorągiew nadworna, która podobno bije jakiś oddział krzyżacki; a owe 16 chorągwi krzyżackich przygląda się temu bezczynnie? Teoretycznie powinniśmy przyjąć wersję pisarza królewskiego, jako naocznego świadka bitwy. Jest jednak pewna zasadnicza wątpliwość. Dlaczego przyszły biskup krakowski pominął milczeniem swoje niefortunne posłowanie do chorągwi nadwornej? Czy konflikt pomiędzy nim a rycerzami chorągwi nadwornej, wygasł wraz z bitwą, czy też wpłynął na sposób przedstawienia tego fragmentu bitwy, przez królewskiego sekretarza? Wróćmy zatem do pierwszego fragmentu z relacji Długosza. Zastanawia w niej to, że król wysłał swego pisarza po jedną chorągiew w sytuacji gdy zagrażało mu szesnaście chorągwi krzyżackich. Na logikę rzecz biorąc, powinien jak najszybciej ściągnąć odwody spod Łodwigowa, aby nie tylko siebie ocalić, ale także zasłonić nimi tyły swojej armii. Jedna chorągiew wobec takiej siły przeciwnika tego zadania wypełnić nie mogła. Kolejne pytanie które się nasuwa to; jaki oddział krzyżacki w tym momencie zamierzał zaatakować chorągiew nadworną? Wątpliwe aby to była jedna z chorągwi krzyżackich walczących na pierwszej linii bojowej, gdyż w tym czasie ich opór został złamany i musiały cofnąć się aż pod swój tabor. Dlatego wszystko wskazuje na to, że była to część odwodu Jungingena. Jeżeli ta hipoteza jest słuszna, to sytuacja taktyczna jaką przedstawili obaj kronikarze, że manewr był wykonany jedną kolumną, jest nieprawdziwa. Przejdźmy zatem do rozmowy rycerza Mikołaja Kiełbasy z Oleśnickim. Jak interpretować jego słowa, że wykonanie rozkazu królewskiego to „to jedno co uciec z boju, i tył podać nieprzyjacielowi, a dawszy się pobić, i króla i siebie na oczywiste narazić niebezpieczeństwo”. Prof. S.M. Kuczyński uważał, że rycerze nie chcieli swoim zachowaniem wskazać wrogowi osobę króla. Naszym zdaniem rycerz dobitnie wytłumaczył królewskiemu posłańcowi, że: 1) aby wykonać rozkaz króla chorągiew nadworna, która prawdopodobnie stała w kolumnie, musiałaby przegrupowując się w stronę królewskiego orszaku, odwrócić do szykującego się do natarcia przeciwnika bokiem lub tyłem, co naraziłoby ją na szybką klęskę, 2) gdyby nawet jakimś cudem udało jej się rozkaz wykonać to prawdopodobnie odsłoniła by tyły chorągwi polskich walczących na pierwszej linii bojowej. W związku z powyższym nasuwa się kolejne pytanie; czy król był aż takim ignorantem w sprawach taktyki, że nie wiedział iż jego rozkaz może doprowadzić do katastrofy? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba przypomnieć sobie, że według Oleśnickiego odwód wyszedł z małego lasku. Historycy nadal spierają się gdzie rósł ów mały lasek. Prof. S.M. Kuczyński, twierdził, że to las położony na zachód od wzgórza pomnikowego, ciągnący się wzdłuż drogi Grunwald-Stębark[29]. Prof. A. Nadolski zakwestionował ten pogląd lecz sam nie wskazał alternatywnego rozwiązania tego problemu. Naszym zdaniem ów mały lasek to zagajnik jaki do dziś pokrywa wschodni stok wzgórza pomnikowego. Wróćmy jeszcze do chorągwi nadwornej. Według Długosza pobiła ona jakiś oddział krzyżacki, prawdopodobnie należący do odwodu wielkiego mistrza, a następnie znika. Gdy zjawia się krzyżacki rycerz na białym koniu aby skierować hufce krzyżackie przeciwko chorągwi krakowskiej i innym chorągwiom polskim które już pobiły oddziały krzyżackie w dolinie wielkiego strumienia, chorągiew nadworna nie istnieje. Jest to o tyle dziwne, że miała stać najbliżej króla i jego orszaku. Teoretycznie można przyjąć, że dołączyła do chorągwi pierwszej linii. Wtedy jednak należałoby przyjąć, że ostrzegła te chorągwie o niebezpieczeństwie grożącym im ze strony krzyżackiego odwodu. Tymczasem Długosz twierdzi, że nikt tych rycerzy nie ostrzegł i dopiero Dobiesław Oleśnicki krzyżując kopie, prawdopodobnie, z wielkim mistrzem wyjaśnił całą sprawę. Aby jeszcze bardziej zaplątać całą sytuację, kronikarz pisze, że Leopold Kökritz należał do chorągwi wielkiej wielkiego mistrza; czy można ją było wziąć za Litwinów? Obrońcy Długosza mogą bronić go twierdząc, że nie będąc uczestnikiem bitwy mógł mieć niedokładne informacje. Fragment w którym kronikarz pisze: „Wróciwszy do króla, Zbigniew Oleśnicki oznajmił, że wszystko rycerstwo zajęte jest bitwą z nieprzyjacielem, i że walcząc, albo raczej gotując się do walki, żadnego przełożenia ani rozkazu przyjąć nie może”[30]. To zdanie w którym kronikarz popełnia błąd twierdząc, że rycerstwo walczy, i natychmiast poprawia swój błąd stwierdzając „albo raczej gotując się do walki” jednoznacznie sugeruje, że doskonale orientował się w sytuacji, ale nie do końca jest zainteresowany by nam uczciwie wszystko opowiedzieć. Owe „ gotowanie się do walki” to bez wątpienia krótka przerwa jaka nastąpiła w walce, po odrzuceniu chorągwi krzyżackich pod ich obóz, a starciem z odwodem wielkiego mistrza. Podczas tej przerwy ma miejsce wspomniany pojedynek, a chorągwie polskie gotują się do walki zmieniając front. Do tej pory walczą skierowane frontem na obóz krzyżacki, a muszą wykonać obrót w prawo, na wzgórze pomnikowe. W sytuacji kiedy mamy do czynienia z dwoma sprzecznymi relacjami, gdy wiadomo, że obaj kronikarze zwodzą nas, to musimy spojrzeć na ten fragment bitwy oczami taktyka. Najważniejsza informacja taktyczna, dotycząca tej fazy bitwy i nie budząca wątpliwości, to fakt, że w momencie gdy wielki mistrz stanął ze swoim odwodem na flance polskich chorągwi, to Polacy już pobili główne siły zakonu odrzucając je pod sam obóz krzyżacki. Jak wiadomo z ustaleń profesorów S. Ekdahla i A. Nadolskiego stał on przy drodze gdzie stoją ruiny kaplicy. To, że zostały one odrzucone pod sam obóz nie oznacza, że utraciły definitywnie zdolność bojową. Zasadnicze pytanie brzmi: co dalej stało się z tymi krzyżackimi chorągwiami? Długosz pisze; „Polacy wyprowadzeni z błędu, nie wątpiąc już o nieprzyjacielu, w kilkanaście chorągwi rzucili się na owe szesnaście znaków, do których inne się poprzyłączały”. Czyli pobite chorągwie krzyżackie, odrzucone pod krzyżacki obóz dołączyły do odwodu wielkiego mistrza. Ta lakoniczna informacja wiele wyjaśnia ale nie wszystko. Przede wszystkim wiadomo, że chorągwie krzyżackie które zostały pobite w dolinie wielkiego strumienia, utraciły swój szyk bojowy i z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że go nie odtworzyły, skoro dołączyły do odwodu wielkiego mistrza[31]. Nie wiemy natomiast czy wszystkie, czy tylko część tych chorągwi dołączyła do krzyżackiego odwodu? Biorąc pod uwagę fakt, że na pierwszej linii walczyło około dwudziestu pięciu chorągwi zakonu, to nawet gdyby miały już tylko po 200 ludzi, to i tak razem z odwodem stanowiło by to około osiem tysięcy jazdy[32]. Uderzenia takiej masy jazdy raczej nie wytrzymały by chorągwie polskie, zmęczone kilkugodzinnym bojem. Dlatego przypuszczalnie tylko część tych wojsk krzyżackich dołączyła do odwodu, a reszta została rozproszona. Pozostały jeszcze dwa problemy do wyjaśnienia: 1) co spowodowało, że w tak krótkim czasie pobito wojska krzyżackie na pierwszej linii bojowej? 2) jak wyglądał manewr oskrzydlający wielkiego mistrza? Długosz relacjonując tę część bitwy wspomina o kapitulacji w trakcie bitwy, krzyżackiej chorągwi św. Jerzego. Jej dowódca Jerzy Gersdorf miał skapitulować przed rycerzem Przedpełkiem Kopydłowskim herbu Dryja, wraz z czterdziestu rycerzami. Informacja ta znajduje potwierdzenie w innym źródle, jest to kontynuacja Kroniki Froissarta, autorstwa burgundzkiego szlachcica Enguerranda de Monstrelet. Pisze on: „I jak niosła powszechna wieść, bitwa została przegrana wskutek zdrady wielkiego konetabla z Węgier, który znajdował się w drugim hufcu chrześcijan i bez walki uszedł ze swoimi Węgrami”. Obojętne czy kapitulowała chorągiew św. Jerzego, czy jak uważa S. Ekdahl, chorągiew Rzeszy[33], istotne jest kiedy to nastąpiło i czy miało wpływ na przebieg bitwy? Naszym zdaniem załamanie się oporu wojsk krzyżackich nastąpiło w momencie gdy Jungingen był w trakcie wykonywania manewru oskrzydlającego. Świadczy o tym fakt, że odrzucone pod tabor chorągwie krzyżackie nie napotkały na swojej drodze odwodowych chorągwi, gdyż te znajdowały się już w trakcie manewru. Ponadto byłoby niezrozumiałe aby wielki mistrz widząc zbliżające się załamanie swoich wojsk nie zareagował mając jeszcze tak liczny odwód. Kontrnatarcie połową odwodu wystarczyłoby aby zażegnać kryzys, a drugą połową mógł wykonać uderzenie w bok wojsk królewskich. Spróbujmy zatem odtworzyć manewr oskrzydlający i przedstawić cały obraz tej fazy bitwy. Wielki mistrz widząc, że jego wojska z trudem wytrzymują polskie natarcie postanowił wyprowadzić uderzenie na polskie prawe skrzydło. Ubezpieczała je tylko chorągiew rycerzy nadwornych, przegrupowana tam po tym jak powracające z pościgu oddziały krzyżackie niebezpiecznie zaczęły uderzać w bok walczących tam Polaków. Zdawał sobie jednak sprawę, że król również nie wyczerpał jeszcze swoich rezerw i postanowił swój manewr ubezpieczyć. Dlatego swoją elitarną chorągiew wielką wyznaczył do ubezpieczenia tego manewru. Ponieważ od strony drogi Grunwald-Stębark nie groziło uderzenie wroga, tą część manewru chorągiew ta prawdopodobnie pokonała jako awangarda głównej kolumny. Dlatego po obejściu małego lasku porastającego wschodni stok wzgórza pomnikowego i przecięciu drogi Stębark – Łodwigowo, jako pierwsza ukazała się królowi i jego świcie. Jagiełło sądząc, że to jedyne niebezpieczeństwo natychmiast wysłał Oleśnickiego po chorągiew nadworną. Zanim jednak sekretarz króla dotarł do rycerzy nadwornych zza lasku wyszła główna kolumna złożona z piętnastu chorągwi i skierowała się wzdłuż drogi wprost na chorągiew nadworną, czyniąc rozkaz króla niewykonalnym. Wtedy dochodzi do owej kłótni pomiędzy Oleśnickim a Mikołajem Kiełbasą. Wbrew temu co pisze Długosz nie mogło w tym czasie dojść do walki gdyż: a) chorągiew nadworna została by rozbita przez 15 chorągwi chełmińsko-pruskich, b) odwód wielkiego mistrza nie stanąłby na flance polskiego prawego skrzydła. Dlatego należy przyjąć, że Jungingen sam zaskoczony zaistniałą sytuacją postanowił skierować główną kolumnę na wzgórze pomnikowe, aby zobaczyć co się stało z jego wojskiem. Po wprowadzeniu na wzgórze pomnikowe głównej kolumny, wielki mistrz stacza pojedynek z Dobiesławem Oleśnickim, a w tym czasie część chorągwi krzyżackich odrzuconych pod krzyżacki tabor łączy się z odwodem. Następnie wielki mistrz rozkazuje starszyźnie poprowadzić natarcie, a sam udaje się do swojej chorągwi wielkiej by uderzyć na chorągiew nadworną, i wspomóc główne natarcie. Starcie chorągwi wielkiej wielkiego mistrza z chorągwią rycerzy nadwornych dla armii krzyżackiej ma katastrofalne następstwa. Wielki mistrz ginie, prawdopodobnie z ręki Mszczuja ze Skrzynna, a jego chorągiew zostaje rozbita. W tym samym czasie, główne natarcie krzyżackie rusza południowym stokiem wzgórza pomnikowego. Biorąc pod uwagę, że było prowadzone potężną kolumną złożoną z około pięciu tysięcy jazdy, na stosunkowo wąskim froncie, liczącym nie więcej niż około 100m , można się domyślić, że wbiła się głęboko w szyki polskich chorągwi. Jeżeli wierzyć Oleśnickiemu to dotarło aż do chorągwi krakowskiej i tu uderzenie krzyżackie prawdopodobnie zatrzymało się. Nie można wykluczyć, że część starszyzny krzyżackiej poległa w starciu z chorągwią krakowską ale z pewnością nie wielki mistrz. Obserwując rozwój sytuacji, krzyżacki dowódca głównego natarcia postanowił przerwać natarcie i wycofać jazdę w rejon obozu. Wobec pogromu chorągwi wielkiej, i śmierci wielkiego mistrza, oraz szykujących się do ataku odwodów polskich, była to jedyna racjonalna decyzja by uniknąć okrążenia. Ponieważ, jak wspomniano Krzyżacy wbili się głębokim klinem w szyki chorągwi polskich, oderwanie się od przeciwnika nie było łatwe. Zmuszono wtedy do kapitulacji chorągiew chełmińską i inne chorągwie krzyżackie[34]. Znaczna część jazdy krzyżackiej zdołała jednak  przedostać się w pobliże obozu. Zobaczywszy jednak  olbrzymią przewagę Polaków, i przybyłych wkrótce oddziałów Witolda, do walki już nie stanęły, w ucieczce szukając ratunku. Jedynie oddziały w taborze stawiły jeszcze opór, płacąc za to słoną cenę.

Rekapitulacja

Podsumowując poglądy zawarte w moim artykule na temat wpływu Kroniki Konfliktu na relację Jana Długosza o bitwie grunwaldzkiej, założyłem, że autorem tego dzieła jest Zbigniew Oleśnicki, a nie Mikołaj Trąba. O ile różnice między obu relacjami w pierwszych dwóch zagadnieniach, stanowią tylko odbicie późniejszych konfliktów pomiędzy królem a biskupem krakowskim, oraz przedstawiają szczególny stosunek Długosza do księcia Witolda, o tyle zagadnienie trzecie stanowi odbicie innego konfliktu. Z relacji Długosza jasno wynika, że podczas bitwy doszło do ostrego sporu między młodziutkim i zadziornym sekretarzem króla Zbigniewem Oleśnickim, a rycerzami chorągwi nadwornej. Dowodem na to jest również przytoczony fragment Kroniki Konfliktu gdzie z dwóch starć: a) między chorągwią nadworną a chorągwią wielką wielkiego mistrza b) pomiędzy kolumną główną armii krzyżackiej, a chorągwiami polskimi pierwszej linii bojowej, toczonymi w tym samym czasie, lecz w różnych miejscach, Zbigniew Oleśnicki zrobił jedno starcie. Tym sposobem przemilczał zasługi bojowe chorągwi nadwornej. Wielkiemu mistrzowi dodał do towarzystwa starszyznę krzyżacką, która poprowadziła w rzeczywistości do natarcia główną kolumnę. Cel tej manipulacji królewskiego sekretarza był oczywisty, skazać na zapomnienie wybitny czyn bojowy chorągwi nadwornej. Pozostaje postawić na koniec ostatnie pytanie; czy Długosz z własnej inicjatywy wspomniał o zasługach rycerzy nadwornych, czy zrobił to na prośbę Oleśnickiego?

Pisząc Kronikę Konfliktu Oleśnicki był człowiekiem młodym i zapalczywym, a żarty jakie,  prawdopodobnie, sobie z niego stroili rycerze nadworni, mocno go bolały, skoro tak niegodziwie się zrewanżował. Będąc już człowiekiem dojrzałym zrozumiał jak mocno ich skrzywdził. Znając przywiązanie  Długosza do swojej osoby mógł być pewny, że zrobi to tak by nie ucierpiała jego reputacja. I w tych rachubach krakowski biskup z pewnością się nie pomylił.

 

Spis treści

Wstęp

Zagadnienie 1. Chronologia wydarzeń od momentu wykrycia obecności armii krzyżackiej do

rozpoczęcia głównego natarcia.

Zagadnienie 2. Przełamanie szyku wojsk polsko-litewskich i jego konsekwencje.

  1. a) przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich.
  2. b) taktyka falowa – kryzys na odcinku chorągwi krakowskiej.
  3. c) rola chorągwi smoleńskich.

Zagadnienie 3. Miejsce śmierci wielkiego mistrza, i okoliczności taktyczne klęski armii

krzyżackiej.

Rekapitulacja.

Źródła

Zbigniew Oleśnicki , Cronica conflictus Wladyslai, regis Poloniae, cum cruciferis anno Christi 1410 roku. Opracował dr Zygmunt Celichowski , Poznań 1911

Jan Długosz , Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego.

Jan Długosz, Banderia  Prutenorum. Opracował Karol Górski, Warszawa 1958

List zaciężnika krzyżackiego do wielkiego mistrza, Opracował prof. Sven Ekdahl

Literatura

Sven Ekdahl,   Grunwald 1410. Studia nad tradycją i źródłami. Kraków 2010

  1. Jóźwiak, K. Kwiatkowski, A. Szweda, S. Szybkowski, Wojna Polski i Litwy z zakonem 1409 – 1411. Malbork 2010

Marian Biskup, Studia Grunwaldzkie, tom 1, Olsztyn 1991

Marian Biskup, Grunwald 1410, Warszawa 1990

Stefan M. Kuczyński, Wielka wojna z zakonem 1409 – 1411, Warszawa 1966

Stefan M. Kuczyński, Spór o Grunwald, Warszawa 1972

„Mówią Wieki” magazyn historyczny, nr 7/ 2010, 7/ 2015, 7/ 2016

[1]    Die Schlacht bei Tannenberg 1410. Quellenkritische Untersuchungen. Duncker & Humblot, Berlin 1982.

[2]    Ten pogląd reprezentują: prof. A.Nadolski, prof. W.Urban, prof. S.Ekdahl, dr K.Kwiatkowski

[3]    Spór o Grunwald, s. 55-57

[4]    Mila staropolska to 7146 m

[5]    Kronika Konfliktu, s.7 – 8

[6]    Andrzej Nadolski – Grunwald 1410, s.104

[7]    A gdy oni zobaczyli wrogów, zgrupowali się i obserwowali wroga ponad trzy godziny. Król wysłał wtedy pogan do ataku, a Polacy byli do tego nieprzygotowani, gdyby oni z miejsca uderzyli na króla, zdobyli by cześć i łupy. Kronika Pruska, s.316, tłum. za S.M. Kuczyńskim, Spór o Grunwald s.125

[8]    Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II) w dziele De Europa pisze „Najpierw król Władysław rozkazał Tatarom i Litwinom rozpocząć potyczkę czy też wstępną bitwę”. Relacja ta jednoznacznie potwierdza, że natarcie wstępne miało miejsce. Dlatego wątpliwości S. Ekdahla są dla mnie niezrozumiałe. To, że autor Kroniki Konfliktu zmarginalizował ten epizod nie może dziwić gdyż Tatarzy odegrali w nim główną rolę. Przyp. autora

[9]    Mówią Wieki, lipiec 2015, S. Ekdahl, „Punkt zwrotny bitwy pod Grunwaldem”, s.10, Wojna Polski i Litwy z Zakonem, s.401, Malbork 2010

[10]  Liczę 15 chorągwi po około 200 ludzi plus chorągiew wielka 400 do 500 ludzi. Przyp. autora

[11]  Jan Długosz pisze „Były prócz tego w wojsku litewskim Aleksandra-Witolda, wielkiego księcia litewskiego, czterdzieści chorągwi, do których należeli rycerze litewscy, ruscy, żmudzcy i tatarscy”. Jednak wymienia tylko 32 chorągwie, a następnie chorągiew Zygmunta Korybuta przesuwa z armii polskiej do litewskiej. Ta manipulacja przypuszczalnie miała ukryć brakujące chorągwie które sformowali Tatarzy.

[12]  W moich wcześniejszych pracach podawałem za wydawnictwem Ossolineum, że jedna staja to 790 m. Według K. Kwiatkowskiego opierającego się na źródłach z terenu Mazowsza to od 130 do 180 m.

[13]  Przypuszczalnie Witold oddane mu do dyspozycji chorągwie polskie użył do wzmocnienia swojego frontu, nie troszcząc się zbytnio o Tatarów, uważając, że to król powinien zabezpieczyć styk obu armii. Przyp. autora

[14]  Kronika Konfliktu, s. 9-10

[15]  S. Ekdahl , Grunwald 1410; „Nowe Spojrzenie”, s.11, Mówią Wieki lipiec 2015.

[16]  Studia grunwaldzkie T. 1, s.166.

[17]  Jan Długosz, Bitwa pod Koronowem, s.200, Poznań 1910

[18]  Bliższy mi jest pogląd S. Ekdahla, że chorągiew ta dołączyła do chorągwi które na tyłach osaczyły i zniszczyły kilka chorągwi krzyżackich, niż pogląd A. Nadolskiego, że wróciła na główny plac boju. Przyp. autora

[19]  Grunwald 1410, s.76

[20]  Jan Długosz, Bitwa grunwaldzka s. 108-109, Ossolineum -Wrocław 2003

[21]  Tamże s.96

[22]  S. Ekdahl, „Grunwald 1410. Nowe Spojrzenie”, Mówią Wieki lipiec 2015

[23]  Grunwald 1410, s. 121

[24]  Długosz, Bitwa grunwaldzka, s. 93

[25]  Pogląd A. Nadolskiego, że zaznaczyła się przewaga strony polskiej, można odnieść tylko do pierwszej linii bojowej wzmocnionej odwodowymi chorągwiami. W swoich poglądach uczony nie potrafił zerwać z poglądami S. Ekdahla, sugerując, że tylko niewielka część wojsk Witolda opuściła główny plac boju. Grunwald 1410, s. 122

[26]  Kronika Konfliktu s. 10 – 11

[27]  J. Długosz Bitwa grunwaldzka s. 99

[28]  Tamże s. 102

[29]  Spór o Grunwald s. 140

[30]  J. Długosz, Bitwa grunwaldzka s. 100

[31]  Pogląd prof. A. Nadolskiego, że chorągwie krzyżackie cofały się pod swój obóz zachowując szyk bojowy nie znajduje potwierdzenia zarówno w Kronice Konfliktu, jak i w relacji Długosza, Grunwald 1410 s. 124 Przyp. autora

[32]  Liczę odwód wielkiego mistrza na 3 tys. bez chorągwi wielkiej wielkiego mistrza, plus około 5 do 6 tys. jazdy krzyżackiej odrzuconej pod obóz. Przyp. autora

[33]  Mówią Wieki lipiec 2016 s. 65, szerzej S. Ekdahl Das Ultimatum Sigmunt von Luxsemburg at Władysław Jagiełło von 17 Juni 1410  Fasciculi Archaeologiae Historicae” , t.27, 2014 s. 52-53

[34]  Przekaz oficjała pomezańskiego mówi o opuszczeniu w czasie ucieczki chorągwi chełmińskiej oraz innych chorągwi przez rycerzy i knechtów z ziemi chełmińskiej. Wojna Polski i Litwy z Zakonem s. 425.