Kultura i Historia nr 6/2004

Monika Ksieniewicz
Specyfika polskiego feminizmu

“Jeśli kobieta zaczyna pisać “dr” przed nazwiskiem,
przestaje twierdzić, że istnieje kwestia kobieca” (Kazimiera Bujwidowa, 1905)

Na początek parę słów o feminizmie ogólnie. Genezy idei można szukać już w czasach starożytnych, ale przyjęto, że to okres oświecenia dał właściwy początek ruchowi emancypantek i sufrażystek, a to po drugiej wojnie światowej nastąpił największy rozkwit ruchu feministycznego, zorganizowanego na skalę niemal światową.

Słownikowa definicja feminizmu autorstwa Lindy Gordon opiera się na trzech założeniach: 1. na przekonaniu, że status kobiety nie jest niezmienny ani zdeterminowany przez biologiczne czynniki, ale jest tworzony przez ludzi w ich kulturze i przez ludzi może być zmieniony. 2. na stwierdzeniu, że status kobiety w chwili obecnej jest niezadowalający. 3. na podjęciu działań politycznych i społecznych, których celem jest poprawa statusu kobiet [1].

Erica Jong w “Serenissimie” napisała, że kiedyś kobiety były maszynkami do rodzenia dzieci, a teraz chcą mieć wszystko: rodzinę, kochanka, karierę, pieniądze… Nasze pragnienia się zmieniają, ale nadal żyjemy w kulturze patriarchalnej, nie na swoim terytorium. Ten świat jest zrobiony przez mężczyzn i dla ich wygody. Dopiero od niedawna, od dwóch stuleci kobiety zaczynają go zmieniać.

Kim jest więc feministka? To kobieta, która próbuje spojrzeć na świat z własnej, kobiecej perspektywy, nie zaś oczyma mężczyzn. To ktoś, kto nie zgadza się z tym, żeby różnica biologiczna między kobietą a mężczyzną była podstawą do przyznawania im innych praw. “Mają rodzić dzieci i prowadzić dom” – tak pojmowano rolę kobiet przez stulecia. Do zachwiania się tego stereotypu przyczynił się ruch feministyczny. Wywalczył kobietom prawo do: planowania rodziny, wykształcenia, czynnego i biernego udziału w polityce, dobrze płatnej pracy. Nadal jednak jest wiele do zrobienia w dziedzinie relacji między płciami. Dziś feministka to osoba, która stara się wypracować system wartości, możliwy do zaakceptowania przez mężczyzn jako uniwersalny. Podejmuje więc szeroko zakrojoną krytykę kultury zdominowanej przez wartości męskie, dążąc do wprowadzenie do niej pierwiastka kobiecego.

Współczesny feminizm nie ogranicza się jedynie do modyfikacji prawa i zmiany obyczajów. Obok żądań i działań na rzecz głębokich zamian systemowych ma ambicje dowartościować słowo “kobieta” – tak przeformułować określenie kobiecości, by każda osoba płci żeńskiej była dumna z faktu przynależności do swojej płci. Prawdziwa feministka uważa, że każda kobieta powinna mieć prawo wyboru – jeśli chce zostać polityczką, albo zostać w domu z dziećmi, to jest to jej święte prawo – do decydowaniu o swoim życiu.

Feminizm nie jest przeciwko mężczyznom – jest przeciwko niesprawiedliwemu porządkowi świata. I jako taki powinien być w interesie mężczyzn, bo skoro feminizm zmierza do całościowego przekształcenia kultury, to dotyczy również mężczyzn. Tradycyjny świat, który należy zmieniać to świat patriarchalny, w którym normą jest dyskryminacja kobiet, mężczyźni rządzą kobietami i mają od nich większy status.

Na feminizm składa się świadomość tego, że kobiety są dyskryminowane w życiu społecznym i politycznym oraz dążenie do zmian mechanizmów społecznych, stanowiących źródło ich dyskryminacji.

W polskim życiu publicznym pojawiają się książki o dyskryminacji (“Światem bez kobiet” Agnieszka Graff nazywa młodą polską demokrację, “Czego chcecie ode mnie wysokie obcasy?” Kingi Dunin), ale trudno jest mówić o masowym ruchu feministycznym, jak na Zachodzie. Zresztą w naszym kraju nie ma masowych organizacji ekologicznych, konsumenckich czy działających na rzecz mniejszości. Poza tym nawet jeśli kobiety działają, to ma to często wymiar osobisty, a nie społeczny.

Polski ruch feministyczny to ok. 350 stowarzyszeń, grup nieformalnych, fundacji czy organizacji kobiecych zarejestrowanych w OŚCE – Ośrodku Informacji Kobiecej, takich jak eFKa z Krakowa, czy Centrum Praw Kobiet z Warszawy (plus filie) i Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Oprócz tego ważnym elementem składowym ruchu feministycznego są uczestniczki dyskusji, seminariów (na gender studies, podyplomowych studiach nad kulturową tożsamością płci w Warszawie, Krakowie i innych miastach) i konferencji feministycznych (doroczna konferencja feministyczna organizowana przez poznańską Konsolę). Pierwsza organizacja, która otwarcie przyznawała się do feminizmu to Polskie Stowarzyszenie Feministyczne założone w 1981 roku.

Środowiska kobiece aktywizują się, gdy dzieje się coś, co wymaga feministycznego komentarza lub takich działań. Tak było ostatnio w Polsce, kiedy w pewna stacja radiowa w Warszawie reklamowała się w wybitnie seksistowski sposób, lub kiedy przypłynął Langenort, statek – klinika, na którego pokładzie ginekolożki udzielały informacji na temat nowoczesnej antykoncepcji.

Powołana na urząd pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Jaruga – Nowacka w grudniu 2001 roku i jej urząd liczący ok. 30 osób ma za zadanie kontrolować wszystkie akty prawne, decyzje rządu i administracji pod kątem równouprawnienia i w celu promowania polityki równych szans.

Nieformalna Grupa 8 marca, która jest widoczna każdego roku, ponieważ głównie zajmuje się przygotowaniem Manify, demonstracji w Dzień Kobiet, za każdym razem pod innym “szyldem” (aborcja, udział kobiet w polityce).

Istniej Parlamentarna Grupa Kobiet, poza tym Przedwyborcza Koalicja Kobiet wprowadziła do parlamentu obecnej kadencji najwięcej polityczek z…prawej strony politycznej – w ławach klubu LPR jest ich 26 %, to liczba rekordowa!). Ale warto odnotować, że obecny parlament ma najwyższy odsetek kobiet – ponad 20 %.

Mimo to cały czas tracimy prawa już zdobyte – do dłuższych urlopów macierzyńskich, aborcji itp. “Równolegle do dyskusji nas kształtem konstytucji trwała kobieca dyskusja na temat tego, jakie elementy dyskursu emancypacyjnego powinna ona odzwierciedlać. Doświadczenia realnego socjalizmu pokazują, że legalizacja postulatów emancypacyjnych nie jest jednoznacznie emancypacyjnym działaniem. Może ona mieć nawet hamujący, represyjny wpływ na dyskurs emancypacyjny. Tak było w wypadku powszechnego prawa pracy, lecz bez możliwości awansowania na równi z mężczyznami. Takie było prawo do aborcji, nie dopełnione o oświatę seksualną oraz wiedzę i dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcji. Taki był prawny zakaz dyskryminacji kobiet, lecz bez możliwości oddolnych form protestu w wypadkach, gdy zakaz ten był łamany.”(Walcz,s tr. 114)

Dokumenty Komitetu Praw Człowieka potwierdzają dyskryminację kobiet w Polsce czarno na białym – w sferze zdrowia, reprodukcji, antykoncepcji, edukacji seksualnej, pracy, wynagrodzeń.

Powstanie nowej fali ruchu kobiecego zostało wywołane przez projekt ustawy antyaborcyjnej w 1989 roku. Na początku lat 90 – tych pojawił się projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn autorstwa Eleonory Zielińskiej i Małgorzaty Fuszary i do tej pory istnieje tylko w sferze projektu.

Na Światowej Konferencji Kobiet w 1995 podpisano “Platformę Działania”, dokument, na mocy którego Polska zobowiązała się do podjęcia konkretnych działań na rzecz wyrównywania statusu kobiet i mężczyzn.

Obecnie feministki, mimo, że deklarują dążenie do zmian dyskryminujących mechanizmów społecznych, to ich działanie cechuje nieumiejętność wykorzystania struktur demokratycznych dla zwiększenia skuteczności ruchu. Środowisko feministyczne w Polsce skupione wokół małych stowarzyszeń czy fundacji łączą raczej więzy towarzyskie, niż organizacyjne i ich działanie cechuje doraźność zamiast systematycznych akcji. Z tego powodu społeczeństwo postrzega feminizm nadal jako zjawisko egzotyczne, a nie konkretne żądania na rzecz zmian systemowych. Nawet jeśli ukazują się artykuły na temat feminizmu w prasie, to robione jest to z pozycji pt. “opiszmy zjawisko kulturowe”, niekoniecznie wskazując na to, jak feminizm przekłada się konkretnie na życie codzienne. Chociaż z drugiej strony na hasło “feminizm” przeciętny Kowalski myśli od razu – aborcja, bo tylko ten postulat jest najbardziej nagłaśniany przez żądne sensacji media. Z tej przyczyny również Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i jej szefowa – Wanda Nowicka jest postrzegana jako najbardziej radykalna feministka w Polsce. A przecież feminizm to nie tylko problem aborcji, ale ważny dyskurs akademicki (“Katedra”, “Spotkania feministyczne”) i publicystyczny (chociażby felietony Kingi Dunin w “Wysokich Obcasach”, cotygodniowym dodatku do Gazety Wyborczej, gdzie pisała, że powinna powstać “Herstory”, historia świata napisana przez kobietę, gdzie takie samo znaczenie miałoby haftowanie, jak wojowanie; Magdalena Środa apelowała – również na łamach Gazety Wyborczej, by funkcję gospodyni domowej podnieść do rangi zawodu. Bo feministki nie uważają, że zadania domowe są okropne, ale niedoceniane).

Istotnym problemem polskiego feminizmu jest brak szerokiego zasięgu, prawie żaden oddźwięk na wsi i w małych miasteczkach, a wiadomo, że w systemie demokratycznym bez poparcia “mas” i z nikłym poparciem społecznym o żadnej skuteczności politycznej nie może być mowy. Obecnie powstaje partia Zieloni 2000, którzy w swoim programie wyborczym – obok żądań z zakresu ekologii – gwarantują kobietom wszelkie postulaty feministyczne, od prawa do aborcji do parytetu. Poza tym kobiety dystansują się do męskiego sposobu uprawiania polityki, gdzie funkcja lidera konsoliduje organizacje, i do tej pory nie ma w Polsce odpowiednika Glorii Steinem.

W połowie lat dziewięćdziesiątych za jeden z priorytetów Unii Europejskiej uznano tzw. gender mainstreaming, czyli zmierzanie do równości płci we wszystkich dziedzinach funkcjonowania Unii. Jednym z efektów jest ustawa parytetowa, która zakłada, że na listach wyborczych i stanowiskach mianowanych (administracja państwowa, sądy) musi być określony procent kobiet. Kwoty traktuje się jako środek specjalny, o czym często się zapomina, wprowadzane są czasowo, żeby przyspieszyć faktyczną równość w sferze polityki. System kwot z powodzeniem stosowany jest w Belgii, Norwegii, Danii, Holandii, Finlandii, Niemczech, Włoszech oraz we Francji.

Przed Polską są już prawie otwarte wrota Unii i jej standardów. Jako kraj o silnych tradycjach patriarchalnych być może staniemy się skansenem, w którym kobiety nie cieszą się pełnią europejskich praw, a kobieta, która publicznie przyznaje się do bycia feministką jest uznawana za wariatkę. Zwróciła uwagę na to Agnieszka Graff w swojej książce “Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym”: “Europa postanowiła, że w prawdziwej demokracji musi panować równość płci; Polska co raz przyłącza się w kwestiach równościowych do stanowiska takich państw jak Algieria, Iran, Libia, Sudan, Watykan. W marcu 2001 roku polski rząd po raz kolejny odciął się od stanowiska Unii Europejskiej.” [2] Obecny rząd jak na razie w kwestii kobiecej zrobił tylko tyle, że premier Miller w grudniu 2001 powołał Izabelę Jaruga-Nowacką na stanowisko pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn w randze ministra. Ustawa parytetowa upadła w sejmie, mimo tego, że statystycznie 70% Polaków uważa, że dyskryminacja kobiet w Polsce istnieje. Co będzie, gdy już będziemy w Unii? “Niestety, wiele wskazuje na to, że w swej wielkiej liberalnej mądrości, w której niebagatelną rolę odgrywa relatywizm kulturowy, Europa uzna polski patriarchat za koloryt lokalny, którego zwalczać nie trzeba, ba, nie wolno. Cóż robić, powie Unia, Francuzi mają sery, Anglicy królową, a Polacy dyskryminację kobiet.” [3]

W większości krajów Unii istnieją ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, które stanowią narzędzie do przezwyciężania dyskryminacji kobiet. Ale dlaczego nie ma w naszym kraju organizacji na miarę amerykańskiego NOW? (National Organisation for Women).

DLACZEGO W POLSCE NIE MA MASOWEGO RUCHU FEMINISTYCZNEGO?

Socjologowie piszą, że polskie kobiety nie mają świadomości grupowej, “nie zauważają podobieństwa swego losu zdeterminowanego płcią”. Silniejsze jest ich poczucie wspólnoty z rodziną, środowiskiem społecznym, nawet z orientacją polityczną. Polki są zadowolone z rolą, jakie wyznaczyło im społeczeństwo. Przekonanie o tym, że “mężczyzna jest głową, a kobieta szyją, która nią kręci” oddaje charakter pozornej władzy, jaką cieszą się polskie kobiety, jakby tego było mało, wzmacnia to mit kompensacyjny Matki – Polki. Domański wręcz nazywa kobiety w Polsce “zadowolonymi niewolnikami” a postawę kobiet, które godzą się na władzę męża – “wyuczoną bezradnością”.

Historycy z kolei genezę bierności i słabości kobiet widzą w historii naszego narodu, szczególnie odwołują się do tych momentów, gdzie ważny był etos szlachecki (wyjaśnienie historyczne) oraz wskazują na wpływ, jaki wywarł system komunistyczny na postawy i świadomość Polaków w ogóle (wyjaśnienie polityczne) [4].

Anna Titkow jest autorką wyjaśnienia historycznego. W artykule “Kobiety pod presją?” zwraca uwagę na to, że w konstrukcji etosu szlacheckiego nie było miejsca na żadną podmiotowość – ani kobiet, ani mężczyzn, priorytetem była niepodległość państwa. Poza tym etos szlachecki miał wiele wspólnego z etosem rycerskim – stawiał kobietę na piedestale, poza tym stwarzał takie możliwości aktywności gospodarczej kobietom, że mimo, że formalnie były zależne materialnie od mężów, mogły zarządzać majątkiem czy założyć manufakturę. Oprócz tego, że bycie żoną i matką było głównym zadaniem kobiety, w wyniku utraty przez Polskę niepodległości, stało się to sprawą polityczną, ponieważ rodzina była jedynym gwarantem utrzymania tożsamości narodowej. Matka Polka miała nauczyć potomstwo języka, przekazać wiarę i wiedzę o kulturze narodu, który był pod obcym zaborem.

Idealizacja kobiety, choć umacniała siłę oporu narodowego, wytwarzała tak mocne więzi między rodziną a narodem, że próba wyzwolenia się kobiet z tradycyjnych zależności od rodziny wydawała się równoznaczna ze zdradą narodową i apostazją religijną. Titkow twierdzi, że właśnie okres porozbiorowy stworzył funkcjonujący do dziś wzór kobiety – Matki Polki, która potrafi sprostać najtrudniejszym wyzwaniom losu. Szerokie uczestnictwo kobiet w zrywach niepodległościowych, od powstania styczniowego w roku 1864 przez Piłsudczykowskie POW do powstania warszawskiego i “Solidarności”, jest tego dowodem. Międzywojenny okres Polski niepodległej to czas legalizacji politycznego i edukacyjnego równouprawnienia płci, przy jednoczesnym słabym wykorzystaniu tych praw przez kobiety i początkowe wycofanie z życia publicznego. W tym okresie działało 80 organizacji kobiecych różnych orientacji i gdyby nie wojna, proces emancypacji postępowałby dalej, aż do pełnego uczestnictwa kobiet w życiu kraju.

Powojenny czas socjalizmu, mimo, że dokonało się w nim masowe wejście kobiet na rynek pracy, to jednak ze względu na centralnie sterowany charakter tego procesu i fakt, że wejście nie było przedmiotem indywidualnego wyboru, lecz konieczności ekonomicznej, oraz fakt, że nie było w nim mowy o samorządnych organizacjach kobiecych, podtrzymał tradycyjną rolę kobiety, uzupełniając ją tylko o nowy obowiązek pracy zawodowej. (postać, którą Irena Kwiatkowska grała w “Czterdziestolatku” J. Gruzy, mówiła o sobie: “Jestem kobieta pracująca – żadnej pracy się nie boję”). Aczkolwiek jak pisze Walczewska: “Samozadowolenie ówczesnych prawodawców wyrażało się w poglądzie, że system prawny w krajach socjalistycznych jest tak postępowy, że wyprzedza aspiracje kobiet (Urban)” [5].

Uzyskana niezależność materialna oraz to, że za czasów komunizmu nastąpiło wycofanie całego społeczeństwa w prywatność życia rodzinnego i jeszcze większe zaangażowanie w sprawy religii, bo często kościół był jedynym miejscem, gdzie można było swobodnie wypowiadać swoje poglądy polityczne – to wszystko spowodowało, że kobiety czuły się dowartościowane swoją pozycją w rodzinie i nie czuły potrzeby samorealizacji w pracy zawodowej czy aktywności publicznej. Zgodnie z wyjaśnieniem historycznym, w okresie systemu totalitarnego w Polsce, kobiety akceptowały swą dyskryminację, ponieważ, tak jak za czasów szlacheckich, dzięki wysokiej pozycji w rodzinie i zorientowaniu Polaków na życie rodzinne i wartości chrześcijańskie, dyskryminacja ta nie zagrażała ich samoocenie i godności. To samo miało miejsce, kiedy tworzyły się pierwsze komitety “Solidarności” i opozycja demokratyczna w latach 70 – tych .

Wyjaśnienie polityczne zaproponowała Jolanta Brach – Czaina przez odwołanie się do sytuacji, jaka panowała w Polsce przez ponad czterdzieści lat rządów komunistycznych. Dawał się odczuć brak tradycji liberalnych, wzorów postawy zorientowanej na samorealizację jednostki, który był podstawą do tworzenia się zachodnich ruchów feministycznych. Brach – Czaina twierdzi, że kultura polska to kultura bardzo silnej presji stadnej, kultura wymagająca jednolitych zachowań i represjonująca indywidualne wybory i różnorodność stylów życia.

Titkow widzi źródło tego stanu rzeczy w wielowiekowej tradycji, Brach – Czaina koncentruje się tylko na ostatnich latach, kiedy to społeczeństwo polskie poddane było presji dwóch mocnych systemów, hierarchicznych i autorytarnych – władzy komunistycznej i kościołowi katolickiemu. Rzadko zdarzały się postawy rozłączne – ponieważ większość wybierała lawirowanie miedzy oba systemami – w trudnych warunkach życia w Polsce strategia ta zapewniała dostęp do dóbr, którymi dysponowały oba systemy. Aparat państwowy kontrolował dostęp do mieszkań i pracy, a kościół dawał poczucie włączenia do tradycji kultury narodowej, której istotnymi składnikami są obrzędy i obchody większych świąt. Taka sytuacja nauczyła Polaków tylko konformizmu, o promowaniu indywidualnych wyborów życiowych nie było mowy, a na tym feminizm przecież się opiera.

Matka Polka – mit kompensacyjny i szlachecki kontrakt płci

Historyczka Elżbieta Mazur twierdzi, że sytuacja kobiet w Polsce była przez wieki lepsza niż w pozostałych częściach Europy. Mężczyźni większą część czasu spędzali na wojnach lub sejmikach, a domami i folwarkami rządziły kobiety. Jednak państwo to była czysto męska sprawa. Poza tym istniało coś, co Sławomira Walczewska nazywa szlacheckim kontraktem płci. Wśród zamożnej szlachty małżeństwo miało charakter kontraktu i miało służyć interesom majątkowym i rodowym. Dziewczęta wychodziły za mąż w wieku 16 – 118 lat, wcześniej poddane treningowi dobrego ułożenia, czyli wszelkim praktykom wychowawczym doprowadzającym do tego, by być uległą wobec mężczyzn [6].

Dopiero podczas insurekcji wydarzyła się rzecz bez precedensu. Naczelnik powstania Tadeusz Kościuszko wystosował do kobiet odezwę, w której zwraca się do nich: współobywatelki. Prosił o szarpie i bandaże, mówił o potrzebie publicznej i konieczności ofiary na rzecz ojczyzny. “Ogłoszenie kobiet współobywatelkami oznaczało w epoce rozbiorów wolę podzielenia się z nimi kosztami restytucji państwa polskiego. Do czasu upadku jedynymi jego obywatelami byli mężczyźni stanu szlacheckiego. Kobiety otrzymały obywatelstwo dopiero wtedy, gdy państwo polskie przestało istnieć. Przyznano im więc obywatelstwo nieistniejącego państwa. Otrzymały je wtedy, gdy formalnie rzecz biorąc było ono paradoksem, a faktycznie – gdy było wielkim ciężarem.” [7] – pisze Walczewska w “Damach, rycerzach, feministkach”. Tak czy inaczej, kobiety w końcu zaistniały na scenie publicznej.

Genezę figury Matki Polki ze słynnego wiersza Adama Mickiewicza stanowi opera Franciszka Kniaźnina i jego bohaterka matka – Spartanka, wysyłająca kolejnych synów na pole bitwy, kobieta, która dla ojczyzny jest w stanie poświęcić własne dzieci.

O ile matka – Spartanka miała wychowywać obywatela i żołnierza, po tym, jak walka o niepodległość była definitywnie przegrana – Matka Polka głównie spiskowca i konspiratora. “Wcześnie mu ręce okręcaj łańcuchem/ Do taczkowego każ zaprzęgać woza/ By przed katowskim nie zblaknął obuchem/ Ani się spłonił na widok powroza” [8] – pisał Mickiewicz w utworze “Do Matki Polki”. Kobiety oczywiście odpowiedziały na wezwanie Kościuszki. Oprócz haftowania sztandarów i darcia szarpi, agitowały, były kurierkami, szmuglowały broń i pieniądze, organizowały lazarety, wiele z nich walczyło. Po skończonej walce to one wysyłały paczki na Sybir.

Gdy Polska zniknęła z mapy Europy, przeniosła się do domu, a rodzina stała się gwarantem narodowej tożsamości. Macierzyństwo i wychowanie dzieci nie było już sprawą prywatną, ale polityczną. Matki Polki realizowały postulat “prywatne jest polityczne” na długo zanim wymyśliły go zachodnie feministki. W domach pielęgnowały polskość, kultywowały tradycję, religie, obyczaj. Po zsyłce lub śmierci męża kobiety były samodzielne, niezłomne, stawały pod presją bycia doskonałymi.

Mimo, że nagrodą za to był prestiż w rodzinie i społeczeństwie, to wyniesienie na społeczny piedestał zacieśniało krąg dostępnych zachowań. Według Anny Titkow Matka Polka miała być dobra, wierna, pełną hartu i oddania heroiną, której nie wolno było mieć własnych pasji czy marzeń o namiętnościach nie wspominając. Poza tym władza moralna kobiet nie przekładała się w żaden sposób na władzę formalną.

Kiedy zachodnie emancypantki walczyły o wolność i równouprawnienie kobiet, Polki walczyły “o sprawę”. Nawet polskie emancypantki po odzyskaniu niepodległości nie upominały się o wyzwolenie spod męskiej dominacji, ale o “równość w możności poświęcenia”, o obywatelskie obowiązki i uczestnictwo w odbudowie państwa “bez różnicy płci”. Prawa wyborcze uzyskały dosyć łatwo, chociaż – jak głosi anegdota przytoczona w “Damach, rycerzach, feministkach” przez Walczewską – delegacja działaczek, które zgłosiły się w tej sprawie do Piłsudskiego, została przetrzymana parę godzina na mrozie przed jego willą na Mokotowie [9].

Analogiczna sytuacja miała miejsce “za komuny” – prawa i wolności człowieka były tematem tabu. W społeczeństwie polskim za czasów socjalizmu istniały warunki do formowania się tożsamości, ale tylko kolektywnej, budowanej na bazie legalnych przynależności do partyjnych organizacji. Istotne znaczenie miała tylko zbiorowość, a nie indywidualność.

Według Jadwigi Staniszkis, dopiero “Solidarność” stworzyła nową przestrzeń dla tworzenia się innej tożsamości. Co prawda aktorami ruchu solidarnościowego kobiety były na równi z mężczyznami, ale jak pisze Shanna Penn, obie płcie pozostawały na swoich miejscach – “one zakładały komórki związkowe, załatwiały przelew pieniędzy, znajdowały kontakty w zachodnich ambasadach, udzielały wywiadów prasie i rozwijały kontakty z krajowymi i zagranicznymi duchownymi…, oni – występowali na scenie publicznej” [10]. Na murze strajkującej Stoczni Gdańskiej wymalowano nawet takie hasło: “Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę”. Koniec końców, na pierwszym Kongresie “Solidarności” kobiety stanowiły tylko 6% delegatów.

W historii “Solidarności” jest krótki okres istnienia Komisji Kobiecej NSZZ opisany przez Małgorzatę Tarasiewicz, obecnie szefową polskiego oddziału NEEW [11]. Komisja Kobieca krytykowała niedopuszczenie kobiet do niektórych zawodów, podział prac na męskie i kobiece oraz niższe zarobki kobiet. Decyzja II Zjazdu “Solidarności”, który poparł restrykcyjną ustawę antyaborcyjną przy 10 % udziale kobiet ostatecznie skłócił twórczynie Komisji Kobiecej z kierownictwem Związku i uniemożliwił im dalszą współpracę.

Figura Matki Polki największe znaczenie miała pod zaborami, a “za komuny” panował według Walczewskiej matriarchat domowy i “matka gastronomiczna” [12]. Wmawiano kobietom, że ON jest wprawdzie głową domu, ale ONA jest szyją, która tą głową kręci…Władza polegała głównie na tym, że to matka rządziła w kuchni. W czasach, kiedy trudno było zdobyć podstawowe produkty żywnościowe, było to nie lada zadanie – wystać w kolejkach, wcześniej upolować…Kobiety łączyły to zazwyczaj z pracą zawodową. Władza ta była pozorna i raczej życzeniowa, niż realna, ale kobiety nie pozwalały sobie pomagać, infantylizując w ten sposób rodzinę. Agnieszka Graff uważa teorię matriarchatu za niebezpieczną bajkę, wręcz za źródło nieobecności kobiet w życiu publicznym! [13]

Małgorzata Fuszara w “Kobiety w Polsce na przełomie wieków” twierdzi, że uwarunkowania historyczne i kulturowe umieściły Polki w szczególnie ciasnym gorsecie, że ranga życia osobistego i rodzinnego w hierarchii wartości polskiego społeczeństwa jest tak wysoka, że kobiety nie mają “psychologicznej przestrzeni na działania, które byłyby w sprzeczności z kanonami kultury patriarchalnej” [14]. Bożena Chołuj twierdzi, że Matka Polka to nie tylko stereotyp czy postulat z epoki romantyzmu, ale tradycja nierozerwalnie związana z tożsamością Polek do dnia dzisiejszego [15].

Polka wyemancypowana – projekty feministyczne

Oprócz spolegliwych Matek Polek były też i “niegrzeczne dziewczynki”, jakbyśmy dziś powiedzieli – emancypantki i sufrażystki. Najsłynniejsza z nich – Narcyza Żmichowska, pisarka, nauczycielka, założycielka stowarzyszenia Entuzjastek (1830-50), które według Tadeusza Boya Żeleńskiego uznane zostało za pierwszą grupę feministyczną – ośmieliła się palić cygara, ostrzyc się na krótko i jeździć na koniu po męsku. Postulowała z zerwaniem “salonowego” kształcenia dziewcząt, które opiewało głównie język francuski i grę na fortepianie, a zamiast tego wprowadzenie wychowania kobiet opartego na naukach społecznych i przyrodniczych.

Eliza Orzeszkowa nie pojechała za panem Orzeszko na Sybir. Wołała uprawiać pozytywistyczne (lata 70/ 80 – te XIX w.) ideały bez poświęcania się dla innych. Jest znana jako autorka śmiałych tekstów agitujących na rzecz edukacji kobiet i patronka zjazdów kobiecych (pierwszy w 1907 r.).

Kazimiera Bujwidowa wraz z Józefą Bojanowską stworzyły Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich.

Maria Konopnicka, autorka nie tylko utworów dla dzieci, ale samodzielna kobieta, która dokonała w swoim życiu radykalnych wyborów, była redaktorką pisma emancypacyjnego “Świt”.

Maria Skłodowska – Curie również była rzeczniczką dostępu kobiet do wiedzy uniwersyteckiej. Wyjechała z Krakowa z płaczem, po tym, jak po ukończonych studiach w Paryżu nie otrzymała pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim, ponieważ była kobietą. Dopiero jej siostra, Bronisława uczestniczyła w udanej akcji “zdobywania” Uniwersytetu Jagiellońskiego dla kobiet w 1895 r. (500 lat po swoim powstaniu!).

Paulina Kuczalska – Reinschmit prowadziła Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich i pismo “Ster” oraz razem z Marią Turzyną “Nowe Słowo. Dwutygodnik społeczno – literacki poświęcony kobietom”- wszystkie te działania sufrażystek koncentrowały się na walce o prawo głosu dla kobiet (lata od 90 – tych XIX do 1914).

Zofia Nałkowska była aktywną działaczką na rzecz ruchu kobiecego, chociaż najbardziej interesowała ją wizja kobiecej twórczości.

Irena Krzywicka związana z “Życiem Świadomym” zajmowała się głównie kwestią życia seksualnego, wolności obyczajowej.

Po upadku powstania styczniowego równouprawnienie kobiet, stało się nie tyle postulatem pozytywistycznym, co koniecznością życiową. Na skutek represji oraz przemian gospodarczych pojawiła się liczna grupa kobiet pozbawiona męskiej opieki, zmuszona do znalezienia sobie nowej roli w społeczeństwie. Eliza Orzeszkowa pisała, że kobiety muszą się emancypować, żeby przeżyć. Trudna realna sytuacja kobiet nałożyła się na istniejącą wcześniej niekorzystną sytuację prawną.

Status prawny kobiety również po powstaniu określał Kodeks Napoleona. Kobiety nie miały praw cywilnych, były w zasadzie własnością mężów. Bez zgody męża kobieta nie mogła dysponować swoim majątkiem, podjąć pracy, czy nawet swobodnie korespondować! Rozwój taniego przemysłu miejskiego (włókiennictwo) wchłonął kobiety. Najbardziej podatną na emancypację grupą były jednak kobiety średnio zamożne, często pozbawione statusu szlachcianki. Jedynymi zawodami dostępnymi dla “panien wyższego urodzenia” było nauczycielstwo i praca urzędniczki pocztowej. Pod zaborami najbardziej rozwinięty był ruch kobiecy w Galicji (chociaż obowiązywał zakaz zakładania stowarzyszeń politycznych dla kobiet), najsłabszy pod zaborem pruskim.

Jak pisze Aneta Górnicka – Boratyńska w “Stańmy się sobą”: “Przymiotnik “feministyczny”(…) był używany nie tylko przez przeciwników emancypacji w znaczeniu “niepoważnym, śmiesznym, a nawet w kolizji z moralnością będącym”, ale również – w odniesieniu do działalności Pauliny Kuczalskiej – Reinschmit i całego środowiska polskich sufrażystek – jako synonim “odważnej”, “radykalnej” czy “bezkompromisowej” (…) postawy zaangażowania w działalność mającą na celu prawne, ekonomiczne, zawodowe, edukacyjne i obyczajowe równouprawnienie kobiety.” [16]

Prawa wyborcze, czyli główny postulat XIX w. ruchu kobiecego na Zachodzie, nie był głównym postulatem polskich emancypantek, ponieważ jak wiemy, nie istniało wtedy państwo polskie. W Polsce kobiety otrzymały czynne i bierne prawo wyborcze w 1918 r., ale dopiero ustawa z 1921 r. uchyla w pełni ograniczenia mężatki do sprawowania czynności prawnych i zdolności procesowych a od 1929 r. zaczyna obowiązywać zasada równouprawnienia obojga małżonków w stosunkach osobistych. Poza tym zaraz po odzyskaniu niepodległości udział Polek w życiu publicznym był znikomy – zaledwie 2 % w Sejmie i 5 % w Senacie.

Jak pisze Walczwska: “Kobiety w Polsce nie musiały domagać się dla siebie miana obywatelek, jak kobiety z krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Przyszło ono do nich z zewnątrz, jako wyzwanie, obowiązek, nakaz moralny. Pojawiło się wraz z upadkiem Rzeczypospolitej i rozbiorami. Gdy w początkach XX wieku państwo polskie zaczęło mieć szansę na odrodzenie, obywatelstwo kobiet znów zaczęło być problematyczne” [17] aż do odzyskania niepodległości. I dalej: “Upadek państwowości polskiej przyniósł kobietom zaproszenie do polskiej wspólnoty narodowej. Wcześniej dla kobiet nie było miejsca w szlacheckim narodzie. Rzeczypospolita była męską sprawą, ojczyzną “panów braci”. Kobiety nie miały w niej żadnych funkcji publicznych. Zmienił to dopiero upadek państwa polskiego, któremu towarzyszył “wynalazek” obywatelstwa kobiet.” [18]

W czasach komunizmu zapomniano o emancypantkach, ponieważ były ich poglądy były burżuazyjne i nie miały nic wspólnego z walką klasową. Czasy PRL przyczyniły się do zapomnienia pierwszej fali polskiego ruchu kobiecego. Poza tym idea równouprawnienia lansowana przez socjalistów była tak samo sztuczna, jak idea zniesienia różnic między pracą umysłową a fizyczną czy miastem a wsią. Według aparatu partyjnego feminizm miał rację bytu w społeczeństwach kapitalistycznych, a nie socjalistycznych, bo tam równouprawnienie od dawna istniało.

“Doświadczenia realnego socjalizmu pokazują, że legalizacja postulatów emancypacyjnych nie jest jednoznacznie emancypacyjnym działaniem. Może ona mieć nawet hamujący, represyjny wpływ na dyskurs emancypacyjny. Tak było w wypadku powszechnego prawa pracy, lecz bez możliwości awansowania na równi z mężczyznami. Takie było prawo do aborcji, nie dopełnione o oświatę seksualną oraz wiedzę i dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcji. Taki był prawny zakaz dyskryminacji kobiet, lecz bez możliwości oddolnych form protestu w wypadkach, gdy zakaz ten był łamany.” – pisze Walczewska [19].

W historii polskiego feminizmu wyróżniamy pierwszą falę – określenie używane w stosunku do ruchu sufrażystek i emancypantek przypadającego na lata 1830 – 1920, czyli do uzyskania prawa głosu i prawnego równouprawnienia. Mimo, że istniały istotne różnice społeczne i historyczne, daje się zauważyć również jedność ideologiczną ruchu kobiecego w Ameryce, Europie Zachodniej i Polsce. Podobieństwo widoczne jest w sferze idei (haseł, dążeń, programów), ale już nie w praktyce społecznej.

Najważniejsze było uzyskanie przez kobiety równych praw wyborczych, poza tym widoczna była perspektywa uniwersalistyczna. W Wielkiej Brytanii kobiety już w 1866 roku organizowały się wokół żądań przyznania im praw wyborczych. W 1903 roku Emmeline Pankhrust założyła w Anglii organizacje sufrażystek – Społeczno – Polityczną Unię Kobiet.

W tym samym czasie Minna Cauer, założycielka Stowarzyszenia Pomyślności Kobiet (1888) i jej koleżanki nie tylko walczą o prawa wyborcze, ale także o zniesienie podporządkowania i ubezwłasnowolnienia żony i matki. Jak pamiętamy, kobiety polskie w tym czasie walczyły o sprawę narodową, swoje prawa zmuszone odsunąć na później. Odzyskana przez kraj niepodległość w 1918 roku ofiarowała Polkom prawa wyborcze na równi z mężczyznami, co jest istotnym szczegółem dla zagadnienia specyfiki polskiego feminizmu. Angielki otrzymały prawa wyborcze w tym samym roku, co Polki, z tym, że im tych praw nikt nie dał – one same je sobie wywalczyły. Jest to różnica zasadnicza, ponieważ w trakcie tej walki kształtowała się świadomość kobiet. Miały szansę zrozumieć, co jest dla nich ważne, czego chcą, czego im brakuje na skalę masową, a nie towarzyską, jak w przypadku sufrażystek polskich.

Intelektualnie bojowniczki o prawa wyborcze inspirowała “A Vindication of the Rights of Women” Mary Wollstonecraft (1792), w której to książce za priorytetową sprawę autorka uznaje równość w dziedzinie praw obywatelskich i edukacji, żądanie tego samego, czym cieszą się mężczyźni w sferze publicznej bez konieczności całościowej zmiany systemu społecznego. Takie podejście nazywane jest feminizmem liberalnym (B.Friedan), które w historii myśli feministycznej jest nazywane także feminizmem równości.

Feminizm radykalny, powstały na przełomie lat 60 – tych i 70 – tych w Ameryce (A. Rich, M. Daly, K. Millet), którego głównym hasłem było “prywatne jest polityczne”, w swoich założeniach żądał przewartościowania całości systemu kultury, definiowanego jako patriarchalny, i przez to opresyjnego wobec kobiet. Podejmował problematykę ciała, seksualności, obyczaju i miał charakter separatystyczny, nazywany nawet został feminizmem różnicy. Działalność takich masowych organizacji jak NOW czy ERA bardzo poprawiła sytuację kobiet w Ameryce.

Polki w okresie działalności “Solidarności” miały szansę zbliżyć się do sytuacji, podobnej do sytuacji Amerykanek walczących o swoje prawa w latach 70 – tych. Świadomość praw obywatelskich najpełniej doszła wtedy do głosu. Znów jednak potrzeba zwalczania wspólnego wroga uniemożliwiła kobietom zajęcie się swoimi prawami.

Z feminizmu radykalnego wyłonił się nurt zwany feminizmem kulturowym, którego istotną gałęzią jest francuska myśl esencjalistyczna, której ambicją było stworzenie alternatywnego porządku kobiecego, dowartościowanie istoty kobiecości (L. Irigary, H. Cixous, J. Kristeva). W Polsce w przekonaniu o wyższości kobiecych wartości o wiele wcześniej od esencjalistek pisała Zofia Nałkowska.

Na Zachodzie obecnie panuje trzecia fala feminizmu, zwana również postfeminizmem – główne problemy to realny dostęp do władzy, jak pogodzić karierę z macierzyństwem itp. Media co i ruch ogłaszają tam wręcz schyłek feminizmu, a my w Polsce raczkujemy z podstawowymi problemami drugiej fali amerykańskiego feminizmu – cały czas nie ma solidnej edukacji seksualnej, obowiązująca ustawa antyaborcyjna jest zbyt restrykcyjna, nie ma ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, nadal kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, poza tym stanowią większość bezrobotnych itp.

“Musimy wiedzieć, skąd przyszłyśmy, żeby zrozumieć, dokąd idziemy” napisała Maria Dernałowicz w “Kuferku Kasyldy”. Krótki zarys historii polskiego dyskursu emancypacyjnego pozwolił na określenie tego, co może stać się w przyszłości.

W przededniu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej istnieje potrzeba zaktywizowania na skalę masową rodzimych feministek, by nie przepuściły okazji, jakie niesie polityka równościowa tej organizacji. Pora pogrzebać mit Matki Polki i żądać praw i realnej, a nie pozornej władzy dla siebie i dla innych kobiet.

PRZYPISY

[1]
Humm M, Sownik teorii feminizmu, Semper Warszawa 1993, str. 60 – 71

[2]
Graff A., Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, Warszawa 2001, s. 58.

[3]
Tamże.

[4]
Przytaczam za Rosner K, Czy istniej w Polsce ruch feministyczny?, “Pełnym głosem”, nr 5/ 1997.

[5]
Walczewska S., Damy, rycerze, feministki. Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, Kraków 1999, s. 65.

[6]
Tamże, s. 19, 29.

[7]
Tamże, s. 144.

[8]
Mickiewicz A., Dzieła zebrane, Warszawa 1995.

[9]
Walczewska S., op.cit., s. 64.

[10]
Penn S., Tajemnica państwowa, “Pełnym Głosem”, nr 2/ 1994, s. 11.

[11]
“Pełnym Głosem” nr 1/ 1993.

[12]
Walczewska S., op.cit., s. 164-169.

[13]
Graff A., Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, Warszawa 2001.

[14]
Fuszara M. (red.), Kobiety w Polsce na przełomie wieków”, Warszawa 2002.

[15]
Chołuj B., Matka Polka w PRL – u, www. oska.org.pl/ panorama/ matkapolka.

[16]
Górnicka – Boratyńska A., Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863 – 1939), Izabelin 2001, str. 19 – 20.

[17]
Walczewska S., op.cit., s. 41-42.

[18]
Tamże, s. 53.

[19]
Tamże, s. 114.

BIBLIOGRAFIA

Boratyńska – Górnicka A.(red.), Chcemy całego życia. Antologia tekstów feministycznych z lat 1870 – 1939, Warszawa 1999.

Boratyńska – Górnicka A., Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863 – 1939), Izabelin 2001.

Borkowska G., Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej, Warszawa 1996.

Ciechomska M., Od matriarchatu do feminizmu, Poznań 1996.

Domański H., Zadowolony niewolnik? Studium o nierównościach między mężczyznami i kobietami w Polsce, Warszawa 1992.

Domański H., Zadowolony niewolnik idzie do pracy, Warszawa 1999.

Dunin K., Czego chcecie ode mnie, wysokie obcasy?, Warszawa 2002.

Graff A., Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, Warszawa 2001.

Humm M., Słownik teorii feminizmu, Warszawa 1993.

Janion M., Kobiety i duch inności, Warszawa 1996.

Malinowska E., Organizacje kobiece w Polsce, “Studia Socjologiczne” nr 1/ 1999.

Matuchniak – Krasuska A., Ruch feministyczny i kobiecy w Polsce. Interwencja socjologiczna 1994/ 5, “Acta Universitatis Lodziensis, Folia Sociologica” nr 27/ 1998.

Mikulska J., Pakszys E. (red.), Humanistyka i płeć. Studia kobiece z psychologii, filozofii i hisotrii, Poznań 1995.

“Ośka”, biuletyn Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych, Warszawa, lata 1998 – 2003.

“Pełnym Głosem”, Kraków, nr 1 – 5/ 1993 – 7.

Penn S., Tajemnica państwowa, “Pełnym głosem” nr 2/ 1994.

Szwarc A., Żarnowska A. (red.), Kobieta i kultura: kobiety wśród twórców kultury intelektualnej i artystycznej w dobie rozbiorów i w niepodległym państwie polskim,
Warszawa 1996.

Titkow A., Kobiety pod presją? Proces kształtowania się tożsamości, w: Co to znaczy być kobietą w Polsce? (red.) A. Titkow, H. Domański, Warszawa 1995.

Walczewska S., Damy, rycerze, feministki, Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, Kraków 1999.

Walczewska S. (red.), Głos mają kobiety, Kraków 1992.

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne

——————————————————————————————–

Comments are closed.