Celem mojego artykułu jest wyjaśnienie, czy autor Kroniki Konfliktu wpłynął na opis bitwy grunwaldzkiej zawartej w Kronice Jana Długosza. Stanowi on wyjście naprzeciw postulatom dwóch wybitnych historyków; Karola Piotrowicza i prof. Svena Ekdahla. Pierwszy z nich już przed drugą wojną światową postulował aby zbadać ten problem. Jego myśl rozwinął szwedzki historyk prof. S. Ekdahl w książce Grunwald 1410. Studia nad tradycją i źródłami[1]. Spełniam również życzenie szwedzkiego historyka, który w swoim „gniewnym artykule” opublikowanym w miesięczniku „Mówią Wieki” w lipcu 2016 roku, wezwał mnie abym przedstawił swoje poglądy, dotyczące bitwy pod Grunwaldem, w naukowym piśmie i poddał je naukowej krytyce. Ponieważ nie jestem mediewistą, tylko historykiem wojskowości, mój artykuł będzie ograniczał się tylko do zagadnień militarnych, które i tak uczonym sprawiają najwięcej problemów.

Wstęp

Latem 1410 roku po koncentracji armii polsko-litewskiej w rejonie Czerwińska, wojska unii jagiellońskiej ruszyły na Malbork, chcąc tam dotrzeć forsując rzekę Drwęcę pod Kurzętnikiem. Wielki Mistrz w porę zareagował koncentrując swoje siły na przeprawie. Zmusiło to Władysława Jagiełłę i księcia Witolda do zmiany planów. Postanowiono obejść rzekę Drwęcę u jej źródeł w rejonie Olsztynka. W tym celu przeprowadzono odwrót pod Działdowo. Tu 12 lipca poselstwo węgierskie wręczyło królowi wypowiedzenie wojny przez Zygmunta Luksemburczyka. Dzień później 13 lipca armia królewska dotarła pod Dąbrówno. Po krótkim szturmie jeszcze tego samego dnia miasteczko zdobyto. Następnego dnia król pragnął kontynuować marsz lecz gruzy dopalającego się miasta, leżącego na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami, uniemożliwiły przeprowadzenie taboru. Spowodowało to nie tylko dzień zwłoki ale również zmianę planu dalszego marszu na Olsztynek. Zamiast przez Samin-Grunwald-Stębark, postanowiono pójść na Leszcz- Gardyny-Turowo -Mielno. W tym czasie wielki mistrz domyślając się zamiarów przeciwnika, opuścił rubież rzeki Drwęcy przegrupowując swoją armię w rejon Lubawy. Latem 1410 roku po koncentracji armii polsko-litewskiej w rejonie Czerwińska, wojska unii jagiellońskiej ruszyły na Malbork, chcąc tam dotrzeć forsując rzekę Drwęcę pod Kurzętnikiem. Wielki Mistrz w porę zareagował koncentrując swoje siły na przeprawie. Zmusiło to Władysława Jagiełłę i księcia Witolda do zmiany planów. Postanowiono obejść rzekę Drwęcę u jej źródeł w rejonie Olsztynka. W tym celu przeprowadzono odwrót pod Działdowo. Tu 12 lipca poselstwo węgierskie wręczyło królowi wypowiedzenie wojny przez Zygmunta Luksemburczyka. Dzień później 13 lipca armia królewska dotarła pod Dąbrówno. Po krótkim szturmie jeszcze tego samego dnia miasteczko zdobyto. Następnego dnia król pragnął kontynuować marsz lecz gruzy dopalającego się miasta, leżącego na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami, uniemożliwiły przeprowadzenie taboru. Spowodowało to nie tylko dzień zwłoki ale również zmianę planu dalszego marszu na Olsztynek. Zamiast przez Samin-Grunwald-Stębark, postanowiono pójść na Leszcz- Gardyny-Turowo -Mielno. W tym czasie wielki mistrz domyślając się zamiarów przeciwnika, opuścił rubież rzeki Drwęcy przegrupowując swoją armię w rejon Lubawy. Tu zaskoczyła go wieść o zdobyciu Dąbrówna. Kiedy ta wiadomość dotarła do Jungingena?  Według prof. A. Nadolskiego dopiero 14 lipca rano. Innego zdania był prof. S.M. Kuczyński uważając, że już w późnych godzinach nocnych 13 lipca. Jest to kluczowy problem dla odtworzenia działań armii krzyżackiej pomiędzy 13 a 15 lipca. W naukowych opracowaniach dominuje pogląd, że wielki mistrz przegrupował swoje wojska z rejonu Lubawy pod Stębark  dopiero w nocy z 14 na 15 lipca[2]. Zwolennicy tej hipotezy nie odpowiedzieli do tej pory na cztery zasadnicze pytania: 1) Co armia krzyżacka robiła od momentu otrzymania wieści o zdobycia Dąbrówna do momentu wymarszu pod Stębark, czyli przez cały dzień 14 lipca ? 2) Po co Jungingen męczył wojsko nocnym marszem z 14 na 15 lipca, skoro mógł przegrupować swoje siły w dniu 14 lipca? 3) Skąd wódz Krzyżaków wiedział, że armia królewska nie będzie kontynuowała marszu w dniu 14 lipca? Gdyby tak się stało to wojska polsko-litewskie wyprzedziły by o dzień marszu armię krzyżacką.  4) Po co Jungingen przegrupował swoje siły w rejon Stębark – Łodwigowo, skoro dużo korzystniejszym miejscem do stoczenia bitwy były pola pomiędzy Frygnowem a Grunwaldem? Armia krzyżacka miała tu za plecami wszystkie drogi odwrotu na Lubawę, Ostródę i Olsztynek. Osobne zdanie w tej kwestii przedstawił prof. S.M. Kuczyński w książce Spór o Grunwald. Uważał on, że do przegrupowania sił krzyżackich z Lubawy doszło w nocy z 13 na 14 lipca, i nie pod Stębark lecz pod Frygnowo. Rozstrzygając te wątpliwości należy zwrócić uwagę na sprzeczności w źródłach krzyżackich. Kronika Toruńska mówi o rzekomo 4 milach jakie w nocnym marszu przebyła armia krzyżacka. Natomiast autor kontynuacji Kroniki Pruskiej Jana Posilge pisze o trzech milach, czyli około 23 km. Odległość z Lubawy do Frygnowa wynosi 23 km, a do Stębarka 27 km. Na koniec warto dodać, że pozycja pomiędzy Stębarkiem a Łodwigowem była dla armii krzyżackiej bardzo niekorzystna, gdyby armia królewska nadciągnęła przez Samin -Grunwald. Za plecami miała bagnistą dolinę rzeki Marózki i Jezioro Łubień, co utrudniło by ewentualny odwrót,  a od własnej podstawy operacyjnej oddzielały by ją wojska Jagiełły i Witolda. Dlatego zdecydowanie popieram stanowisko prof. S.M. Kuczyńskiego, z tym zastrzeżeniem, że nie podzielam jego opinii, że król już 14 lipca odkrył obecność armii krzyżackiej pod Frygnowem[3]. Jeszcze przed świtem 15 lipca wojska Jagiełły i Witolda zaczęły formować kolumnę marszową. Jej organizacja wyglądała mniej więcej tak jak to przedstawił prof. A. Nadolski. Na drodze ustawiły się tabory obu armii, piechota  oraz straże przednie i tylne, a po obu stronach drogi dwie kolumny sformowały chorągwie jazdy maszerując na przełaj. Pozwoliło to skrócić kolumnę marszową do około 20-25 km. Można przyjąć, że kolumna główna złożona z taboru i piechoty poruszała się w tempie współczesnej piechoty, czyli przez pierwsze dwie godziny marszu 5 do 7 km na godzinę, a przez kolejne godziny 4 do 5 km. Natomiast kolumny prawa i lewa  złożone tylko z jazdy mogły poruszać się nawet dwukrotnie szybciej. Pozwoliło to pomimo marszu tak szerokim frontem pokonywać różne zwężenia terenowe. Dlatego pogląd dr K. Kwiatkowskiego, że w rejonie Turowa musiały się tworzyć olbrzymie korki, uważam za mocno przesadzone. Tym bardziej, że dla  bocznej kolumny istniała droga alternatywna przez Osiekowo- Łogdowo- Ulnowo. Na pierwszy postój wojska królewskie zatrzymały się po około trzech godzinach marszu, pokonując dwie mile[4]. Według obu polskich źródeł chorągwie polskie zatrzymały się w rejonie Jeziora Łubień. Można przypuszczać, że idące przodem wojska księcia Witolda dotarły już nad Jezioro Mielno. Do tej pory  nie wykryto obecności armii krzyżackiej.

Zagadnienie 1. Chronologia wydarzeń od momentu wykrycia obecności armii krzyżackiej do  rozpoczęcia głównego natarcia.

Aby omówić to zagadnienie najpierw przytoczę fragmenty z Kroniki Konfliktu, następnie przypomnę jak to zagadnienie przedstawił prof. A. Nadolski z własnym komentarzem. Według autora Kroniki „„Król zasię przystąpił wtedy do boskiego obowiązku wysłuchania mszy, modląc się pokornie na klęczkach. Pewien jego dworzanin, który tego dnia postawiony był na straży wojska, rozmawiał z królem, mówiąc i zapewniając, że widział wrogów. Król zasię zapytał o liczbę wrogów, a ten powiedział, że widział tylko dwa ich hufce. I rzekł król: „Niechaj wyruszy przeciw nim cztery lub sześć hufców z marszałkiem wojska, a my przez ten czas wysłuchamy mszy. Gdy to jeszcze mówił, przybył inny goniec oświadczając: Królu, nie zwlekaj wrogowie ciągną przeciw tobie. I natychmiast król skierował gońców do brata swego, Witolda [–]””.

W tym czasie szybko biegnąc, przybył goniec mówiąc: „Królu najjaśniejszy; Wrogowie twoi stoją o pół mili od ciebie, zgromadzeni w wielkiej sile. Oczekują Ciebie. Nie zwlekaj. Dosiądź konia i ruszaj przeciw nim, ponieważ im bardziej zwlekasz z rozpoczęciem bitwy, na tym większe narażasz się niebezpieczeństwo, albowiem ta sprawa nie cierpi zwłoki i zaniedbania”. Król, aczkolwiek uważał, że te słowa są dla niego istotne, nie nakłonił im ucha, albowiem całym sercem wzdychał do Boga. A powstawszy z modlitwy natychmiast polecił wszystkim opasać się jakimiś przepaskami ze słomy dla wzajemnego rozpoznania i podał rycerzom te słowa jako zawołanie bojowe: Kraków, Wilno; sam zaś dosiadłszy konia, własną osobą pospieszył przyjrzeć się wrogom i natychmiast rozpoczął ustawiać szyki na płaszczyźnie pewnego pola pomiędzy dwoma gajami, następnie własną ręką dokonał pasowania do tysiąca albo i więcej rycerzy, tak, że aż zmęczył się pasowaniem. I gdy już więcej pasować nie wydołał, przybyli do króla dwaj heroldowie[–]Jeden z nich powiedział: „„Królu. Mistrz przesyła ci ten oto miecz, a ten drugi przekazać mamy w imieniu marszałka bratu twemu Witoldowi, jeśli spotkać go będziemy mogli.” Król natychmiast posłał po Witolda zaufanych gońców i polecił powstrzymać go od rozpoczęcia bitwy, do której już z ludem swym wystąpił. Pozostawiwszy swych rycerzy, Witold szybko przybył do króla”[5].

Prof. A. Nadolski tak zinterpretował powyższe zagadnienie: „Król szykował się już do wysłuchania mszy, gdy od ubezpieczeń poczęli przybywać kolejno wysyłani gońcy z wiadomościami o wojskach krzyżackich napływających stopniowo od północnego zachodu. Stało się jasne, że wkrótce może dojść do bezpośredniego zetknięcia się obu głównych armii[–]Jagiełło trafnie ocenił sytuację i zareagował prawidłowo. Biwakującym wojskom ogłoszono alarm, a marszałek królestwa Zbigniew z Brzezia na czele czterech lub sześciu chorągwi wyruszył z rozkazu króla przeciw nadciągającym forpocztom panów pruskich. Można się domyślać, że jego zadaniem było przepędzenie zwiadowców krzyżackich i uchwycenie owej krawędzi zalesień na zachód od Jeziora Łubień.”[6]. Uczony obdarzył króla, w momencie wydania rozkazu Zbigniewowi z Brzezia, taką wiedzą o nieprzyjacielu i właściwościach taktycznych terenu przyszłej bitwy jaką sam dysponował. W rzeczywistości pierwsi gońcy przynieśli wiadomość o pojawieniu się dwóch chorągwi krzyżackich, i na tym wiedza króla o armii krzyżackiej się kończyła. Prawdopodobnie nie byli to zwiadowcy krzyżaccy gdyż tego typu formacje operują w dużo mniejszych grupach niż dwie chorągwie. Z dalszej relacji wynika, że wielki mistrz już od dłuższego czasu wiedział o rejonie w którym znajduje się wojsko królewskie. Uczony stwierdza słusznie, że teren w rejonie Ulnowa nie sprzyja dalekiej obserwacji. Gdyby Jungingen dopiero teraz chciał sprawdzić czy wróg znajduje się na drodze Turowo-Mielno to wysłał by kilku zwiadowców nad zachodni skraj doliny Marózki, gdzie  bez problemu stwierdzili by obecność wrogich wojsk, zamiast męczyć tym zadaniem aż dwie chorągwie. Również wątpliwa jest teza, że armia krzyżacka dopiero nadciągała w kolumnie marszowej. Goniec nr 3, którego bez wątpienia przysłał marszałek, wyraźnie stwierdza, że przeciwnik już jest gotowy do walki i należy się spieszyć. Wracając do zasadniczego problemu: jakie zadanie miały dwie chorągwie krzyżackie które, podczas pierwszego postoju armii królewskiej, zjawiły się w pobliżu polskich ubezpieczeń? Prawdopodobnie wielki mistrz orientował się doskonale w położeniu wojsk królewskich, skoro źródła krzyżackie zarzucają mu, że nie uderzył na przeciwnika który jeszcze nie odkrył obecności wojsk zakonu. Dlatego jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest celowe działanie Jungingena zmierzające do przerwania dalszego marszu sprzymierzonych na Olsztynek, i wciągnięcia wojsk polsko-litewskich do bitwy, wskazując przeciwnikowi gdzie go oczekuje. Dalsza kolejność wydarzeń rankiem 15 lipca również budzi szereg wątpliwości. Zasadniczy problem to sprawa wstępnego natarcia które mieli wykonać poganie, gdyż Polacy rzekomo do bitwy byli jeszcze nie gotowi[7]. Informacja, ta budzi dwie wątpliwości. Pierwsza to fakt, że atak wstępny nastąpił dopiero trzy godziny po nawiązaniu styczności przez wrogie armie. To wystarczająco dużo czasu aby przegrupować wojska z kolumny marszowej w szyk bojowy. Druga wątpliwość to wyraźna informacja autora Kroniki Konfliktu, że pierwszym wojskiem które nawiązało styczność bojową z armią zakonu był oddział wydzielony Zbigniewa z Brzezia, złożony z polskich chorągwi. Oddział ten znalazł się w obliczu całej armii krzyżackiej, nie rozciągniętej w kolumnie marszowej, jak twierdzi prof. A. Nadolski, lecz stojącej w szyku bojowym. Chorągwiom tym groziła zagłada, i dlatego marszałek przez swojego gońca, ostrzegając króla o niebezpieczeństwie, oczekuje natychmiastowego wsparcia. W tym czasie pomiędzy Turowem a Jeziorem Łubień znajdują się chorągwie polskie i to one pierwsze przegrupowują się z kolumny marszowej na rubież natarcia, wzmacniając siły Zbigniewa z Brzezia. Trzeba pamiętać, że to Jagiełło ostrzega księcia Witolda o pojawieniu się armii krzyżackiej, a nie odwrotnie. Dlatego można przyjąć, że to chorągwie polskie pierwsze ustawiły się do bitwy, a nie owi poganie którzy musieli cofnąć się prawdopodobnie z pod Mielna. Inna kwestia sporna to: kiedy poselstwo krzyżackie przybyło do króla? Autor Kroniki Konfliktu relacjonując przybycie poselstwa krzyżackiego, wyraźnie stwierdza, że „Witold z ludem swym do boju już wystąpił”, co wyraźnie sugeruje, że poselstwo przybyło po natarciu pogan. Uczeni wiążą te słowa z generalnym natarciem wojsk polsko-litewskich pomimo, że autor wyraźnie odnosi je do wydarzenia które już miało miejsce. Jak zatem wyglądała chronologia wydarzeń od pojawienia się owych dwóch chorągwi do generalnego natarcia wojsk polsko-litewskich. Nie budzi wątpliwości, że od placówek ubezpieczających postój przyszła informacja o pojawieniu się dwóch chorągwi krzyżackich. Następnie wysłany, na rekonesans bojowy, oddział Zbigniewa z Brzezia odkrywa obecność armii krzyżackiej stojącej już w szyku bojowym. Król otrzymuje tą informację podczas pierwszej mszy. Wcześniej powiadomił księcia Witolda, i ogłosił pogotowie bojowe. Na wezwanie marszałka król rusza z kolejnymi chorągwiami polskimi by wesprzeć oddział wydzielony, któremu w razie natarcia Krzyżaków  grozi zagłada, jednocześnie przeprowadza rekonesans z niektórymi dowódcami. Wkrótce przybywa Witold ze swoimi wojskami, i z Zyndramem z Maszkowic kontynuują ustawianie wojsk do bitwy. W tym czasie król zakłada zbroję i uzgadnia z doradcami plan działania. Z uwagi na liczną artylerię postanowiono przeprowadzić natarcie wstępne by sprawdzić skuteczność krzyżackiej artylerii. Zadanie to otrzymały chorągwie tatarskie, być może wsparte przez inne chorągwie Witolda. Krzyżacy odparli to natarcie, co uczcili pieśnią bojową. Po tym natarciu postanowiono wzmocnić skrzydło Witolda kilkoma chorągwiami polskimi. Król postanawia nagle pasować na rycerzy licznych giermków, każąc zebrać się im w wyznaczonym miejscu. Aby uświetnić tą ceremonię zarządza drugą mszę tego dnia. Podczas jej odprawiania przybywają gońcy od księcia Witolda z ponagleniami by wreszcie zacząć bitwę. Prawdopodobnie również rycerze polscy wyrażają zniecierpliwienie, więc Jagiełło każe im przepasać się słomianymi opaskami, dla odróżnienia od nieprzyjaciela. Jest to ze strony króla celowa zwłoka gdyż liczy na dalsze negocjacje pokojowe z wielkim mistrzem. Oczekiwane przez króla poselstwo krzyżackie przybywa w trakcie ceremonii pasowania, lecz zamiast propozycji pokojowych wzywa króla i księcia Witolda do bitwy. Do głównego natarcia według Jana Długosza najpierw ruszyło skrzydło litewskie. Nie potwierdza tego żadne inne źródło, w tym i Kronika Konfliktu. Warto dodać, że tylko Długosz pominął milczeniem natarcie wstępne jakie przeprowadzili poganie[8]. Porównując relacje obu polskich źródeł należy stwierdzić, że autor Kroniki Konfliktu w korzystniejszym świetle przedstawia działania króla przed bitwą. Nie wysyła go do obozu wraz z hałastrą do boju niezdatną. Podczas odprawy posłów król posyła po księcia Witolda gońców i ten szybko przybywa. Tymczasem u Długosza, Witold zbywa gońców twierdząc, że jest zajęty ustawianiem wojsk, pomimo że kronikarz wcześniej twierdził, że to Witold naciskał aby bitwę wreszcie zacząć. Rzekome, wcześniejsze wystąpienie do boju prawego skrzydła również przypisuje samodzielnej decyzji wielkiego księcia. Polski kronikarz ewidentnie kreuje  księcia Litwy na głównego bohatera, kosztem króla. Jest to bez wątpienia efekt późniejszych konfliktów króla ze Zbigniewem Oleśnickim.

Zagadnienie 2. Przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich i jego konsekwencje.

  1. a) Przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich.

 Aby wyjaśnić okoliczności taktyczne załamania się natarcia wojsk jagiellońskich na prawym skrzydle trzeba spróbować odtworzyć szyk bojowy obu wrogich armii. Zakładam, że bitwę stoczono w miejscu wskazanym przez prof. A. Nadolskiego i prof. S.M. Kuczyńskiego, z tym zastrzeżeniem, że wzgórze pomnikowe znajdowało się w pasie natarcia wojsk księcia Witolda, gdyż stanowiło oś manewru oskrzydlającego wielkiego mistrza. W przeciwieństwie do poglądów S. Ekdahla i K. Kwiatkowskiego uważam, że obaj uczeni prawidłowo wskazali miejsce bitwy[9]. Pas natarcia na jakim nacierały wrogie armie z pewnością nie przekraczał 2.5 do 3 km. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że obaj wodzowie ustawili swoje wojska w trzy rzuty. Do pierwszego rzutu skierowano z pewnością najsilniejsze chorągwie, aby nie pozwolić przeciwnikowi na przełamanie własnego szyku bojowego. Dlatego po stronie krzyżackiej w pierwszym rzucie walczyło przypuszczalnie około 25 chorągwi, wzmocnionych ogniem artylerii i piechoty. Stanowiło to około 60 procent sił wielkiego mistrza. Trzeba pamiętać, że pierwszy rzut musiał wytrzymać silne natarcie polsko-litewskie, dlatego nie było w nim miejsca dla małych chorągwi. Zadaniem drugiego rzutu  było luzowanie tych chorągwi pierwszego rzutu które nie wytrzymały natarcia przeciwnika, oraz zabezpieczenie skrzydeł przed obejściem. Liczył on szacunkowo około 10 chorągwi. Tuż przed przełamaniem wielki mistrz skupił większość chorągwi drugiego rzutu naprzeciw chorągwi gończej, św. Jerzego oraz lewego skrzydła księcia Witolda, jak wyraźnie sugeruje Kronika Konfliktu. W odwodzie wielki mistrz pozostawił 16 chorągwi, z których tylko chorągiew wielką wielkiego mistrza można zaliczyć do dużych chorągwi. Pozostałe chorągwie to prawdopodobnie niewielkie chorągwie chełmińskie i pruskie, które nie zdołano uzupełnić zaciężnymi. Dlatego odwód przypuszczalnie nie liczył ponad 5 tys ludzi, lecz prawdopodobnie około 3,5 tys.[10]. Jeżeli przyjmiemy, że tabor krzyżacki stał przy drodze gdzie wybudowano kaplicę ku czci poległych, to można przyjąć, że odwód stanął w dolinie za wzgórzem pomnikowym, co sprawiło, że był ukryty przed wzrokiem przeciwnika. O ustawieniu do bitwy wojsk polsko-litewskich źródła piszą niewiele, dlatego historycy zdani są na domysły. Wiadomo tylko, że chorągwie polskie sformowały lewe skrzydło, a litewskie, ruskie i tatarskie prawe. Z Kroniki Konfliktu dowiadujemy się, że pierwszy rzut wojsk polskich zamykały chorągiew gończa oraz chorągiew św. Jerzego złożona z najemników czeskich i morawskich. Jakie chorągwie sąsiadowały z nimi z armii Witolda możemy się tylko domyślać. Profesorowie S.K. Kuczyński i A. Nadolski widzieli chorągwie smoleńskie w pobliżu skrzydła polskiego, a na prawym skrzydle pod Stębarkiem posiłkowy hufiec tatarski. Liczebność wojsk Dżalal-ad-Dina jest przedmiotem sporu. Według mego poglądu brakujące w spisie Długosza 7 lub 8 chorągwi sformowali właśnie Tatarzy[11] .

Główne natarcie wojsk polsko-litewskich na lewym skrzydle rozwijało się pomyślnie, natomiast na prawym skrzydle chorągwie księcia Witolda zostały odrzucone do tyłu o jedną staję, czyli około 180 m[12]. Stworzyło to pod względem taktycznym niebezpieczną sytuację gdyż prące do przodu chorągwie polskie utrzymywały coraz słabszą styczność z chorągwiami litewskimi, ruskimi i tatarskimi spychanymi do tyłu. Co prawda król i jego doradcy przewidzieli, że lekka jazda Witolda będzie miała problem aby w otwartym terenie sprostać Krzyżakom, i wzmocniono prawe skrzydło kilkoma chorągwiami polskimi, ale zabieg ten okazał się nieskuteczny[13]. Jungingen dostrzegł szybko szansę przełamania szyku bojowego przeciwnika na styku obu armii. Kronika Konfliktu tak opisuje ten epizod „Kiedy już oba wojska, tak królewskie, jak i Witoldowe, zwarły się i borykały ze wszystkimi hufcami wroga, a większa część Prusaków złożona z wyborowych hufców, ustawiona była naprzeciw ludzi księcia Witolda, chorągwi św. Jerzego i chorągwi przedniej straży spotkali się z wielkim zgiełkiem i niezmiernym pędem koni [–] Inna zasię część wrogów spośród tychże wyborowych ludzi krzyżackich zwarła się z największym impetem i krzykiem z ludem księcia Witolda i po bez mała godzinie wzajemnej walki liczni z obu stron polegli, tak iż ludzie księcia Witolda przymuszeni byli do odwrotu.”[14]. Okoliczności zmuszenia do odwrotu wojsk Witolda autor przedstawił bardzo mgliście. Nie sprecyzował jasno kim była ta „Inna zasię część wrogów”. Możemy się tylko domyślać, że były to chorągwie krzyżackiego drugiego rzutu które dokonały przełamania. Nie mogły one jednak walczyć przez godzinę gdyż król i Witold zdążyli by przegrupować na zagrożony odcinek swoje odwody. Niestety, Długosz tylko nieznacznie uzupełnia naszą wiedzę. Dowiadujemy się od niego, że niemała liczba Polaków walczących na skrzydle litewskim została pociągnięta do ucieczki, oraz że oprócz wojsk Witolda opuściła pierwszą linię bojową chorągiew św. Jerzego. Jedynie trzy chorągwie smoleńskie nie opuściły Polaków, czym zyskały wielki szacunek. Gdyby przyjąć wersję prof. A. Nadolskiego, że Smoleńszczanie sąsiadowali z prawym skrzydłem polskim, skutecznie je osłaniając, to tym gorzej należałoby ocenić postawę chorągwi św. Jerzego. Mając osłoniętą prawą flankę przez Smoleńszczan, jeszcze zdezerterowali? Główny ciężar narracji, u Długosza, skupia się w tej krytycznej chwili na osobie księcia Witolda. Przybywa on do króla i nakłania go aby udał się na pierwszą linię bojową by zagrzać wojsko do walki. Następnie, według Długosza, Witold zupełnie nie interesuje się swoim pobitym wojskiem, tylko wyręcza króla w dowodzeniu polskim skrzydłem. Jaki jest cel tej wielkiej manipulacji kronikarza? Dla mnie sprawa jest całkowicie jasna, chciał w ten sposób ukryć fakt, że Witold również opuścił główny plac boju. Analizując oba polskie źródła trudno nie odnieść wrażenia, że obaj kronikarze niezbyt sumiennie nakreślili przyczyny opuszczenia głównego pola bitwy przez wojska prawego skrzydła. Jak zatem ten problem zrelacjonowały źródła krzyżackie. Najwięcej informacji znajdujemy w liście najemnika krzyżackiego odkrytym przez S. Ekdahla. Pisze on: „Drogi mistrzu jeśli boska opatrzność sprawi, że przyjdzie ci walczyć z twoimi przeciwnikami, będziesz szykował i ustawiał swoje wojska na wroga nasza rada jest taka, abyś z gości i najemników, których będziesz miał ze sobą, wybrał tych, których uznasz za sposobnych i ustalił z swymi dowódcami aby byli posłuszni, a gdy staną w szyku do walki, aby pozostawali w swej formacji. Może się zdarzyć, że twoi wrogowie z rozmysłem pozwolą jednej lub dwóm chorągwiom cofnąć się lub uciekać, w nadziei, że w ten sposób załamie się twoja formacja bojowa, ponieważ ludzie lubią podejmować pościg, tak jak to miało miejsce w wielkiej bitwie. Upewnij się więc, a jeśli coś takiego miałoby się zdarzyć, tak surowo jak tylko możesz, obstawiaj przy tym, aby twoi ludzie pozostali w swoich szeregach, bo jeśli grupa żołnierzy za bardzo uwierzy w zwycięstwo, to niełatwo będzie ściągnąć ludzi z powrotem”[15].Powyższy fragment listu krzyżackiego zaciężnika wyraźnie nawiązuje do okoliczności przełamania szyku bojowego wojsk polsko-litewskich. Miał być nim celowy odwrót kilku chorągwi, prawdopodobnie księcia Witolda. To, że ów najemnik pisze o jednej lub dwóch chorągwiach jest tylko luźną sugestią nawiązującą do bitwy grunwaldzkiej, równie dobrze mogło to być cztery lub sześć chorągwi.  Czyli kryzys zaczął się na niewielkim odcinku frontu, a wkrótce ogarnął całe prawe skrzydło. Potwierdza to Kronika Konfliktu która również sugeruje dwie fazy odwrotu wojsk Witolda. Pierwsza faza to odwrót kilku chorągwi które odskoczyły na polskie tyły i wspólnie z odwodowymi chorągwiami polskimi osaczyły i zlikwidowały te chorągwie krzyżackie które w pościgu za nimi oderwały się od własnych wojsk. Ich oderwanie od głównych sił krzyżackich było konsekwencją tego, że ruszyły one w pościg za wojskami Witolda nieco wcześniej i w innym kierunku niż główna część jazdy krzyżackiej. Dlatego łączność taktyczna między nimi uległa zerwaniu. Jest rzeczą istotną, że te chorągwie Witolda które pierwsze rzuciły się do pozorowanej ucieczki zachowały zdolność bojową, pomimo że zdaniem autora Kroniki Konfliktu zostały „przymuszone do odwrotu”. Jednakże konsekwencje tego celowego odwrotu, kilku chorągwi, dla reszty wojsk prawego skrzydła były tragiczne. Dlatego decyzje o odwrocie tych chorągwi z pewnością nie podjął ani Jagiełło ani Witold, tym bardziej, że wbrew zapewnieniom Długosza, wódz Litwinów także prawdopodobnie opuścił główny plac boju. W takim razie kto wydał rozkaz do odwrotu tym kilku chorągwiom? Pruski historyk Marcin Gerss w swoim artykule wyraźnie sugeruje, że byli to Tatarzy[16]. Trzeba pamiętać, że Dżalal-ad-Din był nie tylko wodzem ale i politykiem. Jego wojska poniosły już pewne straty przy natarciu wstępnym. Gdyby teraz przyjęły na siebie ciężar uderzenia przełamującego, to z tych dwóch lub trzech tysięcy wojowników, pozostały by mu niedobitki. Zależało mu na zwycięstwie Witolda, ale musiał zachować jak najwięcej swojego wojska do walki o władzę nad Ordą. Ponadto taktyka Tatarów polegała na szybkim ataku i równie szybkim odwrocie, co Długosz świetnie opisał relacjonując bitwę pod Koronowem. „W tym nagłym cofaniu się nieprzyjaciół, łucznicy królewscy razili ich mnogimi strzałami, a często wpadając na nich gwałtownie, znaczną liczbę nakładli trupa. Jeśli niekiedy Krzyżacy zatrzymywali się dla stoczenia walki, łucznicy wracali zaraz do swoich hufców, od których zasłonieni, omyliwszy zapęd przeciwników, znowu potem trapili ich swoją napaścią”[17]. Walka w zwarciu była dla nich wyjątkowo niewygodna, jak widać z przytoczonego opisu często wykonywali odskok, chroniąc się za odwodowymi oddziałami. Celem tego „odskoku taktycznego” było osłabienie siły uderzenia wrogiej kolumny jazdy, która zbyt szybko musiała przejść do galopu, i wystawienie wroga na kontratak własnych odwodów. Dlatego można przyjąć, że Tatarzy uchylili się od walki z krzyżackimi chorągwiami drugiego rzutu, wykonując gwałtowny odwrót w kierunku drogi Ulnowo – Łodwigowo, na polskie tyły. Świadczy to o tym, że walczyli nie pod Stębarkiem lecz tworzyli lewe skrzydło armii Witolda, sąsiadując z chorągwią św. Jerzego. Na skutek odwrotu Tatarów chorągiew ta również opuściła, jak twierdzi Długosz, pierwszą linię bojową[18].

  1. b) taktyka falowa – kryzys natarcia na odcinku chorągwi krakowskiej

W tym czasie gdy wojska Witolda opuściły na dłuższy czas główny plac boju, doszło do upadku chorągwi krakowskiej, o czym wspomina tylko Długosz. Ponieważ okoliczności taktyczne tego incydentu wiążą się z działaniem które prof. A. Nadolski określił mianem „taktyki falowej”, warto krótko te dwie sprawy omówić. Uczony tak scharakteryzował taktykę stosowaną podczas bitwy: „Zamiast długotrwałego przepychania się dwóch mniej więcej jednolitych mas jazdy, widzielibyśmy po obu stronach linie chorągwi ustawionych w szyku kolumnowo-klinowym. Szyk poszczególnych kolumn jest zwarty, ale pomiędzy nimi zachowane są znaczne odstępy zapewniające swobodę manewru[–]Po zbliżeniu do nieprzyjaciela strzelcy rozpoczynają ostrzał z kusz zasypując przeciwnika gradem bełtów. Po dalszym zbliżeniu chorągiew przechodzi w galop, starając się jednak do ostatniej chwili zachować zwartość szyku i uderza wręcz dążąc do przełamania i rozbicia szyku przeciwnika. Po skruszeniu kopii trwa bój na broń sieczną. Jeśli szarża nie odniosła pozytywnego skutku, chorągiew może być wycofana z linii bojowej, a na jej miejsce wprowadzona świeża jednostka z drugiego rzutu.[–] Zużyte oddziały luzowano, wprowadzając na ich miejsce świeże, co sprawiało, że bitwa składała się z szeregu nawrotów przypominających ruch falowy”[19]. Warto skorygować i uściślić ten pogląd uczonego w oparciu o fragment opisujący sposób dowodzenia przez księcia Witolda. Długosz tak pisze „w czasie walki bowiem biegał ciągle między pułkami i chorągwiami polskimi, w miejsce znużonych i chwiejących się podprowadzając nowe posiłki, i z troskliwością bacząc, jak obydwóch stron ważyły się losy”[20]. Na wstępie trzeba odpowiedzieć na pytanie kto miał kompetencję aby móc wycofać chorągiew z pierwszej linii boju? Na pewno król i książę Witold, a w ramach swojego korpusu posiłkowego również wódz Tatarów. Nie ulega wątpliwości, że takich kompetencji nie mieli dowódcy chorągwi. Co do poglądu prof. A. Nadolskiego to mam kilka wątpliwości. Uczony pisze, że odstępy między chorągwiami ustawionymi w szyku kolumnowym były znaczne. Trzeba pamiętać, że chorągwie w takim szyku ubezpieczają wzajemnie swoje boki, król mając więcej wojska mógłby więcej chorągwi skierować do pierwszej linii i szybko przełamać pierwszą linię wielkiego mistrza. Dlatego pogląd ten nie wydaje się słuszny, może dotyczyć tylko drugiego rzutu, lecz nie pierwszego. Długosz pisze, że za pierwszym starciem wszyscy zawiśli jakby w wielkim tłumie. Dlatego większy odstęp istniał prawdopodobnie tylko między obu skrzydłami. Chorągiew wycofywano z pierwszej linii raczej gdy nie potrafiła sprostać przeciwnikowi, a nie gdy szarża nie odniosła skutku. Nie wyobrażam sobie aby taka chorągiew zawracała odwracając się plecami do przeciwnika. Raczej cofała się, a podprowadzona chorągiew z drugiego rzutu w odpowiednim momencie uderzała „wyklinowując” zmęczony oddział i gwałtownym uderzeniem osadzała wrogą chorągiew w miejscu. Z takim momentem należy wiązać upadek chorągwi krakowskiej. Jak wiadomo chorągiew ta siłą przewyższała inne, dlatego po godzinie walki Jungingen widząc prawdopodobnie, że jego chorągiew nie jest w stanie dłużej powstrzymać przeciwnika postanowił wprowadzić na jej miejsce świeżą jednostkę. Długosz wyraźnie pisze, że „Chorągiew przez nagłe uderzenie nieprzyjaciół upadłą na ziemię Polacy podnoszą”[21]. Być może również chorągiew ta zbyt mocno wysforowała się do przodu względem innych chorągwi, przez co odsłoniła swoje boki. W każdym razie świeża chorągiew krzyżacka prawdopodobnie uderzając w odsłonięty bok głęboko włamała się w szyk krakowian, obalając ich chorążego, i odcinając szpic kolumny. Jest rzeczą wątpliwą aby w tych okolicznościach król wycofał chorągiew z pierwszej linii, gdyż skazał by odciętych rycerzy na śmierć lub niewolę. Przeczy temu opis Długosza który wyraźnie pisze o silnym natarciu tylnych szeregów dążących do odtworzenia szyku bojowego. W tym krytycznym momencie bitwy król musiał podjąć dwie decyzje. Pierwsza dotyczyła wsparcia tych chorągwi Witolda które pierwsze opuściły pierwszą linię bojową i znalazły się na polskich tyłach. Decyzja ta znalazła wyraźne odbicie w dwóch źródłach: Kronice Konfliktu i liście zaciężnika[22]. Druga decyzja dotyczyła wsparcia chorągwi walczących na pierwszej linii bojowej, zwłaszcza na prawym skrzydle. Ta decyzja znajduje również potwierdzenie w źródłach, ale nie tak jednoznaczne jak pierwsza. Optymalnym taktycznie sposobem na wprowadzenie do pierwszej linii dodatkowych chorągwi, mogło dokonać się poprzez obejście własnego prawego skrzydła, wykorzystując wolną przestrzeń po ucieczce wojsk Witolda, i natarcie w bok wojsk krzyżackich.

  1. c) rola chorągwi smoleńskich.

Prof. A. Nadolski uważał, że chorągwie smoleńskie dzielnie osłaniały polskie skrzydło, nie dając się odciąć od Polaków[23]. Uczony postawił problem na głowie, to chorągwie Semena Lingwena powinny dostać wsparcie od Polaków, gdzie prawie połowa chorągwi polskich stała bezczynnie. Pogląd uczonego, że chorągwie te zaryglowały jakiś wyłom, stanowi odbicie poglądów S. Ekdahla. Jak już wspomniałem, Smoleńszczanie nie mogli walczyć w pobliżu polskiego prawego skrzydła, gdyż znaleźli by się w pasie przełamania, czyli wśród tych chorągwi które znalazły się na polskich tyłach. Natomiast walcząc na litewskim prawym skrzydle pod Stębarkiem umożliwiły odskok, części wojsk Witolda, na Zybułtowo, dzięki czemu nie uległy rozbiciu na rozlewiskach Marózki. Oprócz tego dzielni Smoleńszczanie przebijając się ku Polakom, prawdopodobnie przyjęli na siebie uderzenie tej części chorągwi krzyżackich które w pościgu za Litwinami odbili na Zybułtowo, a wracając uderzyli na nich od tyłu. Dzięki temu osłabili ataki powracających z pościgu wojsk krzyżackich w bok chorągwi polskich, co okupili dużymi stratami, walcząc dłuższy czas prawdopodobnie w okrążeniu[24].

Kończąc omawianie tego zagadnienie należy podkreślić, że główna różnica między obu relacjami dotyczy osoby księcia Witolda. Długosz wyraźnie próbuje nie tylko ukryć fakt, że Witold również opuścił główny plac boju, ale jeszcze usiłuje przekonać, że faktycznie dowodził wojskiem w bitwie. Na stosunek krakowskiego kanonika do księcia Litwy miała z pewnością wpływ sprawa dwóch lub trzech jeńców krzyżackich których ojciec kronikarza Jan Długosz z Niedzielska odstąpił księciu, za odpowiednią zapłatą. Obie relacje łączy dość mglisty opis okoliczności opuszczenia głównego placu boju przez wojska prawego skrzydła, jednak wzajemnie trochę się uzupełniają. Długosz wspomina o bohaterskiej postawie Smoleńszczan i dezercji chorągwi św. Jerzego, natomiast Oleśnicki dokładniej opisał co działo się na tyłach armii królewskiej.

Zagadnienie 3. Miejsce śmierci wielkiego mistrza i okoliczności taktyczne klęski armii krzyżackiej.

Zanim wyjaśnimy okoliczności klęski wojsk zakonu trzeba przedstawić sytuację taktyczną na głównym placu boju jaka powstała po ucieczce wojsk prawego skrzydła. Król oprócz wojsk zaangażowanych w walkę na pierwszej linii, jak wiadomo z Kroniki Konfliktu, miał jeszcze liczne  odwody. Zakładając, że na pierwszej linii walczyło około 25 chorągwi, a na tyły skierował 5 lub 6 chorągwi oraz odliczając kilka chorągwi które wcześniej wzmocniły Witolda, dysponował odwodami w sile około 15 chorągwi. Jego przeciwnik również, zgodnie z tym co pisze Długosz posiadał odwód liczący 16 chorągwi. Liczba chorągwi krzyżackich bezpośrednio uczestniczących w walce mogła sięgać również 25 chorągwi, gdyż znaczna część wojsk uczestniczących w pościgu zdołała powrócić na główny plac boju. Z uwagi na to, że część oddziałów krzyżackich uczestniczących w pościgu szybciej wróciła, niż wojska Witolda, wielki mistrz zdołał doprowadzić do wyrównania sił[25]. Jak wiadomo postanowił wtedy rozstrzygnąć bitwę na swoją korzyść rzucając do walki swój odwód. Dlaczego w takim razie zamiast zwycięstwa poniósł sromotną klęskę? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy uważnie porównać oba źródła. Autor Kroniki Konfliktu tak przedstawił okoliczności śmierci wielkiego mistrza i klęskę jego odwodu „Zebrawszy tedy na powrót siły mistrz ze swym pozostałym ludem, mając przy sobie piętnaście lub więcej chorągwi wysuwając się z pewnego małego lasku, zapragnął obrócić swoje hufce przeciw osobie króla[–]Król zaś wówczas skoro Krzyżacy sprawiwszy szyki stali przeciw niemu, chciał pochwyciwszy kopię w dłoń z największą śmiałością skierować przeciw nim konia, lecz powstrzymany wbrew swej woli siłą i z największym trudem przez dostojników, nie mógł uczynić zadość swoim chęciom. Przeto pewien dobrze zbrojny rycerz z Zakonu Krzyżaków, chcąc w pojedynkę zwrócić swego konia przeciw królowi, podjechał bliżej ku niemu. Król zaś ująwszy w dłoń swą włócznię zranił go śmiertelnie w twarz i zaraz też przez innych z konia strącony, padł na ziemię martwy. Owe zaś hufce mistrza z miejsca na którym stały ruszając przeciw królowi, natknęły się na naszą wielką chorągiew i wzajem mężnie zderzyły się włóczniami. I w pierwszym starciu mistrz, marszałek, komturzy całego Zakonu Krzyżackiego zostali zabici. Pozostali zaś którzy ocaleli, widząc że mistrz, marszałek i inni dostojnicy Zakonu polegli, zwróciwszy się do odwrotu, cofnęli się w owym czasie aż do swych, uprzednio rozłożonych, taborów. A gdy już do taborów przybyli, widząc, iż wiele jeszcze było hufców królewskich, które nie weszły do bitwy[–]rzucili się do prawdziwej ucieczki”[26]. Najważniejsza rzecz jaka rzuca się w oczy historykowi, to informacja o chorągwi wielkiej, która sama pokonała odwód krzyżacki, zabijając wielkiego mistrza i całą krzyżacką starszyznę. Porównajmy więc co w tej sprawie ma do powiedzenia Długosz. Kronikarz pisze „Tymczasem wystąpiło do boju szesnaście pod tyluż znakami hufców nieprzyjacielskich, świeżych i nietkniętych, które jeszcze nie doświadczyły oręża, a część z ich zwróciwszy się ku tej stronie, gdzie król polski stał z przyboczną tylko strażą, pędziła z wymierzonymi włóczniami, jakby prosto ku niemu. Król w mniemaniu, że nieprzyjaciel, widząc przy nim tak małą garstkę rycerzy, godzi nań z umysłu, strwożony grożącym niebezpieczeństwem pchnął czym prędzej Zbigniewa z Oleśnicy, swego pisarza nadwornego, do stojącej w pobliżu chorągwi nadwornej, z rozkazem, aby jak najspieszniej przybywali i zasłonili króla od grożących ciosów, jeśli bowiem rychło nie nadbiegną, czeka go wielkie niebezpieczeństwo. Była właśnie ta chorągiew w pogotowiu do stoczenia walki z nieprzyjacielem. Rycerz królewski Mikołaj Kiełbasa, herbu Nałęcz, jeden z przedchorągiewnych, zamierzywszy się mieczem na gońca królewskiego Zbigniewa, pisarza, wołać nań począł i łajać, aby ustąpił: „Czy nie widzisz, rzecze szalony, że nieprzyjaciel na nas uderza? I ty chcesz, abyśmy porzuciwszy walkę, biegli na obronę króla? Byłoby to jedno, co uciec z boju i tył podać nieprzyjacielowi, a dawszy się pobić, i króla, i siebie na oczywiste narazić niebezpieczeństwo.” Tymi słowy Zbigniew z Oleśnicy wypchnięty z chorągwi nadwornej, do której był wpadł w środek, powrócił z niczym; a w tej chwili wojsko królewskie stoczyło bój z nieprzyjacielem, i mężnie walcząc, najdzielniejsze nawet wywracało szyki”[27]. Jak widać z przytoczonych dwóch fragmentów źródeł różnice w opisie okoliczności klęski armii krzyżackiej są spore. Warto więc dokonać szczegółowej analizy tych fragmentów. Pierwsza różnica to wyraźne stwierdzenie Długosza, że przeciwko królowi skierowała się tylko część z owych 16 chorągwi. Później kronikarz zmienia zdanie i pisze; „Wojsko krzyżackie, szesnaście owych chorągwi składające, z którego wybiegł był rycerz Kikerzicz, Miśniak, i natarł na króla[–] zaraz zaczęło się cofać, na hasło jednego z Krzyżaków, dowódcy chorągwi, który siedząc na białym koniu kopią dawał znak do odwrotu[–]Zwróciwszy się potem, ruszyło na prawo, kędy stała wielka chorągiew królewska, już po zadanej klęsce nieprzyjaciołom, wraz z innymi chorągwiami polskimi”[28]. Kolejna różnica to usytuowanie chorągwi krakowskiej. U Oleśnickiego samotnie ściera się z odwodem wielkiego mistrza, i w starciu z nią rzekomo ginie Jungingen i cała starszyzna krzyżacka. Natomiast u Długosza wraz z innymi chorągwiami znajduje się na pierwszej linii bojowej. W relacji Długosza najbliżej króla znajduje się chorągiew nadworna, która podobno bije jakiś oddział krzyżacki; a owe 16 chorągwi krzyżackich przygląda się temu bezczynnie? Teoretycznie powinniśmy przyjąć wersję pisarza królewskiego, jako naocznego świadka bitwy. Jest jednak pewna zasadnicza wątpliwość. Dlaczego przyszły biskup krakowski pominął milczeniem swoje niefortunne posłowanie do chorągwi nadwornej? Czy konflikt pomiędzy nim a rycerzami chorągwi nadwornej, wygasł wraz z bitwą, czy też wpłynął na sposób przedstawienia tego fragmentu bitwy, przez królewskiego sekretarza? Wróćmy zatem do pierwszego fragmentu z relacji Długosza. Zastanawia w niej to, że król wysłał swego pisarza po jedną chorągiew w sytuacji gdy zagrażało mu szesnaście chorągwi krzyżackich. Na logikę rzecz biorąc, powinien jak najszybciej ściągnąć odwody spod Łodwigowa, aby nie tylko siebie ocalić, ale także zasłonić nimi tyły swojej armii. Jedna chorągiew wobec takiej siły przeciwnika tego zadania wypełnić nie mogła. Kolejne pytanie które się nasuwa to; jaki oddział krzyżacki w tym momencie zamierzał zaatakować chorągiew nadworną? Wątpliwe aby to była jedna z chorągwi krzyżackich walczących na pierwszej linii bojowej, gdyż w tym czasie ich opór został złamany i musiały cofnąć się aż pod swój tabor. Dlatego wszystko wskazuje na to, że była to część odwodu Jungingena. Jeżeli ta hipoteza jest słuszna, to sytuacja taktyczna jaką przedstawili obaj kronikarze, że manewr był wykonany jedną kolumną, jest nieprawdziwa. Przejdźmy zatem do rozmowy rycerza Mikołaja Kiełbasy z Oleśnickim. Jak interpretować jego słowa, że wykonanie rozkazu królewskiego to „to jedno co uciec z boju, i tył podać nieprzyjacielowi, a dawszy się pobić, i króla i siebie na oczywiste narazić niebezpieczeństwo”. Prof. S.M. Kuczyński uważał, że rycerze nie chcieli swoim zachowaniem wskazać wrogowi osobę króla. Naszym zdaniem rycerz dobitnie wytłumaczył królewskiemu posłańcowi, że: 1) aby wykonać rozkaz króla chorągiew nadworna, która prawdopodobnie stała w kolumnie, musiałaby przegrupowując się w stronę królewskiego orszaku, odwrócić do szykującego się do natarcia przeciwnika bokiem lub tyłem, co naraziłoby ją na szybką klęskę, 2) gdyby nawet jakimś cudem udało jej się rozkaz wykonać to prawdopodobnie odsłoniła by tyły chorągwi polskich walczących na pierwszej linii bojowej. W związku z powyższym nasuwa się kolejne pytanie; czy król był aż takim ignorantem w sprawach taktyki, że nie wiedział iż jego rozkaz może doprowadzić do katastrofy? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba przypomnieć sobie, że według Oleśnickiego odwód wyszedł z małego lasku. Historycy nadal spierają się gdzie rósł ów mały lasek. Prof. S.M. Kuczyński, twierdził, że to las położony na zachód od wzgórza pomnikowego, ciągnący się wzdłuż drogi Grunwald-Stębark[29]. Prof. A. Nadolski zakwestionował ten pogląd lecz sam nie wskazał alternatywnego rozwiązania tego problemu. Naszym zdaniem ów mały lasek to zagajnik jaki do dziś pokrywa wschodni stok wzgórza pomnikowego. Wróćmy jeszcze do chorągwi nadwornej. Według Długosza pobiła ona jakiś oddział krzyżacki, prawdopodobnie należący do odwodu wielkiego mistrza, a następnie znika. Gdy zjawia się krzyżacki rycerz na białym koniu aby skierować hufce krzyżackie przeciwko chorągwi krakowskiej i innym chorągwiom polskim które już pobiły oddziały krzyżackie w dolinie wielkiego strumienia, chorągiew nadworna nie istnieje. Jest to o tyle dziwne, że miała stać najbliżej króla i jego orszaku. Teoretycznie można przyjąć, że dołączyła do chorągwi pierwszej linii. Wtedy jednak należałoby przyjąć, że ostrzegła te chorągwie o niebezpieczeństwie grożącym im ze strony krzyżackiego odwodu. Tymczasem Długosz twierdzi, że nikt tych rycerzy nie ostrzegł i dopiero Dobiesław Oleśnicki krzyżując kopie, prawdopodobnie, z wielkim mistrzem wyjaśnił całą sprawę. Aby jeszcze bardziej zaplątać całą sytuację, kronikarz pisze, że Leopold Kökritz należał do chorągwi wielkiej wielkiego mistrza; czy można ją było wziąć za Litwinów? Obrońcy Długosza mogą bronić go twierdząc, że nie będąc uczestnikiem bitwy mógł mieć niedokładne informacje. Fragment w którym kronikarz pisze: „Wróciwszy do króla, Zbigniew Oleśnicki oznajmił, że wszystko rycerstwo zajęte jest bitwą z nieprzyjacielem, i że walcząc, albo raczej gotując się do walki, żadnego przełożenia ani rozkazu przyjąć nie może”[30]. To zdanie w którym kronikarz popełnia błąd twierdząc, że rycerstwo walczy, i natychmiast poprawia swój błąd stwierdzając „albo raczej gotując się do walki” jednoznacznie sugeruje, że doskonale orientował się w sytuacji, ale nie do końca jest zainteresowany by nam uczciwie wszystko opowiedzieć. Owe „ gotowanie się do walki” to bez wątpienia krótka przerwa jaka nastąpiła w walce, po odrzuceniu chorągwi krzyżackich pod ich obóz, a starciem z odwodem wielkiego mistrza. Podczas tej przerwy ma miejsce wspomniany pojedynek, a chorągwie polskie gotują się do walki zmieniając front. Do tej pory walczą skierowane frontem na obóz krzyżacki, a muszą wykonać obrót w prawo, na wzgórze pomnikowe. W sytuacji kiedy mamy do czynienia z dwoma sprzecznymi relacjami, gdy wiadomo, że obaj kronikarze zwodzą nas, to musimy spojrzeć na ten fragment bitwy oczami taktyka. Najważniejsza informacja taktyczna, dotycząca tej fazy bitwy i nie budząca wątpliwości, to fakt, że w momencie gdy wielki mistrz stanął ze swoim odwodem na flance polskich chorągwi, to Polacy już pobili główne siły zakonu odrzucając je pod sam obóz krzyżacki. Jak wiadomo z ustaleń profesorów S. Ekdahla i A. Nadolskiego stał on przy drodze gdzie stoją ruiny kaplicy. To, że zostały one odrzucone pod sam obóz nie oznacza, że utraciły definitywnie zdolność bojową. Zasadnicze pytanie brzmi: co dalej stało się z tymi krzyżackimi chorągwiami? Długosz pisze; „Polacy wyprowadzeni z błędu, nie wątpiąc już o nieprzyjacielu, w kilkanaście chorągwi rzucili się na owe szesnaście znaków, do których inne się poprzyłączały”. Czyli pobite chorągwie krzyżackie, odrzucone pod krzyżacki obóz dołączyły do odwodu wielkiego mistrza. Ta lakoniczna informacja wiele wyjaśnia ale nie wszystko. Przede wszystkim wiadomo, że chorągwie krzyżackie które zostały pobite w dolinie wielkiego strumienia, utraciły swój szyk bojowy i z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że go nie odtworzyły, skoro dołączyły do odwodu wielkiego mistrza[31]. Nie wiemy natomiast czy wszystkie, czy tylko część tych chorągwi dołączyła do krzyżackiego odwodu? Biorąc pod uwagę fakt, że na pierwszej linii walczyło około dwudziestu pięciu chorągwi zakonu, to nawet gdyby miały już tylko po 200 ludzi, to i tak razem z odwodem stanowiło by to około osiem tysięcy jazdy[32]. Uderzenia takiej masy jazdy raczej nie wytrzymały by chorągwie polskie, zmęczone kilkugodzinnym bojem. Dlatego przypuszczalnie tylko część tych wojsk krzyżackich dołączyła do odwodu, a reszta została rozproszona. Pozostały jeszcze dwa problemy do wyjaśnienia: 1) co spowodowało, że w tak krótkim czasie pobito wojska krzyżackie na pierwszej linii bojowej? 2) jak wyglądał manewr oskrzydlający wielkiego mistrza? Długosz relacjonując tę część bitwy wspomina o kapitulacji w trakcie bitwy, krzyżackiej chorągwi św. Jerzego. Jej dowódca Jerzy Gersdorf miał skapitulować przed rycerzem Przedpełkiem Kopydłowskim herbu Dryja, wraz z czterdziestu rycerzami. Informacja ta znajduje potwierdzenie w innym źródle, jest to kontynuacja Kroniki Froissarta, autorstwa burgundzkiego szlachcica Enguerranda de Monstrelet. Pisze on: „I jak niosła powszechna wieść, bitwa została przegrana wskutek zdrady wielkiego konetabla z Węgier, który znajdował się w drugim hufcu chrześcijan i bez walki uszedł ze swoimi Węgrami”. Obojętne czy kapitulowała chorągiew św. Jerzego, czy jak uważa S. Ekdahl, chorągiew Rzeszy[33], istotne jest kiedy to nastąpiło i czy miało wpływ na przebieg bitwy? Naszym zdaniem załamanie się oporu wojsk krzyżackich nastąpiło w momencie gdy Jungingen był w trakcie wykonywania manewru oskrzydlającego. Świadczy o tym fakt, że odrzucone pod tabor chorągwie krzyżackie nie napotkały na swojej drodze odwodowych chorągwi, gdyż te znajdowały się już w trakcie manewru. Ponadto byłoby niezrozumiałe aby wielki mistrz widząc zbliżające się załamanie swoich wojsk nie zareagował mając jeszcze tak liczny odwód. Kontrnatarcie połową odwodu wystarczyłoby aby zażegnać kryzys, a drugą połową mógł wykonać uderzenie w bok wojsk królewskich. Spróbujmy zatem odtworzyć manewr oskrzydlający i przedstawić cały obraz tej fazy bitwy. Wielki mistrz widząc, że jego wojska z trudem wytrzymują polskie natarcie postanowił wyprowadzić uderzenie na polskie prawe skrzydło. Ubezpieczała je tylko chorągiew rycerzy nadwornych, przegrupowana tam po tym jak powracające z pościgu oddziały krzyżackie niebezpiecznie zaczęły uderzać w bok walczących tam Polaków. Zdawał sobie jednak sprawę, że król również nie wyczerpał jeszcze swoich rezerw i postanowił swój manewr ubezpieczyć. Dlatego swoją elitarną chorągiew wielką wyznaczył do ubezpieczenia tego manewru. Ponieważ od strony drogi Grunwald-Stębark nie groziło uderzenie wroga, tą część manewru chorągiew ta prawdopodobnie pokonała jako awangarda głównej kolumny. Dlatego po obejściu małego lasku porastającego wschodni stok wzgórza pomnikowego i przecięciu drogi Stębark – Łodwigowo, jako pierwsza ukazała się królowi i jego świcie. Jagiełło sądząc, że to jedyne niebezpieczeństwo natychmiast wysłał Oleśnickiego po chorągiew nadworną. Zanim jednak sekretarz króla dotarł do rycerzy nadwornych zza lasku wyszła główna kolumna złożona z piętnastu chorągwi i skierowała się wzdłuż drogi wprost na chorągiew nadworną, czyniąc rozkaz króla niewykonalnym. Wtedy dochodzi do owej kłótni pomiędzy Oleśnickim a Mikołajem Kiełbasą. Wbrew temu co pisze Długosz nie mogło w tym czasie dojść do walki gdyż: a) chorągiew nadworna została by rozbita przez 15 chorągwi chełmińsko-pruskich, b) odwód wielkiego mistrza nie stanąłby na flance polskiego prawego skrzydła. Dlatego należy przyjąć, że Jungingen sam zaskoczony zaistniałą sytuacją postanowił skierować główną kolumnę na wzgórze pomnikowe, aby zobaczyć co się stało z jego wojskiem. Po wprowadzeniu na wzgórze pomnikowe głównej kolumny, wielki mistrz stacza pojedynek z Dobiesławem Oleśnickim, a w tym czasie część chorągwi krzyżackich odrzuconych pod krzyżacki tabor łączy się z odwodem. Następnie wielki mistrz rozkazuje starszyźnie poprowadzić natarcie, a sam udaje się do swojej chorągwi wielkiej by uderzyć na chorągiew nadworną, i wspomóc główne natarcie. Starcie chorągwi wielkiej wielkiego mistrza z chorągwią rycerzy nadwornych dla armii krzyżackiej ma katastrofalne następstwa. Wielki mistrz ginie, prawdopodobnie z ręki Mszczuja ze Skrzynna, a jego chorągiew zostaje rozbita. W tym samym czasie, główne natarcie krzyżackie rusza południowym stokiem wzgórza pomnikowego. Biorąc pod uwagę, że było prowadzone potężną kolumną złożoną z około pięciu tysięcy jazdy, na stosunkowo wąskim froncie, liczącym nie więcej niż około 100m , można się domyślić, że wbiła się głęboko w szyki polskich chorągwi. Jeżeli wierzyć Oleśnickiemu to dotarło aż do chorągwi krakowskiej i tu uderzenie krzyżackie prawdopodobnie zatrzymało się. Nie można wykluczyć, że część starszyzny krzyżackiej poległa w starciu z chorągwią krakowską ale z pewnością nie wielki mistrz. Obserwując rozwój sytuacji, krzyżacki dowódca głównego natarcia postanowił przerwać natarcie i wycofać jazdę w rejon obozu. Wobec pogromu chorągwi wielkiej, i śmierci wielkiego mistrza, oraz szykujących się do ataku odwodów polskich, była to jedyna racjonalna decyzja by uniknąć okrążenia. Ponieważ, jak wspomniano Krzyżacy wbili się głębokim klinem w szyki chorągwi polskich, oderwanie się od przeciwnika nie było łatwe. Zmuszono wtedy do kapitulacji chorągiew chełmińską i inne chorągwie krzyżackie[34]. Znaczna część jazdy krzyżackiej zdołała jednak  przedostać się w pobliże obozu. Zobaczywszy jednak  olbrzymią przewagę Polaków, i przybyłych wkrótce oddziałów Witolda, do walki już nie stanęły, w ucieczce szukając ratunku. Jedynie oddziały w taborze stawiły jeszcze opór, płacąc za to słoną cenę.

Rekapitulacja

Podsumowując poglądy zawarte w moim artykule na temat wpływu Kroniki Konfliktu na relację Jana Długosza o bitwie grunwaldzkiej, założyłem, że autorem tego dzieła jest Zbigniew Oleśnicki, a nie Mikołaj Trąba. O ile różnice między obu relacjami w pierwszych dwóch zagadnieniach, stanowią tylko odbicie późniejszych konfliktów pomiędzy królem a biskupem krakowskim, oraz przedstawiają szczególny stosunek Długosza do księcia Witolda, o tyle zagadnienie trzecie stanowi odbicie innego konfliktu. Z relacji Długosza jasno wynika, że podczas bitwy doszło do ostrego sporu między młodziutkim i zadziornym sekretarzem króla Zbigniewem Oleśnickim, a rycerzami chorągwi nadwornej. Dowodem na to jest również przytoczony fragment Kroniki Konfliktu gdzie z dwóch starć: a) między chorągwią nadworną a chorągwią wielką wielkiego mistrza b) pomiędzy kolumną główną armii krzyżackiej, a chorągwiami polskimi pierwszej linii bojowej, toczonymi w tym samym czasie, lecz w różnych miejscach, Zbigniew Oleśnicki zrobił jedno starcie. Tym sposobem przemilczał zasługi bojowe chorągwi nadwornej. Wielkiemu mistrzowi dodał do towarzystwa starszyznę krzyżacką, która poprowadziła w rzeczywistości do natarcia główną kolumnę. Cel tej manipulacji królewskiego sekretarza był oczywisty, skazać na zapomnienie wybitny czyn bojowy chorągwi nadwornej. Pozostaje postawić na koniec ostatnie pytanie; czy Długosz z własnej inicjatywy wspomniał o zasługach rycerzy nadwornych, czy zrobił to na prośbę Oleśnickiego?

Pisząc Kronikę Konfliktu Oleśnicki był człowiekiem młodym i zapalczywym, a żarty jakie,  prawdopodobnie, sobie z niego stroili rycerze nadworni, mocno go bolały, skoro tak niegodziwie się zrewanżował. Będąc już człowiekiem dojrzałym zrozumiał jak mocno ich skrzywdził. Znając przywiązanie  Długosza do swojej osoby mógł być pewny, że zrobi to tak by nie ucierpiała jego reputacja. I w tych rachubach krakowski biskup z pewnością się nie pomylił.

 

Spis treści

Wstęp

Zagadnienie 1. Chronologia wydarzeń od momentu wykrycia obecności armii krzyżackiej do

rozpoczęcia głównego natarcia.

Zagadnienie 2. Przełamanie szyku wojsk polsko-litewskich i jego konsekwencje.

  1. a) przełamanie szyku bojowego wojsk polsko-litewskich.
  2. b) taktyka falowa – kryzys na odcinku chorągwi krakowskiej.
  3. c) rola chorągwi smoleńskich.

Zagadnienie 3. Miejsce śmierci wielkiego mistrza, i okoliczności taktyczne klęski armii

krzyżackiej.

Rekapitulacja.

Źródła

Zbigniew Oleśnicki , Cronica conflictus Wladyslai, regis Poloniae, cum cruciferis anno Christi 1410 roku. Opracował dr Zygmunt Celichowski , Poznań 1911

Jan Długosz , Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego.

Jan Długosz, Banderia  Prutenorum. Opracował Karol Górski, Warszawa 1958

List zaciężnika krzyżackiego do wielkiego mistrza, Opracował prof. Sven Ekdahl

Literatura

Sven Ekdahl,   Grunwald 1410. Studia nad tradycją i źródłami. Kraków 2010

  1. Jóźwiak, K. Kwiatkowski, A. Szweda, S. Szybkowski, Wojna Polski i Litwy z zakonem 1409 – 1411. Malbork 2010

Marian Biskup, Studia Grunwaldzkie, tom 1, Olsztyn 1991

Marian Biskup, Grunwald 1410, Warszawa 1990

Stefan M. Kuczyński, Wielka wojna z zakonem 1409 – 1411, Warszawa 1966

Stefan M. Kuczyński, Spór o Grunwald, Warszawa 1972

„Mówią Wieki” magazyn historyczny, nr 7/ 2010, 7/ 2015, 7/ 2016

[1]    Die Schlacht bei Tannenberg 1410. Quellenkritische Untersuchungen. Duncker & Humblot, Berlin 1982.

[2]    Ten pogląd reprezentują: prof. A.Nadolski, prof. W.Urban, prof. S.Ekdahl, dr K.Kwiatkowski

[3]    Spór o Grunwald, s. 55-57

[4]    Mila staropolska to 7146 m

[5]    Kronika Konfliktu, s.7 – 8

[6]    Andrzej Nadolski – Grunwald 1410, s.104

[7]    A gdy oni zobaczyli wrogów, zgrupowali się i obserwowali wroga ponad trzy godziny. Król wysłał wtedy pogan do ataku, a Polacy byli do tego nieprzygotowani, gdyby oni z miejsca uderzyli na króla, zdobyli by cześć i łupy. Kronika Pruska, s.316, tłum. za S.M. Kuczyńskim, Spór o Grunwald s.125

[8]    Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II) w dziele De Europa pisze „Najpierw król Władysław rozkazał Tatarom i Litwinom rozpocząć potyczkę czy też wstępną bitwę”. Relacja ta jednoznacznie potwierdza, że natarcie wstępne miało miejsce. Dlatego wątpliwości S. Ekdahla są dla mnie niezrozumiałe. To, że autor Kroniki Konfliktu zmarginalizował ten epizod nie może dziwić gdyż Tatarzy odegrali w nim główną rolę. Przyp. autora

[9]    Mówią Wieki, lipiec 2015, S. Ekdahl, „Punkt zwrotny bitwy pod Grunwaldem”, s.10, Wojna Polski i Litwy z Zakonem, s.401, Malbork 2010

[10]  Liczę 15 chorągwi po około 200 ludzi plus chorągiew wielka 400 do 500 ludzi. Przyp. autora

[11]  Jan Długosz pisze „Były prócz tego w wojsku litewskim Aleksandra-Witolda, wielkiego księcia litewskiego, czterdzieści chorągwi, do których należeli rycerze litewscy, ruscy, żmudzcy i tatarscy”. Jednak wymienia tylko 32 chorągwie, a następnie chorągiew Zygmunta Korybuta przesuwa z armii polskiej do litewskiej. Ta manipulacja przypuszczalnie miała ukryć brakujące chorągwie które sformowali Tatarzy.

[12]  W moich wcześniejszych pracach podawałem za wydawnictwem Ossolineum, że jedna staja to 790 m. Według K. Kwiatkowskiego opierającego się na źródłach z terenu Mazowsza to od 130 do 180 m.

[13]  Przypuszczalnie Witold oddane mu do dyspozycji chorągwie polskie użył do wzmocnienia swojego frontu, nie troszcząc się zbytnio o Tatarów, uważając, że to król powinien zabezpieczyć styk obu armii. Przyp. autora

[14]  Kronika Konfliktu, s. 9-10

[15]  S. Ekdahl , Grunwald 1410; „Nowe Spojrzenie”, s.11, Mówią Wieki lipiec 2015.

[16]  Studia grunwaldzkie T. 1, s.166.

[17]  Jan Długosz, Bitwa pod Koronowem, s.200, Poznań 1910

[18]  Bliższy mi jest pogląd S. Ekdahla, że chorągiew ta dołączyła do chorągwi które na tyłach osaczyły i zniszczyły kilka chorągwi krzyżackich, niż pogląd A. Nadolskiego, że wróciła na główny plac boju. Przyp. autora

[19]  Grunwald 1410, s.76

[20]  Jan Długosz, Bitwa grunwaldzka s. 108-109, Ossolineum -Wrocław 2003

[21]  Tamże s.96

[22]  S. Ekdahl, „Grunwald 1410. Nowe Spojrzenie”, Mówią Wieki lipiec 2015

[23]  Grunwald 1410, s. 121

[24]  Długosz, Bitwa grunwaldzka, s. 93

[25]  Pogląd A. Nadolskiego, że zaznaczyła się przewaga strony polskiej, można odnieść tylko do pierwszej linii bojowej wzmocnionej odwodowymi chorągwiami. W swoich poglądach uczony nie potrafił zerwać z poglądami S. Ekdahla, sugerując, że tylko niewielka część wojsk Witolda opuściła główny plac boju. Grunwald 1410, s. 122

[26]  Kronika Konfliktu s. 10 – 11

[27]  J. Długosz Bitwa grunwaldzka s. 99

[28]  Tamże s. 102

[29]  Spór o Grunwald s. 140

[30]  J. Długosz, Bitwa grunwaldzka s. 100

[31]  Pogląd prof. A. Nadolskiego, że chorągwie krzyżackie cofały się pod swój obóz zachowując szyk bojowy nie znajduje potwierdzenia zarówno w Kronice Konfliktu, jak i w relacji Długosza, Grunwald 1410 s. 124 Przyp. autora

[32]  Liczę odwód wielkiego mistrza na 3 tys. bez chorągwi wielkiej wielkiego mistrza, plus około 5 do 6 tys. jazdy krzyżackiej odrzuconej pod obóz. Przyp. autora

[33]  Mówią Wieki lipiec 2016 s. 65, szerzej S. Ekdahl Das Ultimatum Sigmunt von Luxsemburg at Władysław Jagiełło von 17 Juni 1410  Fasciculi Archaeologiae Historicae” , t.27, 2014 s. 52-53

[34]  Przekaz oficjała pomezańskiego mówi o opuszczeniu w czasie ucieczki chorągwi chełmińskiej oraz innych chorągwi przez rycerzy i knechtów z ziemi chełmińskiej. Wojna Polski i Litwy z Zakonem s. 425.

Tugu Yogyakarta as an example of meaningful place from the perspective of anthropology of space

ABSTRAKT

Celem artykułu jest przedstawienie specyficznego rodzaju złożonego dyskursu tożsamościowego – zagadnienia przestrzeni (oraz miejsca) jako elementu tożsamości. Artykuł ukazuje wybrane spojrzenia na przestrzeń i tożsamość oraz relację między tymi pojęciami na przykładzie jawajskiego pomnika Tugu Yogyakarta.

SŁOWA KLUCZOWE: przestrzeń, miejsce, antropologia przestrzeni, Tugu Yogyakarta

ABSTRACT

This article will review one specific part of the complicated identity discourse, the question meaningful place (and space) as an element of identity. This paper presents some views on space and identity and the relations between these categories with Javanese monument – Tugu Yoyakarta as an example.

KEYWORDS: space, place, anthropology of space, Tugu Yogyakarta

Wprowadzenie

 

Szczególną rolę w świecie nieustanej zmiany, gdzie niemalże wszystko jest w ruchu, zaś globalizacja dotarła niemal w każdy zakątek globu, odgrywa przestrzeń.  Przestrzeń jest nieustannie wytwarzana, poprzez złożoność sił, wpływów, praktyk (Crouch, 2012, s. 45). Przestrzeń jest tłem interakcji społecznej, to właśnie w jej obrębie zachodzą kontakty międzyludzkie, budowane są więzi społeczne, stad też jej istotna rola, nie do przecenienia w opisywaniu społeczeństwa (Löw, 2016, s. 131). Właściwy danej przestrzeni krajobraz kulturowy jest bardzo ważny w czasach globalizacji (Rembold i Carrier, 2011).

Widocznym przykładem znaczenia przestrzeni jest jej rola w opisywaniu tożsamości zbiorowości; dla narodu, którego określona przestrzeń łączy kulturowo (np. poprzez wydarzenia historyczne, wspomnienia). Dla społeczności lokalnej, skupionej wokół istotnych miejsc z punktu widzenia lokalnej tożsamości (np. budynek Prudentialu dla Warszawiaków, Góra św. Anny dla Ślązaków). Nierzadko elementy przestrzeni wykraczają poza lokalne znaczenie, a nawet i narodowe, stając się elementami globalnymi. Czytelnym przykładami może być paryska wieża Eiffla czy też nowojorska Statua Wolności.  Przestrzeń jest zbiorem elementów wypełnionym społecznym znaczeniem (Dowling, 2009; Paasi, 2004; Paasi i Prokkola, 2008, s. 16).

Przykładem miejsca istotnego jest pomnik Tugu Yogyakarta, jeden z najbardziej znaczących elementów przestrzeni miejskiej Yogyakarty.

Przestrzeń i wartość

 

Wartość przestrzeni dla danej zbiorowości przejawia się w nadawaniu specjalnego znaczenia określonym miejscom, które to znaczenie jest respektowane przez daną zbiorowość żyjącą wokół tych miejsc.  Jak zauważa Zbigniew Bokszański:

”Wartości te pozwalają wyraźnie zarysować odrębność i swoisty charakter zbiorowości. A także, co istotniejsze dla nas, pozwalają uzyskać wgląd w to, kim są jako podmioty indywidualne członkowie zbiorowości i co składa się na ich koncepcję siebie” (Bokszański, 2005, s. 66).

Jak widać, wartości nadawane danemu miejscu przez zbiorowość moją konstytutywny charakter dla tożsamości zbiorowości.

Tożsamość zbiorowości nie jest odseparowana od przestrzeni, ponieważ budowanie doświadczeń tożsamościowych – zarówno zbiorowych, istotnych dla dyskursu zbiorowości, jak również jednostkowych, istotnych dla indywidualnego „Ja” członka danej zbiorowości –  odgrywa się w sprecyzowanej przestrzeni.

Przykład takiego miejsca daje Józef Tischner, opisując jeden z kluczowych elementów przestrzeni, a mianowicie  dom:

„Przestrzenią człowiekowi najbliższą jest dom. Wszystkie drogi człowieka przez świat mierzą się odległością od domu. Widok z okien domu jest pierwszym widokiem człowieka na świat. Człowiek zapytany, skąd przychodzi – wskazuje na dom. Dom jest gniazdem człowieka. Tu przychodzi na świat dziecko, tu dojrzewa poczucie odpowiedzialności za ład pierwszej wspólnoty, tu człowiek rozpoznaje główne tajemnice rzeczy –  okna, drzwi, łyżki –  cieszy się i cierpi, stąd odchodzi na wieczny spoczynek. Mieć dom, znaczy: mieć wokół siebie obszar pierwotnej swojskości. Ściany domu chronią człowieka przed srogością żywiołów i nieprzyjaźnią ludzi. Umożliwiają życie i dojrzewanie. Mieszkając w domu, człowiek może się czuć sobą u siebie. Być sobą u siebie, to doświadczać sensownej wolności. Dom nie pozwala na swawolę, nie oznacza też niewoli. Domowa przestrzeń, to przestrzeń wielorakiego sensu. Budować dom, znaczy: zadomowić się” (Tischner, 1990, s. 197)

 

Wartość danego miejsca dla danej zbiorowości zależy od jego odczytywania przez zbiorowość; im ma trwalszy charakter w danej kulturze, tym bardziej będzie znaczące. Nie należy zapominać, iż nadawanie znaczenia określonym miejscom – czy też przestrzeni – nie jest zamkniętym procesem. Jest to działanie podlegające nieustannym zmianom i definiowaniu, zarówno przez samą zbiorowość, jak również przez media czy tez działanie polityczne tudzież ekonomiczne (Bell i de-Shalit, 2013; Low, 2017, s. 38).

Przykładami nadawania wartości określonym miejscom ze względu na najnowsze wydarzenia o znaczącym charakterze dla zbiorowości może być strefa po zamachu terrorystycznym z 11 września 2011 r. na World Trade Center w Nowym Jorku czy też teren pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie, gdzie co miesiąc spotykają się ludzie upamiętniający katastrofę smoleńską.

Jak zauważają Chen, Orum i Paulsen:

„Powinniśmy patrzyć na miasta nie tylko jak na cegły i zaprawę, budynki i ulice, prace architektów i urbanistów, inżynierów i robotników – ale również jako kulturowe i społeczne dzieła dające wejrzenie w zwyczaje i sposoby życia ludzi w ich mieszkających” (Chen, Orum, i Paulsen, 2013, s. 19).

Tugu Yogyakarta jako przykład miejsca znaczącego

 

Zbiorowe odczytywanie znaczeń elementów danej przestrzeni konsoliduje więzi między członkami  tejże zbiorowości. Symboliczny charakter przestrzeni  jest podtrzymywany zarówno poprzez podzielanie rozpowszechnianego dyskursu, jak również społeczne podzielanie zachowań odnoszących się do pewnych miejsc, np. robienie tzw. „selfie”.  W tym miejscu warto oddać głoś Elżbiecie Hałas, która dostrzega mechanizm społecznego wytwarzania zarówno obiektów, jak również zachowań:

„Jeśli wiedza społeczna, jej kategorie czy typizacje są dla społeczeństwa konstytutywne, to na równi z nimi także zbiorowe uczucia i temporalność, w tym pamięć zbiorowa, które też są symbolicznie wytwarzane. Ich tworzywem i wytworem zarazem jest symbolizm dyskursywny, symboliczne obiekty i zachowania” (Hałas, 2001, s. 31)

Symboliczny charakter danych miejsc może wiązać się z pewnych zachowaniami dodatkowo podkreślającymi ich znaczenie. Niekoniecznie muszą to być formy określone kulturowo, lecz również o uniwersalnych charakterze, np. przywołane robienie zdjęć na ich tle.

Tugu Yogyakarta (zwany również jako Tugu Jogja, Tugu Pal Putih, De Witt Paal) stanowi jeden z najpopularniejszych miejsc pejzażu kulturowego Yogyakarty.

Pomnik zbudowany został w 1755 r., za czasów sułtana Hamengkubuwana I, pierwotnie liczył 25 metrów, jednakże po trzęsieniu ziemi w 1867 r. został zniszczony. W 1889 r. pomnik został odnowiony przez holenderskie władze – Indonezja była holenderską kolonią – jednakże jego rozmiar został zmniejszony. Sam pomnik nie pełni wyłącznie funkcji estetycznej, ponieważ jego forma nawiązuje do jawajskich wierzeń(Morin, 2014).

Niewątpliwie Tugu Yogyakarta jest miejscem znaczącym ze względu wyróżniający się charakter przejawiający się m.in. w:

– jako miejsce określone w kulturze danej zbiorowości (historyczny charakter pomnika);

– jako miejsce przyciągające turystów – głównie Indonezyjczyków – chcących uwiecznić się na jego tle;

– jako miejsce spędzania wolnego czasu – wokół pomnika spotyka się młodzież;

– jako element występujący w kulturze popularnej – Tugu Yogyakarta jest prezentowane w teledyskach jawajskiego zespołu hiphopowego „Jogja Hip Hop Foundation”, takich jak „Jogja Ora Didol” czy też „Song of Sabdatama”(„Jogja Ora Didol”, b.d., “Song of Sabdatama”, b.d.)

Tomasz Burdzik

Ryc. 1

Jak zauważają Jaffe i De Koning, „Konsumpcja, wypoczynek i przestrzeń miejska są związane ze sobą na wiele sposobów”(Jaffe i De Koning, 2015, s. 11). W przypadku Tugu Yogyakarta da się zauważyć trafność spostrzeżenia, bowiem konsumpcja (turystyka oraz wykorzystywanie pomnika w mediach), wypoczynek oraz przestrzeń miejsca  jednocześnie współistnieją.

Społeczność lokalna może przywiązywać znaczącą wagę do symboliki lokalnych budowli,  co może stanowić przejaw silnego poczucia tożsamości lokalnej – w przypadku Tugu Yogyakarta wspomniana okoliczność została spełniona.

Podsumowanie

 

Jak wcześniej wskazano, przestrzeń jest elementem tożsamości, zaś jej znaczącym elementem wpływającym na nadawanie określonego znaczenia wybranemu miejscu, stanowią miejsca znaczące. Niewątpliwie współcześnie zwraca się uwagę na dostrzeganie – jak również wytwarzanie – w przestrzeni miejsc o unikalnym charakterze, pozwalającym nadać im własną tożsamość. Ma to miejsce głównie dla celów marketingowych, czego przykładem może być budowanie centrów handlowych (doniośle zwanych „galeriami”), który ze względu na swoją architekturę, jak również położenie, mają stanowić miejsce znaczące. Mimo komercyjnego charakteru nie można pominąć ich kulturotwórczej roli, jaką spełniają poprzez bycie miejscami spędzania czasu wolnego oraz kontaktów z innymi ludźmi.

Tugu Yogyakarta zawiera wiele znaczeń istotnych dla mieszkańców Yogyakarty, stanowiąc nie tylko elementem przestrzeni miejskiej. Jest świadectwem historii, wiary Jawajczyków, mogącym być odczytywany również jako wezwanie do zjednoczenia przeciw ówczesnym kolonizatorom. Stanowi istotny punkt turystyczny uwieczniany przez Indonezyjczyków, a najogólniej, Tugu Yogyakarta jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Yogyakarty.

Wieloaspektowość przestrzeni, jak również oczekiwań społecznych powoduje, iż problematyka przestrzeni i społeczeństwa jest kwestią wzbudzająca wiele dyskusji oraz tematem który odnosi się nie do dalekich miejsc, ale które są dostępne dla każdego, bowiem są związane z każdym miejscem, w którym człowiek żyje.

 

Bibliografia

 

Bell, D. A., i de-Shalit, A. (2013). The Spirit of Cities: Why the Identity of a City Matters in a Global Age. Princeton: Princeton University Press.

Bokszański, Z. (2005). Tożsamości zbiorowe. Warszawa: PWN.

Chen, X., Orum, A. M., i Paulsen, K. E. (2013). Introduction to cities: how place and space shape human experience. Oxford: Wiley-Blackwell.

Crouch, D. (2012). Landscape, Land and Identity: A Performative Consideration. W C. Berberich, N. Campbell, i R. Hudson (Red.), Land & Identity: Theory, Memory, and Practice (ss. 43–66). Amsterdam, New York: Rodopi.

Dowling, R. (2009). Geographies of identity: landscapes of class. Progress in Human Geography, 33(6), 833–839. https://doi.org/10.1177/0309132508104998

Hałas, E. (2001). Symbole w interakcji. Warszawa: Oficyna Naukowa.

Jaffe, R., i De Koning, A. (2015). Introducing Urban Anthropology. London, New York: Routledge.

Jogja Ora Didol. (b.d.). Pobrano 12 maj 2017, z https://www.youtube.com/watch?v=jxXer_winvo&feature=youtu.be&t=72

Löw, M. (2016). The Sociology of Space: Materiality, Social Structures, and Action. New York: Palgrave Macmillan.

Low, S. (2017). Spatializing Culture: The Ethnography of Space and Place. New York, NY: Routledge.

Morin, L. L. D. (2014). Problematika Tugu Yogyakarta dari Aspek Fungsi dan Makna. Journal of Urban Society’s Arts, 1(2), 135–148. https://doi.org/10.24821/jousa.v1i2.794

Paasi, A. (2004). Place and region: looking through the prism of scale. Progress in Human Geography, 28(4), 536–546. https://doi.org/10.1191/0309132504ph502pr

Paasi, A., i Prokkola, E.-K. (2008). Territorial Dynamics, Cross-border Work and Everyday Life in the Finnish–Swedish Border Area. Space and Polity, 12(1), 13–29. https://doi.org/10.1080/13562570801969366

Rembold, E., i Carrier, P. (2011). Space and identity: constructions of national identities in an age of globalisation. National Identities, 13(4), 361–377. https://doi.org/10.1080/14608944.2011.629425

Song of Sabdatama. (b.d.). Pobrano 12 maj 2017, z https://www.youtube.com/watch?v=-LCsm14iUo0

Tischner, J. (1990). Filozofia dramatu. Wprowadzenie. Paris: Editions du Dialogue.

 

Ryciny

Autor na tle Tugu Yogyakarta – zdjęcie ze zbiorów prywatnych

Biogram

mgr Tomasz Burdzik – doktorant na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie

 

 

 

  W potocznym dyskursie zazwyczaj nie ma potrzeby definiowania pojęć takich jak fandom bądź fan fiction. Ich znaczenie najczęściej rozumie się intuicyjnie, a wyobrażenie o wielu kategoriach wytwarzane jest na podstawie najbardziej oczywistych przykładów ich realizacji.  Najbardziej klasyczne opracowania problemu (Fiske, 2008; Jenkins, 1992; Bacon-Smith 1992) nie podejmują właściwie problemu definicji, skupiając się na analizie społeczności fanów, subwersywnych aspektów jej działalności i na sprzeciwie wobec patologizacji tych praktyk przez media mainstreamowe. Przedmiotem refleksji rodzących się fan studies był przede wszystkim rzucający się w oczy fandom science fiction. Choć przez ostatnie dekady obiektem zainteresowania stały się również inne grupy (fandomy fantasy, gier komputerowych, seriali obyczajowych czy kryminalnych), w gruncie rzeczy podejście nie zmieniło się. Analizowane społeczności są liczne i skupione wokół popularnych form fikcji, niezależnie od medium, w którym są zakorzenione. Zamierzam zająć się tutaj zjawiskami bardziej problematycznymi, które spełniają niemal wszystkie kryteria działalności fanowskiej, choć – głównie z uwagi na swoją marginalność –  nie mieszczą się w polu definicji. Szczególny status tych fandomów związany jest ze specyfiką tekstu źródłowego, wokół którego się tworzą.

            Lidia Gąsowska w jedynej jak na razie poświęconej tej problematyce polskiej monografii  określa fana jako „«wielbiciela w świątyni» kultowego tekstu z kręgu popkultury” (Gąsowska, 2015, 108), za czym idzie jej definicja „fanfika” jako „opowiadania literackiego napisanego przez fana – miłośnika określonego dzieła (może nim być książka czy też film lub serial)” (Gąsowska, 2015, 111). Taka kategoryzacja nie tylko wydaje się mało precyzyjna w sytuacji, kiedy granica między kulturą wysoką a popkulturą zaciera się od kilkudziesięciu lat, ale  – wbrew pozorom – nie jest szczególnie szeroka, nie ma w niej bowiem miejsca dla zjawisk, jakimi są fandomy historyczne. Chciałabym zająć się właśnie nimi na przykładzie społeczności entuzjastów rewolucji francuskiej. Są oni niewielką, ale reprezentatywną dla omawianego fenomenu grupą. Równolegle, na takich samych zasadach funkcjonują fandomy Trzeciej Rzeszy, Związku Radzieckiego, rewolucji amerykańskiej i Ojców Założycieli, wojny secesyjnej czy wyprawy Lewisa i Clarka.

            Członków grupy rekonstrukcyjnej media prędzej nazwą fascynatami niż fanami. Jednak nie istnieje ogromna przepaść pomiędzy osobą w dokładnie odtworzonym stroju słowiańskiego osadnika a LARPerem[1] odgrywającym rolę słowiańskiego osadnika w określonym fantastycznym świecie. Podobnie ma się sytuacja przy odgrywaniu konkretnych wydarzeń. Można zapewne powiedzieć, że bitwa pod Grunwaldem stanowi fakt historyczny, a fani Tolkiena w strojach Rohirrimów odnoszą się do fikcji. Starcie z Krzyżakami jest jednak odtwarzane w dużej mierze pod wpływem lektury choćby powieści Sienkiewicza. Gdyby nawet zignorować cały korpus beletrystyki czy kinematografii, jaki wytworzył się wokół tego wydarzenia, nadal nie jest ono nam dane w sposób bezpośredni. Hayden White dowodzi, że przeszłość „dostępna jest tylko za pośrednictwem języka, że nasze doświadczanie historii jest nierozerwalnie związane z dyskursem o niej, że dyskurs ten musi być zapisany, zanim stanie się «historią»” (White, 2009, 21), zaś „dyskursy historyczne zwykle prowadzą do powstania narracyjnych interpretacji ich treści” (White, 2009, 24). Wszelkie minione wydarzenia poznawane są poprzez relacje, których prawdziwości nie sposób zweryfikować.

            Oznacza to, że narracje historyczne mogą kwalifikować się do fikcji, definiowanej jako „właściwość świata przedstawionego polegająca na tym, że jest on tworem niedającym się zweryfikować przez porównanie z rzeczywistością zewnętrzną wobec dzieła” (Głowiński, 1986, 115). Pozwala to traktować materiał historiograficzny nie tylko jako tekst kultury, ale narrację transmedialną, zespół utworów, które – posiadając świat przedstawiony – mogą stać się obiektem fanostwa. Gdy przyjrzeć się problemowi z tej perspektywy, przestaje dziwić istnienie fanvidów przetwarzających w rytm muzyki pop filmy dokumentalne w dokładnie taki sam sposób jak japońską animację czy popularne seriale.

            Dużo bardziej elastyczną od ujęcia Gąsowskiej definicję proponuje Barbara Kulesza – Gulczyńska, fandomem nazywając

grupę fanów, skupionych wokół konkretnego medium (np. forum internetowego), których interpretacje bazowego tekstu pozostają do siebie zbliżone, na skutek wymieniania doświadczeń, wrażeń i spostrzeżeń, wspólnego zbierania uzupełniających danych i finalnej, kolektywnej interpretacji tekstu kanonicznego (Kulesza – Gulczyńska, 2011).

            Za   utwory fan fiction  uznaje ona „teksty kultury (utwory literackie, ale także filmowe, plastyczne, komiksowe itd.), których świat przedstawiony zaczerpnięty jest w części lub w całości z dzieła już istniejącego, najczęściej cieszącego się dużą popularnością” (Kulesza – Gulczyńska, 2011).  Choć intuicyjnie – z uwagi na większość wypadków –  przez  „dzieło już istniejące” rozumie się „dzieło z kręgu popkultury”, bazowanie na „książce czy też filmie lub serialu” (Gąsowska, 2015, 109 i 111) przestaje być już cechą dystynktywną fan fiction. Szersze rozumienie kategorii Gąsowska umożliwia zresztą w innym fragmencie swojej monografii, tłumacząc:

praca fana będzie fanfikiem, jeżeli przynajmniej niektóre jej elementy zostaną uznane za nieoryginalne. (…)Za fanfik uznane będą teksty fanów – amatorów, które w warstwie fabularnej wykorzystują miejsce lub czas akcji pierwowzoru, a także postacie bohaterów i wygłaszane przez nie kwestie (Gąsowska, 2015, 111-112).

            W takim ujęciu publikowane przez dokonujące samookreślenia jako fani osoby na gromadzących  fanów stronach (Tumblr, LiveJournal, AO3, deviantArt) opowiadania o postaciach historycznych należy uznać za jedną z form fan fiction.

            Działalność organizującej się dzięki Sieci 2.0 społeczności miłośników rewolucji francuskiej przejawia się w licznych formach charakterystycznych dla działalności fanowskiej. Powstają liczne memy poświęcone tematyce bądź odnoszące się do hermetycznych żartów grupy, cosplaye, na  YouTube regularnie pojawiają się nowe fanvidy, istnieją liczne opowiadania i rysunki nie aspirujące do bycia portretami bądź karykaturami, za to dążące do wywołania sympatii do postaci historycznych bądź przyporządkowania – poprzez stereotypowe przedstawienie – do konkretnego, znanego z popkultury, modelu osobowości. Wielekroć prezentują postaci w sytuacjach komicznych, romantycznych lub intymnych, zdejmując nacisk z pełnionych przez nie funkcji politycznych.

            Przez dłuższy czas działały osobne strony internetowe poświęcone konkretnym postaciom bądź gromadzące dokumenty związane z rewolucją, Na ich tle, pod względem ilości publikowanej twórczości fanowskiej, wybijała się budowana w latach 2004-2010 i nieistniejąca już obecnie witryna Saint-Just.Net (WebArchive, 2007). Przez wiele lat gromadzono na niej wiersze, opowiadania, rysunki i komiksy (już wówczas klasyfikowane jako fan fiction czy fanart) poświęcone rewolucjonistom. Nie umożliwiała ona jednak zamieszczania komentarzy czy prowadzenia dyskusji, co utrudniało powstanie społeczności, do jakiej wytworzenia potrzebna była Sieć 2.0. Podobnie jak w wypadku wielu większych fandomów, społeczność ta od 2006 roku kształtowała się na LiveJournalu, gdzie w okresie rozkwitu istniały (obecnie zlikwidowane) osobne grupy poświęcone różnym typom twórczości, zebrane pod patronatem istniejącej do dziś – choć od kilku lat nieaktywnej – grupy revolution_fr (LiveJounal, 2006). Równolegle kilka osób publikowało wytwory działalności w indywidualnych galeriach na portalu deviantArt.com, by w końcu podjęto próbę utworzenia aktywnej społeczności rysowników w ramach dwóch fanklubów, która skończyła się niepowodzeniem (deviantArt 2010; deviantArt 2011). Od kilku lat centrum wymiany informacji, jak w wypadku większości silnie sfeminizowanych fandomów, stał się Tumblr.com[2]. Choć pierwsza społeczność liczyła ponad dwustu członków, obecnie należy do niej dwanaście dziewcząt (WebArchive, 2016), aczkolwiek istnieje wiele użytkowniczek formalnie nieprzynależących do grupy, a obserwujących jej działalność bądź włączających się w nią. Można szacować, że obecnie społeczność liczy około pięćdziesięciu osób, jednak ilość dyskusji, w jakie się angażują i stała twórczość sprawiają, że grupa działa w sposób analogiczny do typowych, znacznie większych fandomów.

            Uznaję termin „fandom” za właściwy, bowiem za jego pośrednictwem użytkowniczki dokonują samookreślenia, nie tylko pisząc o „swoich doświadczeniach z fandomem rewolucji francuskiej” (Tumblr, 2013A), ale wyjaśniając osobom z zewnątrz, że przynależą do „małego, ale pełnego pasji fandomu, który lubi rozmawiać o ideałach politycznych i zakochanych rewolucjonistach” (Tumblr, 2014A). Analogicznie, swoją twórczość klasyfikują jako „dziwny fanart i fan fiction” (UrbanDictionary, 2012).

            Kluczowy staje się jednak dalszy ciąg przytaczanej  autodefinicji. Zaraz po „zakochanych rewolucjonistach” pojawia się w niej doprecyzowanie: „w szczególności fandom lubi roztrząsać kwestię nieprzychylnie ocenianych uczestników Rewolucji, dążąc do oddania sprawiedliwości ich złożoności i kontekstom ich działań. (…) W przeciwieństwie do fandomu «Nędzników», French Revolution RPF skupia się na życiach najbardziej wyrazistych postaci historycznych tego okresu” (Tumblr, 2014A).

            Istotnie, najważniejsze w fandomie nie są ani konkretne wydarzenia z epoki, ani – atrakcyjna przecież – jej warstwa estetyczna (moda, wnętrza, czy choćby popularne utwory muzyczne). Największy nacisk kładziony jest na postacie zaangażowanych w rewolucję polityków. W centrum uwagi lokuje się Maximilienia de Robespierre, Antoine’a de Saint-Justa, Camille’a Desmoulinsa i Georgesa Dantona, pozostałych działaczy sprowadzając do roli słabo rozbudowanych postaci drugoplanowych, którym przyporządkowane zostają jedna cecha bądź atrybut. Główna czwórka okazała się dla fanek niezwykle atrakcyjna, w dużej mierze za sprawą skomplikowanych relacji towarzyskich w jej obrębie.  Jest to mechanizm bardzo typowy dla fanowskiego paradygmatu odbioru, jak wskazuje bowiem Henry Jenkins, opowiadania fanowskie przesuwają nacisk z fabuły na podkreślenie momentów decydujących dla relacji między postaciami, zamiast momenty te uznawać za tło dla wątku dominującego” (Jenkins, 1992, 173).

            Robespierre był wcześnie osieroconym, chorowitym, drobnym i nieśmiałym idealistą, który panicznie bał się pieniądza i do końca życia mieszkał na wynajętym od stolarza poddaszu.  Lubił pomarańcze, w dzieciństwie hodował gołębie, a w już w Paryżu  miał dużego psa, który uwielbiał wskakiwać do rzek i otrzepywać się na właściciela. Fanki z dużą łatwością znajdują usprawiedliwienia dla jego decyzji politycznych, zazwyczaj podkreślając jego bezsilność wobec rozpędzonej machiny Terroru i protestując przeciw zrzucaniu nań odpowiedzialności za wszystkie decyzje Komitetu Ocalenia Publicznego. W Komitecie zasiadał obok niego Antoine de Saint-Just, najwierniejszy poplecznik, stracony wraz z nim w wieku dwudziestu sześciu lat, wyróżniający się zjawiskową ponoć urodą i wyjątkową zagorzałością w walce z kontrrewolucją. W pierwszych latach pisał do Robespierre’a pełne uwielbienia listy, a w czasie zamachu 9 thermidora w jego ramionach znaleziono rannego Nieprzekupnego. Odnosił się Camille’a Desmoulinsa  – najbliższego przyjaciela Robespierre’a jeszcze z lat szkolnych – z nieskrywaną antypatią i pośrednio doprowadził do jego śmierci.  Lekko jąkający się, kochliwy Desmoulins również uchodził za atrakcyjnego, był utalentowanym, acz nierozważnym publicystą i – nie potrafiąc zachować zimnej krwi – regularnie ryzykował swoją karierę i życie nieostrożnymi wypowiedziami. Robespierre, w imię sentymentu, wielokrotnie stawał w jego obronie, dzieląc to ryzyko. W 1794 roku Desmoulins jednak opowiedział się po stronie Dantona i wraz z nim trafił na szafot. Georges Danton, potężnie zbudowany i już w dzieciństwie oszpecony hedonista, był uwielbiany przez lud i posiadał nad nim ogromną władzę. Głośny, prowadzący wystawne życie i niekryjący swojego zamiłowania do domów publicznych, stanowił w każdym aspekcie absolutne przeciwieństwo Nieprzekupnego i propagowanych przez niego ideałów. Narastające napięcie między politykami doprowadziło do procesu, w wyniku którego Danton wraz z poplecznikami został stracony.

            W takim ujęciu postacie stają się bardzo atrakcyjne, wpisując się w utrwalone klisze narracyjne i ucieleśniając dość częste fantazmaty.  Relacje między postaciami nie muszą być poddane daleko idącym przekształceniom, by możliwe było budowanie w oparciu o nie slashu[3]. Fance łatwo pobłażliwość Robespierre’a wobec wybryków Desmoulinsa przypisać głębszemu uczuciu, a niechęć Saint-Justa do dziennikarza – zazdrości. Powyższe charakterystyki poparte są opracowaniami historiograficznymi i nie kłócą się z dostępnymi nam – wielokrotnie zapośredniczonymi – informacjami z epoki.  Jednak fakt noszenia przez Saint-Justa kolczyka w uchu w odbiorze fanowskim staje się nadrzędny wobec wprowadzenia prawa prairiala. Fanki rewolucji francuskiej mają ogromną wiedzę w obszarze swoich zainteresowań, dokonują jednak bardzo selektywnej lektury. Jest to zrozumiałe w obliczu ogromnej ilości całkowicie sprzecznych ze sobą ujęć problematyki, konieczne jest bowiem ustalenie, czy opisuje się losy skrzywdzonych i budzących sympatię idealistów, czy zbrodniarzy.

            Fandom z definicji funkcjonuje wobec konkretnego tekstu – bądź korpusu tekstów – kultury, budujących świat przedstawiony i wprowadzających ulubionych bohaterów. Stanowiący kanon pierwowzór staje się punktem ciągłego odniesienia wszelkiej działalności twórczej i interpretacyjnej.  Dyskurs fanowski pojęcie kanonu zapożyczył z teologii, traktując go jako korpus tekstów prawdziwych i legitymizowanych zewnętrznym (autorskim bądź instytucjonalnym) autorytetem, przeciwstawiany apokryficznemu fan fiction; z czasem nacisk przeniesiony został jednak z zestawu utworów na pojęcie ustanawianej przez nie prawdy.

To właśnie na tle kanonu rysuje się główna różnica pomiędzy fandomami w tradycyjnym rozumieniu a fandomami historycznymi. W wypadku tych pierwszych, kanon nie tylko jest bezpośrednio dany, ale przede wszystkim spójny – nawet w wypadku nieścisłości, twórcy produktów zazwyczaj dążą do ich rozstrzygnięcia i ustalenia jednej, niepodważalnej wersji świata przedstawionego. Istnieją pewne miejsca niedookreślenia, ale konkretne dzieło pozostaje najwyższą instancją, która powołuje postać do życia, postać zaś konstytuuje wyłącznie to, co w materiale źródłowym jest o niej powiedziane. Zatem – cała istniejąca wiedza o świecie przedstawionym jest dostępna. Fandom rewolucji francuskiej jednak nie ma możliwości odwołania się bezpośrednio do tekstu źródłowego, bowiem obiekt fanostwa (tj. postaci historyczne) jest całkowicie niepoznawalny. Pojawia się on w wielu przekazach równocześnie, z których każdy bazuje na jeszcze kolejnym, wszystkie zaś są – zgodnie z myślą White’a – interpretacjami, nieraz skrajnie odmiennymi.  Przedarcie się przez kolejne warstwy apokryfów aż do ich przedmiotu jest całkowicie niemożliwe, jako że przedmiot zniknął kilkaset lat temu. Paradoksalnie więc, postać literacka jako obiekt fanostwa jest bardziej realna od historycznej.

            Można oczywiście przywołać kategorię RPF (Real Person Fiction), którą posługują się często same fanki rewolucji i uznać, że nie ma potrzeby dyskutowania specyfiki przedmiotu kultu. Jednak w powszechnym przekonaniu, któremu daje wyraz Lidia Gąsowska, „w RPF bohaterami są rzeczywiste osoby – celebryci” (Gąsowska, 2015, 129). Termin ten został stworzony, by opisać zjawisko pisania opowiadań o współczesnych aktorach, muzykach i sportowcach, którzy mają przecież odmienny status od postaci historycznych. Choć bowiem ich obraz również w jakimś stopniu zostaje zapośredniczony przez media, fan – szczególnie w dobie Internetu – ma szansę dotarcia nie tylko do całości wypowiedzi swojego idola, ale do nagrań ukazujących jego zachowanie. Ma ponadto (hipotetyczną przynajmniej) możliwość zetknięcia się osobiście z obiektem fanostwa w czasie koncertów czy konferencji prasowych. Postać celebryty jest w dużo bardziej bezpośredni sposób dana niż postać historyczna, której obraz budowany jest wyłącznie na podstawie nawarstwiających się relacji.

            Rewolucja francuska jest jednym z bardziej kontrowersyjnych wydarzeń w dziejach kultury zachodniej i od samego początku spotykała się ze skrajnie odmiennymi ocenami i reprezentacjami. Jej wizerunek oscyluje pomiędzy romantycznym zrywem i krwawą łaźnią, a nawet wśród jej apologetów pojawiają się diametralnie różne opinie na temat zaangażowanych postaci. W związku z nagromadzeniem zupełnie sprzecznych przekazów, fanki zaczęły wytwarzać swój własny kanon, uznając pewne opracowania zgodne z ich wizją za bardziej wiarygodne, reakcyjne zaś odrzucając z niechęcią. W ten sposób kanoniczne stają się wspomnienia Charlotty Robespierre, prace Alberta Mathieza czy Ruth Scurr, zaś ujęcia prezentowane przez Thomasa Carlyle’a czy Simona Schamę są wyśmiewane jako niegodne nawet polemiki. W gruncie rzeczy fandom, poprzez selekcję ogromnego materiału, sam wyprodukował postaci i uniwersum, którymi się zajmuje, wpisując je w pewne romantyczne wzorce. Jest rzeczą ewidentną, że entuzjastki rewolucji francuskiej nie zdają sobie sprawy z tego faktu, uznając swoje wyobrażenie za obiektywne i adekwatne do wydarzenia źródłowego. Nie uważają się za fanki konkretnego przekazu historycznego bądź jego przekształceń, lecz samego wydarzenia.

            Bardzo symptomatyczna dla opisywanego przeze mnie mechanizmu wybiórczości połączonej z przekonaniem o kanoniczności własnej interpretacji jest wypowiedź użytkowniczki prowadzącej bloga Vive Robespierre!:

Robespierre nigdy nie dopuścił się korupcji i zawsze na pierwszym miejscu stawiał  naród. Za zamkniętymi drzwiami był niezwykle dobry dla najbliższych (…), wykazywał się  łagodnością i wrażliwością, a także rozczulającą miłością do zwierząt. Ponadto dotykały go  stałe ataki depresji i stanów lękowych (…). Skorumpowani ekstremiści odpowiedzialni za jego upadek skutecznie oczernili go na stulecia i – jako aspirującym historykiem – kieruje mną pragnienie zmienienia błędnych przekonań. (Tumblr, 2014B)

            Przejawia się owo pragnienie w ciągłej polemice z reakcyjnymi w duchu opracowaniami historiograficznymi, wypowiedziami konkretnych badaczy, uproszczeniami w podręcznikach czy choćby powszechną opinią. W 2009 roku ogromnym echem w fandomie odbiła się akcja protestacyjna przeciwko tendencyjnemu dokumentowi BBC Terror! Robespierre and the French Revolution, w którym starano się wykazać paralele pomiędzy przywódcą Komitetu Ocalenia Publicznego a Stalinem (LiveJournal 2009A,B; również Tumblr 2013B).

            W pierwszym odruchu wytworzonego przez fanki rewolucji korpusu faktów „pewnych” nie określiłoby się mianem kanonu, uznając je za typowy przykład tzw. fanonu. Jednak, jak wyjaśnia Gąsowska, „fanon zwykle określa się jako świat alternatywny wobec dobrze znanych, oficjalnych i popularnych tekstów źródłowych” (Gąsowska, 2015, 140). Fanki, choć traktują dostępny im materiał wybiórczo, wytwarzają kanon z tekstów powstałych na zewnątrz ich środowiska i niebędących produkcją fanowską. Ponadto, widzą ogromną różnicę pomiędzy fan fiction a kanonem.

            Bardzo częstym elementem fanonu jest orientacja homoseksualna postaci. Jednak te same osoby, które tworzą opowiadania miłosne o Robespierze i Desmoulinsie, uskarżają się na niewłaściwą reprezentację ich relacji w „Dantonie” Wajdy, uznając, że Nieprzekupny zachowuje się, jakby był gejem (Tumblr, 2014C). Ustalony przez fanki kanon jest kategorią tak silną, że w stosunku do niej redefiniowane zostają gatunki literackie. Problem ten jest bardzo specyficzny dla omawianego przeze mnie typu fandomów, istnieje bowiem wielowiekowa tradycja historycznych powieści, ilustracji bądź dramatu, zaś, jak wskazuje Gąsowska, „fani inwestują dużo czasu w tworzenie produktów, które często nie odbiegają jakością od produktów oficjalnej kultury” (Gąsowska, 2015, 128). Powstało wiele utworów poświęconych rewolucji francuskiej, jednak nikt nie jest skłonny uznawać Śmierci Dantona Buchnera, Szkarłatnego kwiatu baronowej Orczy czy Naszyjnika królowej Dumasa za twórczość fanowską. Intuicyjnie można by założyć, że decyduje o tym forma publikacji, jak bowiem wyjaśnia Edward Balcerzan, „gatunek jest powtarzalną kombinacją chwytów decydujących o kompozycji (morfologii) tekstu, komunikacyjnie ukierunkowanych i zdeterminowanych przez materiał oraz technikę przekazu (medium)” (Balcerzan, 1999, 10). Powieść zatem byłaby tekstem wydanym w formie książkowej, fan fiction pojawiałoby się w fanzinie bądź w sieci[4].  

            Pomocna dla ustalenia statusu literatury oficjalnej w fandomie rewolucji francuskiej jest popularna dziś kategoria retellingu, czyli ujęcia znanej historii z nowej bądź odmiennej perspektywy, nieraz ukazywanej jako jedyna prawdziwa. Gąsowska dowodzi, że

Fanfik może opowiadać o tym, „jak było naprawdę” (…). Nie każdy retelling jest ff [fan fiction], ale zdarzają się fanfiki będące retellingami. Formułując myśl przejrzyściej, należy przypomnieć bardzo pragmatyczne zdanie Richarda Rorty’ego: „to miejsce publikacji ustawia interpretację.” O przynależności do ff będzie zaświadczała obecność tekstu w sieci, zaś o byciu retellingiem – forma książkowa (Gąsowska, 2015, 137).

            W takim ujęciu każda powieść historyczna dotycząca rewolucji francuskiej mogłaby zostać uznana za retelling właśnie. Rozróżnienie to okazuje się jednak zbyt powierzchowne w wypadku omawianego przeze mnie fandomu, bowiem zaprezentowaną powyżej genologię podważa recepcja twórczości Stanisławy Przybyszewskiej.

 Przybyszewska dramaty Sprawa Dantona i Thermidor oraz powieść Ostatnie noce ventôse’a tworzyła w Gdańsku na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, gdy nie mogło być jeszcze mowy o kategorii fan fiction i z całą pewnością nie istniał fandom, który mógłby stać się adresatem. Fandom obecny, choć zdaje sobie sprawę z tych realiów, bez cienia wahania określa twórczość Przybyszewskiej jako fan fiction, rozpoznając w niej podstawowe klisze, tropy i fantazmaty charakterystyczne dla własnej działalności.

Kilka miesięcy temu znalazłam stronę sztuki z lekkim podtekstem Robespierre/Camille, którą zaczęłam pisać jako szesnastolatka. Nawet szesnastoletnia ja pisząca bardzo poważną jednoaktówkę fan fiction nie umiałam wznieść się na wyżyny Przybyszewskiej (Tumblr, 2014D)

– stwierdza jedna z użytkowniczek Tumblra. Kolejna, publikując na blogu fragmenty Ostatnich nocy ventôse’a ukazujące do granic śmieszności przeestetyzowaną scenę miłosną między Robespierrem i Desmoulinsem, kwituje je stwierdzeniem „Boże. Tak bardzo fan fiction. Ale czy to nie zabawne? Prawdopodobnie pierwsze fan fiction Saintmoulinspierre w historii” (Tumblr, 2015). Inna fanka, przywołując fragment tej samej powieści wyjaśnia: „nie moje, ale mogłoby być. Ten fanfik ma niemal sto lat i jest fragmentem powieści Stanisławy Przybyszewskiej” (Dreamwidth, 2009).

            Nieraz przedmiotem zainteresowania staje się sama pisarka, która twierdziła, że jest w Robespierze zakochana i nikomu innemu tak długo nie dochowała wierności (Przybyszewska, 1978, 393–394). Pisała nie w celach zarobkowych, ale by dać wyraz temu uczuciu, w dodatku zaś, jak tłumaczy jedna z entuzjastek, „Przybyszewska praktycznie przyznała, że ma słabość do homoseksualistów. Obywatelki, to sposób, w jakim w latach trzydziestych mówiło się «cześć, jestem fanką slashu»” (Tumblr, 2015). Jej twórczość idealnie wpisuje się w paradygmat fanowski i w nim jest odbierana.

            Inny jednak status ma Kogo śmierć nie sięgnie Hilary Mantel (2014), która również określa się jako „robespierrystka” i przyznaje się do obsesji na punkcie Nieprzekupnego (Mantel, 2000). Choć ukazuje postaci rewolucjonistów w sposób skrajnie pozytywny, a przeczytanie jej powieści uznawane jest za obowiązek prawdziwej fanki, nie kwestionuje się przynależności gatunkowej jej książki. Mantel, w przeciwieństwie do Przybyszewskiej, ukazuje bowiem tylko elementy, które traktowane są w fandomie jako obowiązujące prawdy, nie snując teorii o romansach pomiędzy rewolucjonistami. O statusie tekstu nie decyduje tu ani medium, ani nawet stosunek autora do przedmiotu, a jedynie jego relacja do kanonu i fanonu.

            Henry Jenkins wskazuje swoistą deaksjologizację czy też zaburzenie porządku moralnego jako jedną z podstawowych cech fan fiction, które często czyni z czarnych charakterów protagonistów, ukazując ich od innej strony niż powszechnie znana (Jenkins, 1992, 171). Łatwo byłoby wpisać takie podejście w szeroko rozumiane prądy postmodernistyczne jako antyautorytarne, zakładające tekstualizację, dążące do przełamania narracji dominującej i oddające głos wykluczonym z dyskursu. Nie dałoby to jednak adekwatnego obrazu sytuacji.

            Linda Hutcheon rzeczywiście wskazuje, że postmodernistyczne powieści osadzone w realiach historycznych często odwracają porządki wartości i dokonują refokalizacji. Jednak ich celem nie jest wyzwolenie historii z zafałszowań, a podważenie wiarygodności historiografii i narracji historycznej jako takich. Historiograficzna meta-powieść problematyzuje samą możliwość reprezentacji i traktuje swoją formę z rezerwą (Hutcheon, 1997). Tymczasem fandom rewolucji francuskiej – owszem – kwestionuje autorytet dyskursu dominującego, lecz wybrane przez siebie źródła uznaje za całkowicie rzetelne. Sprzeciwia się najczęstszym ujęciom w historiografii w imię stworzenia nowego obrazu rewolucji, który miałby być adekwatny i niepodważalny. Jak starałam się dowieść, fanki działają w poczuciu, że są dysponentkami prawdy i że obiektem ich afektu są faktyczne postacie historyczne, o których wiarygodne świadectwo dają teksty przynależne do kanonu.

Gdy przez społeczność przelewała się fala oburzenia w związku ze wzmiankowanym wcześniej dokumentem BBC, hasło organizujące grupę brzmiało „Obywatelki, protestujmy przeciw haniebnemu spotwarzeniu Saint-Justa i Robespierre’a!” (LiveJournal, 2009C). Choć spór z twórcami filmu toczył się w oparciu o konkretne, podparte źródłami argumenty, fanki nie próbowały swoim wywodom nadać nawet pozoru obiektywności, dokonując na wstępie samookreślenia za pośrednictwem zaczerpniętego z języka rewolucyjnego terminu „obywatela” i umieszczając się tym samym w rewolucyjnym systemie wartości. Typ dystansu, jakim wykazują się autorzy postmodernistyczni, jest z definicji dla fana nieosiągalny, bowiem jego tożsamość konstytuują zaangażowanie i więź emocjonalna z przedmiotem zainteresowań. Siła tej więzi jednocześnie dyskwalifikuje fanów jako historyków czy historiografów; stają się oni twórcami i odbiorcami kanonu jednocześnie.

BIBLIOGRAFIA

 

 

LITERATURA PRZEDMIOTU

Bacon-Smith, Camille; 1992, Enterprising Women: Television Fandom and the Creation of Popular Myth Series in Contemporary Ethnography, Filadelfia: University of Pennsylvania Press.

Balcerzan, Edward; 1999, W stronę genologii multimedialnej; w: Teksty Drugie nr 6 (59), ss. 7- 24.

Fiske, John; 2008, Kulturowa ekonomia fandomu, w: Kultura Popularna, nr 3(21), ss. 17-29.

Gąsowska, Lidia; 2015,  Fan fiction. Nowe formy opowieści, Kraków: Ha!art.

Głowiński, Michał; 1986, Cztery typy fikcji narracyjnej; w: Janusz Sławiński (red.), Teoretycznoliterackie tematy i problemy, Wrocław: Ossolineum., ss. 25-34.

Hutcheon, Linda; 1997, Historiograficzna meta-powieść: parodia i intertekstualność historii, w: Ryszard Nycz (red.), Postmodernizm. Antologia przekładów,  Kraków: Baran i Suszczyński, ss. 378-398.

Jenkins, Henry; 1992, Textual Poachers: Television Fans and Participatory Culture, New York: Routledge.

Kulesza – Gulczyńska,  Barbara; 2011, Zagadnienie autorstwa w utworach fan fiction. Fandom jako kolektyw twórczy,
https://www.academia.edu/9801434/Zagadnienie_autorstwa_w_utworach_fan_fiction._Fandom_jako_kolektyw_tw%C3%B3rczy_The_Question_of_Autorship_in_Fan_Fiction._Fandom_as_a_Writing_Collective_ [dost. 8.05.2017]

White, Hayden; 2009, Proza historyczna, przeł. Tomasz Dobrogoszcz, Kraków: Universitas.

LITERATURA PODMIOTU I ŹRÓDŁA INTERNETOWE

Wszelkie tłumaczenia cytatów pochodzą od autorki tekstu

Dreamwidth.com; 2009, online: http://revolution-fr.dreamwidth.org/93219.html [dostęp: 9.05.2017].

deviantArt.com; 2010, online: http://frenchrevolutionfans.deviantart.com/ [dostęp: 9.05.2017].

deviantArt.com; 2011, online: http://vive-la-revolution.deviantart.com/ [ dostęp: 9.05.2017].

LiveJournal.com; 2006, online: http://revolution-fr.livejournal.com/ [dostęp: 9.05.2017].

LiveJournal.com; 2009A, online: http://revolution-fr.livejournal.com/88673.html [dostęp: 9.05.2017].

LiveJournal.com; 2009B, online: http://revolution-fr.livejournal.com/89340.html [dostęp: 9.05.2017].

LiveJournal.com; 2009C, online: http://pics.livejournal.com/maelicia/pic/001yr2r3 [dostęp: 9.05.2017].

Mantel, Hilary; 2000, What man this is, with his crowd of women around him!, w: London Review of Books, online:  http://www.lrb.co.uk/v22/n07/hilary-mantel/what-a-man-this-is-with-his-crowd-of-women-around-him [dostęp 9.05.2017].

Mantel, Hilary; 2014, Kogo śmierć nie sięgnie, przeł. Urszula Nowicka, Katowice: Sonia Draga.

Przybyszewska, Stanisława; 1978, Listy T. 1, Gdańsk: Wydawnictwo Morskie.

Tumblr.com; 2013A, online: http://needsmoreresearch.tumblr.com/post/68008500202/my-experience-about-french-revolution-fandom-being [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2013B, online: http://needsmoreresearch.tumblr.com/post/61427809033/the-bbc-terror-robespierre-and-the-french [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2014A, online: http://ao3org.tumblr.com/post/82487503872/image-of-eugene-delacroixs-painting-la-liberte [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2014B, online: http://viverobespierre.tumblr.com/post/100843970336/i-may-be-annoying-asking-the-same-question-youve [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2014C, online: http://unspeakablevice.tumblr.com/post/81229761867/bunniesandbeheadings-unspeakablevice [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2014D, online:  http://bunniesandbeheadings.tumblr.com/post/79309301985/organt-a-few-months-ago-i-found-a-page-of-a [dostęp: 9.05.2017].

Tumblr.com; 2015, online: http://angel-with-a-shotgun-bea.tumblr.com/post/114094634403/my-thoughts-on-the-last-nights-of-ventose [dostęp: 9.05.2017].

UrbanDictionary.com; 2012, online: http://www.urbandictionary.com/define.php?term=History+Peep [dostęp: 9.05.2017].

Web.Archive.org; 2016, online: https://web.archive.org/web/20160701091614/http://thehistorypeepsdirective.tumblr.com/post/91293449014/history-peeps-master-list-and-directory [dostęp: 9.05.2017].

WebArchive.org; 2007, online: http://web.archive.org/web/20070929062044/http://www.saint-just.net/ [dostęp: 9.05.207].

Agnieszka Urbańczyk

Doktorantka na kulturoznawstwie (Wydział Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego), absolwentka polonistyki antropologiczno – kulturowej w ramach MISH;  od roku 2015 realizuje projekt Polityczność science fiction w recepcji fanowskiej w ramach programu „Diamentowy Grant”. Jej zainteresowania akademickie związane są z szeroko pojętą politycznością kultury popularnej (w szczególności SF), jej recepcją, kulturą fanowską i jej dyskursami, teorią krytyczną, biopolityką, teologią polityczną a także rewolucją francuską i polskim futuryzmem.

Streszczenie

Często fandom definiuje się jako społeczność zainteresowaną konkretnym światem fikcyjnym popularnej  książki, filmu czy serialu telewizyjnego, jednak istnieją pewne wydarzenia historyczne, które również zdolne są generować fandomy. Celem tekstu jest wykazanie, że niektórzy z historyków-entuzjastów mogą być nazywani fanami i omówienie relacji ich twórczości (szczególnie fanfiction i fanartu) do faktycznego obiektu fascynacji danej społeczności.

Jak pokazuje Hayden White, przeszłość jest nam niedostępna w jakiejkolwiek innej formie niż narracyjna, a zatem już zinterpretowana. Historia może być zatem traktowana jako fikcja, a co za tym idzie – może mieć fanów. Fandom rewolucji francuskiej to mała, lecz bardzo aktywna społeczność, której twórczość musi być uznana za fanowską, choć skupia się na znanych postaciach historycznych, a nie fikcyjnych. Ponieważ istnieje wiele sprzecznych ze sobą relacji, a fani nie mają dostępu do osobowości jednostek zaangażowanych w rewolucję, dokonują selekcji materiałów historiograficznych by, wybierając te najbardziej zgodne ze swoją romantyczną wizją wydarzenia, uznać je za kanon. W ten sposób, inaczej niż w wypadku przyjmowania z góry danego i spójnego kanonu bestsellera, grupa sama wytwarza kanon oparty o zewnętrzne teksty.

Choć kanon, zamiast zostać przyjęty, jest przez społeczność konstruowany, nie może być mylony z fanonem. Fani rewolucji francuskiej widzą dużą różnicę między swoją działalnością a tym, co uznają za fakt historyczny, do tego stopnia, że są w stanie krytykować reżysera za ukazanie postaci w sposób, w jaki robi to fan fiction (uznawane za niekanoniczne). Koncepcja kanonu jest w tej grupie tak silna, że zmusza do przedefiniowana klasycznych kategorii genologicznych.  Fani niektóre powieści i dramaty historyczne uznają za teksty analogiczne do własnej twórczości, gdy oddalają się od sztywno ustalonego kanonu.

The concepts of canon and truth in history fandoms exemplified by the French Revolution fandom

Both the public and the academia tend to define a fandom as a community interested in particular fictional world from a popular book, movie or TV series, but in fact there are some historical events which generate fandoms as well. This paper’s purpose is to prove some history enthusiasts’ right to be called fans and examines their production (especially fanfiction and fanart) as related to the actual subject of comunnity’s fascination.

As Hayden White pointed out, the past is not available in any other form than a narration, which implies the act of interpreting. Therefore, we should treat historiography as a form of fiction, and as such it is able to have its fans. The French Revolution fandom is a small but very prolific community whose creations can clearly be considered fanworks, even though they represent prominent historical figures (focusing on Robespierre, Saint-Just, Desmoulins and Danton) instead of fictional characters. As fans do not have the access to original personalities of people involved in the Revolution and there are many contradictory accounts of the event, they selectively read historiographical works with which they agree the most and consider them a canon. This way fans themselves create a canon based on external testimonies as opposed to the typical act of accepting a fully developed and consistent canon of a bestseller.

 Even though the canon, instead of being adopted, is constructed by the community, it cannot be mistaken for a fanon. French Revolution fans see a big difference between their fanwork and what they consider a historical fact, to the extent of criticizing a director for showing their favourite characters in the same way they are shown in fanfiction, which is considered noncanonical. The conception of canon is so important it forces us in this case to redefine classic genology, for fans consider some novels fanworks based on their relation to it.

[1]    Uczestnikiem LARPu (Live Action Role Playing), gry polegającej na fizycznym odgrywaniu wobec innych uczestników fikcyjnych ról w odpowiednich kostiumach i przy użyciu rekwizytów.

[2]    LiveJournal.com przez lata był drugim po FanFiction.Net najistotniejszym miejscem publikacji fan fiction. Możliwość tworzenia na stronie grup i społeczności pozwoliła LiveJournalowi stać się platformą dyskusji i wymiany wszelkiej działalności fanowskiej (oprócz fan fiction – fanartu, doujinshi, fanvideo, zdjęć cosplayu itp.). Portal deviantArt ułatwił fandomom rozwój znacznie później, wprowadzając funkcję tworzenia grup; w tym czasie jednak większość społeczności przeniosła się na Tumblr.

[3] W dużym uproszczeniu, slash to szeroka kategoria, która obejmuje różnorodne formy twórczości fanowskiej ukazujące relacje homoerotyczne (najczęściej, choć nie zawsze, pomiędzy postaciami kanonicznie heteroseksualnymi). Skala popularności slashu doprowadziła do uznawania go za osobny, pełnoprawny podgatunek obok romansu, westernu czy horroru.

[4]    W wypadku typowych fandomów pojawia się jeszcze kategoria profic, zarezerwowana dla tekstów osadzonych we wcześniej stworzonym świecie przedstawionym, które wydawane są w sposób tradycyjny w celach zarobkowych.